Chiny subiektywnie

Chiny, Polska, Katowice

Parę dni temu chwaliłem się tutaj, że miałem okazję wziąć udział jako obserwator w Europejskim Kongresie Gospodarczym, a konkretnie przysłuchiwać się dyskusji w ramach forum współpracy gospodarczej Europa – Chiny. Było pysznie (może poza dwoma, trzema przypadkami). W dyskusjach panelowych wzięli udział ludzie, których z różnych względów należało i warto było wysłuchać. Szkoda, że nasi krajowi przedsiębiorcy odporni są i impregnowani na prawdę o konieczności poszerzania swoich horyzontów, szczególnie w okolicznościach niepewnej przyszłości. Widownia czasami świeciła pustkami.

Czym dalej od katowickiego wydarzenia, tym pogłębiają się we mnie dwie główne refleksje i jedna uboczna. Zacznę od tej ubocznej. Otóż w Katowicach nie byłem wieki całe. Dzisiaj jestem pod dużym wrażeniem pozytywnych zmian. Serdecznie Katowicom gratuluję. Zdaję sobie sprawę, że nie wszystko pewnie w mieście funkcjonuje jak powinno, ale z perspektywy Trójmiasta wciąż żyjącego samozadowoleniem bazującym na odległej przeszłości (co było, a nie jest…) Katowice i Katowiczanie prezentują się naprawdę znakomicie.

Ok, dzień bez wazeliny to dzień stracony, norma wyrobiona. Można zatem przejść do głównych refleksji będących następstwem wyjazdu do Katowic.

Jak wspomniałem w dyskusji na forum współpracy gospodarczej można było wysłuchać informacji i opinii wielu osób praktycznie związanych z Chinami zawodowo, lub po prostu pochodzących z Chin. Ja uczuliłem się szczególnie na słowa wygłaszane właśnie przez gości z Państwa Środka. Poza jednym drobnym wyjątkiem Chińczycy wykazali się dużą swobodą w wypowiadaniu konkretnych myśli i wniosków, co więcej bardzo (naprawdę to piszę…!) mądrze i niezwykle delikatnie zwracali uwagę na nasze, polskie niedociągnięcia w zakresie zbliżenia gospodarczego pomiędzy Chinami a nami.

Wizyta premiera Wen Jiabao w Polsce przeleciała przez polskie media niczym kometa. Długo ją zapowiadano, a kiedy nastąpiła właściwie nikt się nią nie przejął zanadto, jako news umarła w momencie kiedy szef chińskiego rządu przekroczył próg swojego samolotu i poleciał do Pekinu. Jako nieodrodny syn tego dziwacznego ludu żyjącego pomiędzy Bugiem, a Odrą i Wartą, Tatrami i Bałtykiem, często się zastanawiam o co tak naprawdę nam chodzi? Czy my w ogóle mamy jakiś plan w jakiejkolwiek sprawie? Nie własnej prywatnej, ale w takiej wspólnej? I czym dalej w las, zwany również latami, tym mam coraz poważniejsze wątpliwości.

Zostawiam na boku emocje i różne własne, subiektywne opinie. Robię krok wstecz, aby uzyskać lepszą perspektywę na tak zwany całokształt spraw. Z takiej mniej indywidualistycznej perspektywy widać, że w ostatnich miesiącach zmieniło się nastawienie Pekinu do nas Polaków. Z wielu przyczyn. Chiny potrzebują miejsc do inwestowania pieniędzy (w tym rezerw walutowych), póki te pieniądze mają wartość wymierną, póki nie są banknotami z gry Monopoly. Polska jest położona między Zachodem, a Wschodem, co przez wieki było naszym geopolitycznym przekleństwem, ale dziś w dobie konkurencji gospodarczej takie położenie MOŻE być błogosławieństwem. Pomimo niezłej szajby dużej grupy naszych polityków widzących zagrożenie we wszystkim i we wszystkich jesteśmy stosunkowo stabilnym politycznie krajem w środku Europy. Jesteśmy dobrymi pracownikami (jeśli dobrze nam płacić), mamy łeb nie od parady (jeśli ktoś chce z tego skorzystać). Mamy dostęp do morza i dostęp do Europy, zarówno tej zjednoczonej, jak i tej pozostającej poza strukturami UE. Do tego wszystkiego wciąż jesteśmy w tyle za większością krajów Europy Zachodniej. Jest u nas kupa rzeczy do zrobienia, czyli wiele obszarów, gdzie inwestycje są po prostu niezbędne.

