Chiny subiektywniePolska

Czemu nie rozumiemy Chin, cz.3 i pół

czyli taki pitstop emocjonalny

Zanim powrócę do tytułowego cyklu, muszę podzielić się pewną obserwacją, myślą coraz mocniej mnie palącą. Nazwałem ten cykl „Czemu nie rozumiemy Chin”, mając na uwadze zjawisko szersze, czyli problem Zachodu ze zrozumieniem fenomenu Chin Ludowych ufundowanych przez Deng Xiaopinga. U podstaw mojego założenia (że problem taki istnieje) leżała wieloletnia obserwacja rozdźwięku pomiędzy chińską rzeczywistością doświadczaną przeze mnie osobiście, organoleptycznie, a jej opisywaniem w zachodniej (zwłaszcza polskiej) przestrzeni publicznej (zarówno tej powszechnej, jak i również naukowej). Zakładałem, że niezrozumienie Chin jest zjawiskiem powszechnym, porównywalnym pomiędzy państwami europejskimi i amerykanskimi, w równym stopniu dotyczącym całości Zachodu. Ostatnio jednak zwycięża we mnie przeświadczenie, że niezrozumienie rzeczywistości, tej bliższej, jak i dalszej, ma w Polsce szczególnie głęboki charakter.

Owo niezrozumienie, nieumiejętność odczytania obiektywnej rzeczywistości, manifestuje się zarówno w działaniach i wypowiedziach politycznych, jak i w dyskusjach, wymianach poglądów obywateli, chociażby w obszarze mediów społecznościowych. Jego źródłem zaś jest celowa działalność osób zajmujących się w Polsce polityką, mająca na celu deklasację pojęć takich jak nauka, wiedza, autorytet wynikający z wyższego poziomu wykształcenia, czy potencjału inteligencji, lepsza, niekwestionowana znajomość danego przedmiotu. Od wielu lat, dla bardzo określonych, ktrótkoperspektywicznych celów podważa się w Polsce wiedzę jako taką, kwestionuje się podstawowe mechanizmy zarówno uzyskiwania i umacniania wiedzy, ale również burzy funkcjonowanie wiedzy jak normy podstawowej dla porządku życia społecznego. Przejawem tego zjawiska jest z pewnością pogłębiający się na naszych oczach brak zaufania do specjalistów, fachowców. Dzisiaj większe znaczenie jako baza „wiedzy” mają źródła nierzetelne, często zwyczajnie fałszywe, niż wyniki wielokrotnie zweryfikowanych i potwierdzonych badań naukowych. Ekstremalnym tego przykładem może być ruch „antyszczepionkowców”, budujących swoją „ideologię” (no bo nie wiedzę) na źle rozumianych informacjach naukowych, zawartych chociażby w ulotkach informacyjnych konkretnych substancji. Wraz ze wzrostem liczby wyznawców tej „ideologii” rośnie ostatnio między innymi liczba zachorowań na odrę. „Wierni” nie są w stanie wyciągnąć z tych zjawisk żadnych wniosków, niczym nasi przodkowie, którzy jeszcze do niedawna nie potrafili połączyć ze sobą braku higieny z zachorowalnością na wszelkie choroby zakaźne. Zjawisko negowania wiedzy, a co za tym idzie zaprzeczania idei budowania elit na wykształceniu, wiedzy, inteligencji, kompetencjach, pogłębia się w Polsce z dnia na dzień. To wygodne dla rządzących, którzy są w stanie manipulować masami, posługując się wyłącznie emocjami, bez konieczności używania argumentacji racjonalnej. Jest to jednak w dłuższej perspektywie zjawisko zgubne dla państwa.

Brak poszanowania wiedzy, nauki, marginalizowanie tych dziedzin w dzisiejszym świecie to zbrodnia na państwie, zwłaszcza tak wciąż zapóźnionym jak Polska.

