Chiny subiektywnie

Chiny: Do They Know What’s Christmas?

Od ładnych kilku lat święta Bożego Narodzenia stanowią trwały element chińskiej rzeczywistości. Począwszy od odpuszczania sobie kilku kolejnych dni pracy, poprzez dekorowanie biur, domów towarowych, a nawet ulic ozdobami choinkowymi, aż po X-mas parties i uczestnictwo w wieczornych mszach (po naszemu: pasterkach) w lokalnych kościołach. Ale czy Chińczycy Ludowi wiedzą, że od wieczoru 24 grudnia, aż po wieczór 26 grudnia świętujemy narodzenie Pana?

Chiny Ludowe to kraj wielki i dziwny. Obecnie mówi się, że niezwykle bogaty dzięki fenomenalnemu rozwojowi gospodarczemu trwającemu nieprzerwanie od początku lat 90-tych XX wieku. Ta zamożność kusi i nęci ludzi z Zachodu, tak jak jeszcze niedawno przyciągała ich do Chin tamtejsza bieda, dzięki której można było produkować w Chinach absolutnie wszystko po absolutnie niewyobrażalnie niskich cenach. Po dziesięcioleciach izolacji Chiny stoją przed ludźmi z zewnątrz otworem. Ludzie z zewnątrz przyjeżdżają do Państwa Środka pełni niepewności, a wyjeżdżają stamtąd utwierdzeni w przekonaniu, że kraj to wielki, potężny i w wielu aspektach podobny do ich krajów ojczystych, w wielu zaś odmienny, lepszy. To wrażenie przekłada się automatycznie na wszystkie dziedziny człowieczego życia, w tym na przykład na wolność wyznania.

W Polsce wolność wyznania jest oczywista. Nawet komuna nie była w stanie nam tego daru odebrać. Odwrotnie: rządy polskich komunistów, którzy chcieli i chcą, by nazywać ich socjalistami powodowały, że nawet ci w zasadzie niewierzący demonstracyjnie na różne nabożeństwa i procesje chadzali. Dzisiaj z kolei mamy święte prawo, aby z przeróżnych powodów w tych uroczystościach nie uczestniczyć. Wolna wola. W Chinach Ludowych nigdy tak nie było. Sprawa wiary u początków ChRL stała się sprawą o charakterze politycznym i państwowym. Wiadomo – „religia to opium dla mas”. Państwu udało się skutecznie zminimalizować wpływ tego narkotyku na masy. Po czterdziestu kilku latach pracy ideologicznej bazującej na myśli Mao i jego współpracowników, Deng Xiaoping dorzucił od siebie nowy pierwiastek, nową ideę: bogacenie się ludzi jest dobre. Chińczycy Ludowi zaczęli się więc bogacić, wyrywać z biedy trwającej dziesiątki, a w wielu przypadkach setki lat. Państwo ten ruch społeczny pochwalało i propagandowo wzmacniało. I jakoś tak nieoczekiwanie bogacenie stało się dla Chińczyków Ludowych pomieszaniem ideologii z religią. Stało się wiarą taką nową.

Sam przeżywałem fascynację Chinami jako krajem, w którym „co nie jest zabronione, jest dozwolone”, w którym zmiany następują jak w przyspieszonym filmie, gdzie w kilka lat można pokonać drogę od pomywacza do właściciela dużej firmy deweloperskiej. Gdzie nie tylko zmieniają się ludzie, ale również całe otoczenie. Gdzie problemy nierozwiązywalne u nas w Polsce latami tu w Chinach nie istnieją w ogóle. Ale z czasem, z coraz większym niepokojem zacząłem dostrzegać drugą stronę medalu. Kiedy odwiedzałem chińskie miasta na wschodzie w latach 90-tych czułem się bezpiecznie, beztrosko. Pamiętam scenę z pokracznego autobusu miejskiego w Szanghaju, autobusu z podłogą z desek, od której do blaszanego sufitu nie było więcej niż 180 centymetrów. Któryś z pasażerów nakrył w autobusie kieszonkowca. Na wezwanie obywateli kierowca zmienił trasę i podjechał do najbliższego komisariatu milicji. Tam społeczeństwo wzięło złodzieja w swoje ręce i poniosło go nad swoimi głowami wprost do ciupy. Pięć lat później goniłem człowieka, który ukradł mi z kieszeni telefon komórkowy środkiem najpopularniejszej ulicy handlowej w Suzhou. Spośród tysięcy spacerujących tą ulicą w moją stronę odwróciło głowę kilka osób, tych od kilku dni w mieście, widzących pierwszy raz w życiu obcego. Do tego lecącego kłusem. W sprawę kradzieży nie chciał mieszać się nikt. Kupiłem nowy telefon, przestałem go nosić w kieszeni zewnętrznej kurtki. Wtedy mówiło się, że to bieda.

