Chiny subiektywnie

Chiny i Nowy Rok 2017

 

 

Jutro już Nowy Rok 2017…. Mija więc kolejny rok. „No i Bóg z nim” – powie wielu. Wśród nich również niżej podpisany. W przypadku niżej podpisanego nie chodzi o tych, którzy w mijającym roku postanowili opuścić lokal na korzyść tak zwanych Łąk Niebieskich, a raczej o różne wydarzenia potrząsające rzeczywistością. Takie poznawane głównie przez telewizję (coraz rzadziej oglądaną), jak i doświadczane na własnej skórze. Ponoć słowem roku 2016 stało się „post-truth”, czyli post-prawda. Ja nie znajduję pojedynczego słowa, którym byłbym w stanie określić cały ten dziwaczny rok. Mam ich (słów) w zanadrzu wiele, ale się nie podzielę, bo chcę robić wrażenie osoby dobrze ułożonej. Myśląc zaś o przyszłym roku, Nowym Roku 2017, myślę sobie co następuje:

Świat, w którym żyjemy, który nas otacza codziennie, przeżywa okres silnej choroby psychicznej. To co się dzieje w naszych głowach i w mediach, ze szczególnym uwzględnieniem internetu, coraz bardziej rozjeżdża się z mechanizmami, którymi świat się rządzi. Tymi starymi i tymi zupełnie nowymi. W efekcie nasi niby-przywódcy okładają się namiętnie mokrymi ścierami kuchennymi, a my dajemy się wciągać w ten żenujący spektakl rozkręcając w sobie emocje godne naprawdę poważniejszych spraw. Jedną z dominujących cech 2016 roku będzie dla przyszłych badaczy naszych czasów powszechna utrata rozumu. Specyfiką mijającego okresu jest awans plotki i bzdury do rangi informacji sprawdzonej, zweryfikowanej, zdolnej bez problemu konkurować i wygrywać z naukowo potwierdzonymi faktami. Wiara, bardzo często naiwna, lub zwyczajnie głupia „na luzach” wygrywa z wiedzą. W konsekwencji jako społeczeństwa zaczęliśmy oddawać swoją przyszłość w ręce ludzi zupełnie niezdolnych do sprawowania władzy, jednostek, które w normalnych czasach co najwyżej mogłyby pełnić rolę politycznego kuriozum. Inną cechą dominującą w mijającym roku był brak refleksji, poniekąd z brakiem rozumu powiązany. Ktoś rzecz nawet zbadał. Okazuje się, że ogromny odsetek nas, homo sapiens wie, iż pewne informacje odbierane poprzez media to wierutne bzdury, a i tak owe bzdury składają się na argumenty ZA jakimś wyborem. Paradoks nowych czasów: wiem, że dana wiadomość jest fałszywa, ale i tak stanowi ona dla mnie argument na rzecz jakiegoś wyboru. Tak też działa wspomniany brak refleksji: wiem, że to co się dzieje wokół mnie, to pusta blaga, która ma coś przykryć, ale nie zastanawiam się co ma przykryć i po co. I nie przejmuje się, że taki układ szkodzi wyłącznie mnie samemu. Może nie dziś, ale jutro już na pewno.

Dzięki tym dwóm czynnikom zdobywają głosy i biorą władzę ludzie tacy jak Trump, który nawołuje do powrotu miejsc pracy z Chin do USA zupełnie pomijając fakt, iż większość miejsc pracy w Stanach zabrały komputery i roboty, a nie Chińczycy. U nas zwyciężyła opcja gwarantująca wcześniejsze przejście na emeryturę bez żadnego konkretnego planu skąd będą się brały pieniądze na wypłacanie tych emerytur. W Wielkiej Brytanii z kolei wygrał człowiek, który po przekonaniu większości Brytyjczyków do opuszczenia Unii sam opuścił ruch działający na rzecz Brexitu, przy okazji ogłaszając, że kilka zasadniczych haseł za wyjściem ze struktur europejskich było zwykłą bujdą na resorach.

Świat w roku 2016 stał się rozedrgany. Coraz częściej słyszymy, że wyczuwa się nadchodzące przesilenie, ale jak ono się manifestować będzie (wojna, kryzys finansowy, inna jasna cholera…) tego nie wie nikt.

