Chiny subiektywnie

Chiny subiektywnie: Wielkie chińskie żarcie

Co jakiś czas słyszę od znajomych, lub zupełnie nieznajomych słyszę, że uwielbiają chińską kuchnię. A mnie się podówczas włącza automatycznie parafraza klasyka polskiego filmu sensacyjnego, która brzmi: "Co ty wiesz o chińskim gotowaniu?". Przecież mówienie o lubieniu chińskiej kuchni to teza niezwykle ryzykowna, grożąca niektórym kalectwem lub śmiercią. chiny

Ja na przykład mówię śmiało, bo w ogóle nie pękam w temacie: lubię niektóre potrawy kuchni chińskiej. Lubię tybetański rodzaj zapiekanki z ziemniaków, drobiu i warzyw. Lubię gotowaną, podwędzaną koninę z Xinjiangu. Lubię "hot pot" w wersji tej ostrej. Lubię spiralną rybę w sosie pomidorowo-kukurydzianym serwowaną w Jiangsu. Lubię owoce morza, szczególnie gotowane dostępne na wyspach należących do Zhejiangu. Do tego może być wino ryżowe z Shaoxingu.

wilkie chinskie zarcie, chiny, leszek slazyk, 6

Ryżowe wino z Shaoxing jest jednym z chińskich rarytasów popularnych w całej Azji. Cenione wysoko przez Japończyków, Koreańczyków i oczywiście Chińczyków żyjących poza granicami ChRL. Europejczycy często popadają w zależność od wina w Chinach, szczególnie zimą. Widziałem Szweda, który wypił na raz 9 butelek. Przeżył.

Aj, zapomniałem o wielu rodzajach pierogów, gotowanych, robionych na parze, czy smażonych. Pietrucha zielona, z orzechami ziemnymi i sojowym sosem octowym. Rosół z czarnej kury (ma niemal czarne mięso), czy żółwia miękkoskorupego z dużą ilością imbiru. Jadowite potrawy z Seczuanu i jeszcze jadowitsze z Hunan. Kantońska kaczuszka wędzona podawana z surowymi pędami młodziutkiego bambusa i cienkimi placuszkami ryżowymi. Makaron ryżowy siorbany z michy z ostrym bulionem z pływającymi jajkami przepiórki. Żywe krewetki wrzucane do naczynia z piwem. Krewetki gotowane, lub przysmażone w kilka sekund na głębokim tłuszczu. A to dopiero marny początek wyliczanki tego co lubię. Nie odważyłbym się jednak ot tak rzucić w tlen deklaracji, że uwielbiam kuchnią chińską.

Czemu niby? Ponieważ chińska kuchnia niejedno ma imię i niejedną twarz, czy smak raczej.

Dlaczego tak jest?Ano ponieważ – wbrew wyobrażeniom – Chiny to zajeduży kraj jest. Każda prowincja ma wielkość Francji, albo Francji, Hiszpanii i Portugalii cuzamen do kupy. Już na terenie jednej prowincji to co jadane na wschodzie, może być zupełnie nieznane na zachodzie. Wielkie miasta takie jak Szanghaj pozwalają tym wszystkim rodzajom gotowania egzystować niedaleko siebie. I wtedy możemy poznać pułapki, o których nam się nie śniło.

wilkie chinskie zarcie, chiny, leszek slazyk, 2

Mapa 5 najbardziej charakterystycznych stylów kulinarnych Chin

Weźmy pierwszy z brzegu przykład. Ab ovo, czyli zacznijmy od niewinnego kurzego jajeczka. Możemy w Chinach otrzymać normalne gotowane jaję, czy też smażone, lub elegancko posadzone. Drobną aberracją będzie jajeczko ugotowane w zielonej, albo czarnej herbacie. Dostaniemy takie w sklepach spożywczych, nawet w chińskich "Żabkach", gdzie elektryczny upaprany kociołek serwuje je 24 godziny na dobę. Kiedy jednak bezrefleksyjnie przystaniemy na spożywanie specjalnie jakoś przyrządzanych jaj, bądźmy czujni.

Jajeczko może być na przykład gotowane w moczu chłopców, którzy nie przekroczyli 10 roku życia. Mocz zbiera sie…no może zostawmy ten szczegół. Skądś go biorą producenci tego specjału, nie mnie w to wnikać skąd. Jajeczka gotowane są tak długo, aż ciecz odparuje. A wtedy…mniam, ucztę można rozpocząć!

Inną jajeczną miną jest tak zwane "one century egg". Jajko takie nie ma wbrew pozorom stu lat. Ale do świeżych również nie należy. Zdecydowanie. Za swej pierwszej świeżości pakowane jest w krowie, cieplutkie łajno. Siedzi sobie tam to jajeczko tak długo, aż białko i żółtko zamienią się galaretowate ciało stałe. Galareta w typie żelki Harribo, nie rozlazła galaretka z zimnych nóżek. Kolor takie jajko ma czarny, opalizujący. Można patrzeć przez nie na słońce (w przypadku zaćmienia słonecznego z pewnością posłuży lepiej niż osmalony dymem kawałek szybki), wtedy też z łatwością dostrzeżemy kulkę żółtka. Czy raczej czarnka, no bo żółte to ono już nie jest. Przysmak ten oprócz ciekawego koloru cechuje się specyficznym zapachem. Niektórzy mówią, że czuć je metanem. Ja zaś mówię wprost, że jedzie zwykłym, niekontrolowanym bąkiem po strączkowych. Ale jak ktoś lubi, to z sojowym sosem octowym ponoć pyszne jest.

