Chiny subiektywniePolska

Chiny i Polska (we mgle)

 

Znów miałem się definitywnie oderwać od tego co dzieje się na naszym poletku i pisać o sprawach rozgrywanych na znacznie poważniejszym poziomie. Jednak ostatnio, niemal codziennie, pojawiają się informacje, które skutecznie niweczą moje plany. Szanowni Czytelnicy niniejszego portalu wiedzą, że od lat staram się nakłaniać do traktowania relacji (szczególnie gospodarczych) z Chinami priorytetowo. Od lat też irytują mnie kolejni politycy zajmujący się Chinami. Nie dość, że strasznie nieporadnie, to jeszcze za nasze pieniądze i w naszym wspólnym imieniu.

Obecnie władający pragną chyba, żeby trafił mnie szlag.

Dzisiaj w polskich mediach – co już jest swego rodzaju normą – dym. W zasadzie nie ma tu nic innego poza burzą zręcznie podkręcaną przez „szeregowego posła”. – „To już tak męczące, nużące, że w sumie nie budzi większych emocji” – słyszę coraz częściej ze wspomnianych mediów, ale i z realu. Jednocześnie od zamieszanych w tą burzę, w ten dym, słyszę co najwyżej, że: – „My tu się zajmujemy dymem (a zajmujemy się przez tych drugich), kiedy tymczasem tyle spraw leży odłogiem, jak smog, albo świński pomór”.

Myślę sobie, że „szeregowy poseł” odniósł sukces.

Większość z nas obojętnieje na kolejne wybryki wybrańców narodu. A wybrańcy, czy ci z podwórkowej bandy*) „szeregowego posła”, czy ci z dowolnej kontr-bandy, dali się zamknąć w tak ograniczonych horyzontach, że smog lub pomór świń to dla nich Naprawdę Wielkie Sprawy.

Sukces owego „szeregowego posła” polega moim zdaniem na tym, że doskonała większość moich rodaków poświęca uwagę (nawet negując, obojętniejąc, czy izolując się) sprawom, które mają za zadanie wyłącznie przykryć bezmiar innych, o wiele ważniejszych problemów. Problemy wynikają (lub wkrótce wynikać będą) z niezwykle prostego powodu: człowiek sprawujący faktyczną jednoosobową władzę w moim kraju zajmuje się wyłącznie władzą pojmowaną jako abstrakt, idea, bez zawracania sobie głowy rządzeniem jako zarządzaniem, zawiadywaniem państwem, gospodarką, obronnością, czy sprawami zagranicznymi. Te sfery życia „szeregowy poseł” oddaje kolegom ze swojej podwórkowej bandy. Koledzy zaś na oddanych im we władzę obszarach działają wedle własnego widzimiesię. Nikt tych działań nie koordynuje, nikt nie ustala generalnych kierunków, nikt nie określa strategii.

Co to ma wspólnego z Chinami? Otóż niestety bardzo wiele. Ale po kolei.

W listopadzie 2015 roku prezydent Duda złożył wizytę w Chinach. Ileż to triumfalnych fanfar wtedy grało! Ileż padło zapewnień o otwarciu nowego rozdziału w relacjach polsko-chińskich przez nową władzę.

Pamiętając wcześniejsze opowieści naszych polityków z cyklu „Nowe otwarcie gospodarcze Polski wobec Chin” śmiałem wątpić w trwałość i konsekwencje polskiej strony. Fanfary wybrzmiały, kurz opadł, Chiny przestały być tematem elektryzującym media i polityków. Iskierka nadziei tliła się jeszcze wprawdzie, ponieważ minister finansów Szłamacha widział w Chinach ważny element budowania strategii ekonomicznej dla Polski, a w czerwcu 2016 roku odwiedził Polskę prezydent Xi Jinping. Xi wyjechał po dwóch dniach, a po 3 miesiącach Szałamacha już nie był ministrem. Jego obowiązki przekazano super-ministrowi Morawieckiemu. Morawiecki zaś ma zgoła inna koncepcję.

Początek tego roku, który liczy zaledwie dwa tygodnie, obfituje w wydarzenia co najmniej dziwne, jeśli chodzi o budowanie relacji gospodarczych i dyplomatycznych pomiędzy Polską, a Chinami. Najpierw wróciła sprawa Ministra Obrony Narodowej Macierewicza, o której pisałem kilka dni temu. Wydaje się, że pan Maciererwicz – osobiście jako człowiek i chyba minister, ale nie jako partia, której jest członkiem – co najmniej zdystansowany względem Chin.