Pośród tych wszystkich niewiadomych Chiny coraz częściej zdają się być przygotowane z góry na zupełnie nieoczekiwane przecież scenariusze. Nie wiem czy to tylko przypadek, czy też strategia bazująca na zasadniczych przewagach Chin Ludowych: solidnie osadzonej władzy nienarażanej na wybory kapryśnych i łatwo ulegających manipulacji wyborców oraz możliwości budowania i realizacji planów w perspektywach dłuższych niż czteroletnie cykle od wyborów do wyborów. Jedna z przewag modelu chińskiego nad „naszym”, którą z pewnym zaskoczeniem odkryłem w mijającym roku jest między innymi kontrola treści w internecie. Władze chińskie już dawno temu wydały wojnę plotkom i fałszywkom rozprzestrzenianym w sieci. Usuwają je i blokują tak samo zacięcie jak i wszelkie informacje niezgodne z aktualną linią informacyjną państwa. Do niedawna oburzano się na takie działanie na Zachodzie, oskarżając Pekin o stosowanie powszechnej cenzury w internecie. A dzisiaj zarówno Google jak i Facebook przyznają, że konieczne jest opracowanie i implementacja systemu, który będzie oddzielał informacyjne ziarno od dezinformacyjnych plew. Bo te drugie potrafią czynić szkody o zupełnie dotąd nieprzewidywanej skali. Nikt nie zakładał, że treści internetowe trafiać będą w ogromnej mierze do bezmyślnych i bezrefleksyjnych użytkowników.

Obserwując i porównując Chiny oraz Zachód (w tym Polskę) doszedłem do wniosku, że to jak porównywanie komputerów Apple i PC. Te pierwsze to system sprzężony: hardwear i softwear powstały razem, uzupełniając się wzajemnie, stanowiąc integralną całość. PC to takie zlepki. Różne komponenty hardwearu od różnych producentów, a na to wszystko albo Windows, albo Linux. PeCety mniej kosztują, ale za to lubią się zawiesić, albo zupełnie odmówić posłuszeństwa. Apple sporadycznie. Amatorzy korzystają z PC, profesjonaliści z Apple. Itd., itp. Chiny rok po roku ujawniają cechy systemu konstruowanego na bazie jednej, określonej wizji. Dzisiaj jeszcze w wielu miejscach system zawodzi, zdaje się być nieporadny. Ale wystarczy, że wydarzy się coś takiego jak w Stanach, a okazuje się, że pomimo tych niedoskonałości Chiny są systemem przewidującym różne scenariusze, różne wersje rozwoju wypadków. Że mają „wbudowane interfejsy” na różne okoliczności.

Rok 2017 może być dla Chin przełomowy. Jeśli słowo stanie się ciałem i nowy prezydent USA wprowadzi w życie swoje idee izolacjonizmu, a w konsekwencji Stany Zjednoczone przestaną pełnić rolę światowego lidera (czy jak kto woli hegemona), powstanie próżnia, którą wypełnić będą mogły tylko Chiny. A jeśli doradcą Trumpa do spraw zagranicznych rzeczywiście zostanie Henry Kissinger, człowiek chyba jednak z innej epoki i USA zacznie bratać się z Rosją, aby powstrzymać wzrost znaczenia Chin, to wtedy zacznie się globalne „palec pod budkę, bo za minutkę zamykamy budkę”. A wtedy może się okazać, że Amerykanie wcale nie maja tak wielkiego fan clubu jak im się wciąż jeszcze wydaje. Innymi słowy: tak, czy siak ciekawie będzie. Będę miał o czym tu pisać. A jeśli do tego dołożyć te wszystkie wynalazki i nowinki techniczne, które tylko w Chinach czekają, żeby się światu ujawnić, no to roboty po kokardę.

Jaki będzie rok 2017? Tego nie wie nikt, a pewnie i nawet Wróż Maciej nie spieszy się z definitywnymi deklaracjami co do jego przebiegu. Będzie się działo. Żyjemy w ciekawych czasach, więc na nudę nie powinniśmy narzekać.

Dlatego też w ostatnim dniu 2016 roku życzę Państwu spokoju. Jeśli nie tego na zewnątrz, to chociaż wewnętrznego wynikającego z dobrego zdrowia, pogody ducha, miłych wydarzeń na co dzień oraz bliskości tych, których kochamy, i którzy nas kochają. I żebyśmy w tym samym składzie mogli wznieść kieliszki z musującymi winami za kolejny rok. I kolejny. I kolejny.

Tego dzisiaj Państwu życzę.

Leszek Ślazyk

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close