Chiny subiektywnie

Z chińskiego punktu widzenia

 

 

Miałem dzisiaj napisać o CPK, czyli Centralnym Porcie Komunikacyjnym (albo Lotniczym), który nazywam od pewnego czasu Centralnym Portem Konfabulacji, bo to z chińskiego punktu widzenia w wielu aspektach bzdura godna największych blag Edwarda Gierka, takich jak Huta Katowice na przykład. chińskiego

Ale ponieważ ten temat nie umknie w najbliższym czasie chciałem uświadomić Szanownych Czytelników skąd bierze się mój punkt widzenia. A to na przykładzie wybranych historii z ostatnich 2 miesięcy. Historie przypadkowe, ale oddające tempo życia w Chinach, jak również prędkość i wymiar wielu zachodzących tu procesów. A zatem do dzieła!

W pierwszym dniu sierpnia bohaterem chińskiego internetu stała się niewiasta, mieszkanka Zhouzhou w prowincji Henan. A stało się to za sprawą pobicia, którego dokonała na niczego nie spodziewającym się kurierze z firmy ZTO Express. Pani uznała, że kilkuminutowe spóźnienie kuriera nie może mu ujść płazem. Kiedy tylko pojawił się z jej przesyłką, około 5 minut po umówionym czasie, zdzieliła go wielokrotnie parasolką, która służyła jej do ochrony przed palącym słońcem. Kurier próbował wycofać się, ale w tym momencie do incydentu przyłączył się nikomu nieznany mężczyzna, który parę razy kopnął pracownika firmy kurierskiej. W efekcie tego ataku kurier Guo Jinlinag stracił przytomność, w szpitalu, do którego wkrótce trafił okazało się, że doznał poważnych obrażeń wewnętrznych. Zatrzymana przez policję kobieta (w efekcie sprawdzenia zapisu z monitoringu) przyznała, że być może nieco przesadziła, ale było jej bardzo gorąco, a do tego był to pierwszy dzień jej periodu.

A wydawać by się mogło, że czas dla Chińczyków Ludowych jest pojęciem mglistym i bardzo umownym. chińskiego

W pierwszym tygodniu sierpnia ujawnił się nowy „challange” zdobywający ogromną popularność wśród chińskich internautek. Tym razem chodziło o „cycuszkowe serduszko”. Kolejna szajba chińskiego internetu w silnie erotycznym anturażu. Panie biorące udział w tym „wyzwaniu” fotografowały właśnie piersi, ściśnięte własnymi palcami tak, aby ich fragment przypominał w kształcie serce. Po co? To pytanie pozostanie bez odpowiedzi. Chińscy lekarze natychmiast ostrzegli, że zabawy tego typu mogą okazać się niezdrowe dla zdrowia piersi. Nadzorcy chińskiego internetu niezwłocznie zaczęli usuwać zdjęcia z „cycuszkowymi serduszkami”, a również blokować konta pań ponownie umieszczających w sieci zdjęcia swoich pougniatanych piersi.

Chiny wprawdzie gnają do przodu jak rakieta, ale obyczajowo wciąż mają być „czyste”, jak chce tego partia. Dlatego też wszelkie podszyte erotyką szajby, jakikolwiek kawałek odsłoniętego ciała powoduje, że chińska sieć wybucha niczym podpalony australijski busz. A władza zawsze reaguje tak samo i pożary gasi. Szybko i skutecznie. Do następnej szajby. Teraz pewnie czas na jakiś „challange” dla panów. O, matko….

W połowie sierpnia pojawiła się w chińskich mediach bardzo znacząca wiadomość. Otóż znana i popularna w Polsce amerykańska marka New Balance wygrała przed chińskim sądem proces o naruszenie praw do znaku towarowego z chińską firmą New Boom. Firma New Boom stosowała na produktach sprzedawanych przez siebie w Chinach logo New Balance w zasadzie bez istotnych „poprawek”. Sędziowie sądu w Suzhou nie mieli zatem wątpliwości co do roszczenia firmy amerykańskiej i nakazała właścicielom firmy New Boom zapłacenie Amerykanom odszkodowania w wysokości 1,5 miliona dolarów.