Przy tej okazji okazało się, że likwidujemy (my jako Polska) Wydział Promocji Handlu przy naszym konsulacie w Szanghaju. Prawda, wydziały promocji handlu działające przy polskich placówkach dyplomatycznych niekoniecznie działały efektywnie. Ale czy rozwiązaniem tego problemu jest ich likwidacja? Czy sensowne jest od strony wizerunkowej likwidowanie tego typu komórki w miejscu, gdzie powinno się promować Polskę i jej potencjał eksportowy szczególnie intensywnie? Mógłbym dopatrywać się w takim działaniu sensu, gdyby likwidowane biuro promocji handlu zastępowano automatycznie jakimś nowym tworem, przemyślanym, a zatem efektywniejszym, efektowniejszym, i w ogóle. Ale nie. Ministerstwo Morawieckiego na razie uruchamia projekt zastępowania wydziałów promocji jednostkami, które zgodnie z ustawą o języku polskim nazywać się będą Trade Office. Na stronie Ministerstwa Rozwoju możemy przeczytać: „Rozpoczęto już procedurę powoływania zagranicznej placówki handlowej w formule Trade Office w Terehanie (Iran). Nowe przedstawicielstwa powstaną m.in. także w San Francisco (USA), Nairobi (Kenia), Ho Chi Minh (Wietnam) oraz Singapurze.” Oczywiście są dostępne prezentacje.

Wydawało mi się, że zgodnie z tym co mówiono podczas wizyty prezydenta Dudy w Chinach, czy rewizyty prezydenta Xi w Warszawie, to Pekin miał stać się dla Warszawy najważniejszym pozaeuropejskim partnerem gospodarczym, a Polska dla Chin ową „bramą do Europy”, o której już tyle się u nas nagadano. Tymczasem okazuje się, że nie. Że jednak Teheran i Nairobi.

Nie przeczę, że zarówno Teheran, jak i Nairobi są ważne. Ale w relacjach dyplomatycznych i ekonomicznych są ważni i ważniejsi. Żeby traktowano nas poważnie w Chinach powinniśmy postępować konsekwentnie i systemowo, okazywać, że Chiny traktujemy szczególnie poważnie. Skoro mówimy, że nam zależy, to potwierdzajmy zainteresowanie słowem i czynem. Niech ministrowie mówią w sprawach ważnych (tych naprawdę ważnych i odbieranych przez rządy i służby innych państw) jednym głosem, a nie pieprzą „jako osoby prywatne” co im tam ślina na język akurat przyniesie. Likwidujmy nieefektywny i zapewne coś nas kosztujący Wydział Promocji Handlu w Szanghaju, ale tego samego dnia, w tym samym dokumencie powołajmy Trade Office (po polsku po prostu Biuro Handlowe) zatrudniające większą ilość pracowników, lepiej przygotowanych, bardziej doświadczonych, lepiej motywowanych, etc. Róbmy coś z sensem pamiętając, że Chińczycy obserwują, przyglądają się, słuchają, czytają i oglądają. I skrupulatnie zbierają wszystkie informacje. Bo cenią sobie wiedzę na temat tego co kto sobie o nich myśli.

Tylko do kogo ja to mówię? Dziewczęta i chłopcy zamieszani w okładanie się bombami z piasku nie mają czasu na słuchanie i myślenie o jakichś tam Chinach. Mówię zatem do Państwa, PT Czytelników. Chiny są nam dzisiaj potrzebne z paru powodów:

  • Za kilka lat skończą się fundusze europejskie. Na ten czas potrzebujemy alternatywnych źródeł finansowania naszego rozwoju, naszego doganiania Zachodu;

  • Jesteśmy średniej wielkości i średniego znaczenia państwem położonym zarazem w najlepszym i najgorszym miejscu w Europie. Każde tarcie na osi Wschód-Zachód musi się przetoczyć przez ten nasz kawałek ziemi. Dlatego potrzebujemy sojuszników silnych, wzajemnie się szachujących (a Polska z Chinami w tym zakresie ma doświadczenie z 1956 roku).

  • Zarówno w polityce zagranicznej, jak i w polityce gospodarczej powinniśmy kierować się wyłącznie własnym dobrem (bez naruszania dobra państw trzecich). Dlatego też powinniśmy z równym zaangażowaniem budować relacje z najsilniejszymi graczami, bez definitywnego opowiadania się po którejś stronie.

  • Gospodarka światowa zmienia swoje oblicze. Jednym z liderów tych zmian będą Chiny (już aktywnie działają, aby nie wypaść z obiegu za lat 10, 20). Współpracując ściśle z Chinami (a jednocześnie z Niemcami i Stanami Zjednoczonymi) tu w Europie mamy szansę nie wylądować na marginesie cywilizacji.

To tylko pierwsze z brzegu argumenty. Miłościwie nam panujący mają takie sprawy w nosie. Więc przynajmniej my, ten tak często wspominany ostatnio suweren, którym ostatnio wyciera się co rusz jakąś polityczną gębę, miejmy świadomość jak sprawy dla naszego dobra powinny być układane.

Za 10 lat otaczający nas świat będzie zupełnie różny od tego, który otacza nas dzisiaj. Zmiany już się rozpoczęły i nic ich nie zatrzyma. Nawet kolejna światowa wojna. A my tu w Polsce nie jesteśmy na te zmiany przygotowani nawet w najmniejszym stopniu. Skutki takiego stanu rzeczy dotkną każdego z nas. Ale to już zupełnie inna historia.

Leszek Ślazyk

*) Używam zwrotu „podwórkowa banda” celowo. Sposób działania tych osób nie ma wiele wspólnego z zachowaniami dorosłych ludzi. To raczej krnąbrne dzieciaki, zarozumiałe, egocentryczne i egoistyczne, ale podszyte lękiem, który każe im się trzymać razem. William Golding opisał ich dokładnie.

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Close