Home » Chiny subiektywnie

Chiny: Dzieci śmieci

Submitted by on 04-08-2012 – 00:0111 Comments
Chiny: Dzieci śmieci

Myślałem, że w sezonie ogórkowym czytelnicy interesują się wyłącznie lekkimi tematami. Tymczasem ostatnie komentarze i maile, które otrzymuję dotykają spraw bardzo poważnych. Jak na przykład artykuł z 9 października 2011 roku, który niniejszym przypominam:

Chiny są częstym gościem gazet, magazynów i portali internetowych. Szczególnie tych zajmujących się gospodarką i ekonomią. Redaktorzy niezliczonej ilości artykułów prześcigają się w opisywaniu cudu gospodarczego Chin, które z mocno zacofanego państwa o zrujnowanej gospodarce zmieniło się w przeciągu 30 lat w kraj, który ma wybawić świat od globalnego kryzysu.

Media chętnie pokazują to piękne oblicze, tak pozytywnie budujące pełnych niepewności ludzi z Zachodu. Mniej uwagi poświęca się ciemniejszym stronom Chin, ubocznym efektom gwałtownego rozwoju. A jednym z tych efektów jest obojętność na los dzieci. Zarówno obcych, żebrzących na ulicach wielu miast, jak również własnych, które przyszły na świat niedoskonałe, chore, lub upośledzone. Takie, które miast dać w przyszłości wsparcie i gwarancję bezpiecznej starości, wymagają nieustannej opieki, rehabilitacji, a czasem po prostu zwykłego wsparcia. Na tym ogromnym oceanie obojętności można znaleźć kilka mikroskopijnych wysepek bezinteresownej miłości dla drugiego, bezbronnego człowieka. Miłości beznadziejnej, bo w Chinach osoby, które zajmują się porzuconymi dziećmi traktowane są przez współobywateli jak nasza pieśniarka Violetta Villas opiekująca się dziesiątkami psów, nad którymi nie ma żadnej kontroli. Dosłownie.

Od 1986 roku zamieszkała w Lankao w prowincji Henan Yuan Lihai zaadoptowała łącznie ponad setkę podrzutków. Te z nich, które podrosły, znalazły pracę i pozakładały własne rodziny mieszkają obecnie na swoim, ale Yuan wciąż opiekuje się 39 dziećmi. Niektóre z nich to albinosy, niektóre mają zajęczą wargę, inne ciężko chorują. Kobieta próbuje zarobić na utrzymanie pokaźnej rodziny sprzedając na ulicy różne drobiazgi. Mąż zostawił ją parę lat wcześniej, ponieważ był przeciwny adoptowaniu kolejnych dzieci.

dzieci smieci, chiny, leszek slazyk, 2

Pięcioro podrzutków leży na skleconym ze słomkowych mat prowizorycznym łóżku. Niektóre drzemią, inne się bawią. U wezgłowia stoją wsady węglowe do prymitywnej kuchenki. Z braku miejsca ustawiono je wysoko jeden na drugim. W każdej chwili mogą spaść na łóżko, jeśli dzieci przez przypadek ich dotkną. W takich właśnie warunkach żyją dzieci Yuan Lihai, która na przestrzeni 25 lat zaadoptowała ich około 100. Wiele z nich cierpi na różne choroby albo posiada wady genetyczne. Niektóre z dzieci, którymi się zaopiekowała, zmarły ponieważ kobieta nie była w stanie zapewnić im odpowiedniej opieki zdrowotnej.

W miasteczku każdy wie, kim jest i czym zajmuje się Yuan. Jej nazwisko kojarzą zarówno zwykli obywatele jak i pracownicy pogotowia, policji czy straży pożarnej. To właśnie oni dostarczają kobiecie znajdowane na progach domów czy na śmietnikach porzucone dzieci. Niewydolność chińskiej opieki społecznej spowodowała, że co jakiś czas powstaje w Chinach kolejny tego typu "prywatny sierociniec", który funkcjonuje pomimo tragicznych warunków socjalnych i faktu, że wiele podrzutków traktuje się tam w nieludzki sposób.

