Chiny subiektywnie

308 km/h

Jadę z południa na północ, ostatecznie przecinając Chiny od krańca do krańca, po pełnym spotkań, wrażeń i widoków na przyszłość „interludium” w Szanghaju, Chengzhou, Liyang i Suzhou. Przybyłem zaledwie kilka dni temu do Hong Kongu i Shenzhen, za dzień, czy dwa polecę na zachód z Pekinu. Jadę z prędkością 308 kilometrów na godzinę, oddalając się coraz bardziej od Hong Kongu, a zbliżając się do kresu podróży, który zarazem będzie początkiem podróży nowych.

308 km/h

Nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Żelazna dżdżownica sunie sobie naprzód, a w jej wnętrzu, niczym w Jonaszowym wielorybie toczy się pozbawione większych emocji życie pasażerów. Pasażerowie zajmują się głównie zabijaniem czasu. Z Szanghaju do stolicy, w prostej linii 1100 kilometrów, ten pociąg typu G pokonuje w 6 godzin. Ów najnowszy, najnowszej generacji, kursujący od września, pokonuje tą samą trasę już tylko w 4 godziny i 40 minut.

308 km/h

Czas najczęściej zabija się drzemką, albo ewentualnie smartfonem. WeChat i streamingi potrafią wciągnąć, zwłaszcza, że Internet działa bez zarzutu. Mogę rozmawiać przez Skype z inną rzeczywistością. Małe brzdące w asyście starszych zawzięcie drepczą korytarzem między siedzeniami, ciekawe, gdzie on się kończy. Pociąg nie szarpie, nie rzuca na zwrotnicach, maluchy drepczą z zapałem, bez lęku. W powietrzu unosi się zapach zupek błyskawicznych (przy toaletach są krany z gorącą wodą), pierożków baozi, pikli. No i KFC, które kurier dostarczył do pociągu dzięki aplikacji na WeChacie.

308 km/h

Skończyłem właśnie „Podróż” Dygata, którą zabrałem na kilkanaście dni, a którą sobie dawkowałem małymi łyczkami, żeby starczyło na całą drogę. Inna rzeczywistość, nierzeczywistość, językiem, emocjami, intrygą zupełnie nieprzystająca do otaczającej rzeczywistości, a przez to tak piękna. Ja też nie przystaję do tej tutaj współczesności, rzeczywistości. Ale czy to czyni mnie pięknym? No raczej nie sądzę.

308 km/h

Lecąc do Hong Kongu, wiedząc ile nowych wrażeń i doznań mnie czeka, miałem w planach, zamierzałem filmować, fotografować, pisać ile wlezie. Jednak już drugiego, czy trzeciego dnia, zbierając materiał video, który drzemie teraz na różnych kartach SD, uświadomiłem sobie bezsens tego działania. Znalazłem się w sytuacji Henryka Szalaja, urzędnika ministerialnego średniego szczebla, który darł na drobne kawałki każdy swój długi list, w którym próbował opisywać swoje najgłębsze wrażenia i uczucia, siebie przedstawić, siebie odsłonić. I tak jak Henryk Szalaj, urzędnik ministerialny średniego szczebla, zrozumiałem, że tego co widzimy, czujemy, jak to odbieramy, nie da się wyłożyć innym, zwłaszcza jeśli to co widzimy, dla tych, którym to opisujemy, jest światem obcym, fantastycznym, właściwie fikcyjnym. Co z tego, że sfilmuję cuda chińskiej nowoczesności, sfotografuję jej najnowsze osiągnięcia, opiszę ludzi i ich działania, przekażę ich słowa i słowami wyrażone myśli? Odebrane przez filtr mojego przekazu, zaburzone miejscem, w którym zostaną odebrane, te moje sygnały stracą moc, a już na pewno nie oddadzą prawdziwej prawdy.

308 km/h

W Suzhou powstrzymywałem łzy. Odwiedziłem miejsce, z którym byłem związany przez ponad 10 lat. 10 lat od mojego wyjazdu Suzhou zmieniło się nie do poznania. Nowe budynki, nowe dzielnice, nowe linie (10 lat temu nieistniejącego) metra. Nowe zupełnie branże. Suzhou przez wieki słynęło z produkcji jedwabiu. Dzisiaj jest chińskim centrum badań, rozwoju i produkcji nanomateriałów. Nano. Materiałów. Suzhou potrzebowało 15 lat, żeby dokonać takiej zmiany. Aktorami tego procesu są lokalne władze, świadome (ŚWIADOME) istoty materii, ludzie, którzy zdobyli w Chinach wykształcenie i doświadczenie, oraz ludzie, którzy w Suzhou się urodzili, opuścili je, przeżyli daleko na obczyźnie kilkadziesiąt lat, a teraz wracają, żeby swoje doświadczenie i wiedzę dołożyć do wspólnego dzieła. Na bazie tych potencjałów powstaje ośrodek nanomateriałów, który ma być największym tego typu centrum w Chinach, a zarazem na świecie. Ma stać się miejscem, gdzie pracować będą zespoły pod kierownictwem najwybitniejszych naukowców świata, skupiającym najlepszych naukowców i studentów z Chin.

