Chiny subiektywnie

Czemu te Chiny jakieś takie…? No, takie jakieś?

Za oknem mój ulubiony rodzaj pogody. Roztopy. Na termometrze dobrze na plus, z nieba siąpi, słońca brak. Najlepszy podkład pod tą słynną polską melancholię. Wierny swoim korzeniom kulturowym i genotypicznej sile natury popadam w stan permanentnego marudzenia. Postaram się jednak marudzić konstruktywnie. Pomimo, że spod śniegu, który jest jakąś anomalią i aberracją w jednym, zaczynają intensywnie wychylać swe noski grudniowe pety i psie kupy.

Od paru dni nie słucham radia w czasie prezentownia wiadomości, stram się też unikać kontaktu z telewizorem, chyba, że jakiś film. Dlaczegóż? A dlategóż, że już mam po kokardkę tych wszystkich proroków od nadchodzącego armagedonu gospodarczego. Nie wiem kto na tym robi interes (Goldman Sachs znów???), ale z pewnością ktoś robi. Naturalnym odruchem człowieka jest obrona przed zagrożeniem. Potencjalne lub realne niebezpieczeństwo bądź zmusza nas do ucieczki, bądź też do stawienia oporu. Tymczasem z idei kryzysu światowego robi się w mediach taką kukłe do straszenia. Na tyle skutecznego, że zabobonny lęk odbiera dorosłym ludziom rozum przy jednoczesnym paraliżu, braku możliwości reakcji jakichkolwiek. Tak jak chcą media my i nasi demokratycznie wybrani reprezentanci stoimy z rozdziawionymi gębami i czekamy kiedy nas jebnie. Nie wiemy wprawdzie co, jak, kiedy, czy w ogóle, ale czekamy jak te oszołomione baranki.

Ja sobie tymczasem tak kombinuję w tej mojej niezbyt rozgarniętej głowie: nas jest 38 milionów dusz. W Chinach mieszka 1 miliard 350 milionów ludzi. Trochę więcej niż nas, chyba, że coś źle kombinuję. Zawsze z matmy słaby byłem. Ale załóżmy że miliard to trochę więcej niż milion, dobra? No więc gdyby wykorzystać odpowiednio potrzeby tego miliarda z ogonkiem, to tu w Polsce każdy miałby co robić. Niekoniecznie zakładając potrzebę jechania do Chin. Nie jesteśmy krajem imponującym infrastrukturą. Drogi budujemy najmozolniej na świecie. Tory kolejowe również. Mamy jakieś kłopoty z wylewaniem płyt lotniskowych. Unia się zawzięła i nie chce nam na drogi i koleje dać kasy. Ci, którzy kasę powinni przeznaczyć na budowanie dróg zajmują się podciąganiem lub opuszczaniem majtek i rezerwowaniem pokoi hotelowych w Hiltonie.To może lepiej to zostawić w cholerę i zacząć działać normalnie, po gospodarsku, że tak to ujmę jak niegdysiejszy Edward "Pomożecie" Gierek? Może po prostu trzeba wrócić do koncepcji wykorzystania pieniędzy znad Żółtej Rzeki, do budowania w normalnych cenach polskiej infastruktury? Korzyści dwie, a nawet trzy. Pierwsza to infrastruktura, która stanowi system nerwowy i krwioobieg kraju. Bez nich kraj nie nadąża za innymi, bo jest niepełnosprawny. Druga to praca dla ludzi, którzy pracy nie mają. Nie chodzi mi o mitycznych obywateli innowacyjnych, tylko o operatorów koparek, spawaczy, zbrojarzy, geodetów, inżynierów budownictwa lądowego, mechaników, kucharzy itd., itp. Rozwój infrastruktury wymaga wielu rąk do pracy. A nasza infrastruktura jaka jest każdy widzi. Trzecia korzyść to zbliżenie gospodarcze z Chinami. Bardziej istotne niż polityczne, bo tego politycznego nie należy zbyt szybko oczekiwać. Zbyt wiele nas różni w tym zakresie.

Tak być powinno, więc czemu tak nie jest?

