Chiny subiektywnie

Chiny, Europa, albo gdzie nam bliżej, a gdzie dalej

Zaczynam rozumieć nasz status w Europie. Jesteśmy jak ten ubogi kolega z przeszłości, może z podstawówki, może ogólniaka, któremu kiedyś, kiedy trzeba było wykonać zdecydowany gest, nie podano ręki. Leciał więc przez życie, jak kawałek blachy, co odpadł od sputnika i orbitował kręcąc się powoli, a beznadziejnie. Kiedy natknął się na kolegów z przeszłości, ci popychani wstydem i chęcią poprawienia sobie samopoczucia po prostu dali mu kasę. Ale nic poza tym. Wciąż jesteśmy samotnie orbitującym kawałkiem blachy w pustym kosmosie. Tylko ubranym w ładny, kolorowy sweterek z Pewexu.

Rozwój sytuacji na Ukrainie, reakcja nań Unii i NATO wyraźnie pokazuje, że „za Polskę nikt umierać nie będzie”. Jak również za Kraje Nadbałtyckie, Słowację, Czechy i innych spoza starego układu. To sytuacja niezwykle symptomatyczna, z której powinno wyciągać się również dalej idące wnioski. Granica Zachodu, zgodnie z ustaleniami z Jałty znajduje się na granicy Niemiec Zachodnich, dzisiaj zjednoczonych. To granica militarna, ale również ekonomiczna. Co mam na myśli? Otóż myślę tu o sytuacji, w której Unia pomimo wysiłków uklęknie jednak przytłoczona problemami gospodarczymi. Kiedy szkatuła pokaże dno. Wtedy natychmiast zakręcone zostaną kurki dopłat, funduszy, zrównoważonych programów i wszystkiego tego, co podrzuca się nam we wspomnianym odruchu zażenowania własnymi zaniechaniami z przeszłości. Oczywista to oczywistość powiedziałby mój osobisty faworyt na top liście tych, którzy nie chcą zrozumieć otaczającego świata, dramatycznie różnego od czasu przeszłego, w którym kradło się księżyc.

Nie pojmuję tej łatwości z jaką – pomimo w sumie całkiem świeżych jeszcze doświadczeń – idziemy w proponowane rozwiązania. Wiszenie na klamce Unii jest na rękę i tym, którzy rządzą, i tym, którzy żyją z tego, że Unię od zawsze kontestują, czego doprowadzoną do ohydnej groteski symboliczną figurą stał się niejaki JKM. Wiszenie wymaga pewnego wysiłku fizycznego, ale niekoniecznie intelektualnego. Ten poskutkowałby bowiem dojściem do dość prostych wniosków zmuszających do podjęcia działań. Pracy. Energii. Fatygi. E tam.

Tak sobie siedzę i myślę, a do głowy przychodzą mi wciąż te same myśli. Polska to wedle statystyk 38,54 miliona ludzi. Z czego pewnie jakieś 4 miliony na wyjeździe okresowym lub stałym. Chiny to 1 miliard 350 milionów mieszkańców, a licząc obywateli niezarejestrowanych (drugie, trzecie, czwarte dzieci urodzone wbrew polityce „jedna rodzina – jedno dziecko”) może nawet półtora miliarda. A gdyby na przykład, zamiast ambicjonalnie i głupio pukać raz na ruski rok do pekińskich drzwi, znaleźć sobie „mniejszego” partnera: chińskie miasto, powiat, gminę, ostatecznie prowincję. Poświęcić rok, dwa na to, by zaistnieć jako rozpoznawalny kraj w świadomości lokalnych mieszkańców. Zdobyć przyczółek. Uzyskać alternatywę dla przewidywalnych kłopotów z Rosją, czy możliwych problemów w relacjach z naszymi najlepszymi przyjaciółmi z Europy.

Intensywna, skoncentrowana działalność w „niewielkim” regionie (ot na przykład miasto Chongqing z jego 30 milionami mieszkańców) zwróci na siebie uwagę Pekinu. I zyska przychylność pewniejszą niż wynikającą z rzadkich a zupełnie bezsensownych wizyt różnych polskich oficjeli. Bo – gdyby się ktoś jeszcze nie zorientował – dzisiaj Chiny sfokusowane są na pieniądzach, nie na gadkach-szmatkach. Po co nam przychylność i żywe zainteresowanie Pekinu? A tak, na wszelki wypadek. Chciałbym, żeby mój kraj cieszył się takim zainteresowaniem Chin jakim cieszył się w roku 1956. Wówczas to Kremlowi nie podobał się rozwój spraw w Polsce Ludowej. Myślano w Moskwie o rozwiązaniach siłowych. Takich jak na Węgrzech. W sprawie polskiej Chruszczow otrzymał wymowne ostrzeżenie od Przewodniczącego Mao. W Budapeszcie polała się krew. U nas oddziały pancerne dowodzone przez Rokossowskiego zatrzymały się nagle w drodze na Warszawę i zawróciły do swoich jednostek. Tygrys zamruczał, niedźwiedź wolał nie sprawdzać, czy mruczy na serio. Rzecz jasna tak dzisiaj, jak i wtedy, stanowimy przedmiot groźnych gier olbrzymów. Przedmiot, nie podmiot. Lepiej jest jednak występować w roli przedmiotu miłemu sercu gigantowi, niż podmiot, któremu składa się puste obietnice, albo dla uspokojenia sumienia posypuje pieniędzmi. Powinniśmy we własnym interesie odbudowywać i umacniać odbudowane relacje z Chinami. Czy będziemy? Wątpię. Nadchodzi czas wyborów. Po władzę sięgać będzie team uwielbiający nurzać się w oparach absurdu, nie bardzo zainteresowany czymkolwiek poza własnym ogródkiem. Jeśli nie sięgnie, zarządzać będzie drużyna, która woli jednak powisieć na klamce. Nieźle im to wychodzi przez ostatnie 10 lat, więc czemu tego nie kontynuować przez następną kadencję? Chiny wszakże „to partner trudny i niezwykle wymagający”.

