Chiny subiektywnieWiadomości

Chiny? Dlaczego nie…

Dzisiaj otrzymałem egzemplarz książki "Chiny? Dlaczego nie…" autorstwa Anny i Katarzyny Karpa. Książka jest efektem spontanicznej decyzji o wyjeździe do Chin. No bo dlaczego nie? Oto co Autorki piszą o swojej książce i przygodzie:

Są podróże małe i duże, podróże w głąb siebie, podróże bez celu, podróże bez sensu, podróże na koniec świata i nie koniecznie tak daleko, podróże za chlebem i z wałówką w chlebaku, są podróże mniej lub bardziej zorganizowane i planowane z różnym wyprzedzeniem,

niskobudżetowe i All inclusive – dla tych z wypchanym portfelem, są podróże biznesowe i podróże za jeden uśmiech, są podróże organizowane i realizowane w mgnieniu oka, są też takie o których się tylko marzy.

Jedna z naszych podróży wykluła się z prostego pytania, a może bardziej stwierdzenia córki: „ Jedziemy do Chin!”. Mimo, że rozmowa na ten temat potoczyła się inaczej, w podświadomości matki zakiełkowało już wtedy zadziorne pytanie: „Dlaczego nie?”.

Krótko zastanawiamy się, czy dwa tygodnie to nie za mało na tak odległy kierunek, ale nie chcemy rezygnować z realizacji niezwykłego pomysłu tylko z powodu ograniczeń czasowych, jakie mamy tego lata. Postanawiamy potraktować wyjazd jako rozpoznanie kierunku przyszłych eksploracji. Podejmujemy niewątpliwe ryzyko i – wbrew radom znajomych, kierując się zasadą, że opatrzność czuwa nad brakiem rozsądku – jedziemy do kraju o bardzo odległej kulturze, nie znając języka. Realizujemy swój szatański plan, chociaż tak naprawdę, poza uruchomieniem czterech zbawiennych kontaktów z nieznanymi wcześniej osobami, na miejscu nic nie mamy zorganizowanego. Jedynym konkretem są bilety lotnicze do Szanghaju i z powrotem. W wybranych miejscach spędzamy jedynie od dwóch do trzech dni.

Po przybyciu do Chin od razu obieramy kierunek mało turystyczny, ale raczej pielgrzymkowy i promem, w towarzystwie wyłącznie Azjatów, docieramy na wyspę Putuo Shan. Pierwsze potyczki z językiem, pierwszy posiłek i spotkanie z chińską – odmienną od naszej – codziennością, a przede wszystkim magia świętego miejsca to pierwsze nasze wrażenia.

Następnie szybką łodzią, autobusem miejskim, rikszą rowerową, ekspresowym autokarem dalekobieżnym, który przeprawia się na ląd promem morskim docieramy do Hangzhou.

Niedługo potem nocny pociąg, zwany „hard sleeperem” – bezprzedziałowa chińska kuszetka – dowozi nas do uroczego Guilinu. Stamtąd odbywamy wyprawę na tarasy ryżowe oraz niezapomniany rejs po rzece Lijang łódką bambusową, która jak transformer zmienia się na chwilę w knajpkę. Nieodzowną atrakcją są tam również kormorany.

W dalszą podróż do Kantonu zabiera nas olbrzymi autobus sypialny, który pokonuje trasę kilkuset kilometrów górskimi serpentynami w zawrotnym tempie, nie zważając na jakiekolwiek ograniczenia. Nie liczy się wtedy, że posłanie jest za krótkie, myślimy tylko o tym, aby dojechać w całości.

Hong Kong to już inne Chiny, inny świat. Poznajemy go przemierzając bulwary na rowerach, wspinając się na okoliczne góry aby spojrzeć na molocha z góry, inaczej niż większość turystów, którzy preferują widoki z okien drapaczy chmur. Szybujemy też kolejką gondolową na górę Lantau, kłaniamy się kolejnemu na trasie posągowi buddy o niewyobrażalnych rozmiarach.

Po kilku dniach sprawnie działające metro przewozi nas do granicy Chin w Shenzhen, gdzie nieoczekiwany postój urozmaica nieco naszą drogę powrotną do Szanghaju, dokąd docieramy nocnym pociągiem o niezliczonej liczbie wagonów.

Odlecieć z Chin nie jest łatwo. Samolot do Amsterdamu tkwi w dwugodzinnym korku na pasie startowym.

To tylko trasa naszej podróży. Jeżeli dodamy do tego smak nieznanych wcześniej potraw, spożywanych zgodnie z miejscowym ceremoniałem pałeczkami, aromat niezliczonej ilości gatunków herbat, entuzjazm i przyjazny stosunek spotykanych na każdym kroku ludzi, ogromne niezwykle barwne zabytki i lśniące złotem wizerunki bóstw, urokliwe zakątki oraz niezwykłe krajobrazy, to z czystym sumieniem stwierdzić możemy, że pokonałyśmy dystans niemożliwości i nie żałujemy, że zdobyłyśmy się na odwagę, aby wyruszyć ku nieznanemu.

Nie sposób było zachować cały ten cud wyłącznie dla siebie więc powstała książka zatytułowana „Chiny? Dlaczego nie…” Opisujemy w niej perypetie naszej podróży. Zachęcamy do lektury i do podejmowania podobnych wyzwań, bo jeśli nam się udało, to świat jest na wyciągnięcie ręki. Trzeba tylko tę rękę wyciągnąć!!!

A poza tym: jest ryzyko, jest zabawa, albo piargi, albo sława…

 

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close