Chiny subiektywnie

Chiny relatywistycznie: Vogel kontra Chang & Halliday

Czytam sobie dzisiaj informację na temat premiery książki Ezry Vogla w Chinach. Wynik jego 10 letniej pracy pod tytułem "Deng Xiaoping i transformacja Chin" ukazała się na rynku chińskim w piątek. W Pekinie, Chengdu i Shenzhen sprzedano w dniu premiery 500 tysięcy jej egzemplarzy. 300 tysięcy dodatkowych egzemplarzy się drukuje. No i pięknie. A ja oczywiście widzę dziurę w całym.

Ezra Vogel, profesor Uniwersytetu w Harvardzie, zajmujący się od ponad 50 lat Azją i Chinami poświęcił około 10 lat życia na opracowanie pierwszej na świecie (sic!) detalicznej (w sensie szczegółu) biografii Deng Xiaopinga. Nawet najwięksi oponenci obrazu Denga przedstawionego przez Vogla potwierdzają, że zebrał on materiał fascynujący. Dokonał rzeczy, której nie odważył się zrealizować żaden naukowiec chiński, ani zachodni. Zrealizował projekt, który z założenia był delikatnie to ujmując złożony. Deng Xiaoping należał do osób skrytych. Jego pseudonim, który stał się jego "znakiem firmowym" oznacza "Mały pokój". Nie, że pomieszczenie, tylko stan emocjonalny. Mały dosłownie. Deng miał niecałe 150 centymetrów wzrostu. We wczesnej młodości, w ramach programu edukacyjnego Republiki Chin wyjechał do Francji. Spędził kilka lat w Paryżu gdzie wstąpił do Komunistycznej Partii Chin. Dzielił pokój (tym razem taki do mieszkania, a nie stan ducha) z Zhou Enlaiem, późniejszym premierem ChRL. W porównaniu z Mao był światowcem, znał języki, otrzymał wykształcenie, ogładę, miał pojęcie o Zachodzie. To stanowiło oś konfliktu z Mao Zedongiem. Deng widział siłę w gospodarce. Mao miał w nosie rzeczywistość. Chciał realizować swoje wizje nie dbając o takie szczegóły jak 30-40 milionów istnień ludzkich. Deng przetrwał Mao pomimo wielu raf ustawianych przez Wielkiego Sternika. Potem "otworzył" Chiny na świat i pozwolił Państwu Środka sięgnąć po prawo funkcjonowania jako mocarstwo na arenie międzynarodowej. Dzisiaj Deng jest w Chinach postacią niemal świętą. Tu i tam widać gigantyczne billboardy z twarzą uśmiechniętego łagodnie staruszka.

Taki właśnie obraz przedstawia Ezra Vogel w swojej biografii. Obraz silnego wewnętrznie człowieka, który kryjąc się za maską słabości czeka na moment, aby dokonać rzeczy wielkich. A rzeczy te usprawiedliwiają różne niemiłe, drobne wydarzenia mające miejce gdzieś tam po drodze.

Ale nie o tym chciałem.

Czytając o planie wydania biografii Denga w Chinach Ludowych w wersji chińskiej uproszczonej na bazie wydanej wcześniej w Hong Kongu wersji w klasycznym chińskim, nie mogłem pozbyć się myśli dotyczącej relatywizmu w postrzeganiu Chin i w stosunku do Chin. Świat stara się ze wszystkich sił sam siebie oszukiwać. Dyplomaci nawiązują relacje z ChRL, podtrzymują je, chuchają na nie. Biznesmeni unikają tematów. W zasadzie wszystkich, bo nie mają bladego pojęcia, które tematy są ok, które nie są. W przypadku naukowców sprawy się mają podobnie. Ezra Vogel nie nadepnął nikomu na odcisk. W pierwszym dniu sprzedał 500 tysięcy sztuk swojej książki, bez wątpienia istotnej. Ale z pewnością nie do końca prawdziwej. Skąd taki wniosek? Sam się nasuwa. Skoro władze ChRL przyjęły tą biografię z otwartymi rękami, to znaczy, że nie zawiera zadnych sęków, a nawet małych drzazg. Tymczasem dotyczy ona człowieka, który nie dość, że przetrwał wszystkich swoich wrogów, to jeszcze od czasu do czasu stawał na czele czystek, akcji propagandowych, ideowych prań mózgu.

W roku 2006 Jung Chang, pisarka pochodzenia chińskiego i jej mąż, irlandzki historyk Jon Halliday, opublikowali wyniki swojej 10 letniej pracy pod tytułem "Mao, nieznana historia". Tej książki nie znajdziecie w oficjalnym obiegu w Chinach. Ba!, nie ma ona dobrej prasy na Zachodzie. Wielu luminarzy świata nauki zarzuciło małżonkom brak profesjonalizmu i wypaczenie obrazu Przewodniczącego Mao, wyciąganie zbyt daleko idących wniosków, itd, itp. Ciekawe, bo Ezra Vogel badając przeszłość Denga posłużył się dokładnie taką samą metodą jaką Chang i Halliday na okoliczność historii życia Mao. Przeprowadził mnóstwo wywiadów, przekopał archiwa, w tym chińskie, których Chińczycy dotykać nie chcą. Podróżował po świecie tropiąc różne wątki. Stosował tą samą metodę z jedną zasadniczą różnicą. Obraz Denga jest taki jakiego oczekiwali Chińczycy i fani Xiaopinga na świecie. Portret Mao w biografii Chang i Hallidaya to obraz mroczny i mało atrakcyjny.

Biograf powinien być obiektywny, sprawa jasna. Ale jak tu być obiektywnym kiedy umieszczenie pewnych faktów lub ich pominięcie może spowodować, że dzieło życia stanie się niszowym podręcznikiem akademickim, albo mega hitem wydawniczym na rynku posiadającym ponad miliard potencjalnych czytelników, o pozyskanie którego starać się będą wydawnictwa w liczbie 30? Trudna sława, średnie pieniądze i prawda, czy status celebryty, gwiazdorskie gaże i prawda z różnymi zaowalowanymi dyskretnie obszarami? What to do, what to do?

Przeczytam "Denga" Ezry Vogla. Jeśli już się doczekam, bo każą sobie na książkę czekać, nawet w wersji angielskiej. Na polską wersję jakoś na razie nie liczę. I prawdopodobnie będę wyglądał kolejnej. A może to dobrze? W końcu czytelnictwo siada, poszukiwanie prawdy może odrobinę sytuację poprawić. Koniec końców zyska coś profesor Vogel, zyskam ja, no i społeczeństwo rzecz jasna. Pan, Pani i ta dziewczynka z kotkiem.

Leszek Ślazyk

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close