A tymczasem prawda jest zupełnie inna. Trzeba tylko chcieć. No i wiedzieć.  

Leszek Ślazyk

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

4 thoughts on “Chiny, Europa, albo gdzie nam bliżej, a gdzie dalej”

  1. Arcyciekawy tekst tylko ,że muszę się mocno nie zgodzić z kilkoma tezami .

    Choć na wstępie zacznę od przytaknięcia – oczywiście potencjał ChRL jest taki ,że idiotyzmem jest udawać ,że nie ma co się tam pchać .I oczywiście  Polska ma jeszcze wiele do zrobienia aby zacząć troszke smakować chińskiego tortu .Pewnikiem jest ,że lepsze jest zainteresowanie mocarstwa ,które jest na drugim końcu globusa a nie tego ,które jest za miedzą .

    I na tym kończy się zgoda .Bo pesymizm to jedno ale czarnowidztwo to drugie .

    Meritum .

    Jesteśmy jak ubogi kolega ,tyle że postrzeganie RP lekko się zmieniło . W latach 1989 – 99 (dość swobodna chronologia) Polskę postrzegano zupełnie tak samo jak przed 1939 r. I właściwie nie spodziewano się ,żeby przemiany gospodarcze czy społeczne w naszej części globu w jaki kolwiek sposób się udały ! Tyle tylko ,że się udały (pomijam odwieczną debatę ,że mogło być lepiej…) .Jesteśmy w NATO i jestśmy w UE . Granica zachodu obecnie jest u nas – mimo twierdzeń autora ,że wciaż w Niemczech .Gdyby miała trwać w RFN – NATO i UE wciaż byłoby po za zasięgiem . Pomijam już nawet umieszczenie Tuska jako Przew.  Rady Europejskiej  .

    Jak najbardziej historia uczy ,że nikt jej się nie uczy i nie ma co ślepo wierzyć w art 5 i NATO-wską solidarność .Tyle tylko ,że w dniu ,w którym NATO solidarnie oleje solidarność ,ład międzynarodowy weźmie w łep i zacznie się cyrk a wtedy nie ma UE ,a  Rosja nie ma kasy bo ona wciąż jest tylko stacją benzynową  .

  2. @neko_gd: dzięki za czas poświęcony artykułowi i komentarzowi!

    Oczywiście jesteśmy w innej sytuacji niż to miało miejsce w 1939 roku. Podówczas mieliśmy kilka paktów sojuszniczych, dzisiaj jesteśmy członkiem dużego sojuszu. Wtedy polegaliśmy na sokusznikach, dzisiaj jesteśmy ich pewni. Po drugiej stronie mamy człowieka, dla którego ucieczka w przemoc jest jedynym dostępnym sposobem na utrzymanie się przy władzy. Jak widać – tak jak i miało to miejsce w Niemczech lat 30-tych XX wieku – udowadnianie siły siłą działa na dobre samopoczucie tak zwanje opinii publicznej. Putina popiera większość społeczeństwa rosyjskiego. Putin ma jednocześnie proste wyjaśnienie problemów gospodarczych: winne są kraje zachodu i ich embarga. Ma to, o co mu chodziło od samego początku: wzmocnienie pozycji wewnętrznej oraz odwrócenie uwagi od problemów gospodarki opierającej się na kopalinach. 

    Nasze bycie w sojuszu nie zmienia naszej pozycji na liście priorytetów. Nasi sojusznicy nie wykonają żadnych ruchów uprzedzających. Jeśli dojdzie do konfrontacji, to dojdzie do niej na naszej ziemi. Nie na Ukrainie, ani nawet w Pribałtice. Te obszary są niewygodne pod względem taktycznym, strategicznym, są łatwe do prowadzenia rosyjskich akcji w wielu punktach wzdłuż własnych granic – dokładnie jak ma to miejsce na Ukrainie. Łatwo dać się wciągnąć w pułapkę. Polska to zupełnie inna sprawa. Jest rozlegle i płasko. Tu nam sojusznicy pomogą, oczywiście. Tylko co nam po takiej pomocy? Czy chodzi nam o to, żeby nie doszło do konfrontacji, czy też o to, żeby – gdy do niej dojdzie – roztrzygnęła się w na naszej ziemi. 