Chińczycy to zauważyli i wyciągnęli do nas rękę. A my? Zaprosiliśmy do siebie premiera Chin, nie reprezentacyjnego prezydenta, a właśnie szefa rządu, czyli lidera organu wykonawczego, szefa wszystkich szefów w zakresie ROBOTY. Wen przyleciał do Polski z konkretnym programem, z konkretnymi propozycjami. W tym czasie nasza ekipa zastanawiała się jak właściwie do sprawy się ustawić. No bo chcielibyśmy ciasteczko zjeść, a jednocześnie tak bardzo chcielibyśmy je ciągle mieć… Jak zwykle (wiem, wiem, jestem cholernym malkontentem) u nas osoby odpowiedzialne obudziły się w czasie wizyty Chińczyków. No brawo no. Przywykłem ja, przywykli moi Rodacy, którym ani powieka drgnie na wiadomość, że na Euro 2012 większość rzeczy nie będzie gotowa poza stadionami. Wiadomo było. Każdy naród ma jakąś swoją specyficzną, charakterystyczną przelotkę, nieprawdaż? Tylko, czy Chińczycy załapią się na nasze robienie inaczej? Z tego co mówili na Europejskim Kongresie Gospodarczym wynikało, że są skłonni dać nam trochę czasu na złapanie odpowiedniego szwungu, ale tylko trochę. Bo wprawdzie czas nie zając, ale płynie nieubłaganie.

Dzisiaj stoimy w obliczu wydarzeń, których rozwoju przewidzieć nie jest w stanie nikt. Tym bardziej powinniśmy porzucić sprawy mniejsze na rzecz najważniejszych, gwarantujących nam, jako krajowi, narodowi, społeczności możliwość wyjścia cało z nadchodzących opresji. Jedną z metod znaną zarówno z doświadczeń producentów dóbr wszelakich jak i na przykład firm ubezpieczeniowych, jest dywersyfikacja dostawców i odbiorców. Mamy szansę jako kraj skorzystać z okazji i wzmocnić działania skoncentrowane na wymianie handlowej oraz inwestycyjnej z zachodnią hemisferą o takie same z największym krajem Dalekiego Wschodu.

Bezwzględnie powinniśmy z tej okazji skorzystać, bez względu na to, jak bardzo cynicznie by to nie brzmiało. Historia nauczyła nas wielokrotnie, że w przypadku wszelkich kryzysów możemy liczyć sami na siebie. Powinno się nam to przypominać co jakiś czas najlepiej przed programami telewizyjnymi o dużej oglądalności.

Możemy traktować gesty Chińczyków jako zakamuflowaną formę agresji. Albo zrozumieć, że sami są w bardzo niekomfortowej sytuacji zbyt szybko zmieniających się realiów. Możemy wsadzić ręce w kieszenie i poczekać na to co się wydarzy. Albo pojąć, że czasem trzeba działać szybko i zdecydowanie. Możemy uciec w dyskusje na temat chińskiej mentalności i różnic kulturowych. Albo zaakceptować fakt, że pieniądze wszędzie mówią tym samym językiem. Możemy podjąć ten w sumie niewielki wysiłek i wykorzystać szansę niezwykłą, która się szybko nie powtórzy. Albo patrzeć jak za niedługi czas Chińczycy sobie odpuszczą, a współpracę z nimi podejmą więksi pragmatycy. Na przykład Serbowie, albo Irlandczycy.

Pisząc w zasadzie na własny użytek, dla potrzeb stworzonego przez siebie portalu, mogę prezentować emocjonalne opinie, wnioski, podbite uczuciami, czynnikami niekoniecznie racjonalnymi. Wolnoć Tomku w swoim domku.

