Chiny subiektywnieTechnologie

Chińska demografia,

albo jak bardzo nie rozumiemy zmian

Czas jakiś temu chińskie Państwowe Biuro Statystyki 国家统计局 opublikowało dane dotyczące demografii Chińskiej Republiki Ludowej. Dane te potwierdzają wyłącznie to, co widać gołym okiem – po krótkim okresie „euforii” spowodowanej liberalizacją polityki „jedna rodzina, jedno dziecko” liczba urodzin w Chinach ponownie spada, przy czym są to obecnie poziomy, od których niższe były wyłącznie wielkości z okresu Wielkiego Głodu (1961), kiedy to umierało znacznie więcej Chińczyków, niż się rodziło.

Dyskusja na temat najnowszych danych demograficznych z Chin, która miała miejsce po ich opublikowaniu w styczniu br. ożyła na nowo w związku z rosnącym napięciem na linii Waszyngton – Pekin. Ogólny wydźwięk wielowątkowych sporów i komentarzy jest następujący: „Chiny nigdy nie będą mocarstwem na miarę USA. Mają teraz swój przebłysk, ale za 10-20 lat dogoni i zabije je demografia.” No, bo przecież świat tak jest urządzony, że los pokoleń odchodzących zależy od produktywności i aktywności pokoleń po nich następujących. Czyli – jak to w polskim modelu mamy – emerytury rodziców zależą od aktywności zawodowej ich dzieci. A przede wszystkim od liczby pracujących dzieci.

Dlatego właśnie tzw. dzietność  (birth rate) jest swego rodzaju obsesją na Zachodzie, również w Polsce. No, bo skoro nie będzie wystarczającej ilości dzieci (późniejszych pracowników), no to kto na te emerytury zarobi? Uważa się zatem, że bezpiecznym poziomem dzietności jest co najmniej 2.1 urodzeń na przeciętną kobietę, co pozwala na tzw. „zastępowalność pokoleń”. A tu w Chinach – w zależności od tego, kto dane publikuje – mówimy o od 1.2 do 1.6 urodzeń na statystyczną kobietę. Zatem klęska demograficzna, zatem i klęska ekonomiczna, polityczna, a być może militarna Chin w konfrontacji z USA, gdzie dzietność jest jak należy. Przy czym to ostatnie twierdzenie jest nieprawdziwe, ponieważ od wielu lat dzietność w Stanach utrzymywała się na poziomie ok. 1.8, a w zeszłym roku spadła do 1.7. Czyli wciąż poniżej minimum dla zastępowalności pokoleń.

Czy malejąca liczba urodzeń stanie się w dłuższej perspektywie koniem trojańskim w sporze Chiny kontra USA? Raczej nie. Ale dyskusja wokół danych opublikowanych przez chińskie Państwowe Biuro Statystyki jest dla mnie kolejnym dowodem na to, jak bardzo Zachód nie rozumie, nie chce zrozumieć przemian dokonujących się w Chinach.

Od co najmniej roku 2013 prowadzona jest w wielu ośrodkach na Zachodzie dyskusja (u nas traktowana marginalnie) na temat nadchodzącej Rewolucji Przemysłowej 4.0. Pod nazwą tą „upakowano” wiele zjawisk, w generaliach chodzi tu o wchodzenie na rynek pracy rozwiązań cyber-fizycznych, czyli maszyn potrafiących się komunikować ze sobą w sposób, który możemy określić jako inteligentny, dla realizacji określonych przez człowieka celów. Innymi słowy, chodzi o rozwiązania, które będą mogły na przykład prowadzić produkcję, bez istotnego udziału człowieka w procesie produkcji. Jednocześnie jednak staje się oczywistym, że znany nam dzisiaj rynek pracy będzie rewolucjonizowany przez rozwiązania stricte cyfrowe. Te zaś nie zagrożą pracownikom fizycznym, ale staną się konkurencją dla „białych kołnierzyków”.