Już dzisiaj ośrodek w Suzhou ma za zadanie stworzyć 4 analogicznie funkcjonujące oddziały, przyczółki przyszłych ośrodków w odległych, ubogich prowincjach Chin, takich jak na przykład Xinjiang, czy Guizhou. Odwiedzając różne firmy i instytucje badawcze w Nanopolis, miasteczku nanomateriałów wielkości Mławy, tyle, że z wysokościowcami Mławie nieznanymi, mogłem oglądać mnogość maszyn i urządzeń (do produkcji i do badań), na które nikogo u nas nie stać. Tu, w Nanopolis, te maszyny i urządzenia stają się elementem otwartego systemu do użytku wszystkich nanopolisian.

308 km/h

Z prędkością, która nie budzi tu niczyich emocji, pędzę przed siebie, zostawiając za sobą instytuty badawcze, ośrodki naukowe, laboratoria sztucznej inteligencji, projekty bazujące na blockchainie, fabryki robotów, półprzewodników, centra Computer Clouding, czy budowane z niczego milionowe miasto wedle koncepcji założyciela, doktora cybernetyki, który tworzy „smart city”, gdzie cały transport publiczny ma bazować na pojazdach elektrycznych, autonomicznych, gdzie już dziś wiadomo, że sieć 5G w 2030 roku zastąpiona zostanie przez 6G.

Wszystko to kłębi mi się w głowie, bez szansy ujścia. Nawet gdybym to sfilmował, sfotografował, opisał, to moje przesłanie dotrze może do kilku tysięcy osób (może), z czego ledwie kilka zrozumie wagę chwili.

308 km/h

To prędkość z jaką Chiny oddalają się od nas, od Zachodu. Nikt nie zauważył tu, na Zachodzie, że w Chinach nauka i technika zostały namaszczone jako narzędzia zdobywania przewagi konkurencyjnej w skali globu. Chiny wizerunkowo to wciąż hybryda partyjnej nowomowy z lat 50. XX wieku i form komunikacji rodem z Polski połowy lat 80. XX wieku. Ale za tą fasadą (maską?) czai się zjawisko zupełnie nowe, przemyślanie kształtowane, które pewnie sprawi, że za kilkadziesiąt lat Chiny odzyskają pozycję „Wszystkiego Co Pod Niebem”.

308 km/h

Zmiany dokonują się szybko, acz ewolucyjnie. Ludzie zaangażowani w procesy zmieniają swoje obyczaje, przyzwyczajenia, dostrzegają też bezdyskusyjne przewagi swojej rzeczywistości („Ale te pociągi w Anglii wolno jeżdżą”, „Ale to się we Francji tak długo załatwia”). Mogą obserwować wszystko dzień po dniu. Wiedzą gdzie byli wczoraj, a gdzie są dzisiaj. Dla tych z zewnątrz, takich jak ja, jedyna szansą, jedynym sposobem zrozumienia co się w dzisiejszych Chinach wyprawia jest przyjazd do Chin. Na tydzień chociażby. Jak powiedzieli nasi holenderscy konkurenci w międzynarodowym konkursie półprzewodnikowym (w którym z marszu zajęliśmy ósme miejsce na 16 tysięcy zgłoszeń): „Człowiek przyjeżdża tu, do Chin, z głową pełną stereotypów, a potem ta głowa wybucha. Nic o czym się słyszało, czytało, oglądało w TV nie przystaje do tego co się widzi tu, na miejscu.”.

308 km/h

Gdybyśmy mieli takie pociągi w kraju, jechałbym z Warszawy do Gdyni nieco ponad godzinę. Z dworca na Okęciu. Czyli z Pekinu do domu docierałbym w sumie gdzies w 10,5 godziny. Będę jechał z Warszawy 3,5 godziny, co i tak jest mega-osiągnięciem w porównaniu z 10 godzinnymi podróżami przez Bydgoszcz i Olsztyn (ledwie 8 lat temu). Pędząc 308 km/h wiem, że takie pociągi w Polsce są możliwe. Wystarczy dobra wola. I to wyłącznie po naszej stronie.

Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close