Blog importera

Lai Changxing – historia króla przemytu

Któż w Polsce kojarzy nazwisko Lai Changxing? Przeciętnemu obywatelowi naszego pięknego kraju, ojczyzny Chopina, lampy naftowej i oscypka nazwisko Lai Changxing może skojarzyć się w najlepszym razie z niedrogimi wyrobami oferowanymi przez sympatycznych przedstawicieli krajów azjatyckich w Wólce Kosowskiej. Tymczasem to nie marka niedrogiej odzieży, a nazwisko jednego z najbardziej znanych ludzi w ChRL. Sławnego sławą dwuznaczną.

Lai urodził się w 1958 roku jako siódme z ośmiu dzieci lojalnego funkcjonariusza państwowego we wsi Shaocuo, oddalonej zaledwie o kilka godzin jazdy samochodem od Xiamen, chińskiego portu znajdującego się w niewielkiej odległości od „zbuntowanego” Tajwanu. Lai i jego czterej bracia chowani na cienkiej ryżowej polewce byli zadziwiająco pulchni i znani powszechnie ze skłonności do nieustannych żartów. Nawet w czasie rewolucji kulturalnej zajmowali się głównie „zbijaniem bąków” i „łobuzerką”, kiedy ich rówieśnicy stawali się aktywnymi członkami oddziałów czerwonej gwardii. Ich krewni wspominali braci z tamtych czasów twierdząc, że zawsze pakowali się w różnego rodzaju kłopoty, ale zawsze wiadomo było, że czeka ich wyjątkowa przyszłość. Lai Changxing skończył tylko 3 klasy szkoły podstawowej. Ponoć po dzień dzisiejszy sprawia wrażenie lekko nierozgarniętego, ale niezwykle sympatycznego człowieka. Mówi z silnym lokalnym, wiejskim akcentem, trudne słowa sprawiają mu wyraźny kłopot zarówno kiedy musi je wypowiedzieć, jak również kiedy powinien je napisać. Kiedy kończy jakieś dłuższe zdanie nie zawsze wiadomo co miał na myśli zaczynając je.

 Skąd więc ta sława?

Otóż Lai Changxing został obdarzony przez chińskie bóstwa niewiarygodnym talentem do zawierania sojuszy i zarabiania pieniędzy. W czasach Mao Zedonga drugi z talentów nie miał szans, aby się ujawnić. Lai zajmował się więc kopaniem studni, zajęciem odpowiadającym jego wykształceniu i kwalifikacjom. Kiedy jednak Deng Xiaoping uchylił drzwi dla reform ekonomicznych w 1979, Changxing wraz z paroma przyjaciółmi zebrał astronomiczną kwotę 150 dolarów i uruchomił fabryczkę drobnych części zapasowych do samochodów i motocykli. Jedyną konkurencją dla prywatnej fabryczki były zakłady państwowe. W zakładach tych poziomy pensji dla poszczególnych pracowników były ustalane przez władze centralne. Lai odkrył, że wystarczy zaoferować nieco wyższe wynagrodzenie, aby pozyskać wielu wybitnych fachowców, którzy oddają się nowej firmie bez reszty, a jej właściciela czynią w krótkim czasie człowiekiem co najmniej zamożnym. Lai w odróżnieniu od wielu nowobogackich nie trwonił łatwo zarobionych pieniędzy. Zaczął realizować nowe pomysły: uruchomił dużą fabrykę odzieżową, drukarnię, supermarkety z elektroniką użytkową, firmę inwestycyjną, firmę shippingową, wytwórnię papierosów, fabrykę papieru i co najmniej 6 innych firm. Lai twierdził później, że nawet nie był w stanie dokładnie powiedzieć ile tych firm było. „To był czas, kiedy rozpoczynałeś jakiś biznes rano, a już wieczorem zgarniałeś pierwsze zyski. Wszystko było tak łatwe i nieskomplikowane, że każdy z głową na karku rozpoczynał wiele biznesów na raz. Byłoby głupotą nie skorzystać z takiej okazji” – powiedział w jakimś wywiadzie.