I jak to zwykle bywa na Zachodzie, jedni dyskutują o kryzysie demograficznym, a w jego następstwie na przykład załamaniu się znanych nam obecnie systemów emerytalnych, drudzy zaś o nieuniknionym przełomie w gospodarce i wypieraniu ludzi z rynku pracy przez maszyny i rozwiązania IT, a co za tym idzie załamaniu się funkcjonujących dziś systemach opieki socjalnej, pracowniczej, etc. Nikt zaś tych wątków nie łączy.

Mam bardzo solidne podstawy by sądzić, że w Chinach takiej syntezy dokonano już dawno. Aby uniknąć rozwlekłych dywagacji postaram się rzecz przedstawić – nomen omen – syntetycznie.

  1. Założeniem polityki „jedna rodzina, jedno dziecko” była reedukacja chińskiej populacji. U podstaw wprowadzenia tej polityki stało nie tylko zahamowanie boomu demograficznego w ChRL, ale przede wszystkim osiągnięcie optymalnej liczby ludności, określonej przez Song Jiana, twórcę podstaw tej polityki, na ok. 700 milionów ludzi.
  2. Chiny przynajmniej od początku sprawowania władzy przez Xi JinPinga dążą na wielu polach do uzyskania niezależności od świata zewnętrznego. Dotyczy to spraw podstawowych, jak wyżywienie (założenia obecne, to pełna niezależność Chin w roku 2030), energetyka, ale też „motory postępu”. Wielkość populacji jest dla tych założeń kluczowa.
  3. Jednym z priorytetów Chin jest ich konkurencyjność w stosunku do największych gospodarek świata. I znów od początku prezydentury Xi JinPinga hasłem przewodnim w chińskiej gospodarce jest przejście z modelu eksportu (ilościowego), do modelu konsumpcji (jakościowego). Podstawą tego nowego modelu jest dążenie do uzyskania przewag na polu technologicznym.
  4. W dzisiejszym świecie przewagę konkurencyjna uzyskać można automatyzując procesy produkcyjne. W Chinach malejąca populacja, kurcząca się liczba osób, które mogą wejść na rynek pracy jest wyłącznie dodatkowym czynnikiem przyspieszającym zastępowanie ludzi przez inteligentne rozwiązania. To się już w tej chwili dzieje, zwłaszcza w obszarze usług i zajęć „białych kołnierzyków”.
  5. Na Zachodzie hasło Rewolucja Przemysłowa 4.0 natychmiast wywołuje pytanie o opodatkowywanie pracy maszyn i redystrybucję środków w nowych okolicznościach. W Chinach ten problem nie istnieje. Wszystko w Chinach jest państwowe, łącznie z firmami prywatnymi, cokolwiek i jakkolwiek te firmy wyprodukują, wygenerują, będzie dla państwa dostępne.
  6. Redystrybucja? No, cóż. To też problem rozwiązywany w tej chwili, aktualnie: mobilne systemy płatności, eliminujące w tempie błyskawicznym jakikolwiek obrót gotówkowy w państwie zamieszkanym przez 1 miliard 400 milionów ludzi. Środki państwowe, poprzez państwowe serwery i chmury mogą być przekazywane celowo w określonych cyklach, określonych wielkościach każdemu obywatelowi indywidualnie. Bo każdy obywatel korzysta z płatności mobilnych, regulując zarówno zobowiązania prywatne, jak i wszelkie formalne (opłaty administracyjne, sądowe, etc.).
  7. Regulator redystrybucji. Czy zatem mówimy o systemie „obywatelskiej renty”, „obywatelskiej pensji”, „obywatelskiej emerytury”, do czego próbują już teraz przymierzać się różne państwa na całym świecie (Kanada, Finlandia, Szwajcaria, Australia, etc.)? Czy mówimy, że każdemu po równo, aby zaspokoić potrzeby, zapewnić „godne życie”? Nie! Bo gdzie w takiej „urawniłowce” duch konkurencji, gdzie czynnik rozwoju? Regulatorem redystrybucji będzie już działający i rozwijany System Wiarygodności Społecznej. Oczywiście system ten kojarzy się na Zachodzie z najgorszymi dystopiami, poczynając od „1984” Orwella. Ale system ten ma na celu selekcjonowanie z tłumu jednostek wartościowych, ma też motywować do działania, a zmotywowanych, wartościowych premiować.