Rozważając za i przeciw współpracy z Chinami tu i teraz – gdybym był decydentem – musiałbym patrzeć na całokształt spraw racjonalnie i do bólu egocentrycznie. Żeby uzyskać jasną odpowiedź na pytanie co możemy z tymi Chińczykami ugrać jako kraj. Tymczasem podczas forum gospodarczego Europa – Chiny w Katowicach widownia świeciła pustkami. Wydarzenie nie zainteresowało ani przedsiębiorców, którzy w każdy weekend przy piwie czy wódeczce dzielą się opiniami na temat potencjału chińskiego rynku, ani – poza Regionem Pomorskim i Śląskim – szefów samorządów regionalnych. Skąd potem jedni i drudzy mają wiedzieć, że w Chinach funkcjonują instytucje europejskie pomagające zaistnieć na chińskim rynku? Skąd im wiedzieć, że wielu naszych europejskich sąsiadów służy chętnie pomocą w funkcjonowaniu w Państwie Środka? Jak zrozumieć, że po chińskiej stronie przygotowano kilka bardzo konkretnych propozycji, które wymagają SZYBKIEJ i konkretnej reakcji. Nie w formie dyplomatyczno-konwencjonalnych dyrdymałek, ale pracy organicznej. Takiej w typie niejakiego Wokulskiego, który pracując nie bał się odmrozić sobie rąk w drodze do wytyczonego celu..

Jest taka japońska sztuka walki, którą znamy pod nazwą aikido. Dzisiaj, kiedy na parę chwil otworzył się dla nas ten niespodziewany chiński portal, poprzez który możemy skoczyć o kilka klas w górę, powinniśmy pamiętać o zasadach tej sztuki. Jej najważniejszą zasadą jest wykorzystywanie dla siebie, dla swojego sukcesu siły i masy przeciwnika. Ja w to wchodzę. Poważnie.

Leszek Ślazyk

Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

3 thoughts on “Chiny, Polska, Katowice”

  1. to ze chinczycy w obecnej sytuacji chca inwestowac (dobry moment na ekspansje) to jasne.
    zalozmy ze mamy okienko na zwiekszona sprzedaz do chin.
    bardzo prosze o artykul na temat propozycji i rozwiazan z tym zwiazanych – o ktorych wspominasz, bo to jest chyba sedno.
    i w zamian za co.

  2. Panie Leszku, ja wciąż ubolewam, że w Trójmieście takich spotkań nie ma. Sam z wielką przyjemnością bym w czymś takim uczestniczył.
    Sam staram się funkcjonować na Weibo, Linkedin aby zbierać informacje, kontakty, ale nie jest to łatwe. Ambasada Polska w Pekinie też nie odpisuje i trochę muszę walczyć we mgle ;)
    Co do szansy, portalu. Tak jak wcześniej pisałem, szansa jest duża. Ale faktycznie więcej ludzi debatuje niż działa. Tak jest we wszystkim. Jednakże widzę w tym szansę dla ludzi, którzy na prawdę pracują. Co do rządzących, nie wiem. Nie wiem czy mają a jeżeli tak to jaką mają strategię.

  3. Jak najbardziej ważna jest współpraca z Chinami, jednakże Europa ma swoje problemy, które są ważne dla Polski.

    Milionowe miasta których jest bardzo dużo na wschodnim wybrzeżu generują produkt brutto na poziomie Polski (8.000 – 12.000 USD/mieszkańca). To świadczy o tym, że gospodarka Chińska w wielu miejscach nas już dogoniła i przewaga która występuje związana jest z takimi czynnikami jak koszty energii, które są znikome tylko dlatego bo nie odzwierciedlają kosztów wytworzenia energii (niszczone jest przy tym środowisko naturalne). Bo mieszkańcy wsi przyjeżdżający do fabryk płacą za mieszkanie lub może lepiej nazwać to miejsce do spania 5 USD/miesiąc i ten czynnik nie ma się nijak do kosztów utrzymania w Polsce, czy Europie. Bo w Chinach nie ma składek na ZUS i innych narzutów które występują w Europie. Bo w Chinach nie ma prawa własności nieruchomości, które w Europie jest jednym ze znaczących czynników kosztowych w działalności gospodarczej.

    Pytanie jest takie, czy dla mieszkańca Europy nie jest ważniejsze jak należy dopasować rzeczywistość europejską do globalnego świata, aby odzyskać konkurencyjność?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close