Chiny subiektywnie

Chiny: przyszłość pełna sprzeczności

Nie zdajemy sobie sprawy jak ciężkie zadanie stoi przed ludźmi odpowiedzialnymi za rządzenie Chinami Ludowymi.

Jednym z planów mających zapewnić Chińczykom w miarę bezpieczną przyszłość jest projekt przyspieszonej urbanizacji. Służyć temu ma stworzenie takich mechanizmów ekonomiczno–społecznych, które spowodują, że mieszkańcy wsi porzucą swoje siedliska i ruszą po lepsze życie do miast.

Rząd zamierza zrewolucjonizować maoistowski system hukou, przypisania do ziemi, które powoduje, że Chińczyk urodzony na wsi nie może ot tak po prostu przenieść się do miasta, ale może tam przebywać poniekąd nielegalnie, bez praw przysługującym „miastowym”. Chińczyk Ludowy z wiejskim hukou jest w mieście obywatelem widmo, nie rejestrowanym, nie objętym szczątkami chińskiego systemu socjalnego (edukacja, opieka medyczna, prawa pracownicze). Obecnie rząd w Pekinie chce zmian. Ludzie urodzeni ze wsi mają mieć możliwość przenoszenia się do miast bez piętna wieśniaczego pochodzenia. Ludzie migrujący do miast z pewnością będą mieli tam większe niż na wsi szanse na znalezienie pracy. Kiedy ją znajdą będą musieli się urządzać. Konsumować. Napędzać gospodarkę.

Teoretycznie to dobra koncepcja. W mieście każdy aspekt życia jest łatwiejszy w stosunku do tego co oferuje wieś. Praca, edukacja, opieka społeczna. Przyspieszona urbanizacja, wzmocniona dostępnymi Pekinowi narzędziami propagandowymi oznacza jednak gwałtowny rozrost chińskich miast. To zjawisko – niepohamowanego pęcznienia wielkich ośrodków miejskich – obarczone jest dawno już rozpoznanymi i zbadanymi efektami ubocznymi. Od końca lat 60-tych XX wieku obserwuje się wielorakie patologie związane z erupcją populacyjną takich megapolis jak na przykład Meksyk, Mumbai (dawniej Bombaj),  Delhi, Sao Paulo, Kair, Kinszasa, Nairobi i wiele innych. W katalogu tych aberracji znajdują się między innymi przestępczość, organizacje o charakterze mafijnym, prostytucja, alkoholizm i narkomania, bezrobocie, zapaść standardów higienicznych (ścieki, śmieci, emisja substancji toksycznych), zanieczyszczenie środowiska (spaliny, pyły węglowe), brak wody pitnej, itd., itp. Nie wystarczy bowiem sprowadzić ludzi do miasta. Trzeba zapewnić im możliwość życia i rozwoju. Bez tego elementu cała układanka posypie się przynosząc – jak miało to miejsce już w wielu miastach świata – niepokoje społeczne, które z kolei niosą za sobą skutki polityczne. W państwach o ustroju demokratycznym – zmianę władzy, w państwach autorytarnych przewroty zwycięskie, lub krwawo stłumione.

Chiny chcą ścigać się z Japonią, USA, Niemcami i innymi światowymi wielkoludami naukowymi na rozwój technologii. Wszak postnowoczesne społeczeństwo ma czerpać dochody nie z pracy w dotychczasowym rozumieniu, a z wiedzy i jej owoców: technologii. Pomijając braki strukturalne chińskiej nauki wynikające z paskudnej historii najnowszej wyścig taki dla Chin niesie kolejne zagrożenia. Kraje wysoko rozwinięte, te, które dyktują całemu światu kierunki rozwoju naukowo-technicznego, to państwa okrzepłe w sensie podziału władzy, redystrybucji dóbr. Co więcej demograficznie „ogarniane”. Chiny natomiast pod każdym z tych aspektów znajdują się w stanie rozsypki. Demografia zaś jest dla Chin Ludowych tym, czym dla niewprawnego pływaka betonowy blok przywiązany do nogi. Największa na świecie liczba ludności to jedno. Bardziej istotne są takie parametry jak właśnie ilość mieszkańców wsi w stosunku do mieszkańców miast, poziom wykształcenia, aktywność, innowacyjność, możliwości rozwoju jakie przeciętnemu mieszkańcowi daje system edukacji, system społeczny. Tu Chiny Ludowe nie mają się czym pochwalić. Człowiek ze wsi, z głębokiej prowincji, nie ma szans na rozwinięcie wrodzonych umiejętności i talentów. Łatwiej było to osiągnąć w erze panowania cesarzy. Pewnie dlatego Chiny izolujące się od świata, którym gardziły, konkurowały same ze sobą chociażby w obszarze wynalazczości. Kompas, proch, papier, rakiety, sejsmograf i dziesiątki, ba, setki innych przykładów, jak na przykład  system zarządzania państwem w oparciu strukturę urzędników zajmujących stanowiska w wyniku konkursów otwartych dla każdej klasy społecznej. Każdej.

