Chiny subiektywnie

Alibaba, czyli co najmniej 40 rozbójników

Znajomy zainspirował mnie dzisiaj, aby wrócić do niegdyś dotykanego przeze mnie tematu portalu Alibaba. Jest coś niezwykle fascynującego w tym zjawisku. Już sama nazwa rzuca cień (no bo nie światło przecież) na model biznesowy chińskiego portalu. Codzienne incydenty dotyczące wyłudzeń i oszustw powinny storpedować firmę i spowodować jej zatonięcie w niepamięci. A Alibaba trwa. I codziennie przyciąga tysiące naiwnych wierzących w rzetelność zawartych na stronach portalu informacji, uczciwość ogłaszających się tam oferentów, istnienie towarów w cenach jak z bajki.

Alibaba jest postacią jednej z baśni ze zbioru „Tysiąca i jednej nocy”. Jest postacią bodaj najbardziej znaną. Jednocześnie zaś nieznaną w ogóle. Bo wiemy o Alibabie tyle, że dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności poznał hasło „Sezamie otwórz się” i uzyskał dostęp do niewyobrażalnych skarbów zebranych przez niejakiego Kasima (choć nie zawsze tak herszt zbójców jest tak nazywany) i jego kompanów w liczbie 40. Tutaj w zasadzie wiedza na temat Alibaby się kończy. Tymczasem warto przyjrzeć się temu jakie były dalsze losy wszystkich wcześniej wzmiankowanych. Otóż niewolnica Alibaby ugotowała żywcem w oliwie ukrytych w bukłakach zbójców, a jakiś czas później przebiła kindżałem serce samego herszta. Alibaba w podzięce podarował jej wolność i dorzucił swego syna jako męża. Alibaba nagrodził spryt i odwagę Mardżany, sam zaś bez przeszkód mógł korzystać ze skarbów zdobytych przez zbójców, których metody pozyskiwania majątku dalekie były od cywilizowanych.

Po co wdaję się w te szczegóły? Po pierwsze cierpię na natręctwo dociekliwości. Po drugie pełna historia baśniowego Alibaby oddaje precyzyjnie charakter portalu www.alibaba.com. Portal ten czerpie zyski z rabunku dokonywanego przez rozlicznych zbójców. Będzie ich co najmniej 40. Tylko, że w tysiącach liczonych, nie pojedynczych sztukach.

Zbójcy działają w niezwykle prosty sposób. Załóżmy, że sezonowym przebojem sprzedaży detalicznej są aniołki w kolorze lazurowym rzygające ozonowaną wodą pachnącą. Zbój rejestruje się jako Smelly Angel Cooperation International Ltd. i przedstawia ofertę. Żeby wzmocnić wrażenie na potencjalnych nabywcach kupuje sobie za parę dolarów tytuł Golden Member i jakieś tam inne kotyliony. Ofertę ozdabia zdjęciami wykonanymi podczas pieszych wycieczek sklepowych, lub takimi, które nabył w iStockphoto i nieco zmodyfikował za pomocą Photoshopa. Zbójca wie, że aniołek rzygający musi kosztować w produkcji dolarów amerykańskich 100. Wrzuca więc obok zdjęcia aniołka cenę 50. Ilość dowolna.

Naiwni, prostolinijni nabywcy aniołków widząc tak znakomitą ofertę tracą rozum i rozsądek. Z nieznanych mi przyczyn zakładają, że oferta internetowa (z internetu korzysta obecnie grubo ponad 2 miliardy ludzi) kierowana jest wyłącznie do nich, że spełnia wyłącznie ich własne wymagania, że wychodzi wyłącznie naprzeciw ich własnym pragnieniom. Wysyłają do zbójcy, który zamieszcza w internecie zdjęcie sympatycznej dziewczyny w okularach i nadaje sobie imię Jenny, Cindy, lub July, e-mail ze szczegółowymi pytaniami. Zbójca jako Jenny, Cindy, czy July przedstawia mnogość detali i zaznacza, że wokół aniołka zaczynają się kręcić różni tacy. Ale Jenny, Cindy, albo July darzy niezwykła estymą naród polski. Dlatego blokuje rozmowy z Niemcami i Paragwajczykami, przez wzgląd na pamięć o Szopenie i papieżu czeka na odpowiedź prostolinijnego nabywcy kiedy uiścimy 100% zaliczkę na zakup towaru. No nie ma na co czekać, trzeba zaklepać ten interes. Trzeba płacić zgodnie z ustaleniami.

Zbójca otrzymuje cash. Turla się po dywanie, czy co on tam akurat na podłodze ma, ze śmiechu i podziwia swoją przebiegłość oraz bezmiar głupoty tego łosia co mu wpłacił kasę na kontener aniołków. Alibaba. com nie turla się ze śmiechu, tylko zgodnie z założeniami obciąża zbójcę prowizją i upomina go, żeby koniecznie wpłacił kolejne parę groszy za tytuł Golden Member. Alibaba.com ma głęboko w tyle żale naiwnego, a prostolinijnego nabywcy, który zbójcy dał się tak sromotnie oszwabić.

Codziennie otrzymuję zapytania od Rodaków zainteresowanych nabyciem rozmaitych towarów z Chin. Większość tych zapytań zawiera w sobie linki do ofert z www.alibaba.com. Oferty te mają udowadniać możliwości chińskich dostawców, prezentować poziom cen, przedstawiać elastyczność eksporterów jeśli chodzi o minimalne ilości.

Każdemu z moich Rodaków zalecam mały eksperyment. Polega on na zarejestrowaniu się na www.alibaba.com jako oferent/dostawca, opublikowaniu absolutnie absurdalnej oferty (niech będzie na przykład pokrywanie nowych samochodów 24 karatowym złotem w cenie U$D 750,00 za metr kwadratowy) i czekaniem na zainteresowanych. Ustawienie się na pozycji fikcyjnego oferenta może naprawdę uświadomić wiele. Szczególnie w sytuacji kiedy portal Alibaba nie tylko nie zweryfikuje naszej oferty, tylko ignorując jej treść zacznie nas naciskać abyśmy wykupili sobie status Golden Member. Złotego Członka certyfikowanego przez Alibabę. Certyfikowanego. Nie zweryfikowanego.

Leszek Ślazyk

Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close