Chiny subiektywnie

Chiny hegemonem, albo gdzie leży pies pogrzebany

Od kilku lat w różnych formach ogłaszane jest nieuniknione. Chiny staną się światowym hegemonem, zajmą miejsce Stanów Zjednoczonych na arenie politycznej i gospodarczej, i basta. "Tak się stanie, nie ma co do tego wątpliwości" – głoszą zarówno ci ogarnięci chinofobią jak i zaprzysięgli chinofile. Mnie się zaś wydaje, że sprawa nie jest tak oczywista.

1. Po pierwsze gospodarka

Ponieważ żyjemy w czasach kiedy umysłami rządzą media, którymi rządzą wskaźniki poczytności i słupki oglądalności dajemy się regularnie ogłupiać. Sami sobie jesteśmy winni, bo jako ogół wolimy interesować się bardziej tym, czy aktorka X na imprezie Y wystąpiła w sukience, ale bez majtek, niż tym co się wydarza w kraju Z i jakie to dla nas może mieć konsekwencje. Aktorka bez majtek zostanie wkrótce zastąpiona przez inne medialne jednosekundowe cudo, kraj Z wykona kolejny istotny ruch, naszej uwadze to jednak umknie. Bo istotne są te aktorki bez majtek.

Nie zajmujemy się głębszą analizą informacji na temat Chin. Jeszcze niedawno wszyscy powtarzaliśmy, że jest to kraj gdzie pracuje się za miskę ryżu, dzisiaj powtarzamy, że Chiny już wkrótce zostaną światowym liderem. Nie interesuje nas w ogóle mechanizm tego fenomenu. Przyjmujemy ot tak po prostu, że Chińczyków jest tak dużo i tak ciężko pracowali, że wreszcie wypracowali strasznie dużo pieniędzy. Wśród ekonomistów pojawiła się teoria, że chiński model okazał się bardziej efektywny niż zachodni. Że Chińczycy znaleźli nową formułę gospodarki kapitalistycznej, skuteczniejszą niż model uprawiany przez Zachód.

Co my jednak wiemy o chińskiej gospodarce? Poruszamy się nieustannie na poziomie ogólników. Nie zbieramy, nie porównujemy danych dostarczanych przez różne źródła. Wiele danych dostarczają nam same Chiny, dla których gospodarka jest narzędziem uprawiania polityki i propagandy. Mimo to wierzymy. No bo skoro o tym się pisze na portalach i mówi  telewizji, no to znaczy, że to święta prawda.

A jaki jest faktyczny stan chińskiej gospodarki? Dopóki napędzał ją eksport wszystko grało. Dzisiaj ma nakręcać ją popyt wewnętrzny. No bo się mówi, że Chińczycy na eksporcie tyle pozarabiali, że teraz mogą spokojnie wydawać swoje pieniądze. No i tu docieramy do kolejnego punktu.

2. Po drugie pieniądze

Ostatnie kilka lat to nieustanne wzdychanie nad chińskimi pieniędzmi. Chińczycy kupują wszystko jak leci. Chiny kupują towary, surowce, całe kraje. Dzięki pieniądzom mogą się zbroić, mogą też umacniać swoją pozycję międzynarodową. Są w stanie pójść drogą Stanów Zjednoczonych, które zaczęły grać w globalną grę. Ale czy na pewno są w stanie to zrobić? Przykład amerykański winien stanowić pewną przestrogę. Dopóki USA trzymały się doktryny Monroe, skupiały się wyłącznie na sobie, dopóty rosły w siłę i żyły dostatniej. Pierwsza i druga wojna światowa skusiła przeciętnie mocnych intelektualnie prezydentów do wbicia amerykańskiej flagi w każdy zakątek kuli ziemskiej. Takie postępowanie musiała przynieść efekt w postaci ogromnych kosztów. Każde imperium przypłaciło to upadkiem. Amerykanie dzisiaj mają jeden sposób na rozwiązywanie problemów. Kiedy tylko pojawia się jakiś kłopot po prostu dodrukowują pieniądze. Kiedyś nawet dzieci w szkołach podstawowych wiedziały, że to najgłupszy z możliwych sposobów wyjścia z ekonomicznych tarapatów. Dzisiaj dzięki sile odmóżdżających mediów wierzymy, że dodrukowywanie pieniędzy w dowolnej kwocie jest okey. Amerykanie mogą to robić, bo wiąż działa magia dolara jako środka globalnego płatniczego. Chińczycy posługują się yuanem. Ma on w większości miejsc na ziemi wartość pieniążków z gry "Monopoly". To dlatego Chiny starają się ze wszystkich sił podpisać kolejne porozumienia o rozliczaniu transakcji handlowych w yuanach. To pozwoliłoby to Chińczykom ominąć Międzynarodowy Fundusz Walutowy i uczynić yuana walutą wymienialną na tak zwany rympał. Póki co jednak droga do celu daleka.

