Chiny subiektywnie

Grzegorz Kołodko w pięciu smakach lub po pekińsku

Wczoraj (18 grudnia) w TVN24 wystąpił były minister naszych finansów Grzegorz Kołodko. Wystąpił w zupełnie nowej roli: przedstawiciela lobby pro-chińskiego. Zdaję sobie doskonale sprawę z faktu, że osobnicy zajmujący się profesjonalnie polityką mają niewiele wspólnego z przyzwoitością. Ale występ profesora można by zaliczyć do sztandarowych przykładów braku tej – zdawałoby się – dość popularnej cechy cywilizowanego człowieka. Że o profesorach nie wspomnę nawet.

Szczerze mówiąc nigdy nie byłem fanem Kołodki. Ma w sobie coś głęboko odpychającego (to absolutnie subiektywne odczucie), coś co często nie pozwalało mi wsłuchiwać się w jego wypowiedzi "kamerowane". Wysłuchane radiowe zawierały często treści, o których można było spokojnie powiedzieć, że mądre i nie bez racji. Kiedy Grzegorz Kołodko został ministrem finansów zaczął specjalizować się w permanentnym strzelaniu focha. Patrząc na ministra można było łatwo wyczytać z jego wyrazu twarzy, że pytania zadawane przez dziennikarzy są po prostu głupie. Generalnie ludzie są głupi. Wszyscy. Za wyjątkiem profesora oczywiście. Grzegorz Kołodko jako minister i wicepremier (a był członkiem rządu 4 krotnie) wpadał w samouwielbienie i poczucie nieomylności.  U nas na podwórku na takich klientów mawiało się krótko: "buc".

Kiedy jego romans z wielką polityką zakończył się wraz z zatonięciem Żelaznego Kanclerza z Żyrardowa, były minister zajął się pracą naukową, podróżowaniem, bieganiem maratonów i pisaniem książek. I powinien na tym poprzestać. Ponieważ jednak podróże i maratony w różnych miejscach świata są kosztowne, a z pracy naukowej tak wiele nie da się wyciągnąć, Grzegorz Kołodko skorzystał z okazji i jakiś czas temu wstąpił w szeregi członków polskiego lobby na rzecz Chin.

Ja rozumiem, że byłemu członkowi establishmentu PRL i aktywnemu członkowi PZPR bliskie jest pojęcie relatywizmu, teorii przez komunistów ukochanej. Ale dzisiaj w czasach politycznie znacznie różnych od PRL-owskiej przeszłości przed stawianiem relatywistycznych tez należałoby czasem wcześniej chwilę pomyśleć. Szczególnie jeśli jest się profesorem.

Czego się czepiam?

A tam, takich dwóch drobiazgów z rozmowy, która miała na celu przybliżenie Chin Ludowych jako kraju mlekiem i miodem płynącym z pewnymi problemami, których rozwiązanie leży w zasięgu mocy intelektualnych polskiego, byłego ministra finansów. Gdyby ktoś miał wątpliwości.

Pierwszym zagadnieniem podrzuconym nieśmiało przez redaktora prowadzącego rozmowę było pytanie, czy państwo chińskie i Komunistyczna Partia Chin to jedno i to samo. Tu pan Kołodko uśmiechnął się charakterystycznie dla siebie samego i powiedział (przepraszam, ale cytuję z niedoskonałej pamięci swej): "No cóż Chiny są różne od tego co traktujemy normę tu na Zachodzie. Nie ma tam wprawdzie demokracji takiej jak my ją rozumiemy, ale (i tu długa opowieść o tym jak Chiny się demokratyzują)". Mawiamy, że diabeł tkwi w szczegółach. Co to jest "demokracja taka jak my ją rozumiemy" się pytam grzecznie? Grzegorz Kołodko był członkiem teamu, który wprowadził w naszym kraju pojęcie "demokracji ludowej", co oznaczało po prostu dyktaturę komunistów. Czy zatem ta demokracja, o którą walczono w naszej części Europy z kolegami pana Kołodki i nim samym jest tożsama z modelem demokracji uprawianym w Chinach, na Kubie, czy w Korei Północnej? Według byłego ministra finansów owszem. Są różne demokracje, różnie pojmowane, ot po prostu czcze czepianie się nierozumnych (czyt.: głupszych od profesora, czyli właściwie wszystkich) ludzi, którzy zajmują się rzeczami, na których się w ogóle nie znają. Encyklopedia PWN też jest głupia, bo podaje jakieś idiotyczne definicje dla określenia pojęcia demokracji:

"demokracja [gr. dḗmos ‘lud’, krátos ‘władza’], dosłownie — rządy ludu, ludowładztwo.

