Chiny subiektywnie

Refleksja nad pilotem do telewizora: Czemu Chiny są takie różne?

Parę dni temu uprawiałem ukochany sport prawdziwego mężczyzny. Lewa rączka na chłodnym szkle z piwem, prawa na idealnie ergonomicznym pilocie dającym dostęp do tak zwanych kanałów telewizyjnych. Pstryk, pstryk, łyk. To przecież jedyne odgłosy tej popularnej dyscypliny sportowej, która mimo, że cicha, spokojna, doprowadza kobiety do furii. Tell me why?! – jak śpiewał niejaki Somerville. Skakałem z programu na program i nagle się zatrzymałem jak wryty.

Na kanale TVP Kultura leciała sobie jakaś romotka telewizyjna, polska z głębokich lat 60-tych XX wieku. Występował tam Jan T. Stanisławski, Bronisław Pawlik, Jeremi Przybora, cała plejada nieboszczyków, o których jednak myśli się ciepło. Czarno-biali, a właściwie szaro-szarzy panowie, w pięknie skrojonych garniturach, zacnych koszulach, butach i krawatach prowadzili ze sobą króciutkie konwersacje, które i dzisiaj mogą bawić, przetykane piosenkami, które każdy urodzony w Polsce przenosi wyryte w zwojach mózgowych, jak jakieś czipy identyfikacyjne.

Patrząc przez chwilę na ten program uzmysłowiłem sobie jedną z ogromnych luk pomiędzy krajem takim jak Polska a Chinami Ludowymi. To nie jest kwestia przecenianego – moim zdaniem – wpływu konfucjanizmu na dzisiejsze Chiny. Bo jakiż to konfucjanizm. Źródła różnic kulturowych znajdują się znacznie bliżej na osi czasu niż powszechnie się wydaje.

Otóż dokładnie, kiedy wyżej wzmiankowani Panowie w publicznej telewizji kraju było nie było socjalistycznego, związanego żelaznym sojuszem z wielkim sąsiadem, czyli Krajem Rad, znanym jako Związek Radziecki, czy Związek Sowiecki, prowadzili dialogi, których zapewne nie powstydziłaby się telewizja francuska, czy brytyjska, kiedy polscy, coraz liczniejsi telewidzowie mogli oglądać w szklanych okienkach występy Komedy (rzadko, bo rzadko), film taki jak "Popiół i Diament", czy teatr sensacji, zwany "Kobrą", z amerykańskimi kryminałami w Chinach rozpoczęła się nagonka na myśl i intelekt. Przewodniczący Mao, który nałogowo czytał rzeczy stare i bardzo stare, który wzorował się mniej lub bardziej świadomie na pradawnych władcach cesarstwa, wpadł na pomysł, aby rozprawić się z przeszłością. Próby podejmował już w latach 50-tych, ale ostatecznie doprowadził do wybuchu rewolucji kulturalnej w 1966 roku. Trwała ona do jego śmierci w roku 1976.

Rewolucja kulturalna nic nie znaczy dla przeciętnego Polaka. To po prostu jeden a terminów, który kojarzy się z Chinami. Ot i wszystko. Tymczasem sami Chińczycy przyznają, że był to okres, który pchnął Chiny w odmęty chaosu i cofnął je w rozwoju o co najmniej dziesięciolecia. W trakcie rewolucji zamknięto wyższe uczelnie, licea i gimnazja. Wybitni naukowcy, pamiętający Chiny sprzed czasów komunistycznych, a więc sprzed 1949 roku zostali w doskonałej większości skierowani do reedukacji przez pracę na wsi. Wielu tego nie przeżyło. Inni zginęli w więzieniach, lub w zadziwiających spektaklach nienawiści młodych rewolucjonistów do pogardzanych starców, których jedyną winą była wiedza.

Uczelnie otwarto ponownie w 1978 roku. W roku tym znacznie też podniesiono dopuszczalny wiek kandydatów na studia. Co jednak z tego, że chętnych do studiowania było tak wielu, kiedy wyniszczono kadrę pedagogów, nauczycieli, profesorów. Zaprzepaszczono dorobek wielu naukowców, uczelni. Zniszczono biblioteki, laboratoria.

Po latach okupacji, tu w Polsce szkolnictwo wyższe można było odbudować dzięki wysiłkowi przedwojennej kadry naukowej. Ci, którym udało się przeżyć 6 lat okupacji rzucili się w wir odbudowy. Władza ludowa niejednokrotnie dziękowała im za ten wysiłek osadzeniem w więzieniu za wyimaginowane winy. Ci relegowani, uwięzieni, niejednokrotnie znów pojawili się na uczelniach po 1956 roku. Pomimo zabiegów "władzy" polski świat intelektu, nauki, mógł zachować pewną ciągłość, miał żywe połączenia z poprzednimi pokoleniami. W dziedzinie nauki, sztuki, kultury. Rzecz jasna, sprawy w Polsce Ludowej nie były ani proste, ani oczywiste, nie da się jednak nie zauważyć, że wiele osiągnięć czasów PRL-u możliwych było dzięki kontynuacji, rozwojowi myśli przedwojennej.

