Chiny subiektywnie

Chiny w konferencjach i w realu

Dzięki zaproszeniu "Pulsu Biznesu" wziąłem dzisiaj udział w konferencji zorganizowanej w Warszawie, a dotyczącej rzecz jasna problematyki Chin z punktu widzenia ogólnie pojętej aktywności gospodarczej. Z każdą kolejną prelekcją uświadamiałem sobie, że naszą wiedzę o Chinach można by porównać do osiągnięć teologii, a zawrzeć w sentencji "chociaż Cię nie pojmuję, jednak nad wszystko miłuję". Przy czym w przypadku ChRL z tą miłością bym raczej nie szalał.

Spotkanie w hotelu Sheraton miało charakter kolejnych prelekcji, bez dyskusji. Może i dobrze, bo jako nieustannie frustrowany obywatel wciąż bym się wtrącał i dopytywał o szczegóły, lub o podstawy różnych wniosków. Wiadomo, że nasza wymiana handlowa z Chinami jest raczej jednostronna. Kupujemy wiele, sprzedajemy mało. Warto byłby się zastanowić nad głębszymi przyczynami takiej sytuacji. Ale nie ma się co zastanawiać. Odpowiedź już została opracowana w kręgach decyzyjnych. Winni takiej sytuacji są polscy przedsiębiorcy. To przez nich nie możemy rozpędzić polskiego eksportu na kierunku Chiny. Ha! Szczypałem się jak oszalały, żeby stwierdzić czy śnię. Nie. Jak można myśleć na poważnie o stymulowaniu polskiego eksportu,, kiedy kręgi decyzyjne sprawę już odwiesiły na kołku?

W Polsce mamy wiele osób zainteresowanych Chinami, jako potencjalnym miejscem pracy, źródłem finansowego sukcesu, celem podróży turystycznej, jak i dłuższej, związanej z nauką. W Polsce działa duża (a zupełnie nieznana) liczba firm różnej wielkości, które chętnie spróbowałyby swoich sił na rynku chińskim. Jedni i drudzy mają problem, żeby swoją przygodę z Chinami zacząć. Tym problemem jest mianowicie brak uporządkowanej, rzetelnej informacji. Zainteresowani otrzymują zdawkowe, chaotyczne informacje, tak chaotyczne jak powszechna wiedza na temat Chin. Wiedza ta zawiera się w schemacie: "gdzieś tam w Chinach, mieszkają Chińczycy, są żółci, mają skośne oczy i jedzą ryż. Za miskę ryżu dziennie produkują mnóstwo tanich plastikowych rzeczy, które się szybko łamią (potrzeba więc wciąż nowych), a dzięki pieniądzom z tej produkcji stworzyli drugą gospodarkę świata. Zajęło im to 30 lat." Przecież w tej opowieści, która potwierdzana jest nawet w poważnych źródłach ekonomicznych, czy politycznych, nic się nie klei, nie ma w niej logiki. A jednak funkcjonuje i ma się ciągle dobrze.

Nie jesteśmy w stanie stać się partnerem handlowym Chin jeśli z jednej strony uznajemy, że nasi przedsiębiorcy mają Chiny w nosie, z drugiej miotamy się między skrajnościami opinii na temat Chin od krwawiącego Tybetu, po cud gospodarczy, który należy koniecznie naśladować, z trzeciej brak nam jakiejkolwiek rzetelnej wiedzy na temat Chin, które naprawdę są organizmem bardziej złożonym niż żyjątko pantofelek.

Czy są szanse na zmiany? Pewnie, że są. Zależą wyłącznie od woli i determinacji ludzi, którzy nie będą opierać się o złudne nadzieje wsparcia oficjalnych, powołanych ku temu organów i instytucji. Niżej podpisany ma nadzieje, że dożyje dnia, w którym te mozolne działania przyniosą efekt. 

Leszek Ślazyk

Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close