To jeden z sygnałów zmian zachodzących w chińskim systemie prawnym. Wprawdzie wciąż możliwe są tu nadużycia jakich doświadczył między innymi Apple, który musiał odkupić od chińskiego przedsiębiorcy prawo do znaku iPad, a musi dzielić z innym prawo do znaku iPhone. Stopniowo jednak sytuacja ta ulega poprawie. Wygrana New Balance jest tego bezdyskusyjnym dowodem.

Pod koniec sierpnia firma China Aerospace Science and Industry Corporation (CASIC), jedno z najważniejszych w Chinach przedsiębiorstw z branży lotniczej i kosmicznej, poinformowało oficjalnie o rozpoczęciu prac nad nowym systemem szybkiego transportu pasażerskiego. Wedle założeń tego projektu pojazdy poruszające się na zasadzie „niskopułapowego lotu ponaddźwiękowego” mają docelowo rozwijać prędkość 4000 kilometrów na godzinę, a sieć ich połączeń ma obejmować wszystkie państwa biorące udział w projekcie One Belt One Road (Nowy Jedwabny Szlak). CASIC zamierza początkowo opracować pojazdy poruszające się z prędkością do 1000 kilometrów na godzinę, następnie w wyniku badań i eksperymentów zwiększyć prędkość do 2000 kilometrów na godzinę, by ostatecznie dać światu nowy rodzaj transportu mknący z prędkością 4000 kilometrów na godzinę. Cztery razy szybciej niż dzisiejsze odrzutowce pasażerskie. China Aerospace Science and Industry Corporation nie ujawniło, czy ten nowy rodzaj transportu będzie bazował na idei Hyperloop Elona Muska, czy też będzie to zupełnie inna historia. W każdym razie prace nad projektem ruszyły pełną parą, a pierwszych efektów mamy spodziewać się niebawem.

Z początkiem września władze ChRL ogłosiły projekt stworzenia 286 eko-miast. Jak zwykle w przypadku Chin rozpoczęły się dyskusje wewnętrzne i zewnętrzne roztrząsające problem p.t.: „Co autor miał na myśli”. Część dyskutantów uznała, że to kolejny zabieg władz w Pekinie mający na celu dalsze pogłębienie urbanizacji Chin, jednak pod szyldem rozwoju miast przyjaznych naturze. Rzecz raczej w realiach chińskich trudna do zrealizowania, ponieważ tutaj zazwyczaj miasto, czy nowa dzielnica miasta najpierw powstaje, a przyjazne naturze stać się może dopiero po pewnym czasie, kiedy zostają wprowadzone w życie odpowiednie przepisy, istniejące wcześniej wyłącznie na papierze. Inni (chyba znajduję się w tej grupie) z kolei zauważają, ze od pewnego czasu na terenie ChRL, a szczególnie na obszarach wielkich chińskich miast dokonuje się wielu kosztownych (głównie społecznie!) zabiegów sprawiających, że miejsca, które jeszcze 10 lat temu nie były wymarzonym miejscem do życia, stają się okolicami z coraz czystszą wodą, coraz mniej zatrutym smogiem powietrzem, skąd definitywnie znikają zakłady-truciciele, gdzie gwałtownie przybywa terenów zielonych, a słońce zaczęło opalać, czego nie doświadczano przez całe dekady. Być może za projektem przekształcenia 286 miast w miejscowości przyjazne naturze kryje się plan władz ChRL, aby Chiny ze światowego lidera wśród trucicieli stały się w rewolucyjnie szybkim tempie globalnym liderem w zakresie gospodarki ekologicznej bazującej na energii odnawialnej i niskoemisyjnej. Obserwując to co się ostatnio dzieje w Szanghaju, Shaoxingu, czy Hangzhou można domniemać, że idea „miast-lasów” włoskiego architekta Stefano Boeri, realizowana właśnie w prowincji Guangxi, może stać się ogólnopaństwowym trendem.