Termin wprowadzony w starożytności prawdopodobnie przez greckich sofistów, upowszechniony przez Demokryta z Abdery, potem przez krytyków demokracji ateńskiej: Platona i Arystotelesa. Obecnie termin demokracja jest używany w 4 znaczeniach:

1) władza ludu, narodu, społeczeństwa;

2) forma ustroju politycznego państwa, w którym uznaje się wolę większości obywateli jako źródło władzy i przyznaje się im prawa i wolności polityczne gwarantujące sprawowanie tej władzy;

3) synonim samych praw i wolności politycznych, których podstawą jest równość obywateli wobec prawa oraz równość ich szans i możliwości;

4) ustrój społeczno-gospodarczy zapewniający powszechny równy udział obywateli we własności i zarządzaniu narodowym majątkiem produkcyjnym, dostęp do dóbr kultury, oświaty i ochrony zdrowia;"

I jak tu szanować Encyklopedię PWN jako źródło wiedzy, skoro podaje tak niepełną listę definicji tak powszechnie używanego słowa? A gdzie demokracja ludowa, demokracja śladowa, albo parademokracja? Przy opracowywaniu następnego wydania Encyklopedii PWN proszę koniecznie zwrócić się o konsultację haseł do pana Kołodki. On nakreśli i poinstruuje.

Drugim tematem, który zmarszczył mi czoło była wypowiedź wicepremiera Kołodki dotycząca charakteru chińskiej gospodarki. Krótko mówiąc Grzegorz Kołodko wyznał z pełną szczerością, że on tam chińską gospodarkę postrzega jako wolnorynkową. Na świecie pokutują stereotypy dotyczące Chin, głównie generowane z pobudek politycznych, a jako takie krzywdzące. Chiny poczyniły wiele, aby pójść w stronę wolnego rynku i właściwie nie ma się czego czepiać. Co więcej Grzegorz Kołodko doradzał pono prezydentowi Komorowskiemu, żeby podczas obecnej wizyty w Chinach pierwszy ogłosił Chińczykom tą radosną wieść. Chińczycy są niezwykle pamiętliwi, więc sobie zapamiętają tak ogromny wkład Polski w uznanie ChRL za kraj demokratyczny z gospodarką wolnorynkową, w przyszłości pomogą nam w pierwszej kolejności.

Gęba mi się rozdziawiła gwałtownie i chyba wyskoczyła z zawiasów, bo do dzisiaj jej domknąć nie mogę. Przecież Grzegorz Kołodko jest profesorem nauk ekonomicznych! Powinien więc doskonale widzieć różnice pomiędzy gospodarką wolnorynkową, a tą zarządzaną centralnie. No chyba, że znów "pojawiło się, wiecie, to wasze dialektyczne myślenie". Zgodnie z logiką wcześniejszej wypowiedzi pewnie mamy do czynienia z rynkiem wolnym jak my go rozumiemy i jak go pojmują inne kraje stosujące wolnorynkowe centralne planowane, wolnorynkowe centralne zarządzanie kursami wymiany walut, wolnorynkową zależność giełd od decyzji Biura Politycznego, oraz niewątpliwie wolnorynkową i centralną decyzyjność dotyczącą przedsiębiorstw w swoich krajach. No! to prawdziwie rewolucyjne spojrzenie na ideę wolnego rynku! Tutaj tytuł profesorski nie wystarczy. Trzeba powalczyć o Nagrodę Nobla w dziedzinie ekonomii dla tak tęgiej, polskiej głowy.

Dłuższą chwilę po porzuceniu tej rozmowy na rzecz kreskówki o Jacku i Finnie (kto nie ogląda "Czasu na przygodę" niech żałuje gorzko!) jeszcze przez długi czas zastanawiałem się co może spowodować, że poważny i szanowany człowiek może tak ot po prostu zacząć opowiadać takie androkolodko, ksiazka, chiny, leszek slazykny bez mrugnięcia okiem.

Jaka jest cena?

