Chiny subiektywnie

Chińczyk ugotowany na twardo

Miałem już dać spokój. Temat Liu Xiaobo – z całym szacunkiem dla osoby, która właśnie oddaje 11 lat swojego życia więzieniu za wyrażanie w internecie tego co myśli – nie jest dla mnie najważniejszym tematem świata. Mam swoje własne problemy, które limitują radykalnie moją empatię zarówno dla więźniów politycznych, jak i ginących gdzieś tam ostatnich przedstawicieli swoich gatunków. Mam swoich własnych prześladowców, zatrudnianych przez przeróżne "call centers", a odbierających mi dość skutecznie wolność wyborów i radość życia. Ale z jakiegoś irracjonalnego powodu nie mogę odpuścić.

Nurtuje mnie bowiem bezradność ogromnej machiny propagandowej Chin wobec niezwykle drobnego i prostego przypadku dysydenta Liu Xiaobo. Ostatnimi czasy świat zachodniej polityki chciałby widzieć w Chinach Ludowych rosnącą potęgę gospodarczą i polityczną. Taką poważną potęgę, podobną Stanom Zjednoczonym, czy Związkowi Radzieckiemu, czy Imperium Brytyjskiemu. Potęgę i moc usprawiedliwiającą obserwowaną ostatnio ogólnoświatową rejteradę z jednej strony, a wchodzenie w chiński zadek z drugiej. Skoro mamy do czynienia z nowym światowym liderem, to politycznie jest układać się z nim jak najszybciej i na możliwie najlepszych warunkach. I nie jest wstyd.

Przypadek Liu Xiaobo zdaje się zdradzać jednak prawdziwe oblicze tej domniemanej potęgi. Myślę, że wielkość Chin w dużej mierze to takie "wish thinking" polityków zachodnich, którzy w Ludowym Państwie Środka upatrują Mesjasza o mocy pozwalającej wyciągnąć nas wszystkich za uszy z syfu mozolnie wypracowanego przez zachodnie demokracje i instytucje finansowe od końca lat 70-tych. Jestem bowiem święcie przekonany, że późnym wieczorem leżąc w swych łóżkach z rękami na kołdrze, wielcy światowi politycy (czy raczej celebryci kanałów takich jak CNN czy nasz TVN24), tuż przed zaśnięciem myślą sobie "Boże, jesteśmy w czarnej dupie….". Oni wiedzą znacznie więcej i znacznie bardziej świadomi są beznadziejności obecnej sytuacji ekonomicznej świata. Chiński nuworysz z kieszeniami pełnymi gotówki byłby genialnym wyjściem z sytuacji. Pod warunkiem, że tej gotówki jest nieskończenie wiele i, że za tą gotówką kryją się solidne podstawy, podobne wcześniej wspomnianym państwom.

Tymczasem rzeczywistość jest absolutnie inna. Zdradza ją Liu Xiaobo, którym domniemana potęga Chin się krztusi, dławi i przez niego odchodzi od zdrowego rozsądku. Dobrotliwy misiek panda traci kontrolę nad milusim wyrazem pyszczka, puszczają szwy plastycznych zabiegów, pluszak zamienia się w Leatherface'a. Pani rzecznik prasowa chińskiego ministerstwa spraw zagranicznych wygłasza na briefingach zdania godne towarzysza Chruszczowa, tak anachroniczne w roku 2010 jak mógłby być surdut i cylinder założony z okazji wizyty w Białym Domu na przykład. Chińskie gazety i portale informacyjne na wyścigi umieszczają przekomiczne w swej nieporadności artykuły o setkach krajów i organizacji wspierających Chiny w bojkocie uroczystości wręczenia Pokojowej Nagrody Nobla. W gronie bojkotujących znajdują się Rosja, Wenezuela, Iran i Irak na przykład. Specjaliści od chińskiego PR-u międzynarodowego uparli się, żeby zatrzymać w areszcie domowym żonę Xiaobo, Liu Xia. W ten sposób Liu Xiaobo stał się drugim w historii laureatem Nagrody Pokojowej, który nie mógł odebrać jej ani sam, ani poprzez bliskiego członka swojej rodziny. Wcześniej wydarzyło się to raz w 1935 roku. Nagrody nie odebrał Carl von Ossietzky. Przebywał w obozie koncentracyjnym, w którym umieścił go reżim Adolfa Hitlera. Zręczność słonia w składzie porcelany.