dzieci smieci, chiny, leszek slazyk, 3

Yuan Lihai pomieszkuje w kilku miejscach jednocześnie, ale w żadnym legalnie. Zwykle śpi w rozstawionym na ulicy namiocie, w którym sprzedaje przechodniom swoje towary. Dzieci, którymi się opiekuje, mieszkają w czterech różnych miejscach, z czego kilkadziesiąt w dwóch opuszczonych domach, które znajdują się nieopodal wielkich willi bogatszych mieszkańców Lankao. Ubrać dzieci jest o wiele łatwiej, niż wyżywić. W przeszłości ubrania udawało się zorganizować dzięki pomocy społecznej oraz darczyńcom. Co jakiś czas udawało się też znaleźć coś na jednym z okolicznych śmietników. Ubrania, z których jedne dzieci już wyrosły, są noszone przez ich młodszych braci i siostry. Jeśli ubranie się psuje, Yuan naszywa łaty i ceruje je. Od kiedy kobieta stała się sławna dzięki prowadzonej przez siebie działalności, często otrzymuje od chcących ją wspomóc ludzi paczki z odzieżą i butami, z których można by usypać niewielką górę.

dzieci smieci, chiny, leszek slazyk, 4

W niektórych częściach Yuanping w prowincji Shanxi adopcja stała się biznesem, a jednak rodziny zastępcze często nie są w stanie, bądź nie chcą zapewnić dzieciom godziwych warunków życia. To zdjęcie zrobiono w domu jednej z takich rodzin. Aby ułatwić sobie opiekę nad dzieckiem, rodzice przywiązali je do znajdującego się na zapiecku łóżka.

dzieci smieci, chiny, leszek slazyk, 5

Zamieszkała w Jiexiu w prowincji Shanxi Mao Naifeng urodziła niedawno bliźniaki. Rodzina nie posiadała się ze szczęścia do momentu, aż u 14-miesięcznych malców nie wykryto kolejno zaniku mózgu i wodogłowia, które spowodowało paraliż jednego z bliźniaków od pasa w dół. Mao Nainfeng oraz jej mąż zdecydowali jednak, że się nie poddadzą i będą dalej zajmować się swoimi dziećmi. Matka codziennie przeprowadza rehabilitację syna, masuje mu nogi i wykonuje nimi odpowiednie ruchy, aby nie dopuścić do zaniku mięśni.

Z defektami rodzi się w Chinach od 13 do 15% dzieci, z czego większość w rejonach wiejskich w związku z zanieczyszczeniem środowiska oraz przez to, że ciężarne kobiety nie odbywają badań prenatalnych. Dla porównania, w państwach europejskich wskaźnik ten wynosi około 3-4%. Wiele rodzin, w których przychodzi na świat dziecko z defektem, rozważa ich porzucenie, ponieważ nie stać ich na leczenie i rehabilitację.

dzieci smieci, chiny, leszek slazyk, 6

Widoczne na zdjęciu dziecko zmarło w nocy z 22 na 23 października 2010 roku. Malec cierpiał na porażenie mózgowe i zmarł po sześciu miesiącach od adopcji. Ponieważ nie skończył roku, nie nadano mu jeszcze imienia.  Była to 21 sierota, którą znalazła na swoim progu Yuan Lihai, a zarazem dziesiąte dziecko, które zmarło w wyniku nieleczonego przeziębienia. Dzieci, które spędzały z niemowlęciem każdy dzień, nie chcą się z braciszkiem rozstać.

dzieci smieci, chiny, leszek slazyk, 7

Następnego dnia rano bezimiennego podrzutka zabrano w oddalone od domu miejsce, gdzie został pochowany. Na zdjęciu dziecko ma lekko rozwarte oczy, które zdają się spoglądać obojętnie na świat, którego nie zdążyły poznać.

Internauci winią chiński Czerwony Krzyż za to, że wiele porzuconych dzieci umiera. Zamieszczone w niniejszym artykule zdjęcia ukazały się na jednym z chińskich portali informacyjnych, a już w parę chwil po zamieszczeniu zaczęły pojawiać się pod nimi pierwsze komentarze:

"Dranie! Mam nadzieję, że wszystkich urzędników, pracowników Czerwonego Krzyża, opieki społecznej i organizacji charytatywnych spotka powolna i bolesna śmierć."

"Policja oddaje znalezione dzieci samotnej kobiecie? Czy tam nie ma domów dziecka? Czerwonego Krzyża? Urzędnicy i pracownicy opieki społecznej nie są w stanie zrobić dla tych dzieci nic więcej? Już nigdy więcej nie przekaże żadnej organizacji charytatywnej złamanego yuana."

"To nie te dzieci, tylko my jesteśmy śmieciami".

"To nie Czerwony, a Czarny krzyż. Oni wcale nie palą się do pomocy."

"Nie umiem opisać słowami co czuję po przeczytaniu tego artykułu."

