Chiny subiektywnie

Chiny, Polska, prawo własności intelektualnej,

albo poszanowanie - generalnie tak

W związku z naszymi aktywnościami w Chinach prowadzę coraz większa liczbę rozmów z polskimi naukowcami, wynalazcami, innowatorami, osobami zaangażowanymi w środowisko polskich start-upów. Jednym z najczęściej pojawiających się w tych rozmowach wątków jest niepokój o bezpieczeństwo własności intelektualnej  (IP) w Chinach. Chiny i Chińczycy powszechnie postrzegani są jako nieustająco i permanentnie łamiący prawo w obszarze własności intelektualnej, dybiący na cudzą własność, rabujący start-upy, wynalazców, naukowców, a nawet wielkie zachodnie korporacje z ich patentów, chronionych prawem rozwiązań, wynalazków i innych przejawów wartości wynikających z „pracy głową”. Bezdyskusyjną kwestią jest fakt, iż wiele takich historii miało miejsce na przełomie lat XX i XXI stulecia. Z tamtych czasów Chiny wyciągnęły 2 lekcje: własności intelektualnej

  1. nagłośnione incydenty dotyczące naruszenia obcej własności intelektualnej rujnują wizerunek, reputację państwa; twórcy i właściciele patentów w obawie o swoją własność zaczęli unikać współpracy z chińskimi firmami i instytucjami; własności intelektualnej
  2. w większości przypadków „bezprawnie przejęte” (czyt.: skradzione) technologie i patenty okazały się bezużyteczne – bez ich twórców nie można ich było zaimplementować i/lub dalej rozwijać; własności intelektualnej

Dlatego też od kilku lat, a zwłaszcza od przejęcia sterów przez Xi Jinpinga Chiny zaczęły zmieniać swój stosunek do obcej własności intelektualnej, między innymi wprowadzając stopniowo rozwiązania prawne w tym obszarze. własności intelektualnej

Ale stereotyp się ukuł i ugruntował. Dzisiaj ugruntowywany jest zwłaszcza przez USA i Niemcy. I dokładnie kiedy pan Trump co rusz oskarża Chiny o kradzież amerykańskiej myśli technicznej, firma Google uruchamia w Pekinie (a to zdecydowanie w Chinach jest) swoje nowe centrum badań i rozwoju sztucznej inteligencji, przyjmując do wiadomości podstawowy wymóg strony chińskiej dla tego typu projektów: pracuje się na chińskich danych, przy wykorzystaniu chińskich serwerów. Bohater starego polskiego serialu zapytałby: „Gdzie tu sens i logika?”. własności intelektualnej

Osoby, z którymi ostatnio rozmawiam i przekonuję do bliższego zainteresowania się dzisiejszymi chińskimi potencjałami (o nich w następnym artykule) nie mają zazwyczaj żadnego doświadczenia z Chinami. Albo bardzo powierzchowne. To oczywiście wiele tłumaczy. Media – chcemy, czy nie – wpływają na nasze postrzegane świata w sposób przemożny. Ale osoby te z pewnością mają bogate doświadczenia polskie. Co może łączyć te doświadczenia, co te polskie miałyby mieć wspólnego z tymi chińskimi? Otóż całkiem sporo. Wielu z nas doświadczyło w życiu przynajmniej raz sytuacji, w której spotkawszy się z kimś, kto mógłby być potencjalnym partnerem, inwestorem w realizacji konkretnego projektu, opowiedzieliśmy o swoim zamyśle, odpowiedzieliśmy na szczegółowe pytania, ufając, że naszymi rozmówcami powoduje szczera ciekawość. A po kilku tygodniach, czy miesiącach dowiadywaliśmy się, że owi rozmówcy, korzystając ze swoich kapitałów i możliwości, wprowadzili nasz pomysł w czyn. Nie przyszło nam do głowy, żeby zabezpieczyć się, przed spotkaniem, nawet takim zapoznawczym, odpowiednimi umowami o poufności. A przecież propozycja takiej umowy to znakomity probierz intencji drugiej strony. Ktoś, kto odrzuca propozycję zawarcia umowy o poufności nie ma szczerych intencji. Nie miejmy złudzeń. własności intelektualnej

Dlatego też działając w Chinach na polu nowych technologii, innowacji, wynalazczości przede wszystkim zabiegam o zawieranie umów zanim cokolwiek konkretnego zostanie powiedziane, dbam też o to, żeby podczas pierwszych rozmów reprezentowała mnie firma prawnicza specjalizująca się w kwestiach ochrony własności intelektualnej w Chinach. I to działa. Nie dość, że jesteśmy od początku chronieni, to jeszcze odbierani przez potencjalnych chińskich partnerów jako profesjonaliści. Oczywiście takie działania kosztują. Chiny nie są krainą Świętych Mikołajów. Za fachowość się płaci, nie ma tu miejsca na polskie wynagradzanie w ramach „success fee”, które jest dla mnie dowodem pogardy przedsiębiorców dla podwykonawców.

Tej pogardy, zwanej w Polsce „żyłką do interesów”, albo „instynktem biznesowym”, doświadczyłem wielokrotnie. Dzisiaj, ucząc się na swoich błędach, nie chcę rozmawiać z kimkolwiek, kto nie jest w stanie na piśmie oświadczyć, że będzie mnie szanował, że nie naruszy moich interesów, nie wykorzysta mojego otwartego (czyt,: naiwnego) stosunku do ludzi. Chińczycy to rozumieją i szanują. Rodacy – niekoniecznie. własności intelektualnej

Przypowieść o źdźble i belce w oku wydaje się być aktualna nieustannie. własności intelektualnej

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

2 thoughts on “Chiny, Polska, prawo własności intelektualnej,”

  1. Leszku, na pewno masz taki wzór umowy o pufności gotowy. Jak powinien wyglądać ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close