Również na początku września gwiazdą chińskiego internetu stał się nieznany z nazwiska kurier z Chengdu. Człowiekowi temu zlecono doręczenie termosu z zupą przygotowaną przez mieszkankę Chengdu mężowi owej mieszkanki, ciężko pracującemu w jednym z lokalnych biur. Wszystko z okazji chińskiego dnia zakochanych. Niespodzianka przygotowana (ugotowana) przez żonę dla męża, nie wywołała radości tego drugiego, ponieważ po otwarciu doręczonego przez kuriera termosu okazało się, że jego zawartość zwyczajnie śmierdzi. Mąż skontaktował się z żoną, aby zapytać się jej skąd wyciągnęła to zupsko i ile lat temu je ugotowała. Oburzona małżonka stwierdziła – zgodnie z prawdą -, że na przygotowanie zupy ze świeżych produktów poświęciła całe przedpołudnie. Mąż zadzwonił do firmy kurierskiej, żeby zrobić awanturę. Chwilę później skontaktował się z onym mężem kurier, ten sam, który termos odebrał od żony i wręczył mężowi. Oświadczył, że był bardzo głodny w trakcie wykonywania swych zadań kurierskich, otworzył termos, zeżarł połowę jego pysznej zawartości, a ponieważ nie miał pod ręką wody z kranu, czy też z butelki, no to po prostu do termosu nasikał. Żeby mniej więcej było w środku tego tam wszystkiego, ile było na początku. Kurier nie pracuje już w firmie kurierskiej. Szef działu handlowego z centrali firmy w Pekinie przyleciał wkrótce do Chengdu, żeby osobiście przeprosić oboje małżonków za „najdziwniejszy incydent w całej historii firmy”.

13 września chińskie władze ogłosiły, że do 2020 roku, czyli w ciągu zaledwie 3 lat wszystkie benzyny do silników spalinowych w ChRL zostaną zastąpione benzyną E10, ta zaś zawierać będzie dodatek 10% etanolu otrzymywanego z destylacji kukurydzy. To jeden z wielu kroków podejmowanych przez władze w Pekinie, aby do minimum zredukować udział w chińskiej gospodarce paliw uzyskiwanych z ropy naftowej, którą Chiny zmuszone są importować, a której złoża zostaną wyczerpane w niedalekiej, przewidywalnej przyszłości. Projekt ten wymaga działań i nakładów o skali wprost proporcjonalnej do wielkości chińskiej populacji. Szacuje się na przykład, że dla wyprodukowania odpowiedniej ilości etanolu do biopaliw, którą to Reuters ocenia na ponad 15 milionów ton, potrzebnych będzie w sumie aż 36 nowych rafinerii-destylarni, z których koszt każdej wyniesie nie mniej niż 1 miliard yuanów (około 600 milionów złotych). Dla zaspokojenia potrzeb tych wytwórni etanolu potrzebnych będzie 45 milionów ton ziarna kukurydzy rocznie. To wielkość przekraczająca dzisiejsze możliwości chińskiego rolnictwa. Dlatego też Amerykanie posiadający po Brazylii największe doświadczenie w zakresie produkcji etanolu jako dodatku do paliw (lub paliwa samego w sobie, jak w Brazylii) wątpią w możliwość zrealizowania tak ambitnego planu w tak krótkim czasie.

Zakładam z góry, że to Amerykanie, którzy nie bywają zbyt często w Chinach. Gdyby bywali raczej by nie wątpili. Ma być 10% etanolu w benzynie i będzie.