Innym rodzajem jajecznych niespodzianek są te jajka, w których rozwinęło się pisklę. Kurze, lub kacze. Chińczycy nie gardzą i takim "snackiem" będącym czymś pomiędzy jajkiem na surowo a sushi z niedorozwiniętego drobiu. Nie powiem z czym takie jajeczka zajadają na surowo, bo nie dałem rady przyjrzeć się procederowi (zapoznawałem się każdorazowo z jakością chińskiej ceramiki sanitarnej), natomiast zakładam, że z sosem sojowym. Tym octowym, lub normalnym. Bo, że z sojowym, to na bank.

Niespodzianki, które mogą nam zrobić przykrość prawdziwą w kontekście jedzenia nie dotyczą jajek wyłącznie. Pamiętajmy goszcząc w Chinach, że mieszkańcy tego wielkiego kraju nie tylko przekręcają wyrazy angielskie (w ten sposób jadłem "duck soup", kiedy faktycznie była to "dog soup"), ale często mają trudność w zrozumieniu siebie nawzajem. Te językowe qui pro quo mogą sprowadzić na nas przeżycia traumatyczne. Ze swojego doświadczenia podrzucę takie jak barani łeb gotowany bez przypraw, mięso z wielbłąda, który najwyraźniej miał jakiś problem z nerkami, pędy rośliny z okolic Ningbo, która ustanowiła dla mnie rekord świata w kategorii mdły smak, suszone ryby oceaniczne, czy woreczek żółciowy węża zmiksowany z wódką moutai. A kreatywność chińskich mistrzów patelni nie zna granic:

wilkie chinskie zarcie, chiny, leszek slazyk, 3

Skorpiony na patyku, lub żuki, czy inne takie czipsy z chrupką hitynką otaczającej wysokobiałkową zawartość

wilkie chinskie zarcie, chiny, leszek slazyk, 4

Małpie móżdżki. Można serwować lekko przysmażone, lub mocniej ścięte. Co kto lubi. Panie się częstują. Na żądanie raz można.

wilkie chinskie zarcie, chiny, leszek slazyk, 5

To pyszne danie spowodowało, że koguty stały się kapłonami. Coś za coś. Panowie po zjedzeniu tego specjału ponoć działają lepiej niż po wciągnięciu wagonika viagruszki. Czy po zjedzeniu małpich mózgów dostaje się małpiego rozumu? Ciekawe…

Właśnie dlatego jestem ostrożny w deklarowaniu swojej miłości do chińskich przysmaków. Niemniej jednak Chiny oferują wiele pysznych rzeczy. I te właśnie będę się starał – w miarę skromnych możliwości – przybliżać.

A'propos! Czas coś niewielkiego wchłonąć. Na pewno nie jajeczko, o nie. Ale na przykład kurczaczek smażony z jabłuszkiem, ostrą papryką, ryżem? O tak….. I jeszcze trochę imbiru świeżego. Będzie się działo.

Leszek Ślazyk

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

5 thoughts on “Chiny subiektywnie: Wielkie chińskie żarcie”

  1. Powitać! Bardzo ciekawy artykulik, bo – jak odnoszę wrażenie – oparty o doświadczenie empiryczne! :)
    Ale, ale! Co najważniejsze, cóż za lekkość pióra!!! :):):) Aż litery same rwą się do oczu! A ze swej skromnej strony pozwolę sobie dodać, że jako pasjonat chińskiego sposobu gotowania (wg pięciu przemian) będę pilnie śledził ten arcyciekawy wątek. W zasadzie cały Wschód gotuje w ten wspomniany wyżej sposób , czyli używając zasad Wu Xing (harmonii 5 żywiołów), od tysięcy lat wszak Chińczykom smaki musiały „pasować”. Bywając tam raz po raz z przyjemnością stwierdzam, że mają tę wiedzę wyssaną, że tak powiem, z mlekiem matki.
    Dziękuję, pozdrawiam i czekam na więcej :)
    p.s. bardzo ciekawa stronka, że też dopiero tero ją odkryłem… :):):)

  2. Witam serdecznie!

    Będę się starał przekazać doświadczenia empiryczne z różnych miejsc w Chinach i oprzeć je o produkty ogólnie dostępne. To znakomita odskocznia od problemów poważnych (chociaż gotowanie i jedzenie to powaga całą gębą przecież) i często wywołujących markotność. Powoli przygotowuję listę potraw najprostszych i co najważniejsze – niezwykle szybkich do wykonania. Bo przecież to najważniejsza różnica pomiędzy gotowaniem chińskim, a europejskim. Tam sobie nikt nie pozwala na trzymanie głodnego gościa przy stole dłużącymi się kwadransami. Ciach, ciach i już po 5-7 minutach pierwsze CIEPŁE potrawy lądują na stole.

    Pozdrawiam.

  3. Puki jest smaczne, nie zabija, i nie jest to jakis nielubiany obcokrajowiec na slodko. To ja wcinam :P Nie mam sily uczyc sie menu :P

  4. Co jutro robicie na obiad? Ja ugotuje rumfordzka wedlug starego przepisu. Cos pysznego, poszukajcie sobie w goglu: zupa rumfordzka babci

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close