Chiny subiektywnie

Chiny: rosnący problem handlu kobietami

Liczba kobiet przybywających nielegalnie do Chin z sąsiednich krajów gwałtownie rośnie. Większość z nich nie trafia do Państwa Środka dobrowolnie. Pochodzą głównie z wiejskich obszarów Wietnamu, Myanmaru, Laosu i Korei Północnej. Przemyt kobiet dla Chińczyków szukających bezowocnie żon staje się coraz większym biznesem, w który angażują się zorganizowane grupy przestępcze.

Informację taką opublikowała gazeta China Daily, a jej źródłem jest Chen Shiqu, dyrektorki biura do spraw walki z handlem ludźmi przy Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego ChRL.

Zgodnie ze słowami dyrektorki Chen większość kobiet zanim trafi do Chin pada ofiarą oszustwa. Obiecuje się im pracę w Chinach, w tamtejszych firmach i fabrykach cierpiących na znany problem braku rąk do pracy. Później zazwyczaj kobiety te są porywane i przemycane przez granicę. Pani Chen nie ujawniła nawet przybliżonej liczby kobiet, które ostatnio padły ofiarą tego typu procederu, ale sądząc po pojedynczym przypadku z prowincji Hebei, gdzie policja uwolniła 206 kobiet z Wietnamu, Myanmaru, Laosu, Tajlandii i Kambodży pokazuje, że skala problemu jest ogromna.

Jako jedną z przyczyn rozwijania się handlu kobietami w Chinach Chen Shiqu uznała brak naturalnych barier na terenach granicznych z powyższymi krajami, a również ogólną biedę panującą po obu stronach granicy.

W rzeczywistości zaś u podstaw procederu stoją dwie przyczyny.

Pierwsza, którą nazwałbym "klasyczną", podobną do przypadków, które niestety nadmiernie często odnotowujemy w Polsce i Europie, to porwania kobiet w celu wykorzystywania ich przez podziemie przestępcze jako prostytutki. W Chinach część z porwanych kobiet, wabionych możliwością podjęcia bardzo dobrej pracy, lub znalezienia zamożnego męża, trafia do tamtejszej rozbudowanej sieci domów publicznych funkcjonujących pod przykrywką łaźni, saun hotelowych, czy zakładów fryzjerskich.

handel kobietami, chiny, leszek slazyk

Druga przyczyna rozwijania się tego "biznesu" jest typowo chińska, a ma związek bezpośredni z wprowadzoną w latach 80-tych XX wieku polityką demograficzną Chin znaną pod hasłem "jedna rodzina, jedno dziecko". Chiny od lat notują dysproporcję urodzin pomiędzy chcianymi chłopcami i niechcianymi dziewczynkami. W przeciwieństwie do swych matek i babek młode Chinki nie mają ochoty spędzać życia w wiejskiej chatce na skraju poletka nawożonego własnymi odchodami (prawda, prawda…), są bardziej mobilne, ambitne. Szukają pracy, starają się o wykształcenie, polują na mężów w dużych miastach. Kawalerom w małych miasteczkach i licznych wsiach pozostają więc niekumate brzydule, albo…nielegalny import z krajów ościennych. Żartuję tu sobie grubo, a problem jest niebagatelny. Jak zwykle w przypadku Chin Ludowych o wielkości zjawiska świadczy to, że powołano specjalną komórkę ministerialną nim się zajmującą, no i, że o sprawie pisze oficjalna chińska gazeta. Nie pierwszy zresztą raz.

human trafficking, chiny, leszek slazyk 3

Handel kobietami w Chinach kwitł będzie. Jest popyt. Ogromny. Ceny za porwane kobiety kształtują się pomiędzy 20 tysiącami a 50 tysiącami yuanów (10-25 tysięcy złotych) i są zależne od "jakości towaru": figury, urody i narodowości. Bo trzeba pamiętać, że Chińczycy Han mają do mniejszości etnicznych i swoich sąsiadów stosunek, który w Polsce nazywamy ksenofobicznym.

Ofiary porwań trafiają do różnych miejsc w Chinach. Ostatnio uwolniono na przykład 22 letnią obywatelkę Myanmaru, która została sprzedana za 30 tysięcy yuanów młodemu mężczyźnie z prowincji Jiangsu. Ten zawarł z kobietą oficjalny związek małżeński, aby później wykorzystywać ją seksualnie i stosować wobec niej przemoc. Kobiecie udało się uciec pół roku po porwaniu. Policja odesłała ją do ojczystego kraju, a osamotnionego małżonka puściła wolno. Zapewne pan ten, jak i jego dostawcy spróbują raz jeszcze. Czemu by nie?

Oficjalnie Chiny podpisały porozumienie krajów regionu rzeki Mekong dotyczące zwalczania handlu ludźmi. Jednak nieoficjalnie proceder ten z pewnością pozwala Pekinowi choć w małym stopniu rozwiązywać problem malejącej liczby młodych kobiet.

Przewiduje się, że w roku 2020 około 30 milionów mężczyzn w Chinach nie będzie w stanie znaleźć partnerki w swoim kraju. Nawet jeśli strategia demograficzna ChRL zostałaby zliberalizowana z dniem dzisiejszym, to i tak nie wpłynie to na los bezżennych kawalerów za 8 lat. Import kobiet wydaje się być więc jedynym rozwiązaniem. Cyniczne? Oczywiście. Ale mniej skomplikowane niż wywiezienie tych 30 milionów sfrustrowanych seksualnie facetów do Afryki, żeby tam pracowali i znaleźli sobie partnerki wśród Afrykanek. Małe państwo – mały kłopot, duże państwo – duży kłopot, nieprawdaż?

 

Leszek Ślazyk

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

3 thoughts on “Chiny: rosnący problem handlu kobietami”

  1. Jak aktualnie wyglada kwestia wzrostu demograficznego Chin ?

  2. Obecnie przyrost w Chinach wciąż jest dodatni, ale ciągle też przeważa ilość narodzin chłopczyków nad dziewczynkami. Mówi się o zmniejszaniu się dysproporcji, ale z ostatnio przeczytanych danych dowiedziałem się, że na 100 dziewczynek rodzi się 117 chłopców.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close