Inną kwestią, dość tajemniczą i mało zbadaną jest prawdziwa ilość pieniędzy w chińskiej kasie. Wierzymy, że Chiny mają ich po kokardkę. A w zeszłym tygodniu minister finansów ChRL stwierdził, że Chinom w roku bieżącym może się nie dopiąć budżet. Spadają wpływy do budżetu, rosną wciąż wydatki. Szczególnie te generowane przez władzą i jej funkcjonariuszy.

3. Po trzecie władza

Wydawać by się mogło, że w porównaniu z pokręconą i zmutowaną demokracją w wersji europejskiej, monolit władzy w Chinach  jest jakąś konstruktywną alternatywą. Nie od dzisiaj jednak wiadomo, że władza sama w sobie ma przykrą zdolność korumpowania. Ludzie sprawujący władzę są coraz bardziej głodni wpływów, przywilejów, zaszczytów, pieniędzy. W Chinach, gdzie rewolucja kulturalna udowodniła fizycznie, że władza może wszystko, urzędnicy państwowi dali się ponieść korupcji finansowej i mentalnej bez żadnych hamulców.

Wykorzystywanie pozycji w każdej głupiej sprawie, demonstracyjna pogarda dla wątpliwego prawa, lekceważenie tych co bez koneksji, serwilizm wobec tych wyżej na społecznej drabinie, kłamstwo, obłuda, przekupstwo i niepohamowana żądza pieniędzy, to tylko początek litanii typowych dla chińskich urzędników państwowych cech. Przez chiński internet codziennie przemykają informacje na temat różnych wybryków przedstawicieli władzy. Coraz wyraźniej widać podział na "my" i "oni" pomiędzy zwykłymi obywatelami, a tymi, którzy bez odrobiny zażenowania korzystają ze swoich przywilejów.

Władza, która dla wielu ludzi z Zachodu zdaje się być nie do ruszenia, może znienacka przeżyć niewyobrażalne turbulencje. Ich główną przyczyną jest korozja, która toczy jej struktury od wielu dziesięcioleci.

4. Po czwarte społeczeństwo

Wielu mieszkańców Zachodu wyobrażą sobie Chińczyków wciąż jako tych ludzi, którzy od rana do wieczora  tyrają w okropnie biednych fabryczkach, odziani w charakterystyczne mundurki, czy to lato, czy zima. Prawda, starsi i mniej zamożni ludzie wciąż takie mundurki naszają. Przeciętni Chińczycy ubierają się podług swego własnego widzimisię. Czasem fajnie, czasem śmiesznie, czasem okropnie. Jak u nas. Ludzie w dużych miastach żyją lepiej niż 30 lat temu, wiedzą więcej, chcą więcej. Nie odpowiada im wiele elementów rzeczywistości, na które parę lat temu jeszcze skłonni byli przymknąć oczy. Zatrute środowisko naturalne, gwałtownie rosnąca ilość ludzi starych, brak systemu opieki społecznej, brak skutecznej kontroli nad poczynaniami urzędników, łatwość zdobywania fortun przez jednych, tych umocowanych i wiązanie z trudem końca z końcem przez nieumocowaną większość, to zaledwie część problemów, które wywołują u zwykłych Chińczyków złość na tych, którzy stoją u sterów państwa. Przez lata sprawdzała się znakomicie metoda zrzucania win przez centralę na władze lokalne. Obecnie większość młodych Chińczyków wie, że władze lokalne zależą od centrali, a przykład Bo Xilaia pokazuje jasno, że kto się centrali narazi, ten niebawem miał się będzie z pyszna. Za każdym razem kiedy władze centralne pokazują swoją siłę, biorą na siebie odpowiedzialność za wydarzenia bardzo lokalne. W przypadku poważniejszego wstrząsania chińską rzeczywistością obywatele Państwa Środka znajdą winnego natychmiast, a szukać go będą w Pekinie.

Historia pokazuje nam, że liderem światowym, na przestrzeni ostatnich 500 lat lub więcej, stawał się kraj, który był lokalnym hegemonem, a miał tak ogromny potencjał, że starczało mu pary na zdominowanie nie tylko najbliższych sąsiadów, ale także państw na innych kontynentach. Czy Chiny dzisiaj taką parę mają? Obawiam się, że nie. Mają zbyt wiele do załatwienia na swoim podwórku. Te zaś sprawy mogą pochłonąć tyle czasu, energii i pieniędzy, że na nic innego już nie wystarczy. Zresztą, czy musi? W końcu mówimy o kraju będącym kontynentem właściwie, zawsze uważającym się za lepszego od innych, barbarzyńskich, będącym Środkiem, Wszechświata, będącym Wszystkim Co Pod Niebem.

