Chiny subiektywnieWiadomości

Chiny: Co ja o nich wiem, co ja rozumiem?

Kilka niedawnych dyskusji, a także parę niedawno przeczytanych książek pozwoliło mi zadać sobie zasadnicze pytanie: "Co ja o Chinach wiem, co ja z nich rozumiem?". Oto jest pytanie. Cóż można wiedzieć o Chinach, które według niektórych to 5000 lat nieprzerwanej tradycji państwowej? Właśnie…. Nieprzerwanej?

Zrozumiałem znienacka jak mało o Chinach wiemy. Generalizujemy je, mimo wszystko traktując z góry, traktując pół serio przez pryzmat tych wszystkich osobników z Azji żeniących nam dziwaczne produkty za grosze. Nie rozróżniamy ich. Wietnamczyk, mieszkaniec Xinjiang, rdzenny obywatel prowincji Jiangsu, Tajwańczyk od pokoleń, Koreańczyk, Japończyk, to dla nas tacy sami, ci sami ludkowie z odległych nam krain, po drugiej stronie globusa. Dziwnie mówią, jeszcze dziwniej piszą, a do tego jedzą patykami zamiast widelcem jak człowiek.

Tymczasem wystarczy dotknąć mocniej jakiegokolwiek tematu dotyczącego Chin, aby poczuć się jak ktoś, kto kładzie dłoń na mroźnej warstwie cieniutkiego lodu, pod którym drzemie chłodna i niezbadana głębia jeziora. Każdy nowy wątek grozi wciągnięciem w tą głębie. Wystarczy grzech ciekawości. Historia, religie, filozofie, sztuka użytkowa, społeczeństwo kiedyś i dziś. Genialni wodzowie, wielcy ludzie i niewyobrażalne szuje. Poezja sprzed 2 tysięcy lat żywa i znana do dnia dzisiejszego. Kaligrafia. Kuchnia jako zaspokajanie podstawowej potrzeby ludzkiej, ale też jako ogromny obszar przejawu chińskiej kultury. A wszędzie anegdoty, relacje, historyczne źródła, starsze niż chrześcijaństwo, niż cała nasza dumna zachodnia cywilizacja. Dumna, czy może bardziej zarozumiała? Ostatnio mam wrażenie, że jednak to drugie. Chętnie wypowiadamy się na temat Chin. Równie chętnie jak na temat leczenia chorób wszelakich oraz sposobu uzdrowienia polskiej piłki nożnej.

A to tak nie działa. Nie.

Nie da się zrozumieć Chin nie mając pojęcia o ich historii najnowszej, która powoduje, że ciągłość chińskich dziejów w wielu miejscach została definitywnie zerwana. W innych zaś ciągle trwa w przewrotnie zaskakujących formach. Nie da się wiedzieć czegokolwiek o Chinach nie przyglądając się im uważnie, z pozbawionym emocji i politykierstwa dystansem.

Życzę sobie, żeby najbliższy rok pozwolił rozwinąć te wszystkie mozolnie przygotowywane projekty, dzięki którym idea stanie się ciałem, dzięki którym Chiny staną się nam choć trochę bliższe niż teraz.

Leszek Ślazyk

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

2 thoughts on “Chiny: Co ja o nich wiem, co ja rozumiem?”

  1. Dokładnie. Nt. Chin istnieje wiele mitów ale i szablonów odpowiedzi. Zapewne w stosunku do innych tematów również. Człowiek myśli skrótami.
    Trzeba po prostu przybliżać ten kraj.
    Panie Leszku, dołączam się do życzeń. Niech to się spełni i to szybciej niż później :)

  2. Ja rowniez dolaczam sie do tych zyczen , wychodzac troszke z cienia biernego czytelnika chiny24…
    Macie panowie absolutna racje , chcac poznac Chiny trzeba najpierw siegnac do historii i poznac ja, siegnac do opisow zycia codziennego Chinczykow na przestrzeni omal ze dziejow , poznac ich tradycje i zwyczaje , te kultywowane i nie ( tych znacznie mniej) , zrozumiesz Chinczyka ( nie mowie o jezyku ) , jego mentalnosc to zrozumiesz Chiny. Ludzie wykorzystuja swoja jakze marna i skromna wiedze o Chinach albo do celow komercyjnych albo nawet dziennikarskich , lecz oparte to jest tylko na powielaniu nie zawsze sprawdzonych informacji … wiec moze z nowym rokiem dajmy ludziom poznac troszke Chin, i tych widocznych w czasopismach czy telewizji jak rowniez tych niewidocznych tam …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close