Współczesność swoimi nowymi działami gospodarki, takimi jak chociażby technologie informatyczne, wyciąga pomocną dłoń do państw opóźnionych w rozwoju jak Polska. W nowych dziedzinach gospodarki podstawą sukcesu jest umysł, koncept, przełomowa myśl, a nie huty, kopalnie i stocznie robiące wrażenie na pojęciowo zacofanych (i wpychanych w to zacofanie) masach. Nowe branże są jednak nierozerwalnie połączone z jednej strony z edukacją, z drugiej zaś z koniecznością tworzenia środowisk, w których myśl, koncept nabiera fizyczności, a ostatecznie zamienia się w konkretny produkt przynoszący wymierną materialną korzyść, zysk. Chin

O tym pisze między innymi Mariana Mazzucato w książce Przedsiębiorcze państwo, która ma jakoby być jedną z najważniejszych inspiracji premiera Morawieckiego. Ale i w tym przypadku możemy zaobserwować zjawisko niezrozumienia. Mazzucato pisze o konieczności inwestowania w obszary niepewności, w które nie zapędzi się żaden rekin kapitalizmu, czyli w działania, takie jak badania podstawowe, które mogą (nie muszą, nie ma żadnej na to gwarancji) przynieść pierwsze rezultaty w perspektywie wielu lat, a dać podstawy do sukcesu komercyjnego w zupełnie nieprzewidywalnym okresie, być może lat, a być może dekad, a być może nigdy. To zbyt dalekie i niejasne terminy dla inwestorów prywatnych nastawionych na zwroty z inwestycji w jak najkrótszym czasie. Mazzucato pisze i mówi o państwie, które bierze na siebie ciężar kosztów poszukiwania technologii i rozwiązań nowych, przełomowych (energia jądrowa, telefonia komórkowa, Internet, zielone technologie, nowe leki, podbój kosmosu, itd., itp.), a rząd Morawieckiego tymczasem – ponoć inspirującego się myślą Mazzucato – postuluje wybudowanie wszelkiego rodzaju „narodowych pomników”, takich jak Centralny Port Komunikacji (Lotniczy), czy Narodowy Port Głębokowodny. Mazzucato pisze o wspieraniu nauki w podróży w niepewne i niezbadane rejony, o fundamentalnej roli państwa w tworzeniu innowacji, a my na to odpowiadamy planem wylania imponujących ilości betonu. Chin

W Chinach sprawy mają się zgoła inaczej. Tu zrozumiano znaczenie funkcjonowania prawdziwych elit dla dobra i siły państwa. W Chinach mamy zatem elity polityczne: kompetencji decyzyjnej nie uzyskuje nikt przypadkowy, nieposiadający wcześniejszego doświadczenia w sprawowaniu władzy, nieposiadający udokumentowanych sukcesów na poszczególnych szczeblach kariery. Wystarczy spojrzeć na biogramy członków 7 osobowego ośrodka decyzyjnego ChRL, czyli  Komitetu Stałego Biura Politycznego Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Chin. Nie znajdziemy tu zarówno „biernych, miernych, ale wiernych”, próżno tu też szukać osób posiadających wyłącznie doświadczenie w „byznesie”[1], albo po prostu znanych z tego, że są znane. Mamy w ChRL również elity intelektualne, naukowe, wspierające te polityczne, czego najlepszym przykładem może być członek Komitetu Stałego BP KC KCh Wang Huning[2]. W Chinach wiedza i nauka są powszechnie szanowane, między innymi dlatego, że mają bardzo konkretny wymiar materialny. To jeden z chińskich tricków: znani naukowcy, wybitni specjaliści są równocześnie ludźmi sukcesu mierzonymi pieniędzmi. Rzeczą zwykła w Chinach jest to, że naukowiec jest zarazem przedsiębiorcą, robi na nauce i na swej wiedzy interes. Dlatego też rodzice wywierają presję (często niezdrową) na swe dzieci, aby się uczyły jak najlepiej, aby pozyskiwały nie tylko wiedzę, ale również wiele umiejętności, bo „wiedza to potęgi klucz”. W Chinach zrozumiano też doskonale rolę państwa w kontekście innowacji, rozwoju technologicznego. Ktoś powie: „no właśnie, przecież to w Chinach powstają największe projekty infrastrukturalne, takie właśnie jak Centralny Port Lotniczy”. Prawda! Powstają, ale w odniesieniu do szerszego planu rozwoju, adekwatnie do:

