Chiny subiektywnieSpołeczeństwo

Dziady

Już w zeszłym roku chciałem poprosić Konrada Godlewskiego, aby przy okazji 1 listopada, dnia, w którym wspominamy naszych zmarłych napisał coś na temat chińskiego postrzegania tych, którzy odeszli, nieżyjących przodków. Kult przodków to jeden z najważniejszych elementów chińskiej kultury, jeden z fundamentów tradycyjnego chińskiego społeczeństwa. Konrad przypomniał mi swój tekst z 2010 roku. Jak najbardziej aktualny, ponieważ dotyczacy spraw wiecznych.

Jedni zazdroszczą Chińczykom prężnej gospodarki, inni wspaniałej kultury. Tymczasem ja im zazdroszczę korzeni, a w zasadzie nie tyle samych korzeni, co pamięci o nich.

– Nie wyglądam na Chinkę, ale się za nią uważam – tłumaczyła mi amerykańska pisarka Lisa See, kiedy kilka lat temu rozmawiałem z nią o książce „Kwiat śniegu i sekretny wachlarz”. Faktycznie – pani See wyglądała na typową mieszkankę Zachodu, prędzej na Polkę czy Rosjankę, niż na Chinkę. Widząc moją zdziwoną minę, wyjaśniła: –  Wychowałam się w chinatown w L.A., gdzie od dziecka nasiąkłam chińską kulturą.
Postanowiłem zabić jej klina: – A gdzie jest pani jiguan?
– Pod Kantonem – odparła bez wahania.
Pokiwałem głową.
Chińczycy odróżniają dwa miejsca pochodzenia. W jednym po prostu się urodzili, drugie – to dom ich przodków, czyli właśnie jiguan (籍贯). Lisa See nie wygląda na Chinkę, w dodatku jej rodzina od kilku pokoleń mieszka w Stanach. Wie jednak, skąd wywodzi się jej ród i potrafi wskazać kolejno swoich przodków. Ta wiedza czyni ją częścią całości, która wykracza daleko poza Wielki Mur.
Chińskie rody, szczególnie na południu, to prężne i wielkie struktury społeczne. Niektóre mają przy tym bardzo długą historię, sięgającą setki, a nawet tysiące lat wstecz. Genealogia zachodnich arystokratów z chińską równać się w żadnym razie nie może. Najlepszym przykładem jest ród Kong, który bierze swój początek od Konfucjusza, najsłynniejszego chińskiego filozofa. Dokładna genealogia Kongów sięga V w. p.n.e., kiedy to  nauczał Kong Qiu (czyli Konfucjusz właśnie).
Dziś po świecie chodzi 75. (i dalsze) pokolenie jego potomków. Co 60 lat Kongowie liczą swoje szeregi. Ostatnie liczenie zakończyło się rok temu, kiedy to w świątyni w Qufu – jiguanie Kongów – ogłoszono najnowszą edycję ksiąg rodowych. Doliczono się ok. 2 mln potomków, a całą historię rodu zebrano na 43 tys. stron.

Ba, wielką rolę rodu uznają teraz… komunistyczne władze ChRL,a Kongowie odzyskują dawny splendor. W przededniu premiery filmu „Konfucjusz” odgrywający tytułową rolę Chow Yun-fat wykonał koutou przed posągiem Mistrza, przed widownią i… przed 93-letnią panią Kong, która jest w prostej linii potomkinią filozofa.
Zamiłowanie do genealogii na Dalekim Wschodzie nie ogranicza się bynajmniej do Chińczyków. Podobnie postępują Koreańczycy, Japończycy i Wietnamczycy, także ci „nasi”, tutaj w Polsce. Niedawno spotkałem się ze starą znajomą z uniwerku, która w Polsce się wychowała i skończyła studia. Mimo to, nie do końca uważa się za Polkę. Wie dokładnie, skąd pochodzi jej rodzina w Wietnamie, a także że ileś wieków temu jej przodek był chińskim mandarynem…

Kiedy to wszystko sobie przypominam i odnoszę do naszego „Święta Zmarłych” to robi się smutno. Polacy to naród wykorzeniony. Mało kto potrafi wskazać swoich przodków dalej, niż do pięciu pokoleń wstecz. Smutno wypadają również nasze obrzędy. Niby są trochę katolickie („Wszystkich Świętych”), ale tradycja palenia lampek i pełen powagi nastrój to pamiątka po słowiańskich Dziadach. Nasi przodkowie palili ogniska na rozstajach, by wskazać drogę wędrującym duszom. Z tego samego powodu palenie ognia w domowym piecu było tego dnia zakazane, podobnie jak wylewanie pomyj przez okno (co by nie urazić jakiegoś ducha szwendającego się przy chałupie). Wskazana była natomiast ofiara z żywności – żertwa tudzież obiata.

Dziady wykazują wielke podobieństwo do dalekowschodnich obrzędów. Udając się na wiosnę w „święto zmarłych” (Dziady też obchodzono kiedyś na wiosnę) na grób zmarłego, Chińczycy również raczą go żywnością. Czasami taka ofiara czeka na niego nonstop przez cały rok w domowym ołtarzyku.
W obchodzone  latem „święto duchów” zmarli odwiedzają ziemię i Chińczycy – podobnie jak niegdyś Słowianie – wskazują im drogę przy pomocy latarń. Wystawiają dla duchów „żertwę” i pamiętają również o duszach osierconych, które są złe i smutne, bo nie mają żywych potomków, którzy mogliby się o nie zatroszczyć.

Aby zmarłych rozweselić, w Singapurze, Hongkongu czy na Tajwanie odgrywa się nawet specjalne przedstawienia teatralne (to tradycja południowa), które przywodzą na myśl ceremonię odprawianą przez guślarza w „Dziadach” Adama Mickiewicza.

Chociaż rydzykiści i im podobni próbują oswajać wieszcza wmawianym mu cytatem („tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem (…)”), Mickiewicz zachwycał się pogańską tradycją i ją na swój sposób utrwalał. Inaczej nie opisałby konspiracyjnej ceremonii, w czasie której grupka ludzi próbuje ulżyć cierpiącym duszom, uzurpując sobie przywilej zarezerwowany w chrześcijaństwie dla Pana Boga:

GUŚLARZ
Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,
Z czujnym słuchem, z bacznym okiem
Spieszmy się w tajnym obrzędzie,
Z cichym pieniem, wolnym krokiem;
Wszak nie nucim po kolędzie,
Nucimy piosnkę żałoby;
Nie do dworu z nowym rokiem,-
Ze łzami idziem na groby.

CHÓR
Póki ciemno, głucho wszędzie,
Spieszmy się w tajnym obrzędzie.

GUŚLARZ
Spieszmy cicho i powoli,
Poza cerkwią, poza dworem,
Bo ksiądz gusłów nie dozwoli,
Pan się zbudzi nocnym chorem.
Zmarli tylko wedle woli
Spieszą, gdzie ich guślarz woła;
Żywi są na pańskiej roli,
Cmentarz pod władzą kościoła.

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close