Dokładnie tego samego dnia czarnym charakterem chińskiego internetu stał się właściciel małej restauracji z Yichang w prowincji Hubei. Człowiek ten został zauważony przez innego mieszkańca Yichang w momencie kiedy z kuszy ustrzelił psa należącego do owego przypadkowego obserwatora. Właściciel zabitego psa ruszył w pogoń za kusznikiem, który w tym czasie zdążył wrzucić psie zwłoki do bagażnika Volkswagena Santany i odjechać z miejsca incydentu. Mężczyzna, który udał się w pościg zaczął filmować kolejne wydarzenia rejestratorem ruchu drogowego. Dzięki temu internauci w ChRL mogli obejrzeć sceny jak z filmu sensacyjnego. Właściciel zabitego psa okazał się bowiem posiadaczem dużego i szybkiego SUVa, którym w krótkim czasie dogonił uciekającego Volkswagena. Następnie zaczął uderzać w tył i boki ściganego auta, doprowadzając wreszcie do tego, iż Santana uderzyła o krawężnik, uległo uszkodzeniu przednie zawieszenia auta, samochód stanął, a jego kierowca zbiegł. Ścigający wezwał policję, która znalazła w bagażniku i na tylnym siedzeniu Santany 8 zabitych strzałem z kuszy psów. Wkrótce policja dotarła do właściciela porzuconego samochodu. Był nim właściciel małej lokalnej restauracji słynącej w Yichang z hot-potu z psim mięsem. Restaurator zeznał, że w zasadzie od zawsze zdobywa mięso do swojej restauracji polując na psy w okolicy. Po złożeniu zeznań restaurator został puszczony wolno. A to dlatego, że pomimo wielu zmian w ChRL nie ma tam żadnych przepisów chroniących zwierzęta. W opisanej sytuacji jedyną konsekwencją za zabicie psa mógłby być proces cywilny wytoczony restauratorowi przez właściciela zabitego psa. Lub grupy właścicieli, bo okazało się, że większość znalezionych w Santanie psów miał swoich właścicieli w najbliższej okolicy. Jednak w chińskiej rzeczywistości skończy się to prawdopodobnie na ustaleniu odszkodowań, które zostaną opłacone w gotówce, co zamknie sprawę definitywnie dla chińskiego wymiaru sprawiedliwości.

Tydzień później zarówno w internecie jak i w mediach „klasycznych” przedstawiono osobę fanatyka tańca na rurze (pole dancing). Taniec na rurze zrobił w Chinach oszałamiająca karierę w ostatnich 10 latach. Trenuje się go zarówno w fitness clubach, jak i w dedykowanych temu rodzajowi aktywności fizycznej salach. Tańce na rurze ćwiczą panie i panowie. W Chinach mają miejsce największe światowe zawody w tej konkurencji. Ale nasz bohater nie jest przeciętnym fanem pole dancingu. Dlaczego? Ponieważ liczy sobie 69 lat. Uprawia taniec na rurze od lat 10. a ćwiczeniom poświęca dziennie od 4 do 5 godzin. Żeby utrzymywać ciało w doskonałej kondycji, żeby jednocześnie sensownie spędzać czas na emeryturze.

Społeczeństwo chińskie starzeje się bardzo szybko. Niewielki procent starszych osób w Chinach – jest aktywna fizycznie. Ilość osób w starszym wieku uprawiających tradycyjne tai-chi, qi-kung, czy którąś z wielu odmian sztuk walk jest dzisiaj znacznie mniejsza niż jeszcze 10-15 lat temu. Co oznacza rzecz jasna znacznie większy procent ludzi cierpiących na różne schorzenia dotykające starzejących się ludzi, przesadzających z jedzeniem, a unikających ruchu. Dlatego dzisiaj wszelkie przypadki „zdrowej szajby” w starszym wieku są obiektem ogólnego zainteresowania umiejętnie podsycanego przez centralę w Pekinie.

W miniony czwartek ruszyło nowe połączenie kolei super szybkiej z Pekinu do Szanghaju. Nowe, bo do eksploatacji na tej trasie weszły pociągi kolei dużych prędkości nowej generacji. Jeśli dotychczas jeździło się z Pekinu do Szanghaju ze średnią prędkością 300 kilometrów na godzinę (chińskie media pisały coś o „czołganiu się z szybkością niespełna 300 kilometrów na godzinę), to dzięki Fuxing jeździć się będzie ze średnią prędkością 350 kilometrów na godzinę. Fuxing to nowa generacja szybkich pociągów produkowanych w całości w Chinach. Ich nazwa nie jest przypadkowa. Fuxing to po chińsku „odnowa”, „odmłodzenie”, i jest to ponoć ulubione słowo Xi Jinpinga. Nowa generacja pociągów dużych prędkości z Chin jest w istocie odmłodzeniem tej poprzedniej, która stała się podstawą rozwoju największej na świecie sieci połączeń kolejowych dużych prędkości. Pierwsza generacja chińskich super pociągów nosi nazwę Hexie, co oznacza harmonię. To było z kolei ulubione słowo poprzedniego prezydenta Chin Hu Jintao. Co było, a nie jest nie pisze się w rejestr. Przypomnę tylko, że cały projekt superszybkich pociągów ruszył w Chinach zaledwie 15 lat temu. Dzisiaj sieć dedykowanych temu rodzajowi pociągów torów liczy w sumie 22 tysiące kilometrów. W roku 2025 suma wszystkich linii kolei dużych prędkości liczyć będzie 38 tysięcy kilometrów. W sierpniu rząd Tajlandii podpisał z Pekinem porozumienie, na mocy którego rusza niebawem budowa linii łączącej miasta chińskiego południa z Bangkokiem.