 W 1991 roku Lai wyemigrował do Hong Kongu gdzie pomimo tego, że skończył już 35 lat został adoptowany. Ponoć przez dalekiego krewnego, który posiadał obywatelstwo Hong Kongu. Lai Changxing stwierdził kiedyś, że adoptowanie go było niezwykłą uprzejmością ze strony tamtego człowieka, z powodu której zmienił swoje nazwisko na Cai. Policja z Hong Kongu twierdzi zaś, że dokumenty Changxinga, którymi posługiwał się były zwyczajnie fałszywe, a osoby, które pomogły Lai w ich uzyskaniu zostały skazane za przekupstwo.

Jakkolwiek by nie było, możliwość mieszkania w Hong Kongu otworzyła przed Lai całe mnóstwo nowych szans zarobienia pieniędzy. Milionowe zyski ze swoich wielu firm w "starym kraju" zaczął przeznaczać na zakupy nieruchomości w Hong Kongu. Tych zaś kupował tyle, że wkrótce nie był w stanie określić co i gdzie posiada. Kupił między innymi rezydencję na wzgórzu Peak, górującym nad wyspą Hong Kong, miejscem zamieszkania najzamożniejszych obywateli tego miasta.  Założył firmę, która dostarczała towary z Hong Kongu do terminalu kontenerowego w Xiamen Tam jego największa firma, perła w koronie jego biznesów – „Yuanhua” – miała 75% udziałów. Lai nie lubił ani Hong Kongu, ani jego mieszkańców. Uważał ich za snobów, którzy starali się co krok udowadniać swoją wyższość nad nowobogackim absolwentem 3 klas szkoły podstawowej.

A tymczasem Yuanhua rosła jak kula w japońskiej grze „Katamari”, do której przykleja się każdy napotkany obiekt. Firma zatrudniała tysiące ludzi, z których wielu opowiadało potem, że jedynymi obowiązkami, które stały przed nimi była poranna porcja herbaty,  prasówka oraz lunch trwający od południa do co najmniej godziny 2 po południu Czasem ktoś komuś przybił stempel na przywiezionych z portu papierach, czasem ktoś wydrukował jakieś dokumenty. W zamian pracownicy Yuanhua otrzymywali porządne pensje i przyzwoite podwyżki z początkiem każdego roku. Dlatego też Lai Changxing cieszył się śród współpracowników ogromną estymą. Pomimo tego, że jeździł pancernym mercedesem, który wcześniej należał do prezydenta Chin Jiang Zeminga i epatował swoim bogactwem, budując między innym 88 piętrowy wieżowiec w centrum Xiamenu, większość zwykłych Chińczyków uważała go za swojaka, człowieka, z którym się identyfikowali, a któremu udało się osiągnąć sukces pomimo wszystkich przeszkód jak pochodzenie z biednej rodziny i brak edukacji. Lai często też zwykł był pomagać ludziom w potrzebie. Być może z potrzeby, a być może z czystego wyrachowania. To zapewne pozostanie jego własna tajemnicą.

Tymczasem dla bacznych obserwatorów z Pekinu stało się jasne, że firma Yuanhua jest jedynie pokaźnych rozmiarów przykrywką dla prawdziwych działań Lai, które niewiele miały wspólnego z prawdziwym biznesem. Lai był w rzeczywistości mózgiem największej operacji przemytniczej w dziejach Chin Ludowych. Firma w Hong Kongu i terminal kontenerowy w Xiamen pozwalały na przerzucanie dowolnych towarów bez jakiejkolwiek kontroli organów państwowych. Na przykład wysokie modele mercedesów, pożądanych przez chińskich beneficjentów zmian ekonomicznych przybywały do Chin jako pulpa celulozowa. Kontenery z papierosami deklarowano jako kontenery ze złomem lub makulaturą. Jedna tylko dostawa papierosów w marcu 1999 roku obejmowała 10 milionów paczek papierosów, za które nie zapłacono należnego cła w wysokości 18 milionów dolarów. Wszystkie przemycane dobra sprzedawane były w Xiamen oraz w całej prowincji Fujian poprzez sieć pośredników, kierowców ciężarówek i hurtowników.