Czy w tym konkretnym przypadku chodzi o wydanie jednej z książek profesora po chińsku i uczynienie z niej hitu na ogólnochińskiej księgarskiej liście TOP 20?

Gwarancja wielokrotnego zapraszania na wykłady i nie mniej korzystne finansowo wywiady dla chińskich mediów? A może wystarczyło tylko zaspokojenie profesorskiej próżności, której pokłady zdają się być niewyczerpane. Profesor lubi się fotografować ze znanymi osobami, dla premiera czy prezydenta ChRL jedna fotka w tę, czy we w tę nie stanowią wielkiej różnicy. A ile radości dla profesora.

Mniejsza z tym. Istotną kwestią dla mnie w tej historii jest fakt, że znane osoby w porach dużej oglądalności sprzedają opinii publicznej tak silnie zatrute jabłuszka. Wiadomo, że dowolne zdanie, nawet to z gruntu fałszywe, powtarzane do obrzygania, staje się powszechnie uznawaną prawdą. Nie daj Panie Boże, abyśmy wszyscy uwierzyli, że model demokracji i gospodarki wolnorynkowej reklamowany przez profesora Kołodkę jest lepszy i skuteczniejszy od tego co mamy. Nie daj.

 

Leszek Ślazyk

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

2 thoughts on “Grzegorz Kołodko w pięciu smakach lub po pekińsku”

  1. Tekst na żenująco niskim poziomie – 80% to ataki ad personam na prof. Kołodkę. Również oglądałem wspomniany wywiad na tvn24 i nie sposób się nie zgodzić z GK, że w ciągu ostatnich 20 lat w Chinach nastąpiła znaczna demokratyzacja życia – profesor nie twierdził że należy uznać Chiny za państwo demokratyczne w zachodnim stylu. A w kwestii urynkowienia gospodarki – o tym czy gospodarka jest wolnorynkowa nie decyduje płynny kurs waluty, ani stopień prywatyzacji strategicznych jej sektorów. Zresztą z tego co zrozumiałem z Pana definicji, to za gospodarkę rynkową nie można by uznać ani ekonomii w USA z ich bilionowymi dotacjami do systemu bankowego, ani tym bardziej ekonomii UE z ich całym systemem dotacji i subsydiów. Odnoszę wrażenie że u Pana w domu na honorowych miejscach ustawione są ołtarzyki ze zdjęciami Ronalda Reagana, Leszka Balcerowicza i Janusza Korwina-Mikke, ale naprawdę smutno się czyta takie teksty gdzie zacietrzewienie, megalomania i zwykła złośliwość zabijają rzeczową dyskusję. U mnie na podwórku to na takich ludzi wołano buc…

  2. Szanowny Znudzony Czytelniku! Pięknie dziękuję za komentarz, który – bez względu na charakter – jest dla mnie najcenniejszą nagrodą. Nie jestem poprawny politycznie, ale biorę na siebie pełną cywilną odpowiedzialność takiej postawy podpisując swoje teksty prawdziwym imieniem i nazwiskiem, drogi Znudzony Czytelniku. Jeśli komuś nie  w smak moje przytyki ad personam może skorzystać ze środków oferowanych przez nasze demokratyczne państwo. Oczywiście posiadam w domu ołtarzyki Reagana, Balcerowicza, Korwina, jak również Thatcher i Pinocheta, z których żadne nie doprowadziłoby do sytuacji, w której pieniądze przestają pełnić swoją pierwotną funkcję. Nie zmienia to jednak zasadniczo faktu, że żaden z krajów zachodnich nie posługuje się 5-latkami gospodarczymi, a rządy nie mają decydującego wpływu na działalność przedsiębiorstw, które w tej kwestii korzystają z absolutnej wolności ograniczonej jedynie zapisami prawa. A jako złośliwie zacietrzewiony megaloman polecam Znudzony Czytelniku uwadze taką oto omszałą cytatę:

    "Czytaj i pozwól, niech czytają twoi,

    Niech się z nich każdy niewinnie rozśmieje.

    Żaden nagany sobie nie przyswoi,

    Nicht się nie zgorszy, mam pewną nadzieję.

    Prawdziwa cnota krytyk się nie boi,

    Niechaj występek jęczy i boleje.

    Winien odwołać, kto zmyśla zuchwale:

    Przeczytaj – osądź. Nie pochwalisz – spalę."

    Z pionierskim pozdrowieniem!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close