Pociagi Fuxing są nie tylko nieco szybsze od Hexie. Rozbudowano ich systemy bezpieczeństwa, usprawniono jednostki napędzające, jak i podzespoły jezdne. Dzięki temu jeszcze bardziej ustabilizowano składy podczas jazdy z prędkością ponad 300 kilometrów na godzinę. Pierwsi pasażerowie Fuxing zwrócili właśnie na ten aspekt uwagę i przeprowadzili na tą okoliczność nawet swoiste eksperymenty. Ciekaw jestem czy dałoby się je zrealizować na którymkolwiek odcinku trasy Pendolino w Polsce. A’propos: Chiny złożyły ofertę zrealizowania pilotażowego odcinka kolei superszybkich na przykład na trasie Trójmiasto-Warszawa-Kraków w 1912 roku. Złożył ją ówczesny premier ChRL podczas wizyty w Warszawie. Wtedy pole do negocjacji było szerokie niczym plaże nad polskim Bałtykiem. Jak już wspomniałem: co było, a nie jest…

W miniony piątek miała miejsce w Chinach premiera iPhone 8. Przedstawiciele Apple spodziewali się podobnego zamieszania w pierwszych dniach sprzedaży nowego gadżetu do tego jakie miało miejsce w dniu chińskiej premiery iPhone 7, czy wcześniej iPhone 6 i wszystkich wcześniejszych modelach smartfonów amerykańskiego producenta. Sklepy flagowe w największych miastach Chin w przededniu premiery wzmocniły swoje załogi funkcjonariuszami straży miejskiej oraz wynajętymi ochroniarzami. Przed sklepami ustawiono barierki blokujące ewentualny napór klienteli spragnionej nowego iPhona. Po pełnej napięcia nocy z czwartku na piątek załogi sklepów punktualnie o godzinie 8 rano otworzyły drzwi i…. I nic. W Hangzhou na przykład, przed głównym sklepem Apple’a na otwarcie czekały dwie osoby. Tak. Dwie. Jedna osoba i jeszcze jedna. Razem dwie.

Mówi się w Apple, że Chińczycy wolą kupować iPhony przez internet. Ale wyniki sprzedaży wcale na to nie wskazują. Co więcej w Hong Kongu, gdzie wyroby Apple są znacznie tańsze (25-40%) niż w ChRL również nie zauważono specjalnego zainteresowania iPhonem8. To z kolei tłumaczy się faktem, że konsumenci z Chin jakoby czekają w napięciu na iPhoneX. Ale obserwatorzy rynku telefonów komórkowych w Chinach zwracają uwagę na pogłębiający się tu trend: chińscy użytkownicy komórek coraz częściej sięgają po „wypasione” modele chińskich marek. A czemu tak się dzieje. O tym między innymi pisałem TU. Chiny są po prostu inne niż wydaje się specjalistom od sprzedaży i marketingu.