Reasumując: spadająca liczba ludności jest po myśli władz chińskich. Taki był pierwotny cel projektu „jedno dziecko”. Efekty uboczne tego programu, takie jak gwałtowne starzenie się społeczeństwa mogą jedynie sprzyjać tworzeniu miejsc pracy dla tych, którzy już nie znajdą zajęcia w fabryce, czy biurze. Udział maszyn i inteligentnych rozwiązań na chińskim rynku pracy będzie rósł, tym szybciej, im bardziej skręcać w tę stronę będą najdynamiczniejsze gospodarki rozwinięte jak Niemcy, Korea Południowa, Japonia, przy czym nie będzie tu (w Chinach) występować ani problem opodatkowania pracy maszyn, ani redystrybucji środków wśród ludności państwa, zwłaszcza w okresie przejściowym, kiedy nowe struktury chińskiego rynku pracy jeszcze nie okrzepną.

W 2049 roku obchodzona będzie 100 rocznica proklamowania Chińskiej Republiki Ludowej. Prezydent Xi JinPing niejednokrotnie mówił publicznie o tym, że do tego momentu Chiny mają powrócić na miejsce im należne wśród państw świata, miejsce odebrane przez agresorów w ciągu „100 lat upokorzenia”. W przededniu „wojen opiumowych” (1839-1860) Chiny były „wszystkim co pod niebem”, odpowiadały za ponad 30% światowego PKB nie angażując się porządkowanie świata, nie ingerując w to co dzieje się na świecie, mając do świata stosunek co najmniej zdystansowany. Jak widać Chiny realizują plan zadeklarowany przez Xi konsekwentnie, z uwzględnieniem zasadniczych różnic pomiędzy rzeczywistością wieku XVIII, a tą dzisiejszą. Jednocześnie mając w głębokiej pamięci to wszystko co i dlaczego się w przeszłości zdarzyło.

Chiny mają plan i go realizują.[1] A my?

Może zatem zamiast wieszczyć klęskę Chin wywołaną zapaścią demograficzną, właściwiej byłoby się zająć sobą? Mamy jakiś plan? Jesteśmy przygotowani na nieuniknione zmiany dotyczące kształtu rynku pracy, a co za tym idzie konieczne przemodelowanie społeczeństwa, które nie nastąpi od tak, od pstryknięcia palcami? No właśnie.

I jeszcze drobiazg: niedawno chiński naukowiec-genetyk, zajmujący sie genetycznym modyfikowaniem embrionów ludzkich został publicznie skrytykowany przez odpowiednie chińskie władze. Nie dlatego, że modyfikuje genetycznie ludzkie embriony (w tym przypadku chodziło o genetyczna odporność na wirus HIV), ale, że zaczął o tym rozpowiadać. Hmmm, pewnie i na polu dzietności Chiny zamierzają pójść z ilości w jakość. Czy się to komu podoba, czy nie….

Pierwszy z brzegu przykład zmian na rynku pracy – przystań promowa w Shenzhen:

Puste kasy na przystani promowej w Shenzhen

Zamiast kasjerów multimedialne kioski. Płatności WeChatem.

W razie problemów z komunikacją z maszynami pomocą służy "konsultant", żywy człowiek sztuk 1

Bilet nabyty bez pomocy konsultanta

Po nabyciu biletu, czas na kawę, płatność WeChatem

Czas na podróż promem. Następna generacja tych promów napędzana będzie silnikami elektrycznymi, w planach są promy autonomiczne.

Tak właśnie…

 

 


[1] Nie oceniam, czy to plan dobry, czy właściwe ma założenia, czy jest odpowiednio realizowany. Czy jest to plan odhumanizowany, czy wręcz odwrotnie, czy ma szanse powodzenia, czy też nie. Istotne jest dla mnie (i pewnie dla większości osób zajmujących się Chinami współczesnymi), ze taki plan jest, że konsekwentnie dąży się do realizacji jego założeń. A zarazem jak bardzo dojmująco unaocznia, że zwłaszcza w Polsce planu na przyszłość nie ma. I chyba nie będzie.

 

 

 

Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Close