Dziś Chiny chcą wstrzelić się pomiędzy najnowsze myśli technologiczne, a światowy rynek łaknący urządzeń i rozwiązań bazujących na owych technologiach. Chiny chcą produkować te urządzenia, maszyny na skalę podobną do tej w jakiej produkowały ubrania, zabawki, czy piłki do nogi. Ubrania, zabawki i piłki do nogi ulegają szybkiemu zużyciu. Roboty, komputery, urządzenia do komunikacji i pracy w sieci takiej rotacji nie podlegają. Produkcja takich produktów w kosmicznych ilościach przyniesie natychmiast dwa skutki: gwałtowny spadek cen i nadprodukcję. Świat z „Pianoli” Kurta Vonneguta stanie się naszą rzeczywistością w perspektywie 10 lat. Serio. Jeśli roboty, które kosztują dzisiaj setki tysięcy dolarów będą za 5 lat kosztować kilka tysięcy złotych, wzmocnione aplikacjami mobilnymi zajmą takie miejsca, o których dzisiaj nawet przez sekundę nie myślimy. No bo komu dzisiaj opłacałoby się umieszczać robota w kiosku ruchu, albo kazać mu sprzątać papierki z chodników? Ale jeśli taki robot będzie kosztował 6 tysięcy złotych? Zwróci się w kilka miesięcy.

Nowa generacja produktów made in China odbije się czkawką nam, importującym. Ale uderzy z wielką siłą swych producentów. Powszechne wprowadzenie inteligentnych maszyn i inteligentnych urządzeń do produkcji przemysłowej pozwoli Chińczykom obniżyć koszty produkcji, wzmocnić eksport. Na jakiś czas. Jednocześnie ogromna część chińskiej populacji, ta bez wysokich kwalifikacji, bez szans na udział w tworzeniu innowacyjnego społeczeństwa pozostanie bez jakichkolwiek możliwości funkcjonowania. Będą to ludzie, którzy w ramach planu urbanizacji porzucili wieś i ruszyli do miast walczyć o lepsze jutro. Co się z nimi stanie?

Obawiam się, że mało to będzie nas obchodzić. Sami zostaniemy zmuszeni do odnajdywania się w zupełnie nieoczekiwanej sytuacji, kiedy to praca ludzka, szczególnie taka fizyczna, znajdzie się w kategorii „przeszłość”.

Leszek Ślazyk

 

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

2 thoughts on “Chiny: przyszłość pełna sprzeczności”

  1. system zarządzania państwem w oparciu strukturę urzędników zajmujących stanowiska w wyniku konkursów otwartych dla każdej klasy społecznej. Każdej. …../

    nie kazdej, handlarze i binzesmani byli wylaczeni, i kobiety rowniez

  2.  "Człowiek ze wsi, z głębokiej prowincji, nie ma szans na rozwinięcie wrodzonych umiejętności i talentów. Łatwiej było to osiągnąć w erze panowania cesarzy. "

    To jedynie teoria.  W epoce imperialnych Chin mało kto z wieśniaków mógł  osiągnąć wysokie stanowisko.  Do tego żeby przygotować się do egzaminu potrzeba było pieniędzy i forsy na korepetycje.  Tak samo jest obecnie.

    Dzisiaj też wieśniacy mogą osiągać niższe stanowiska w komunistycznej biurokracji Chińskiej.  Nieliczni mogą też dostać się do wyższych partyjnych szkół, zdać partyjne egzaminy, zawrzeć pomocne znajomości  i przedostać się na wyższe stanowiska.

    Natomiast przyszłość i roboty……….można jeszcze dodać tzw drukowanie przestrzenne i będziemy mieli SF.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close