Chiny subiektywniePolityka

Chiny ku przyszłości, USA wręcz przeciwnie

 

+

+

+

+

+

Mam coraz silniejsze wrażenie, że zmierzamy do nieoczekiwanego podziału świata na kilka stref rozwoju. W tej chwili widzę jasno trzy takie strefy:

  • tą, której już nic nie pomoże, chyba, że cud (Afryka, biedna Ameryka Południowa, Południowa Azja)

  • tą, która postawiła na ucieczkę do przodu, czyli rzuca się właśnie na głowę w technologiczny wyścig przewartościowujący znaną nam rzeczywistość

  • tą wreszcie, która postanowiła wywiesić dumnie sztandary trwania przy znanym.

Na czoło drugiej grupy, rzucających się na łeb w rozwój technologiczny wysunęły się Chiny. Bo są zdeterminowane, i ponoć mają kasę. Liderem trzeciej strefy nieoczekiwanie samokreowały się Stany Zjednoczone Donalda Trumpa. A my postanowiliśmy do tej drużyny dołączyć. Będzie bolało.

Powyższa konstatacja ma oczywiście pośredni związek z decyzją Trumpa o wyjściu USA z „porozumień paryskich” przedstawioną 2 tygodnie temu. Od tego czasu pojawiło się kilka nowych wiadomości, kilka nowych smakowitych kąsków.

Strefy, o których wspomniałem nie mają zwartych struktur geograficznych. To rozproszone bloki, które zawierają w sobie rozrzucone na mapie świata państwa. Może za wyjątkiem Afryki w całości lokującej się w strefie krajów, których sytuacja dramatycznie nie poprawi się w przewidywalnym okresie. Więcej: ich sytuacja będzie ulegać pogorszeniu wraz z postępami państw grupy drugiej.

Wróćmy do Trumpa. Podstawą logiczną (jeśli w przypadku tego osobnika o logice można w ogóle mówić) uzasadnienia jego decyzji o odrzuceniu „dyktatu” paryskiego porozumienia było stwierdzenie, że odstąpienie USA od wydobywania i wykorzystywania w energetyce węgla to samobójczy cios wymierzony w amerykańskie górnictwo i przemysł, czyli sól amerykańskiej ziemi. Górnicy amerykańscy rzecz jasna z tą opinią się zgodzili. Polscy górnicy natychmiast podchwycili wątek udowadniając poprzez przedstawicieli swoich związków zawodowych we wszystkich mediach, że węgiel jest jednak opłacalny, że to nasze czarne złoto, które musi być podstawą polskiej energetyki, ba!, polskości w sobie samej i koniec.

W tym samym niemal czasie Chiny poinformowały, że wstrzymują projekt budowy około 100 nowych elektrowni i energetycznych bloków węglowych. Miast na węgiel chcą postawić bowiem na gaz, wiatr, słońce i atom. Jak informuje Nuclear Forum Asia Chiny będą do 2026 roku największym rynkiem energetyki jądrowej w Azji, a i prawdopodobnie na świecie. Oprócz elektrowni lądowych Chińczycy zamierzają zbudować całe mnóstwo elektrowni pływających, które będą mogły zaopatrywać w energię elektryczną chińskie wyspy, nie wyłączając oczywiście tych ostatnio przez Chiny budowanych. Do roku 2020 pracę straci 1,3 miliona chińskich górników. Wszyscy oni znajdą pracę w sektorze energii odnawialnych. Oni, jak również wielu innych chętnych do pracy w tym sektorze. Dzisiaj Chiny w branży energii odnawialnej zatrudniają 3,64 miliona pracowników. Do 2020 pracować w tym sektorze ma około 10 milionów osób.

W dniu, w którym Trump mówił, że stawia na górnictwo i energię węglową, a nie na jakieś „europejskie wydumki” premier Szydło wzięła udział w „uroczystości podpisania porozumienia dotyczącego finansowania budowy nowego bloku energetycznego w Elektrowni Jaworzno”. Węglowego – jasna sprawa. A niemal w tym samym czasie Najwyższa Izba Kontroli przedstawiła wyniki działań kontrolnych w raporcie o górnictwie za lata 2007-2015. Z raportu tego wynika, że w ciągu 8 lat dołożyliśmy do węgla około 65 miliardów złotych. Każdy z nas: Pani, Pan, i Ty mała dziewczynko co na dywan wchodzisz po drabinie – każdego roku do polskiego czarnego złota dołożyliśmy po około 210 złotych. No, ale kto bogatemu zabroni?

I może dałbym się przekonać, że gdzieś tam w tych działaniach, w tym uleganiu presji górników, w tym trwaniu przy koncepcji, że polski węgiel jest gwarantem polskiego bezpieczeństwa energetycznego, gdyby nie jeden drobiazg: otóż najbardziej nawet przychylne górnictwu polskiemu opracowania naukowe wskazują, że węgiel kamienny skończy się w Polsce już za 20, maksymalnie 30 lat. Za 20, maksymalnie 30 lat, Polska, jeśli nie znajdzie energetycznej alternatywy dla węgla, stanie się importerem tego surowca. Czytaj: stanie się zależna od dostaw z krajów trzecich. Makao i po makale. Takie to bezpieczeństwo, taka to przyszłość.

Co ciekawe te same opracowania naukowe mówią wprost, że zapotrzebowanie na energię elektryczną będzie rosło w Polsce (jak również we wszystkich państwach rozwiniętych) po roku 2020 nawet o kilkanaście procent rok do roku.

Co ja ostatnio o tym prądzie w kółko?

Zadam pytanie: co łączy ogrzewanie domu, halę produkcyjną, aplikację na telefon mobilny, samochód, i na ten przykład betoniarkę? No właśnie: prąd. Prąd jest wspólnym mianownikiem dzisiejszej aktywności człowieka w państwach rozwiniętych. Ten prąd zresztą ma coraz większe znaczenie. I jak już wcześniej wspominałem wielokrotnie: w niedalekiej przyszłości koszt uzyskania prądu oraz koszt dostarczania prądu oraz umiejętność oszczędzania energii elektrycznej w procesach produkcji i realizacji usług będzie dominantą konkurencyjności. W realiach maksymalnie zautomatyzowanej i scyfryzowanej produkcji to energia elektryczna, jej koszt i zużycie będzie determinować ostateczną cenę produktu, usługi, będzie stanowić o tym, czy jest konkurencyjny, czy nie w stosunku do produktów i usług analogicznych, wytworzonych przez analogiczne maszyny i systemy. Nie mówimy to Szanowni Państwo o perspektywie nieokreślonej przyszłości, ale właśnie o tej najbliższych 10, 20, 30 lat. Chiny to zrozumiały. Japonia to wie od ponad dekady. Właśnie pomiędzy tymi państwami powstało zupełnie nieoczekiwanie, w następstwie decyzji Donalda Trumpa, centrum strefy ucieczki do przodu, strefy, gdzie stawia się na rozwój, który wprawdzie wywróci znany nam dzisiaj porządek społeczny, ale który równocześnie pozwoli państwom trwać, a starzejącym się gwałtownie społeczeństwom zapewni to, czego nie będą w stanie zapewnić pokolenia, których nie ma i nie będzie. Które – czego nie widzą dzisiaj specjaliści od polityk społecznych, zatrudnienia, etc. – nikomu do szczęścia za chwilę nie będą potrzebne. I nie ma znaczenia, czy się nam to podoba, czy nie, czy to przyszłość fajna, czy nie. Ona po prostu już się dzieje. O czym poopowiadam w najbliższym odcinku „Okiem Ślazyka”.

Leszek Ślazyk

Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close