"Tu wcale nie chodzi o pieniądze. Winę za porzucenie dziecka ponoszą rodzice, a do obowiązków urzędników należy zapewnienie im godziwych warunków życia, kiedy już zostaną porzucone. Bieda nie jest tutaj problemem, i wiem co mówię, ponieważ sam byłem biedny, kiedy byłem mały. Kiedy miałem osiem lat moich rodziców często nie stać było nawet na jedzenie, ale nie porzucili mnie i jakoś to wszystko przetrwaliśmy. Trzymaliśmy się razem."

"Bardzo proszę o zamieszczenie gdzieś tutaj numeru konta Yuan Lihai, chciałbym jakoś jej pomóc."

"Jestem bardzo poruszony, nie mam w tej chwili samochodu, domu, ani dość pieniędzy, by poszukać żony, ale chciałbym dać tej biednej kobiecie chociaż parę yuanów."

dzieci smieci, chiny, leszek slazyk, 8

Wśród dzieci adoptowanych przez Chena Tianwena jest wiele takich, które mają zajęczą wargę, cierpią na deformacje nóg, polio lub porażenie mózgowe. Dzieci z porażeniem mózgowym często mają sparaliżowane jedną lub więcej kończyn. Dang Xiaohu nie może poruszyć żadną, więc posługuje się przy jedzeniu wyłącznie językiem. Rodzice usypują im mleko w proszku w niewielkie kupki, a dzieci zlizują je wprost z posłania.

dzieci smieci, chiny, leszek slazyk, 9

Mieszkający z rodziną w Jiexiu 6-letni Chang Heodong również cierpi na porażenie mózgowe. Choroba sprawiła, że porusza się na przykurczonych nogach, kołysząc się jak kaczka. Nie jest w stanie oddać moczu bez pomocy matki, która musi przykładać mu otwartą butelkę. Rodzice nie chcą oddać synka go do domu dziecka, są zdecydowani posłać malca do przedszkola, a później do szkoły, aby dorastał wśród rówieśników.

dzieci smieci, chiny, leszek slazyk, 10

Dzieci Chena Tianwena muszą nieźle się nawiercić, aby wywalczyć sobie miejsce do spania na szerokim łóżku na zapiecku. Jedno z dzieci, Dang Ouou, może jedynie siedzieć, ponieważ na jej plecach znajduje się duży guz, który podrażniony powoduje paraliż kończyn dolnych. Małą czeka operacja, ale póki co bardzo się męczy próbując zasnąć na siedząco.

Dzisiaj w Polsce odbywają się wybory, które dla mnie były przewidywalne do znudzenia. Ale nuda ta jest to komfort, którego znaczenia nie jestem w stanie przecenić. Powyższy tekst i zdjęcia dedykuję tym wszystkim, którzy wpadają w paranoidalną euforię opisując rzeczywistość współczesnych Chin jako kraju cudu nad cudami. Chińska rzeczywistość dzisiaj to "Oliver Twist", tylko, że dwieście (DWIEŚCIE!!!) lat później. I to w realu, nie w literackiej fikcji.

09.10.2011.

Leszek Ślazyk, współpraca: Maciej Pawlak

11 Comments »

  • Wojtko pisze:

    leszek, to są takie momenty kiedy słowa o marności naszych codziennych problemów stają się jeszcze bardziej prawdziwe, jeszcze bardziej oczywiste. 
    Poruszający tekst, poruszające nieszczęście i… Kur… Niby człowiek wie, że to się dzieje, że to 'normalne', ale co innego wiedzieć spychając tę świadomość głęboko, a co innego wiedzieć. Dziękuję za to przypomnienie. Zwłaszcza w czasie takiego pełnego bełkotu wieczoru.

  • admin pisze:

    Dzięki Wojtku. Ja mam wstrętne wrażenie, że ten nieustanny bełkot zniewala coraz bardziej nasze zmysły. I żyjemy życiem psiaków, które biegają za kolejnymi motylami, zapominając o wielu znacznie istotniejszych elementach rzeczywistości. Ale być może to tylko moja osobista konstatacja wynikająca z przyrodzonego pesymizmu oraz bycia nudnym pierdzielem.

  • Fabian pisze:

    Proszę powiedz, że to extremum a nie norma.

