Chiny subiektywnie

Chiny w polskiej prasie vs. drgawki me…

W „Rzeczpospolitej” z 24 czerwca znalazłem z niemałym zadowoleniem kilka artykułów dotyczących gospodarki Chin i wpływu tej gospodarki na Europę oraz Polskę. Moje zadowolenie wynikało chociażby z prostego faktu: w minionym tygodniu Chinom nie poświęcono wiele miejsca w polskich tygodnikach czy dziennikach. A jak wiadomo jest to moja dewiacja: o Chinach powinno się mówić codziennie.Lektura 3 artykułów w „Rzeczpospolitej” sprawiła, że mój organizm zaczął zachowywać się jak po treningu interwałowym.

Redaktor Jakub Kurasz w komentarzu p.t. „ Nadchodzi Azja” skonstatował:

„I nie liczmy na to, że sytuacja się zmieni. Ekspansji Azji nie da się powstrzymać. Jedyne co możemy zrobić, to wziąć od nich to, co nam najbardziej potrzebne – choćby pieniądze od chińskich inwestorów. (…) Aby nie zostać za daleko w tyle za Azją, możemy zrobić jeszcze jedno. Zainwestować w kadry, sprawić aby Europa była najważniejszym centrum uniwersyteckim na świecie. (…) Musimy postawić na innowacje w przemyśle i finansach.”

Dorzuciłbym jeszcze trzecie rozwiązanie: wyprodukujmy w ostatniej w Europie fabryce ręczników największy biały ręcznik świata i rzućmy go Chińczykom na ring.

Niepokoi mnie łatwość z jaką osoby mające wpływ na opinie moich Rodaków generują tak kuriozalne wnioski. Wnioski te są odbiciem działań przeróżnych szarlatanów biznesu, którzy grasują w międzynarodowych korporacjach oraz światowych organizacjach ekonomicznych. Szarlatani ci wyznają wspólną ideologię wyższości rynku chińskiego ponad wszystkie inne rynki. Ludzie ci zaczarowani liczbą 1 miliard 300 milionów mieszkańców, która zawsze wygląda lepiej w spread sheet’ach Excel’a niż na przykład 38 milionów Polaków, wyznający religię wielkich liczb, stawiają wyżej w swoich raportach finansowych możliwości absorpcyjne Chin ponad jakikolwiek inny obszar ekonomiczny świata. Ocenie tej zawsze zdaje się towarzyszyć ukryta sugestia aby dać sobie spokój z „małymi ryneczkami” typu Polska, kiedy do wyszarpania jest wielki kawałek chińskiego tortu.

Dzisiaj, w obliczu chińskiej dominacji powinniśmy zastanawiać się o wiele poważniej i głębiej nad przyczynami oraz skutkami chińskiej dominacji oraz sposobami stawienia oporu tejże. Co jest podstawową przyczyną chińskiej dominacji? Otóż jest nią po prostu łatwość z jaką świat zachodni oddał Chinom wszystkie prace proste. Szycie ubrań, frezowanie, produkcja butów, galwanizowanie, składanie plastikowych zabawek, etc. Co więcej oddał w sposób trudny do pojęcia, ponieważ postawił swoim własnym producentom wysokie wymogi jakościowe dotyczące surowców jak i poziomu wykonania, traktując niezwykle liberalnie analogiczne produkty „Made in China”. W umysłach zaczadzonych wielkimi liczbami zniknęła podstawowa prawda dotycząca budowy społeczeństw, prawda zdefiniowana w XVIII i XIX wieku, prawda o masach i elitach. Otóż bez względu na obecny postęp technologiczny struktura społeczna ma niezmiennie kształt piramidy, niestety. U podstawy znajdują się „najszersze” masy, u szczytu „wąskie” elity. „Musimy postawić na innowacje w przemyśle i finansach” – rzecze pan Jakub Kurasz. Rozumiem, że uczestnikami tych innowacji w przemyśle i finansach mają znaleźć się mechanicy samochodowi, spawacze, szwaczki, panie drące pierze na poduszki oraz kamieniarze, czy monterzy rurociągów okrętowych. Jeśli nie bezpośrednimi, to pośrednimi. Lub też, że wąskie elity będące beneficjentami rozwiązań „innowacje w przemyśle i finansach” wezmą na siebie utrzymanie mas, którym zostaną do wyboru zajęcia takie jak: kierowca w „Biedronce”, kasjer w „Biedronce”, lub magazynier w „Biedronce”.

Nie uważam się za geniusza myśli ekonomicznej lub superbohatera idei społecznej. Ale oczywistym dla mnie jest, że wszystkie obecne problemy Zachodu wynikają ze zburzenia naturalnej struktury społecznej poprzez „wyeksportowanie” większości prac związanych z produkcją do Chin. W imię krótkowzrocznych korzyści ekonomicznych. Hamulcem dla tych tendencji byłoby zwykłe zrównanie szans. Gdyby celnicy europejscy sprawdzali każdy importowany produkt pod kątem zgodności z przepisami, dyrektywami i innymi unijnymi wynalazkami, moglibyśmy wierzyć, że są jakieś przesłanki dla wiary, nadziei. Gdyby urzędnicy Unii Europejskiej równie chętnie udzielali wsparcia finansowego nowym szwalniom, fabrykom obuwia, wytwórniom zabawek jak czyni to od lat Bank of China wobec chińskich producentów, moglibyśmy kalkulować nasze szanse w konfrontacji z bogacącymi się, a zatem coraz bardziej leniwymi Chinami. Bez takich oczywistych działań, a w obliczu wezwań do bliżej niesprecyzowanych „innowacji w przemyśle i finansach”, możemy zacząć nakłaniać nasze dzieci by uczyły się języka chińskiego. Bo być może wkrótce będzie to język od znajomości którego zależeć będzie kariera zawodowa w jakiejkolwiek branży i specjalizacji.

Leszek Ślazyk

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close