Blog importera

„This is the end my friend”, czyli tanich ciuszków kres

Rozmawiając ze znajomymi na temat kończących się targów w Kantonie i czytając zdawkowe informacje w polskich mediach na temat sytuacji na rynkach surowców dla przemysłu tekstylnego ciągle nucę sobie bezgłośnie jedną z ulubionych piosenek podmiotu wykonawczego „The Doors” z frazą, która znalazła się w tytule niniejszego wpisu.

Mniejsza o skojarzenia z filmem Coppoli, chociaż i tutaj dałoby się odnaleźć zbieżności, chociażby patrząc na palmy rosnące (czy aby na pewno rosnące a nie z plastiku???) tu i ówdzie w Kantonie i okolicach. Ale rozmawiając o targach w Kantonie, czy o cenach bawełny nie myślę przecież o napalmie, którego zapachu nie znam, więc nie mogę lubić o poranku, jak ów demoniczny generał, miłośnik surfingu.

„To koniec mój przyjacielu” myślę sobie o epoce, która właśnie odchodzi na jakiś czas, jeśli nie na zawsze. Epoce super niskich cen odzieży spod znaku Made in China.

Od początku tzw. „zmian demokratycznych” w Polsce jednym z towarzyszy naszej codzienności były tanie chińskie podkoszulki. I skarpetki. Dokładnie, te, które miały sprowadzić na sąsiada Adasia Miauczyńskiego chorobę Buergera. Wszyscy, i ci najmniejsi i ci najstarsi wiedzieli, że majtki, skarpetki, jeansy, kurtki czy koszulki z Chin muszą być tanie i koniec. Wiedział o tym również niejaki Paździoch i na tej wiedzy zbudował swoje bazarowe, gaciowe imperium. Wiedzę takowąż posiadł też był każdy szanujący się kupiec sieci handlowej lub firmy odzieżowej, który jednym spojrzeniem oszacowywał wyniośle o ile można „potanić” konkretny model odzieży. Kupiec taki, niczym mandaryn, prychał na proponowaną mu przez dostawcę cenę, potem podawał swoją. I po dłuższych lub krótszych przekomarzankach dostawał to co chciał. Spotkania na targach w Kantonie to były targi dosłowne. Spoceni chińscy dostawcy, obłożeni zeszytami z cennymi notatkami, faksami z nowymi cenami komponentów czy materiałów, zbrojni w dwa, trzy kalkulatory oraz zeszyt i długopis przeprowadzali prawdziwe dowody matematyczne, aby wyliczyć cenę jakiegoś produktu na poziomie żądanym przez znudzonego klienta siedzącego na skraju składanego krzesełka targowego i przeglądającego dla zabicia czasu jakieś tam katalogi i próbki. Klient wiedział co mu Chińczyk odpowie. Ale, żeby nie burzyć rytuału, chiński dostawca musiał odegrać swój pełen tragizmu i fizycznego cierpienia monodram. Koniec końców okazywało się, że różnica między ceną oferowaną, a ta której chce kupujący to 2, 3 centy. Wtedy znudzony kupujący mógł wykazać się swoja wielkodusznością i przystać na cenę dostawcy. Amen.

A dzisiaj?

Dzisiaj – jak w czeskim filmie – nikt nic nie wie. Chińscy wystawcy, przybywający na targi z powodu przyzwyczajenia, a i nie bez nacisków z góry, dla której te „most famous international trade fair” to prestiżowe oczko w głowie (trochu bielmem zaciągnięte, no ale to wyłącznie moja, subiektywna opinia), unikają konkretnych deklaracji, omijają szerokim łukiem temat sprzedaży swoich produktów, nie są skorzy do wyliczania czegokolwiek. Na co liczenie cen dla produkcji, które miały by być realizowane gdzieś tam po chińskim nowym roku, kiedy dzisiaj nie da się ustalić jaka będzie cena materiałów za 2-3 tygodnie, a co dopiero za 3-4 miesiące? Po co męczyć się i negocjować ceny, skoro nie wiadomo, czy fabryki, które dzisiaj ledwo żyją będą jeszcze działać za kilkanaście tygodni? Komu potrzebne kombinowanie jak zbliżyć się do „target price” potencjalnego klienta, kiedy nie wiadomo czy uda się zorganizować pieniądze na zaliczki dla wszystkich poddostawców, którzy pracują dzisiaj wyłącznie za gotówkę? Bank, który zawsze dawał parę groszy na podstawie otwartej przez klienta akredytywy, dzisiaj głównie grozi zamknięciem limitu w rachunku…

Zmiany, zmiany, zmiany….

Co z tego wszystkiego wyniknie?

Z pewnością ból głowy dla kupców dużych sieci i wielkich firm odzieżowych. Nie da się już kupować „na rympał”. Dostawcy nie będą zainteresowani zamówieniami z wyciśniętymi jak cytryna cenami, ani bardzo dużymi ilościowo zamówieniami. Lepiej poślizgnąć się lekko na skórce od banana, niż utopić w przemysłowej kadzi budyniu waniliowego. Chociażby był najsmaczniejszy na świecie. Budyń rzecz jasna. Duże firmy jak H&M, czy nasz LPP znalazły się w pułapce ofsajdowej. Jeśli zgodnie z zeszłoroczną praktyka wprowadza przed świętami Bożego narodzenia drastyczne obniżki, to może się okazać, że na wiosnę zabraknie im kasy na zrealizowanie płatności za kolekcje wiosenno-letnie, które już płyną do Europy. A już w marcu trzeba się zabierać za produkcje jesienną… Ceny produkcji odzieży wzrosną nie tylko w Chinach, ale wszędzie, wszędzie, wszędzie. Bo to ceny surowców zwariowały i lecą do nieba jak rakieta jaka kosmiczna.

Dla klientów detalicznych, ze szczególnym uwzględnieniem tej ładniejszej z obu płci, mogą zacząć się trudne czasy konieczności dokonywania dramatycznych wyborów: bluzka „A”, czy topik „B”? Nie przez wzgląd na brak mocy decyzyjnych, jeno przez wzgląd na budżet. Taka presja może skutkować reakcjami gwałtownymi. Ale zmiłowania nie będzie. Nie da się wyprodukować tanio z drogich surowców. Na razie nie zapowiada się, żeby te surowce znienacka potaniały. Chińczycy tylko w zeszłym roku zredukowali obszary uprawy bawełny o 6%. W Indiach ostatnie zbiory bawełny były na tyle słabe, że ograniczono drastycznie eksport indyjskiej bawełny, głównie do Bangladeszu. Do tego wszystkiego na rynkach bawełnianych pojawili się spekulanci zwabieni łatwym i szybkim zyskiem, pewniejszym niż na giełdach papierów wartościowych.

A na dłuższą metę? Będzie dobrze. Przyzwyczaimy się po prostu. I kupcy wybitni i klienci detaliczni. Ot po prostu jakaś tam zmienna w naszej codzienności wywinie sobie fikołka, lub fikołków serię. Przywykniemy. Czy ktoś pamięta po ile była benzyna typu E98 na Shellu w listopadzie 1998 roku pańskiego? Ale tak bez googli! Nie? No właśnie. Komu ta wiedza dzisiaj potrzebna? Było minęło. These days are gone. To se ne wrati. Ot co!

Leszek Ślazyk

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Sprawdź też

Close
Close