W Chinach tej ciągłości nie ma. Nie ma tam ludzi, którzy działaliby, pracowali, realizowali projekty naukowe, tworzyli w czasach przed komunistycznych. ChRL skończyła w tym roku 63 lata. Przedrewolucyjny maturzysta ma dzisiaj 86 lat. Ileż mógł on wynieść z tych czasów przed wojną domową? Nie ma większego sensu odpowiadać na to pytanie.

Brak tej ciągłości, przejmowania tradycyjnych wartości, w tym właśnie cnót konfucjańskich, możliwości bazowania na osiągnięciach przodków, poprzedników, powoduje, że w wielu sytuacjach nie rozumiemy reakcji i zachowań współczesnych Chińczyków. Zrzucamy wszystko na mityczną odmienność kulturową. Jednocześnie nie zastanawiamy się dlaczego takiej odmienności nie znajdujemy w Chińczykach z Tajwanu, Hong Kongu, Singapuru, Malezji. Tam nie było ani rewolucji kulturalnej. Nie wyrwano przeszłości z korzeniami, nie potępiano chęci do indywidualnego działania, pomysłowości, samodzielności, chęci do zdobywania wiedzy. I o tym trzeba pamiętać.

Bo Konfucjusza w dzisiejszych Chinach Ludowych jest tyle co u mnie brudu za paznokciami. A właśnie szorowałem ręce. Szczotką. Made in China.

Leszek Ślazyk

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

3 thoughts on “Refleksja nad pilotem do telewizora: Czemu Chiny są takie różne?”

  1. Jako, że Chiny nie posiadają jeszcze takiego potencjału naukowego muszą korzystać z myśli technicznej innych krajów. Pieniędzy trochę mają, więc mogą próbować iść taką właśnie drogą.

  2. Cześć! Tylko zapomniano o takim małym incydencie, lekko wzmiankowanym/bodaj w latach 70-tch/ Mao powołując się na patriotyzm , czy też solidarność rasową, zaprosił na sympozjum naukowców pochodzenia chińskiego/ podobno zjechało się ich bardzo dużo, a o garstce którzy wyjechali jakoś nie wspominano. Jakoś nie długo po tym Chiny ogłosiły posiadanie bomby atomowej. A już obecnie chińskiego pochodzenia bardzo chętnie wracają do ojczyzny przodków i to nie tylko z pobudek patriotyczno rasowych. A są to naukowcy często z tej najwyższej półki.
    Do Polski jakoś nawet po transformacji nie pchają się „naukowcy” z żadnych półek. I znowu nie zrozumiemy mentalności chińskiej. Pozdrawiam AŚ.

  3. Amen! W całej tej powodzi zachwytów na rozwojem Chin, w tym także nad ich kwitnącą edukacją (no bo mają i Qinghua i Jiaotong i parę innych), wreszcie ktoś to napisał coś sensownie o korzeniach tej chińskiej edukacji. Bo to nie uniwersytety uczą ludzi, a ludzie uczą ludzi.
    Przez ostatnich parę lat stykałem się codziennie z produktami chińskiej edukacji pracującymi na stanowiskach menedżerów, inżynierów i specjalistów. W zasadzie wiedzieli wszystko o wszystkim, nie było dla nich zaskoczeń. Np. pytasz szefa kontroli jakości (z własnych doświadczeń :) o statystyczną kontrolę procesu? A jakże, zrobił kurs wieczorowy i wie co to MiniTab. Pomiary maszyną trójwspółrzędną – jasne, widział taką i wie jakich głowic pomiarowych mogą używać. Tylko jak przychodzi do zrobienia czegoś konkretnego z tą wiedzą to już klapa. A nie daj boże dać mu analogową suwmiarkę (bez wyświetlacza) i kazać zmierzyć wewnętrzną średnice okręgu w jakiejś części – nie potrafi!
    Nie miał ich kto nauczyć, bo kiedy trafili na studia, uczyli ich ludzie, których potencjalni nauczyciele w komunie ludowej zbierali nędzne plony gołymi rękami, po kostki w błocie.
    A co do zawartości konfucjanizmu w dzisiejszej ChRL to też prawda – jedyną realną ideologią, która jako tako spełnia funkcję spoiwa społeczeństwa chińskiego w tej chwili jest nacjonalizm, i to w tej najbardziej agresywnej postaci. Ciekawe kiedy zacznie żądać większych ofiar niż tylko rozbite szyby w japońskich fabrykach? Bo zacznie na pewno.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close