    Putin jak Hitler bluffuje. Dziobie, zaczepia i się zatrzymuje. Krok do przodu – stop. Krok do przodu – stop. A nasi sojusznicy – tak jak przed II wojną światową – wolą nie zaostrzać sytuacji. Zupełnie jak w 1938 roku. Hitler wtedy w ogóle nie był gotów do konfrontacji na 2 fronty. Skutecznie mamił i oszukiwał. W 1941 Europa klęczała. W 1945 sojusznicy bez mrugnięcia okiem oddali nas w ręce Stalina. Żeby już rok później mówić o żelaznej kurtynie… Nowa posada premiera Tuska to dla nas kolejne narzędzie do budowania relacji właśnie z Chinami. W Europie wzmacnia nas to tak jak ma wzmacniać: symbolicznie. 

    Pozdrawiam!

  3. @admin: Cała przyjemność po mojej stronie .Myślę ,że zagadnienie jest tak obszerne ,że spokojnie starczyłoby na kilka prac magisterskich czy dysertacji  .

    Wracając jednak do głównej myśli . Zgadzam się ,że porównanie wyczynów Niemiec z lat 30-tych XX w. z tym jak poczyna sobie Putin jest jak najbardziej słuszne i jest wręcz książkowym przykładem real politic tak w perspektywie międzynarodowej jak i w perspektywie krajowej . Poparcie dla działań władz w Rosji jest na niepokojącym poziomie jednak diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach .Niemcy w latach 30-tych z typową gorliwością zaczeły się zbroić i mimo strat wojennych i "kontrybucji" miały coś czego Rosja dziś nie ma :wystarczające know how i zaplecze  społęczno-gospodarcze (oczywiście zdaje sobie sprawe ,że to znów spore uproszczenie )  . Dzisiejsza Rosja jak wspomniałem jest stacją benzynową i gazodawcą ale po za tym przy całym swoim potencjale ludzkim i surowcowym ma olbrzymie braki w zakresie zarządzania ,koordynacji i chęci .Mają broń jądrową – jedyny realny atut .Można mieć tylko nadzieje ,że Putin będzie bardziej podobny Chruszczowowi .Chruszczo mimo swej sowieckiej nieobliczalności rozumiał ,że z bronią jądrową jeden krok zadaleko to krok ostateczny  vide efekty kryzysu kubanskiego .

    Czy sojusznicy nas zdradzą ,czy będa chcieli umierać za Gdańsk ? Oby nie . Przykład ukraiński pokazuje ,że obecnie Rosja woli gry nerwów,udawania  i destabilizacji z pomocą V kolumny (rdzennej lub przysłanej ) .

    Wracając jednak na grunt Polski .Mając świadomość tego ,jak głęboko tkwimy w zależności surowcowej od wschodniej "wesołej" braci ,Polska MUSI wręcz pielęgnować ścisłe relacje z UE i NATO .Przy całej mojej niewiedzy na temat Chin ,jestem głęboko przekonany ,że nawet ich pozytywne postrzeganie Polski i tak będzie mocno powiązane z tym czy jesteśmy częścią Zachodu a interesy z nami i tak nie będą zbyt znaczącym procentem .Podzielam jednak całkowicie smutny pogląd ,że wiedzieć co warto zrobić nie oznacza nic ponad to ,zwłaszcza w Polsce  .

    Pozdrawiam !

     

     

  4. @neko_gd: zgadzam się w całej rozciągłości. To temat obszerny, nad wieloma niuansami można dyskutować godzinami. W jednej kwestii wszak będę się upierał: wzmacnianie relacji z Chinami w kontekście rosyjskim bardzo byłoby nam na rękę. Rosja idzie w chińskie objęcia, bo nie ma wyjscia. Tylko, że Chińczycy do Rosji mają stosunek identyczny z naszym. Dzisiaj są w komfortowej sytuacji ekonomicznej, która pozwoliła – że ujme to dosadnie – złapać Moskwę za jaja. Rosjanie kuszą Pekin gazem, ropą, ba! nawet całymi złożami syberyjskimi, które chca oddać w wieloletnią dzierżawę. Chiny dyktują Rosji warunki. Rosja chciała uciec od amerykańskiego dolara i przejść w dolary hongkońskie. Już wprowadzono odpowiednie narzędzia blokujace tą możliwość. Itd, itp. Gdybyśmy mieli przychylność Pekinu, nie na gospodarce bazującą, bo tu nie mamy szans chociażby w porównaniu  Niemcami, ale na sentymentach, historycznych odniesieniach, intensywnych kontaktach opartą, to moglibyśmy spać spokojnie. Każdy nieprzyjazny ruch wobec nas skutkowałby (lub mógłby skutkować) mocniejszym uściskiem chińskiej dłoni. A tak pozostaje wyłącznie bierne przyglądanie się rozwojowi wydarzeń.

    Pozdrawiam serdecznie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close