Chyba więc nie ma problemu. No i kto miał rację? Skoro nie ma problemu rację miał pudelek, czy tam inna plejada. Zbliżają się kolejne spotkania śmietanki towarzyskiej. Przyniosą kolejne wstrząsające zdarzenia. Znowu któraś przyjdzie bez majtek, albo w przezroczystym. Emocje będą, oglądalność, klikalność i całe mnóstwo innych bardzo ważnych rzeczy.

Leszek Ślazyk

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

4 thoughts on “Chiny hegemonem, albo gdzie leży pies pogrzebany”

  1. Zgadzam się z Panem w kwestii tego, co cieszy nasze społeczeństwo- gwiazdeczki bez majtek jedno, dorzuciłabym jeszcze 1568 odcinków bardzo życiowego serialu na każdym z kanałów, albo podniecanie się kolejną aferką na Wiejskiej ukazaną w wiadomościach ogłupiaczach ;i tak się przeciętnemu Kowalskiemu dzionek kręci.Ale potem jest o czym przecież w pracy poopowiadać, albo przy rodzinnym obiedzie zabłysnąć. Życie życiem innych to polska specjalność. Nasze własne gdzieś nam umyka między kanapą przed telewizorem a pudelkiem w necie. A kwestia chińska…nieliczni gdzieś coś tam słyszeli, że takie państwo to to dziwne, z małymi biednymi ludkami o skośnych oczkach.Nie wiem po co to piszę, tak sobie chyba ulżyłam. Przygnębia mnie polska rzeczywistość ostatnio…
    A propos hegemonii Chin, to zgrabnie Pan to ujął w punktach i na pewno są jak najbardziej prawdziwe,tylko moim zdaniem jest też istotna jedna sprawa. Chińczycy nigdy nic nie chcieli na przestrzeni istnienia ich cywilizacji od reszty świata. Zawsze bardziej interesowały ich własne wewnętrzne sprawy i wojenki. To reszta świata zawsze pchała się do nich, aby zaspokajać swoje interesy. Gdyby Chiny miały zapędy ekspansyjne pewnie wszyscy już bylibyśmy lekko żółci i lekko skośni:)haha (nie żebym była rasistką,I love China:)

    Pozdrawiam

  2. Fakt, Chińczycy nigdy nie byli ekspansywni. Z reguły stosowali strategię wchłaniania. Kto ich zaatakował i podbił, ten wkrótce przyjmował ich zwyczaje, rozwiązania dotyczące administrowania krajem, itd. Wiele jednak zmieniło się w wieku XX. Japończycy podbijali i ani im w głowie było się asymilować. Potem wyzwoleni Chińczycy podbili Tybet, opanowali Xinjiang, a nieustannie podgryzali sąsiadów: ZSRR, Indie, Wietnam, w wojnie koreańskiej grali główną rolę. W przypadku poważnych kłopotów wewnętrznych mogą i dzisiaj pokusić się o takie rozwiązania. W końcu nie ma lepszego lekarstwa na własne bolączki jak wróg zewnętrzny.

    Co do umykającego życia – na szczęście niektórym udaje się wyrwać z tej pułapki współczesności, nieprawdaż?

  3. tak zgadzam sie ze problemow chiny maja co nie miara, z taka ogromna populacja, skorumpowanymi mediami, ograniczeniem swobody intelektualnej i wizowej,
    i pewnie te ostatnio zarobione pieniadze pojda szybko na leczenie problemow wielkich chinskich aglomeracji

  4. Zaryzykowałbym stwierdzenie ,że skala chińskich problemów jest wprost proporcjonalna do ich mozliwości rozwoju. Nacja dla której 100 lat jest mrugnięciem oka skupia się aktualnie na zabezpieczeniem swoich potrzeb surowcowych daleko poza granicami swojego kraju. Zapewne nie bez przyczyny. 

    Mariaż chińskiej gospodarki i amerykańskich obligacji (kupionych za co ??) dał wiekszości świata źródło tanich dóbr konsumpcyjnych przez ostatnich 15 lat (dzięki Bogu bo nie wiem w co byśmy się w Polsce ubierali).

    Trudno jest wypowiadać się na temat rozwoju sytuacji skoro nie wiemy skąd właściwie bierze się wzrost chińskiej gospodarki. Publikowane dane na temat chinskiego GDP … no cóż…. Pamiętam że w 2008 roku udział sektora finansowgo w GDP USA wzrósł do 30% z 7% 10 lat wcześniej.  A samo GDP wzrosło o 15%.

    Hmm …zastanawiam się co wiemy o chińskich instrumentach finansowych ? :-)

    Lechu … cheers

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close