Chiny subiektywnie

62 rocznica

Dokładnie 62 lata temu na Placu Tiananmen niejaki Mao Zedong, niekwestionowany przywódca chińskich komunistów, ogłosił powstanie Chińskiej Republiki Ludowej. Po 14 latach japońskiej okupacji oraz 5 latach wojny domowej z narodowcami Mao mógł ogłosić rodakom i całemu światu, że oto powstało najludniejsze na Ziemi państwo dążące do ogólnej szczęśliwości pod dyktatem proletariatu. Nowy rozdział w historii Chin został otwarty.

Nie minęło wiele czasu, a świat zaczął rozumieć, że zarówno okupacja japońska jak i wojna domowa nie były najgorszymi chińskimi doświadczeniami XX wieku. Przewodniczący Mao okazał się godnym konkurentem Hitlera i swojego mistrza Stalina. W odróżnieniu od tamtych dwóch skupiał się na eksperymentach na swoich ziomkach, których – niczym okrutny cesarz – postrzegał jako anonimową mao, chiny, leszek ślazykzbiorowość. Pierwszy eksperyment Przewodniczącego, czyli Wieli Skok Naprzód, w założeniu Wielkiego Sternika ekonomiczny majstersztyk mający uczynić z Chin Ludowych mocarstwo światowe, sprowadził śmierć głodową na co najmniej 30 milionów ludzi, to jest 5 razy więcej niż wszystkich Polaków, którzy zginęli podczas II wojny światowej, na wszystkich frontach, we wszystkich obozach i miejscach kaźni razem wziętych. Niepowodzenie Wielkiego Skoku spowodowało, że pozycja Mao u steru władzy została mocno zagrożona przez Liu Shaoqi i Deng Xiaopinga, którzy chcieli budować wielkie Chiny silną ekonomią, nie ideologią. Przewodniczący, który kochał władzę tak samo mocno jak siebie samego wymyślił Rewolucję Kulturalną. Napuścił z natury swej hormonalnej buntowniczych nastolatków na swoich nauczycieli i rodziców. Młodzi czerwonogwardziści mogli bez skrępowania dać upust wszelkim swoim frustracjom niszcząc "4 starocie" wskazane przez Mao. W kilkanaście miesięcy później, kiedy okazało się, że młodzi w swoim okrucieństwie prześcigają nawet mistrza rewolucja, jak to rewolucja, zwróciła się przeciwko swoim dzieciom. Te, którym się poszczęściło wylądowały na wiele lat w wiejskich komunach. Te, którym fortuna nie sprzyjała wylądowały w zbiorowych mogiłach wraz ze swoimi ofiarami.

Wreszcie, po 27 latach rządów, podczas których nie umył zębów i nie wykąpał się ani razu Wielki Sternik odszedł. Nie wykończyła go DENG XIAOPING, leszek ślazykopozycja, ani żaden spisek krajowy czy zagraniczny, tylko niejaki Parkinson ze swoją chorobą neurologiczną. Wraz ze śmiercią Mao rozgorzały boje o przejęcie władzy, w wyniku których Chinami Ludowymi zaczął kierować z tylnego fotela wiceprzewodniczącego Mały (158 cm) Wielki Człowiek, popadający cyklicznie w niełaskę Mao jego bliski współpracownik i weteran walki klas, Deng Xiaoping. Ten w odróżnieniu od Ojca Chin Ludowych wierzył w siłę gospodarki. Cały świat poznał jego powiedzenie: "Nieważne czy kot jest czarny, czy biały. Ważne, żeby łapał myszy." W tym konkretnym przypadku myszami były amerykańskie dolary. Chiny z machiny ideologicznej zaczęły się zmieniać stopniowo w maszynę do robienia pieniędzy. Prawdziwych, dużych pieniędzy. W roku 1989 nastąpił poważny zgrzyt w maszynie. Ten tak sympatyczny Deng, drobniutki, przyjaźnie uśmiechający się starszy pan zlecił rozgonić niezadowolonych z czegoś tam studentów czołgami. Polała się krew, która zaowocowała kilkuletnim embargiem ze strony Zachodu. Jest w pieniądzach jakaś siła, która Zachód odmieniła. Puszczono w niepamięć incydent z Tiananmen, bo przecież ważne, żeby kot łapał myszy. A czy jest kapitalistyczny, czy komunistyczny, to już tak zasadniczego znaczenia nie ma. Tak więc od roku 1993 chiński ludowy parowóz znów zaczął nabierać pędu. Wkrótce gnał tak, że cały świat zaczął mówić o trzeciej drodze rozwoju, czyli o socjalistycznej gospodarce rynkowej. Partia dotknęła pieniędzy i stwierdziła, że pieniądze są dobre. Przestała zawracać sobie głowę frakcyjnymi rozgrywkami, bo znacznie lepiej było skupić się na rozszerzaniu możliwości pozwalającej Chińczykom żyć lepiej, a Partii dostatniej. Dlatego też wypracowano dynastyczny system przekazywania władzy. Z wieloletnim wyprzedzeniem wiadomo kto, po kim przejmie pałeczkę. Zamiast knuć przeciwko potencjalnym przeciwnikom Jiang hu i jiang, chiny, leszek ślazykZemin, a potem Hu Jintao mogli skupić się na umacnianiu pozycji Partii w kraju, a kraju na arenie międzynarodowej. System sprawdził się i póki co w oczach przywódców krajów całego świata sprawdza się doskonale. Zarówno Hu jak i Jiang odwiedzają różne miejsca na świecie uświadamiając premierom i prezydentom, że plan Wielkiego Sternika właśnie się ziszcza. Chiny Ludowe zaczynają być powszechnie uznawane za pierwszoligowego gracza na globalnej mapie politycznej.

Ale czy słusznie?

Teoretycznie siłę państw liczy się obecnie siłą gospodarki. Świat przekonany jest o sile chińskiej ekonomii. A ja nie. Co szybko się wzbija na wyżyny, szybko też upada. Szczególnie jeśli jednym z najważniejszych napędów wzlotu jest wielopostaciowy marketing, zwany kiedyś propagandą.

Zresztą pożyjemy, zobaczymy. Tymczasem kurtuazyjnie, jako osobnik dobrze wychowany życzę jubilatce 100 lat. Bo jak wspomnieli węglarze z filmu "Miś": "Córeczka moja ma dzisiaj urodziny, kupimy jakieś winko i się napijemy. Dziecko jest dziecko. Wypić zawsze można." A do tego dzisiaj sobota.

 

Leszek Ślazyk

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close