Blog importera

Szczęśliwego Nowego Roku 2011

Żegnając bez jakiegokolwiek żalu rok 2010, z jego wszystkimi mniejszymi lub większymi kłopotami, dramatami, nieszczęściami, katastrofami i innymi żałosnymi niespodziankami, które nam wszystkim przedstawił w ciągu swoich 365 dni trwania, zastanawiam się nad tym jaki będzie rok następny, czyli 2011. Chciałbym bardzo, aby był lepszy niż ten żegnany w niesławie. Chciałbym, ale zdaje się, że to chęciami piekło zostało wybrukowane.Czego się możemy spodziewać po tym Nowym Roku? Co można odpowiedzieć na to banalne, każdego roku powtarzane pytanie? Nie jestem członkiem stowarzyszenia chiromancji i wróżenia z resztek produktów spożywczych, mam zatem utrudnione zadanie. Zwyczajnie nie wiem. Pamiętam, że zastanawiałem się 31 grudnia 2009 roku jaki będzie rok kolejny, 2010. Przy największej dozie fantazji pomieszanej ze złą wolą nie wymyśliłbym tak ponurego scenariusza pełnego złych zdarzeń przetykanego jakimiś gównianymi incydentami typu chmura dymu z wulkanu, która zablokowała ruch samolotów nad Europą na wiele dni.

W branży tekstylnej początek roku 2011 nie będzie łatwy. Bawełna w Chinach już w tej chwili kosztuje ponad 6000 dolarów za tonę. Tabele National Cotton Council of America wyraźnie pokazują, że wzrost cen bawełny ciągle przyspiesza, nie ma żadnych znaków mówiących, że ta cenowa rakieta chce się wreszcie zatrzymać, że chce wrócić z nieba na ziemię. To oznacza, że na początku Nowego Roku ceny zarówno materiałów jak i gotowej odzieży pójdą bardzo, bardzo w górę. A to znaczy ni mniej ni więcej, że konsumenci już i tak skleszczeni kredytami, gazem, prądem i innymi wydatkami kluczowymi zredukują budżety przeznaczone na fanaberie takie jak nowe fatałaszki. Oczywiście minie kwartał i jak to już mało miejsce wiele razy w najnowszej historii niepodległej naszej ojczyzny: mojej, oscypka, Chopina i najwyższego Jezusa na świecie, wszyscy przywykną do faktu, że nie ma w przyrodzie koszulek tanich jak barszcz. Ale na to trzeba przynajmniej jednego kwartału.

Co Nowy Rok przyniesie Chinom i co Chiny przyniosą w Nowym Roku nam tutaj na Zachodzie? Zakładam się bez lęku o stratę, że zastanawiają się nad tym właśnie w tej chwili najważniejsi ludzie w Państwie Środka racząc się w ciszy swoich gabinetów Moutai, popijanym w samotności za pomyślność.

Oni też nie zdobyli w organizacji pionierskiej ani w swej organizacji partyjnej sprawności wróżki. Oczywiście mają zdolność przewidywania, który z ich partyjnych kolegów z terenu odpadnie w nadchodzącym roku z grupy i przestanie być kolegą, a stanie się oskarżonym o korupcję. Ale nie mają takiej mocy, aby przewidzieć jaki będzie dla Chin rok 2011. Chiny bowiem postanowiły przestać odgrywać rolę same dla siebie, postanowiły grać na poważnie na scenie światowej polityki. Jestem przekonany, że wielu z tych najważniejszych w Pekinie właśnie w tej chwili po cichu pomstuje na tą decyzję. Granie roli na światowej scenie wymaga pieniędzy, wymaga też wielu działań, które do tej pory można było mieć w nosie. Chiny za sprawą decyzji swoich przywódców postanowiły brać czynny udział w decydowaniu o sprawach świata, a tymczasem w samych Chinach pozostało wiele nieuporządkowanych spraw. Być może trzeba było poczekać z tą sceną światową do czasu kiedy na własnej będzie porządek i zapewniony spokój? Na to zżymają się niektórzy najważniejsi w Państwie Środka nad kieliszkiem Moutai.

A co Chiny mogą przynieść nam w Nowym Roku? Na kilka godzin przed rozpoczęciem zabawy sylwestrowej pewnie powinienem tryskać optymizmem. Nie tryskam, a to pewnie dlatego, że nie jestem tryskaczem. Chiny, jak sądzę, w roku 2011 przyniosą nam jakieś, trudne w tej chwili do sprecyzowania kłopoty. Kłopoty wynikające głównie z ich własnych problemów. Dzisiejszy sondaż w The Global Times mówi znacznie więcej o kondycji Chin niż setki analiz bardzo mądrych pań i panów z całego świata wieszczących albo to, że Chiny są już niekwestionowanym pretendentem do tronu światowego lidera, albo to, że rozsypią się w pył już niebawem, bo łamią prawa człowieka i znęcają się nad zwierzętami. Najbliższy rok dla samych Chińczyków jest w tej chwili czasem niepewności, lęku o przyszłość. Bo nikt tak naprawdę nie wie, czy chiński smok jest prawdziwym olbrzymem, z krwi, kości i potężnych mięśni, czy tylko wielkim papierowym latawcem, który robi znakomite wrażenie, ale może ulec spektakularnej zagładzie liźnięty lada płomieniem. Ten prawdziwy może odgryźć nam przeca łeb, ten papierowy nie wybawi z kłopotów, a na to lizy tak wielu.

No i co można zrobić z takimi konkludacjami? A można je bez wątpienia na przykład w buty sobie wsadzić, niech tam dzisiaj siedzą. Co by się nam nie kroiło w nadchodzącym roku 2011, dzisiaj trzeba pożegnać ten Stary Rok, wystrzelić go w kosmos chińskimi ogniami sztucznymi. Chociaż to w tym roku wybitnie passe ja zamierzam wysłać do nieba rok 2010 definitywnie.  Z hukiem. Chcę obudzić się rano bez obawy, że cholernik przetrwał, przybrał postać niemowlęcia i zaczyna nowe 365 dni swego trwania. A kysz! Na pohybel!

Zdrowie Wasze w gardła nasze. Niech ten Nowy Rok będzie dobry. Po prostu dobry. Czego życzę Państwu, swoim bliskim i sobie samemu.

,,,,

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Sprawdź też

Close
Close