– stanu obecnego (często zastanych zapóźnień) Chin

– potrzeb aktualnych i perspektywicznych; Chin

Tutaj nikt nie zacząłby nawet dyskusji na temat Centralnego Portu Lotniczego bez rozważenia potrzeby i realnych możliwości jego powstania. Miasto, w którym spędziłem kupę czasu, czyli Suzhou, nie ma własnego lotniska, pomimo, że mieszka tam z przyległościami 12 milionów ludzi. Dlaczego nie ma? Ponieważ w odległym o 90 kilometrów Szanghaju mamy dwa ogromne lotniska: HongQiao i PuDong, a w ciągu ostatnich 20 lat wybudowano pomiędzy Suzhou a Szanghajem dwie autostrady (3-4 pasy w jednym kierunku), połączenie kolejowe tradycyjne, połączenie kolejowe superszybkie i metro, które pozwalają wszystkim mieszkańcom Suzhou dojechać bez problemu do HongQiao i na PuDong. Podobne połączenia (autostrady, kolej) mają z Szanghajem wszystkie okoliczne miasta i miasteczka, w sumie jakieś 50 milionów ludzi. Centralny Port Lotniczy ma obsługiwać dziesiątki milionów pasażerów. Pomijając tych tranzytowych (którzy na nasze życzenie zrezygnują z lotu przez Helsinki, Pragę – dzisiaj 3 połączenia dziennie z Chengdu, Pekinem i Szanghajem, Kopenhagę – dolatuję tu z Gdańska w 45 minut, Berlin – za chwilę otwiera się tam nowe lotnisko, budowane nieomal dwie dekady, Monachium, Zurich, Frankfurt, Wiedeń i parę innych…) – jak te miliony podróżnych mają dotrzeć do Baranowa, Stanisławowa, z Gdyni, ba z Warszawy nawet? W Chinach – jak sądzę – zamiast napinać się i tworzyć „pomniki narodowe”[3] najpierw przeprowadzono by – na zlecenie elit politycznych – poważne i szerokie badania mające odpowiedzieć na pytanie: „czego nam naprawdę potrzeba?”. Po to, by nie tylko pozwolić jak największej ilości obywateli podróżować jak najszybciej, ale i jak najefektywniej w kontekście inwestycji poczynionych przez państwo. Chiny, jako „przedsiębiorcze państwo” potrafią kalkulować systemowo, nie tak jak my – punktowo. Infrastruktura pozwalająca się przemieszczać szybko i sprawnie jak największej ilości osób, to nie zysk płynący z biletów (jak to się liczy u nas), ale ze zwiększenia dynamiki działań jednostek, z tego, że pan Li jednego dnia jest w stanie załatwić wszystko to, co kiedyś załatwiał tydzień, czy dwa. I z tego, że do pracy, do szkół w wielkich miastach mogą przyjeżdżać codziennie ludzie z miejscowości oddalonych o 100~150 kilometrów. Bo to nie dwie godziny starymi kolejami, tylko 20 minut. Ludzie ci przestają być prowincjuszami, stają się uczestnikami życia wielkich metropolii, wielkimi metropoliami nasiąkają, zmieniają się. Chin

Zatem po co komu Centralny Port Lotniczy skoro nie ma póki co jak do niego dotrzeć, a plan stworzenia oplatającej go infrastruktury drogowej i kolejowej nie został stworzony, nie mówiąc już o tym, że nawet w przybliżeniu policzony? Jak można myśleć o inwestowaniu w wielki projekt centralny, który nie posiada umocowania w ogólnej infrastrukturze, w sytuacji kiedy na przykład Gdyni ze Szczecinem nie łączy nawet droga ekspresowa? Chin

Proletaryzacja pojęcia wiedzy, nadawanie negatywnego znaczenia pojęciu elit, powoduje, że utraciliśmy jako państwo i społeczeństwo umiejętność konstruowania planów niepodważalnych, będących wspólnym celem, dobrem wspólnym i chronionym niczym niepodległość.