Ale dzisiaj wiadomo, że nie. Dzisiaj wiadomo, że liczą się przede wszystkim pieniądze. Dlatego też nikt nie pomaga w Chinach nieznajomemu, który upadnie. Ten kto upadł może bowiem oskarżyć o potrącenie i zażądać (skutecznie) wysokiego odszkodowania. Dlatego właśnie pewien student konserwatorium, młody pianista, wolał zadźgać nożem potrąconą prowadzonym przez siebie autem rowerzystkę niż wziąć na siebie koszty jej leczenia szpitalnego. To dlatego więzi rodzinne w Chinach Ludowych są tak słabe. Kocha się i szanuje tych członków rodziny, którzy posiadają jakiś kapitał – pieniądze, albo guanxi – inni muszą radzić sobie sami. itd., itp. Chińskiemu „liberalizmowi” nie towarzyszyły żadne normy etyczne będące integralnym elementem wszystkich religii. Zatem bogacenie się ludzi jest dobre, a cała reszta nie ma żadnego znaczenia.

Chińskie Boże Narodzenie jest sztuczne i puste. To okazja, aby jakieś pieniądze wydać i jakieś pieniądze zarobić. Pytana przez mnie chińska studentka deklarująca swoje uczestnictwo w nocnym nabożeństwie, tak uzasadniła swój w nim udział: „w kościele zawsze jest ciepło, no i w X-mas zawsze dają jakieś prezenty”. Zapytana o to czego symbolem jest Boże Narodzenie uśmiechnęła się zdziwiona.

Ile czasu trzeba, aby i u nas te święta przybrały charakter wyłącznie powtarzanego rytuału pozbawionego głębszej treści? Już przecież dzisiaj najważniejszymi do załatwienia z okazji Bożego Narodzenia są: choinka, bombki, lampki, prezenty i 12 potraw. Tuż przed Wigilią napięcia, bo coś się przypaliło, coś ma zakalec, włosy są nie tak jak trzeba, a lampki przestały świecić. Potem zupa, ryba, pierogi. Prezenty. I można odetchnąć. Najczęściej przed ekranem telewizora. I jest czas, żeby przesłać życzenia SMS oraz wrzucić jakiś przyjemny lub/i żartobliwy tekst na fejsie. Kolędy zaśpiewa popularna właśnie pieśniarka rozrywkowa. Odbierzemy ileś tam SMSów z życzeniami. Rodzina i znajomi dadzą lajki na fejsie. Ot, po robocie. Można zacząć przygotowania do Sylwestra. Ten już również gości w kalendarzach Chińczyków Ludowych.

Życzę Państwu Świąt wyjątkowych. Takich, do których będziecie tęsknić, za którymi tęsknić będą Wasi najbliżsi. Życzę Państwu Świąt pełnych ludzi, z tym co w nich dobre i tym co trochę mniej. Świąt pełnych ludzi przesłaniających sobą przedświąteczną bieganinę, dla których choinka, potrawy, prezenty będą najpiękniejszą, ale wyłącznie oprawą. Życzę Państwu, abyście mogli dzielić się opłatkiem i sobą, nadzieją, że skoro narodził się nam Pan, to otaczające nas zło musi cofnąć się przed Nim.

Tego właśnie Państwu życzę. I sobie!

Leszek Ślazyk

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Sprawdź też

Close
Close