Chiny subiektywnie

ChRL, albo chiński sezon ogórkowy A.D. 2013

Ostatnio pisałem o różnicach w sezonach letnich pomiędzy Polską a ChRL. Chińska rzeczywistość – jak ma w zwyczaju od 1992 roku – zaskakuje szybkością zmian, pojawianiem się nowych sytuacji, świeżych informacji. Najważniejszą z nich jest ta, iż pomimo leniwego okresu letnich wakacji miotła prezydenta Xi Jinpinga rośnie i macha coraz silniej.

Po kilkunastu tygodniach kompletnej ciszy wokół jego osoby, wczoraj na pierwsze strony chińskich gazet wyskoczył Bo Xilai, niesławny szef Komunistycznej Partii Chin z Chongqing. Przez wiele miesięcy właściwie nie wiadomo było co się dzieje z tym człowiekiem. Do mediów trafiały plotki o jego chorobach, o złym stanie psychicznym, o możliwości odsuwania procesu na nieokreśloną przyszłość, a może nawet czekania na naturalny zgon Bo. Ostatnio pojawiły się w zachodniej prasie przecieki mówiące, że proces odbędzie się niebawem, nie było jednak pewne gdzie. Wiadomo było, że nie w Pekinie, ani nie w Chongqing. Pierwsze plotki stawiały Bo przed sądem w Guiyang, ostatecznie skierowały go do Jinan w prowincji Szandong. I jak podał wczoraj The Global Times, organ KPCh, tam właśnie rozpoczął się proces byłego I sekretarza. Bo oskarżony jest, tak jak doskonała większość sądzonych członków partii, o przyjmowanie łapówek (20 milionów yuanów – 10 milionó złotych, to kwota śmieszna przy prawdziwej skali działań Bo), wykorzystywanie władzy dla osobistych celów, sprzeniewierzenie się ideałom partii i narażenia państwa na straty wynikające z nieuczciwej działalności.

Rozpoczęcie procesu Bo Xilai w tej konkretnej chwili nie jest przypadkowe. To część kampanii Xi Jinpinga przeciwko "tygrysom", czyli skorumpowanym aparatczykom z najwyższych szczebli chińskiej władzy, jak i "muchom", czyli lokalnym urzędnikom z najniższych poziomów administracji państwowej. Proces Bo nie będzie najważniejszym wydarzeniem medialnym. Chińskie media pomału zapełniają się informacjami o procesach różnych urzędników i członków partii, którzy korzystając z zajmowanych stanowisk czerpali różnego rodzaju korzyści. Nie tylko w postaci pieniędzy. Na przykład niejaki Qu Xiyao szef departamentu budownictwa w prowincji Jiangsu utrzymywał w różnym czasie około 140 kochanek, w tym na przykład "zestawy" matka z córką. Dziennikarze WCT uważają jednak, że to żaden wyczyn. Inny funkcjonariusz partyjny bowiem utrzymywał jednocześnie 7 kochanek, co więcej mieszkały one razem w jednym apartamencie. Domniema się, że pokojowe relacje między kochanicami były efektem zdolności menadżerskich aparatczyka, wspartych wiedzą teoretyczną pozyskaną w ramach studiów MBA opłaconych przez partię rzecz jasna.

Xi Jinping wtyka trzonek od swojej miotły w coraz to nowe szprychy różnych świetnie kręcących się kół. Zaczął od grożenia palcem tym członkom partii, którzy nie zaprzestaną drażnić opinię publiczną wystawnymi bankietami, drogimi zegarkami, czy ekstrawaganckimi samochodami. Potem pojawił sygnał mówiący, że ChRL przestanie się chwalić dwucyfrowym wzrostem PKB, więcej, może mieć ten wzrost w nosie. Miotła antykorupcyjna poczęła znienacka walić w układy, które sobie funkcjonowały od lat w budownictwie, w inestycjach, w spożywce, w farmaceutykach. Xi Jinping stwierdził na przykład, że Chiny nie będą kładły więcej nacisku na wielkie projekty infrastrukturalne, które nie dość, że są kredytochłonne, to jeszcze niewiele wnoszą do gospodarki. Tu pojawił się przykład linii pociągów super szybkich. Imponujący projekt. Jednak od stony ekonomicznej absurdalny. Chiny potrzebują pociągów dla ludzi biednych i bardzo biednych, a także pociągów wożących towary. Towarowe po wymuskanych torach dla superowego-szybkiego pociągu nie pojadą. Nie. Kasa z biletów od pasażerów nie pokryje miliardowych inwestycji przez dziesiątki lat. Zanim pokryje, to całą tą inwestycję trzeba będzie remontować, albo… Czy można przewidzieć jaka forma transportu publicznego będzie "on top" za 30 lat? Jakby tego było mało to jeszcze w tym tygodniu Xi Jinping ogłosił, że w ciągu najbliższych 5 lat zakazane będzie budowanie jakichkolwiek budynków rządowych. Podejrzewam, że Xi ma jeszcze parę asów w rękawie i chętnie nimi walnie o stół.

Co na to aparat? Hmmmm…. Toż to Chiny Ludowe. Aparat z pewnością przyjmie formę przetrwalnikową. Zegarki do szuflady, samochody do garażu, nieruchomości na rodziców, kasa na konta na ciotkę. Strój służbowy: koszula biała poliestrowa, spodnie czarne z wiskozy. Buty krajowe. Co robić, trzeba udawać świętych.

Obawiam się, że Xi Jinping nie bierze pod uwagę zespolenia działalności korupcjnej swoich towarzyszy i urzędników państwowych z funkcjonowaniem całej gospodarki. To towarzysze czerpiąc garściami z przeróżnych okazji napędzają wzrost i gospodarkę jako taką. Odcięcie ich od różnej wielkości koryt może spowodować paraliż gospodarczy. Operacja Xi może się powieść, ale istnieje duże ryzyko, że pacjent zejdzie z braku tlenu, czy krwi, czy czego tam jeszcze. Szczególnie, że wygląda na to, iż cały zabieg dokonywany będzie bez udziału jakiegokolwiek anestezjologa. Po prostu na żywca. A może po prostu mamy do czynienia z dużą operacją z obszaru Public Relations? Ludność ma się cieszyć, że robiony jest porządek w państwie, tymczasem ci co mają przeżyć znają wszelkie ruchy z wyprzedzeniem, a ci, którzy zostali skazani na "wypad z baru" dowiadują się o wszystkim z gazet. Kto wie? Ja nie. Wszyscy dowiemy się w odpowiednim czasie. Jak zwykle.

Redaktor

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close