Odpowiedź jest beznadziejnie prosta. Oddaliśmy stery państwa naszego w ręce ludzi niekompetentnych. Nie mam tu na myśli koniecznie aktualnie rządzących. Są tyle warci ile ci, którzy chcieliby rządzić. Sami stworzyliśmy układ personalny, w którym nie ma pozytywnego wyboru, w którym wybieramy kogoś przeciwko komuś, albo kogoś, kto stanowi wybór zwany mniejszym złem. W wyborach tych nie ma śladu racjonalności mierzonej kompetencją. Pozostawiliśmy sobie wybór pomiędzy cwanymi gapami, naiwnymi idiotami, a starymi wyżeraczami. Żadna z tych opcji nie zamierza zajmować się konkretami, najczęściej zresztą o konkretach pojęcia nie ma. Poza własnymi drobnymi szacherkami. Tu się wtulić w jakąś radę nadzorczą, tam, żeby prowizja kapła z jakiegoś przetargu, no i żeby dalej do przodu. To wszystko. Strategia rozwoju kraju, koncepcja walki z kryzysem, wykorzystanie potencjałów? Proszę cię! Na co komu taka mordęga?!

Brak kompetencji zajmujących się Chinami po naszej stronie nie wymaga długiego rozpisywania się. Wystarczy kilka przykładów:

  • brak konsekwencji (premier Wen Jiabao wieki temu przedstawił 12 punktów, my się do nich nie zdołaliśmy odnieść)
  • "puste przebiegi" (wyjazdy przedstawicieli władz, które nie mają żadnych konkretnych celów poza wycieczką krajoznawczo-turystyczną)
  • "strzały z papierowej torby" (liczne misje "gospodarcze", które kończą się podpisaniem listów intencyjnych i… tyle)
  • akcje typu "Go China" (dużo szumu, dużo pieniędzy, budowa wydmuszki, w której nie ma żadnej treści, co wyłącznie działa na szkodę idei współpracy z Chinami)
  • przerażający stan wiedzy na temat dzisiejszych Chin (zdaje się, że przedstawiciele władz swoją wiedzę opierają głównie na wiadomościach z popularnych portali typu pudelek lub joemonster)

Wyliczać można jeszcze długo, wchodzić w szczegóły aż strach. Mnie osobiście najbardziej dotyka stosunek decydentów do osób, ośrodków, instytucji, które dysponują wiedzą konkretną, które można wykorzystać do efektywnych działań. Zamiast tego wciąż muszę obserwować działania pod szyldem "Teraz Kurwa My", słynnego w latach 90-tych. Po co nam ekspert od stosunków międzynarodowych skoro Dzidek na stosunkach się zna? Ma już czwartą żonę? Ma. Po co nam specjalista od Chin skoro Krysia była kiedyś z "Orbisem" na wycieczce w Tajlandii? To prawie Chiny, ludzie tam podobne są. Na co nam jakiś konsultant do spraw współpracy z Chinami? Co to my się na handlowaniu nie znamy? Każdy się zna, co nie?

Potem wszyscy są rozczarowani. Oczywiście wina leży po stronie Chińczyków. W ogóle te Chiny takie jakieś są dziwne. Człowiek pojedzie, się spotka, podpisze umowę, no a oni zamiast zacząć coś robić (coś, nieważne co), to czekają aż my coś zrobimy. Przecież Dzidek, czy Kryśka nie są od robienia, tylko od urzędowania, tak zostało wcześniej ustalone i się tego dla Chińczyków zmieniać nie będzie. Zresztą niech oni się wykażą co potrafią….

I tak to się właśnie kręci. Czas mija bezpowrotnie. My sobie, Chiny sobie. Ich strata. Chin, znaczy się, rzecz jasna.

Leszek Ślazyk

Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

1 thought on “Czemu te Chiny jakieś takie…? No, takie jakieś?”

  1. Faktycznie pogoda zadziałała typowo tym razem na Pana. Sam w taką pogodę reaguje odwrotnie. Widząc szarość, marazm zaczynam jeszcze więcej pracować, żeby jakoś ten klimat przełamać.
    Mnie również już nie dziwi brak działań że strony rządu. To się na pewno nie zmieni, więc trzeba robić swoje. Sam staram się poznawać ten kraj coraz lepiej, przede wszystkim poznając ludzi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close