  • admin pisze:

    Chciałbym odpowiedzieć, że to ekstremum, ale niestety tak nie jest. Oczywiście inaczej ma się sytuacja dzieci w bogatych miastach wschodnich Chin, a inaczej w Chinach centralnych i na zachodzie. Gdzie biedniej, tam po prostu gorzej. Mało z nas zdaje sobie sprawę, że od czasu Mao w ChRL nie istnieje system opieki zdrowotnej, za badania, leczenie trzeba płacić. Jeśli w okolicy jest jakiś ośrodek zdrowia. Do tego polityka jedna rodzina – jedno dziecko. Do tego bieda, w przypadku 100 milionów Chińczyków wręcz nędza. Chore nieuleczalnie, „wadliwe” dziecko nie ma tam szans większych na przetrwanie. Jedną z przyczyn jest między innymi relacja małżonków – w ogromnej większości w Chinach małżeństwa są swego rodzaju kontraktem. Zabezpieczeniem na przyszłość. Chore dziecko nie wpisuje się w taki plan. Więc out!

  • Dariusz pisze:

    Prawda czasu , prawda ekranu … za wiezowcami i szklanymi domami wschodnich Chin rozposciera sie obraz Chin gdzie mentalnosc tego narodu, szczegolnie prowincjonalnego stanela w miejscu kilkaset lat wstecz, a moze jeszcze dawniej … spedzilem troszke czasu mieszkajac doslownie na wiosce w Anhui i w Henan… widzialem sierociniec , niby publiczny czy panstwowy … widoku tych dzieci z wyciagnietym raczkami i oczami mowiacymi – wez mnie stad …nie zapomne jeszcze dlugo… jestem jednych z tych ludzi ktorzy sa tutaj , doswiadczaja  roznych Chin i mowia – China, i love you and hate you…

  • Izabela pisze:

    To straszne… Przeglądałam właśnie strony internetowe i wśród głupawych facebooków i innych demotywatorów natknęłam się na ten artykuł. Nie mogę uwierzyć, że to, co jest tu napisane jest prawdą. W głowie mi się nie mieści, że ja mogłabym żyć w takich warunkach. W takich warunkach się wychowywać, jeśli można tutaj powiedzieć o jakimkolwiek wychowaniu. Dziecko porzucone na ulicy, zostawione bez niczyjej opieki… Nawet nie chcę o tym myśleć.
    Trzeba się cieszyć i dziękować Bogu, że żyjemy w Polsce i mamy takie możliwości, taki standard życia. Trzeba pomagać, trzeba dbać o te dzieci. Ale jak to zrobić? Jak tego dokonać? Nie mam pojęcia…

  • Kris pisze:

    W Polsce też wydarzyła się podobna historia. Pół wieku temu urodził się ciężko chory chłopczyk (mój młodszy brat). Według pani ordynator miał umrzeć bo „państwu nie opłacało się go leczyć, a moja mama może jeszcze urodzić zdrowe dziecko”. Pomogło wielu ludzi z całego świata.
    W Polsce, też był wtedy jedynie słuszny porządek polityczny, dlatego piloci przemycający z „zachodu” lekarstwo ryzykowali więzienie, lekarze musieli się kryć przed przełożonymi. Przez kilka lat mama musiała się opiekować bratem i nie była w stanie pracować. Ojciec oficer, miał zablokowany awans, i o mały włos nie wyleciał z „pracy”. Brata uratowało bardzo wielu bezinteresownych ludzi. Dziś jest cenionym specjalistę i podporą rodziny. Rodziny, która nie podzieli ludzi na rasy, ideologię, bo zawsze pamięta, że ludzie dzielą się tylko na dobrych i złych, a kultura, obyczaje, polityka tylko decyduje, kto jest w blasku światła, a kto w cieniu.

  • Arturo pisze:

    Jesli dziecko cierpi to wina jest tylko opiekunów i Rzadu (ale Rzad przewaznie ma to gdzies bo ich pieniazki sa wazniejsze)

  • mi pisze:

    dlaczego dzieci zawsze cierpia najbardziej ? czy dlatego ze sa bezbronne? czy słabe ?

  • Kamba pisze:

    NO FUTURE!!!!!!

  • Anna pisze:

    Ciężko czytać, jeszcze ciężej ogląda się zdjęcia…
    Tyle małżeństw nie może mieć dzieci, biją się o in-vitro, leczenie itd., o adopcję w PL, chore procedury….Dlaczego tylko Angelina Jolie może sobie przywozić z każdej wycieczki dziecko ?/ dlaczego nie można dokonać w prosty sposób adopcji zagranicznej i pomóc tym porzuconym sierotom, a jednocześnie polskim niepłodnym parom?????????????

Leave a comment!

Add your comment below, or trackback from your own site. You can also subscribe to these comments via RSS.

Be nice. Keep it clean. Stay on topic. No spam.

Możesz użyć tych tagów:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

This is a Gravatar-enabled weblog. To get your own globally-recognized-avatar, please register at Gravatar.


dziewięć − 1 =