Najmocniejszym akordem kampanii przeciw Liu Xiaobo było stworzenie nagrody, która miała zdyskontować znaczenie Pokojowej Nagrody Nobla. Chiny ogłosiły światu ukonstytuowanie Pokojowej Nagrody Konfucjusza.

Nagroda narodziła się w pośpiechu, pierwszy laureat nawet się nie zorientował, że został nagrodzony, ani nawet nie wiedział, że taka nagroda istnieje. Skąd miał chłop o tym wiedzieć, skoro nagroda narodziła się w środę, a już w czwartek ją wręczano.

Ponieważ niezorientowany laureat nie dotarł na uroczystość, nagrodę odebrała 6 letnia dziewczynka, która nie miała bladego pojęcia  o co w tym całym zamieszaniu chodzi.

Tego numeru nie zniosły nawet media, które mają zwyczaj mniej lub bardziej natrętnie propagować wizerunek wielkich Chin. Za wymyślenie tak beznadziejnego patentu na zdeprecjonowanie nagrody przyznawanej w Oslo ktoś w Pekinie powinien stracić pracę. A zanim cała sprawa ujrzała światło dzienne, powinna być zduszona w fazie pomysłu, nawet jeśli to była prywatna inicjatywa nadaktywnych sympatyków Komunistycznej Partii Chin.

Zamiast doświadczać jakiejś dyplomatycznej finezji godnej nowego przywódcy świata widzimy jak głęboko urażone Chiny gotują się z wściekłości, bo nie wszystko układa się po ich myśli i niczym uparty kilkulatek tupią nogą,  bezsensownie upierając się przy swoim.

Do jakich wniosków możemy dojść patrząc na te dziwaczne zachowania i zabiegi?

Po pierwsze nie ulega wątpliwości, że Pekin boi się Liu Xiaobo. Dlaczego? To byłoby doskonałe pytanie dla analityków politycznych. Gdyby tacy faktycznie istnieli. Po drugie oczywistym staje się, że Chiny Ludowe nie zmieniły się tam w środku nic a nic od czasów przejmowania władzy w państwie przez Deng Xiaopinga, wątpliwym jest zatem twierdzenie, że kraj ten nadąża za współczesnością, za zmianami dokonującymi się na świecie. A z pierwszego i drugiego wynika wniosek trzeci: z dzisiejszych Chin światowy lider jak z koziej dupy trąba. Wielkość nie może iść w parze z małostkowością. Jeśli Chiny nie potrafią poradzić sobie z tak niewielkim problemem jakim jest przyznanie Pokojowej Nagrody Nobla więźniowi politycznemu, to jak mogą radzić sobie na globalnej szachownicy, gdzie do załatwienia wielu spraw potrzebny jest takt, a nie gotówka?

Marny ten lider, żaden Mesjasz. Ale być może pasujący do naszych, niezbyt imponujących czasów? Zapewne dowiemy się tego wkrótce.

 

 

.M

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

3 thoughts on “Chińczyk ugotowany na twardo”

  1. Tutaj Ty Lechu, przykładasz nasz (europejski) system myślenia (i wartości) do działań władz Chin.
    Myślę, że oni się w ogóle takim (naszym) myśleniem nie przejmują.  Załatwiają sprawy pragmatycznie (efficiently) i idą dalej (do przodu, czy do tyłu, w prawo, czy w lewo – to już zostawiają do myślenia innym).
    Niemniej – rozważania bardzo ciekawe i dużo wnoszące do mojego rozumienia tego starożytnego PAŃSTWA. Dzięki.

  2. Hej! Pastwo jest starożytne, ale okoliczności zupełnie nowożytne i absolutnie niecesarskie. Jako s umyka to politycznym analitykom.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close