W każdej kwestii, często oczywistej i pozornie nie podlegającej dyskusji zdanie może wygłosić dosłownie każdy, każdy też może zanegować efekty prac ekspertów, wyniki badań naukowców. Nie mamy zdolności wyznaczenia sobie takich celów, które byłyby realizowane konsekwentnie przez kolejne ekipy rządzące. Chiny taką umiejętność mają i z niej korzystają. I tym szybciej oddalają się rozwojowo od Zachodu, im bardziej niekompetentni ludzie zdobywają tu władzę. W Polsce nie posiedliśmy umiejętności wyłaniania elit. Gorzej, dzisiaj pojęcie elita ma zabarwienie co najmniej ambiwalentne, jeśli nie zdecydowanie negatywne. Wiedza i nauka nie ma wielkiej wartości w konfrontacji z internetowymi znawcami wszelkich tematów. Dlatego też nie zakładam, że cykl „Czemu nie rozumiemy Chin” spowoduje rewolucyjną, fundamentalna zmianę w relacjach polsko-chińskich, że przyniesie w efekcie stworzenie na przykład odpowiedniej strategii budowania relacji z Chinami, właściwego wykorzystania potencjału ChRL dla rozwoju Polski, dla pokonania wszystkich zaszłości. Ufam jednak, że zarówno ten cykl, jak i artykuły publikowane na portalu chiny24.com trafiać będą do tych, którzy wierzą zarówno w fundamentalne znaczenie nauki i rzetelnej wiedzy bazującej na nauce dla rozwoju społeczeństwa, w rolę elit, prawdziwych, nie udawanych w budowaniu i kierowaniu państwem, jak również w funkcję państwa jako inicjatora i opiekuna innowacji, tych zupełnie niepewnych i niemożliwych do skalkulowania obszarów niepewności, mentalnie dla prywatnego biznesu nieosiągalnych. Wierzę, że prędzej, czy później świat się odmieni. I nasze obserwacje tego co się dzieje w Chinach staną się (być może) inspiracją dla tych, którzy otaczającą rzeczywistość postanowią z głowy postawić na powrót na nogach. Chin

Czego i Państwu serdecznie życzę!

 

 

[1] Nieodmiennie bawi mnie, gdy osoby przez całe swoje życie pracujące na etacie, ryzykujące pieniędzmi swoich pracodawców, zwłaszcza własnościowo bezosobowych jak globalne korporacje, deklaruję się w różnych sytuacjach, że robią „byznes”, że są w „biznesie”. Moim zdaniem to, delikatnie rzecz ujmując, „semantyczne nadużycie”.

[2] Lat 62. W wieku 30 lat został profesorem prawa Uniwersytetu Fudan. Od 15 lat jest dyrektorem Głównego Biura Badań Politycznych. Uważany jest za najważniejszego doradcę Xi Jinpinga w obszarze polityki zagranicznej. Nazywa się go „chińskim Kissingerem”. Towarzyszy Xi Jinpingowi podczas podróży zagranicznych. Ma obecnie największy wpływ na kształt chińskiej polityki zagranicznej. Wcześniej był uznawany za jeden z najważniejszych „mózgów” Przewodniczącego Jiang Zemina i współtwórcę jego teorii Trzech Reprezentacji (zwiększenie produkcji – udział prywatnej inicjatywy w gospodarce, rozwój chińskiej kultury, czy raczej modelu kulturowego, promowanie jej na świecie, konsens społeczny – umożliwienie prywatnym przedsiębiorcom członkostwa w KPCh). Po zajęciu stanowiska Przewodniczącego ChRL  przez Hu Jintao, Wang stał się bliskim doradcą tego polityka i współtwórcą jego Koncepcji Naukowego Rozwoju.

[3] „To jest dla nas kluczowy projekt infrastrukturalny, bijące serce komunikacyjne Polski, porównywalne z Gdynią dla II Rzeczpospolitej. Będzie wybudowany i będzie szybciej wybudowany niż się wielu przeciwnikom tej inwestycji wydaje.” – Mateusz Morawiecki, źródło: salon24

Zdjęcie: Alexis, Creative Commons

 

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close