Chiny subiektywnieGospodarka

Chiny: globalny motor, czy koło zamachowe?

Podczas ostatniej rozmowy z panem Janem Niedziałkiem w TVN CNBC na temat chińskiej gospodarki doszedłem do wniosku, który powinien być oczywisty. A nie jest. Chińska gospodarka, powszechnie uznana za gigantyczną, przez znakomitą większość komentatorów postrzegana jest jako siła, która może uratować globarną ekonomię dzięki rozmiarowi, dynamice, i innym pięknym cechom. Ostatnio jednak gospodarka chińska, która miała być lekiem na całe zło, wyraźnie dostaje zadyszki.

I tu właśnie jest miejce na oczywisty wniosek. Dzieje się tak (o zadyszkę rzecz jasna chodzi) z dwóch, a nawet trzech zasadniczych przyczyn:

1. Gospoadarka chińska pomimo niesamowitego rozwoju, tempa wzrostu nieznanego współczesnemu światu, wciąż jest w stanie "niemowlęcym". Nie jest zjawiskiem dojrzałym, okrzepłym. Od momentu otwarcia przez Deng Xiaopinga chińskich wrót na świat w 1978 roku minęło 35 lat. Od chwili zduszenia kontry maoistowskiego skrzydła w 1992 roku (tak, tak!) minęło ledwie 21 lat. To okres zbyt krótki dla tak wielkiego państwa, z tak ogromnymi problemami i zaległościami cywilizacyjnymi, aby stać się organizmem stabilnym, dojrzałym. A zatem Chiny są wciąż dziecięciem podatnym na choroby, wstrząsy, utraty równowagi.

2. Siła gospodarki Państwa Środka tkwi od kilkudziesięciu lat w jej potencjale wytwórczym. Chiny nazwano już w latach 90-tych XX wieku globalną fabryką. Fabryką produkującą dobra dla 7 miliardów ludzi pragnących kupić zabawki swoim dzieciom, jakieś fajne wdzianko na zimę, wsuwki na potańcówkę, lub plastikowy gadżet na Merry Christmas, Divali, czy inną inność. Pomysł przerzucenia możliwości nabywczych wszystkich klientów świata na obywateli Chin (konsumpcja wewnętrzna) jest zwyczajnie błędny logicznie. Z jednej strony Chińczyków póki co jest mniej niż wszystkich mieszkańców naszej planety. Z drugiej zaś robotnicy chińscy zarabiają swoje pieniądze produkując dobra dla owych właśnie konsumentów z całego świata. Skoro konsumenci światowi się wypinają na chińską produkcję, fabryki jedna za drugą zostają zamknięte, robotnicy przestają zarabiać. Chiny nie oferują żadnego systemu opieki nad osobami, które utraciły pracę. Zatem robotnicy, którzy stracili pracę nie mają ochoty wydawać, konsumować. Oni oszczędzają. Nie wiedzą kiedy zaczną znów zarabiać. Nie wiedzą ile zaczną zarabiać. Suma sumarum: jeśli chiński eksport się kurczy – chińska gospodarka kurczyć się musi.

3. Chiny, pomimo silnej skłonności do izolowania się, są elementem układów globalnych. Skoro światowa gospodarka słabnie, słabnąć musi gospodarka chińska (patrz punkt 2). Oprócz tej konstatacji pojawia się myśl dodatkowa. Otóż wbrew teoriom popularnym wśród medialnych speców od ekonomii, drugie miejsce chińskiej gospodarki na świecie nie oznacza jej bliskości gospodarce USA, Japonii, lub Niemiec. To ułuda wynikająca z rozmiaru, a pewnie i z wielu danych nie do końca prawdziwych, zazwyczaj nie weryfikowanych. Ekonomie USA, czy Japonii mają charakter pierwotny. Chiny, to echo. Co mam na myśli? Przedsiębiorcy w Stanach, Niemczech, Japonii wymyślają produkty i szukają ich odbiorców na swoim terenie. Chiny pozwalają im osiągnąć większe zyski dzięki tańszej produkcji, niż ta oferowana na przykład przez Polskę. Jeśli zapotrzebowanie rynków posiadanych przez firmy amerykańskie, niemieckie, japońskie słabnie, zmniejsza się wolumen zamówień kierowanych do Chin. Czemu więc chińska gospodarka nie odreagowuje przerzucając się na inne rynki, inne produkty, rynek wewnętrzny? Dlatego, że nie jest motorem marki Ford, Honda, lub BMW, tylko ewentualnie kołem zamachowym ich wszystkich. Wielkim kołem zamachowym, które kręci się z imponującą szybkością. Jeśli motor zwolni, albo nawet stanie, to koło będzie siękręcić czas jakiś, bo ma masę, siłę bezwładu. Tyle, że ruch ten trwać będzie bardzo krótko. Gdy motor nie zaskoczy, nie odpali, to nawet największe koło zamachowe wreszcie stanie.

I to dokładnie czeka Chiny, jeśli ośrodki przedsiębiorczości, woli działania, umiejętności przetrwania kryzysów, czyli państwa normalnego Zachodu i Wschodu nie staną ponownie na nogi.

Jaki wynika wniosek z powyższego wywodu? A to mianowicie taki, że Chiny powinny robić wszystko co ich w mocy, aby w motorach, w różnych częściach świata rozrzuconych, przeskoczyła iskra na świecy, żeby one motory i motorki zaczęły pyrkać jeśli nie po staremu, to chociaż astmatycznie, ale jakoś tam. Nam zaś, motorami owymi będącym, nie pozostaje nic innego jak brać się na pych. Nie licząc na chińskie wsparcie. Jak powiedział bowiem jeden mędrzec: "Jesteś dzieckiem bożym, pomóż sobie sam".

Leszek Ślazyk

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close