Inną metodą praktykowaną przez ludzi Lai było podmienianie kontenerów na terminalu. Kontenery z luksusowymi, lub wysoko opodatkowanymi dobrami „wskakiwały” na miejsce tych, które zawierały dobra o niewielkiej wartości. Zazwyczaj działo się to nocą, kiedy portowy urząd celny był zwyczajnie nieczynny. Każdego miesiąca w ten sposób podmieniano nie mniej niż 100 kontenerów….

Wokół Lai Changxinga pojawiło się mnóstwo wyciągniętych rąk proszących o pomoc. W Chinach pojęcie pożyczki, łapówki, czy prezentu jest niezwykle sobie bliskie i trudne do zasadniczego rozróżnienia. Ogromne sumy pieniędzy pożyczali od Lai członkowie jego rodziny, ale również wysocy urzędnicy prowincjonalni, a nawet z Pekinu. Pożyczały rodziny tych urzędników. Pożyczki zawsze traktowane były jak prezent, nigdy nie zamierzano ich spłacić, fakt przekazywania pieniędzy nigdy nie był sformalizowany w żaden sposób, nigdy nie podpisano żadnej umowy. Lai zawsze twierdził, że dzielił się z przyjaciółmi swoimi pieniędzmi, ponieważ z natury jest szczodrym człowiekiem. Szczodrości tej doświadczyła rodzinna wieś Lai, gdzie zainwestował co najmniej 12 milionów dolarów, budując szkoły, szpital, przedszkole, dom spokojnej starości. Na każde Święto Wiosny każdy mieszkaniec wsi, który ukończył 65 lat dostawał od Lai czerwoną kopertę z 250 dolarami. Kiedy więc zmarła matka Lai Changxinga cała wieś pogrążyła się w szczerej żałobie. Szkoły i urzędy zamknięto na 2 dni.

W środku dusznego lata, w sierpniu 1999 roku Li otrzymał pilny telefon od starego przyjaciela Zhuang Rushuna. Według informacji Zhuanga, który był szefem biura bezpieczeństwa publicznego w Fuzhou, policjanci z Xiamen mieli aresztować Lai następnego dnia. Zhang poradził przyjacielowi, żeby brał nogi za pas. Około 1000 specjalnych agentów premiera Zhu Rongji prowadziło intensywne śledztwo w Xiamen już od 4 miesięcy, ale Lai był pewien, że poradzi sobie z tym problemem bez większego wysiłku. Informacja od dobrze poinformowanego przyjaciela podważyła tą pewność. Nie zastanawiając się długo Lai wraz z rodziną wyruszył szybką łodzią motorową z Xiamen do Hong Kongu, a stamtąd samolotem do Kanady, do Vancouver.

Na początku swojego pobytu w Kanadzie Lai próbował żyć na takim poziomie na jakim czynił to w Xiamen. Kupił rezydencję w Vancouver i zaczął odwiedzać wszystkie ważne kanadyjskie ośrodki hazardu. Już w rok później, kiedy okazało się, że większość należących do niego kont bankowych została zamrożona, a wartka rzeka pieniędzy, która pozwalała spełnić każde życzenie wyschła został wpierw zmuszony do sprzedania rezydencji i do przenosin do znacznie skromniejszego apartamentu. W tym samym roku 2000 Lai spotkał się kilkukrotnie w Vancouver z tajemniczą delegacją biznesmenów z Chin, którzy okazali się być agentami premiera Zhu. Agenci przywieźli ze sobą brata Lai,  Shuiqianga, który miał pomóc nakłonić Changxinga do powrotu do domu. Ten jednak nie dał się namówić. Wiedział, że w tym czasie w Chinach aresztowano co najmniej 300 osób oskarżonych o powiązania z jego działalnością. Spośród tych osób co najmniej 14 otrzymało wyrok śmierci. Lai domniemał, że jeśli tylko wróci do Chin, to jako „mózg” całej operacji będzie skazany na śmierć. Zaraz potem władze Kanady orzekły, że rodzina Lai naruszyła przepisy imigracyjne tego państwa i nałożyła na wszystkich jej członków ograniczony areszt domowy.