A i jeszcze coś na koniec, z końca września, bo ten ma się przecież ku końcowi. Kolejna osoba z listy „100 najbardziej poszukiwanych” wróciła „dobrowolnie” do Chin. Listę „100 najbardziej poszukiwanych” ogłoszono w ramach kampanii Xi Jinpinga przeciwko korupcji, a znalazła się na niej setka osób, które oskarżono (nie udowodniono, bo nie było procesów) o sprzeniewierzenie państwowych pieniędzy, środków publicznych, lub inne przestępstwa naruszające dyscyplinę partyjną, lub/i prawo chińskie. Człowiekiem, który oddał się dzisiaj (poniedziałek 25 września) w ręce policji na lotnisku w Pekinie po przylocie z USA był niejaki Xu Xuewei. Uciekł on do Stanów Zjednoczonych w 2012 roku, kiedy to zaczęto podejrzewać, że posługiwał się łapówkami, aby wygrać przetargi, w których brała udział jego firma informatyczna. Listę „100 najbardziej poszukiwanych” ogłoszono w kwietniu 2015 roku. Xu Xuewei jest już 46 osobą, która dobrowolnie oddała się w ręce chińskiej policji. Zaledwie dwa tygodnie wcześniej taką samą decyzje podjął niejaki Liu Changkai, niegdysiejszy szef pekińskiej placówki nauki jazdy. Liu uciekł do Stanów Zjednoczonych w 1999 roku.

Akcja poszukiwania chińskich zbiegów z listy „100 najbardziej poszukiwanych” nosi kryptonim „Polowanie na Lisa”. Jej skuteczność wiązana się z faktem, iż na czele Interpolu stoi od niedawna były wiceminister Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego ChRL Meng Hongwei. Z osobą Meng Hongwei kojarzony jest również fakt, iż wiele osób ściganych przez chińskie służby nie znajduje schronienia w państwach dotychczas chętnie udzielających statusu politycznego azylanta osobom różnej reputacji, których życie faktycznie jednak było zagrożone w państwach, z których pochodzili.

Ot i to parę wyciągniętych przypadkowo zdarzeń, które miały miejsce w Chinach Ludowych na przestrzeni ostatnich dwóch miesięcy. A tu czas na chwilę chociaż wrócić do domu. Do miejsca, gdzie w tym samym okresie czas jakby stanął w miejscu. Tłumaczą mi, że to wina wakacji. Hmmm, może. Ale w Chinach też lipcu i sierpniu były wakacje. Pomimo wakacji życie tu gna. To małe i mało poważne, i to duże, którego powaga zaczyna dotykać nie tylko Chińczyków, ale i wielu ludzi na świecie, nie omijając nas. Tymczasem u nas coraz większa grupa ludzi zachowuje się wobec otaczającej rzeczywistości jak owe dzieci, które zaciskają powieki, z całych sił łapkami zakrywają uszy i drą paszcze, co ma im zapewnić skuteczne odizolowanie od otaczającego świata. Dwukierunkowe. One nie widzą świata, świat ich ma również nie dostrzegać. Skąd takie skojarzenie. Chociażby z przypadku Centralnego Portu Konfabulacji. Ja dzięki internetowi słucham radia polskiego i uszom nie wierzę. Pan od CPK gotów jest przysiąc, ze Chińczycy na to lotnisko pieniądze wyłożą, w zasadzie to tylko od nas zależy (od naszej łaskawej zgody) kiedy przeleją środki. A ja czytam pośród wielu informacji jak te powyższe, że Chińczycy chcą wykupić bankrutujący Air Berlin oraz wchodzą na poważnie we współpracę z Czechami w zakresie szeroko pojętej awiacji. Memorandum zostało podpisane w imieniu strony czeskiej przez Jana Kohouta, doradcę prezydenta Republiki Czeskiej, który osobiście wydeptał odpowiedni ścieżki lobbując na rzecz projektu w Chinach i w Czechach przez wiele lat. Podpisane w zeszłą środę memorandum dotyczy współpracy chińsko-czeskiej w zakresie produkcji samolotów, handlu lekkimi samolotami, budowy głównych portów lotniczych, rozwoju systemu kontroli lotów, nadzoru bezpieczeństwa lotów, jak również szkoleń dla naziemnego i pokładowego personelu obsługi lotów. Zdaje się, że ktoś już pierwszy zaklepał sobie temat lotnictwa cywilnego w Środkowej Europie z Chińczykami. Ale przecież. Jak się pan od CPK uprze to Chińczycy w Baranowie wybudują mu największe lotnisko świata. Tylko jak oni tam dojadą….?

Leszek Ślazyk

.

.

.

.

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

2 thoughts on “Z chińskiego punktu widzenia”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close