Od tego czasu Lai Changxing zaczął prowadzić batalię o uznanie go przez władze Kanady za emigranta politycznego, który powinien otrzymać azyl polityczny. Jego prawnicy postanowili skorzystać jednak z bardziej nośnego argumentu. Kanada nie stosuje kary śmierci, ekstradycja Lai byłaby zatem równoznaczna z wydaniem na niego wyroku śmierci.

W odróżnieniu od Pekinu w prowincji Fujian nikt nie cieszył się z efektów działania agentów premiera. Z firmą Yuahua powiązane w jakiś sposób było niemal każde przedsiębiorstwo w mieście, od taksówek po banki. Miasto, które rozwijało się w czasach prosperity Lai w niesamowitym tempie, po trzech latach od ucieczki Changxinga zaczęło popadać w stagnację. Cała afera wystraszyła potencjalnych inwestorów, nie znalazł się nikt chętny, aby kupić chociażby kawałki imperium Lai.

Lai Changxing stał się swoistym bohaterem ludowym w równie ludowych Chinach. W wyniku jego działalności nie ucierpiał żaden człowiek (przynajmniej według informacji, które udało mi się zebrać), jedynym poszkodowanym okazał się skarb państwa, czyli w świadomości przeciętnych Chińczyków nikt, za kogo warto by bez zastanowienia umierać. Lai zdobywał majątek, ale dzięki jego majętności bogatsi stawali się również inni, całe miasto, cała prowincja. Kiedy go zabrakło okazało się, że władze centralne nie mają pomysłu jak utrzymywać rozwój tego regionu. Kto zatem według mieszkańców Xiamen stoi po stronie dobra, a kto po stronie zła? Odpowiedź wydaje się oczywista.

Po 11 latach walki o pozostanie w Kanadzie Lai Changxing usłyszał w sądzie w Vancouver, że nie ma podstaw, aby uznać go za osobę odpowiadającą kryteriom, które determinują przyznanie azylu politycznego. Jednocześnie został poinformowany, iż w związku z naruszeniem przepisów imigracyjnych Kanady zostanie deportowany do swojego kraju, czyli do Chin. Było to w piątek 22 lipca 2011 roku. Następnego dnia, w sobotę został w błysku fleszy i w światłach kamer aresztowany na lotnisku w Pekinie. Pekin mógł odtrąbić swoje zwycięstwo: największy malwersant w historii ChRL nie zdołał się wymknąć ludowej sprawiedliwości. Lud tymczasem chyba wcale się z tego aresztowania nie raduje. Ile razy będąc w Chinach słyszałem różne mniej lub bardziej prawdziwe historie o Lai Changxingu, miałem wrażenie, że słucham opowieści o chińskim Janosiku, który zabierał bogatym, aby oddać biednym. A kiedy wreszcie bogaci próbowali urządzić na Janosika zasadzkę, ten zagrał im na nosie i tyle go widzieli….

Przyszłość daje Lai Changxingowi wyłącznie dwa wyjścia. Jeśli zwycięży w Pekinie frakcja tych, którzy chcą, aby niegdysiejszy magnat finansowy stanowił żywe ostrzeżenie dla wszystkich, którym marzy się bogacenie kosztem oszukiwanego państwa – Lai otrzyma wyrok dożywocia. Jeśli zaś silniejszy okaże się obóz tych, którzy swego czasu pożyczyli większe sumy od Lai na różne swoje przedsięwzięcia, a dzisiaj nie chcą ujawnienia tak kompromitującego faktu – Changxing otrzyma wyrok śmierci, który zostanie niezwłocznie wykonany. Wprawdzie władze ChRL obiecały Kanadzie, że Lai nie zostanie skazany na karę śmierci, ale zawsze mogą pojawić się nowe, niezwykle obciążające okoliczności i ludowa władza nie będzie miała wyjścia.

Lai Changxing oskarżony jest o to, że w latach 1990 – 1999 osobiście zawłaszczył według różnych wyliczeń od 5,7 do 6,9 miliarda dolarów.

 

Leszek Ślazyk

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close