Chiny subiektywnie

Chiny: Korupcja, czyli nie taki diabeł straszny…?

Korupcja. Określenie o jednoznacznie negatywnych konotacjach nabiera w Chinach nowych odcieni emocjonalnych. Przez Chiny przetacza się dyskusja, w wyniku której okazuje się, że korupcja nie dla wszystkich znaczy to samo.

Przez dziesiątki lat Komunistyczna Partia Chin głosiła wszem i wobec, że korupcja jest największym zagrożeniem dla trwałości państwa i dla niej samej. Jako taka uznawana była za przestępstwo najcięższe z ciężkich, karane śmiercią, w szczególnych przypadkach dożywociem, lub wieloletnim więzieniem. Nawet jeśli w efekcie aktywności korupcyjnej – jak w przypadku mera Ningbo – państwo nie traciło, a zyskiwało, funkcjonariusz państwowy sam nie był aktorem działań przestępczych, to członek władz zamieszany w aferę korupcyjną nie mógł liczyć na łaskawość Pekinu. Ten był wobec winnych, lub zaledwie pośrednio zamieszanych bezwzględnie surowy.

Ostatnimi czasy zauważyć można jednak wyraźną zmianę stosunku "centrali" do zjawiska przekupstwa. Otóż państwowe media chińskie rozpoczęły dyskusję, której główną myślą jest stwierdzenie, że skoro korupcji w Chinach nie da się wyplenić (z wielu powodów), to trzeba ją po prostu zaakceptować, zdepenalizować, uznać za dopuszczalną normę.

Chińska opinia publiczna informowana jest na co dzień o walce władz z plagą korupcji. Niedawno opublikowano nawet 4 tomowe wydawnictwo przedstawiające jej drastyczne przykłady i spektakularne efekty walki przeciwko nieuczciwym urzędnikom. Jednocześnie jednak zaprzestano w Chinach publikowania jakichkolwiek danych statystycznych dotyczących zjawiska i przedstawiających jego skalę. Ostatnie dostępne dane na ten temat (opublikowane przez Chiński Urząd Statystyczny) z 2010 roku wykazywały, że przeprowadzono w całych Chinach 3603 dochodzenia antykorupcyjne, czyli znacznie mniej niż 10 lat wcześniej, kiedy to prowadzono 11068 tego typu śledztw. Tymczasem wiele wskazuje na to, że zjawisko narasta, nie ulega zaś znaczącej marginalizacji, jakby można wnioskować na podstawie wspomnianych danych.

W raporcie opublikowanym w sieci w zeszłym roku przez Bank of China (raport po kilku dniach usunięto z internetu) szacował, że skorumpowani urzędnicy państwowi wysłali na zagraniczne konta około 125 miliardów dolarów od roku 1995. 16 tysięcy urzędników i funkcjonariuszy związanych z działalnością korupcyjną uciekło poza granice kraju.

korupcja, chiny, leszek slazyk, 2

Słynny Pekiński Uniwersytet Tsinghua ma w swojej strukturze Centrum Badań Antykorupcyjnych. Efektem działań Centrum jest Chiński Indeks Pomiaru Korupcji, który został wprowadzony w sierpniu 2009 roku. Cheng Wenhao będący osobą odpowiedzialną za prace Centrum konsekwentnie odmawia udzielania wywiadów mediom powołując się na "ogromną drażliwość tematu badań". Innymi słowy – problem jest znacznie większy niż ktokolwiek tego sobie życzy.

Potwierdza to profesor Minxin Pei z Claremont McKenna College z Kalifornii. Jak twierdzi korupcja w ChRL ma najgorszą postać tego zjawiska, ponieważ nabiera formy zorganizowanej działalności grupowej, którą można określić mianem grabieży. Według szacunków profesora Pei dokonanych kilka lat temu na bazie analiz Banku Światowego dotyczących zjawiska korupcji na całym świecie, wielkość tego procederu w Państwie Środka może sięgać nawet 3% PKB kraju. To zaś oznacza kwotę około 200 miliardów dolarów wyciekających z budżetu państwa każdego roku w formie łapówek, podarunków, zaniżanych, lub zawyżanych kosztów, obciążania kasy państwowej prywatnymi wydatkami i innymi formami kradzieży dokonywanej przez urzędników na budżecie Chin. W przypadku dynamicznie rozwijającej się gospodarki – twierdzi Pei – państwo jest w stanie unieść ciężar tak wielkiej korupcji. Inaczej jednak sprawy przedstawiają się kiedy sytuacja gospodarcza ulega pogorszeniu. Wtedy korupcja zaczyna drenować kieszenie zwykłych obywateli, a ci nie pozostają obojętni na taki fakt.

W maju i czerwcu dzienniki związane z KPCh, czyli "The Global Times" oraz "Dziennik Ludowy" opublikowały artykuły, które wywołały gwałtowną reakcję chińskich internautów. Otóż autorzy tychże artykułów przekazali czytelnikom następującą myśl: "korupcja jest tak głęboko zakorzeniona w tradycji chińskiej, że jakakolwiek próba wykorzenienia jej może skutkować wyłącznie chaosem, bólem i dezorientacją społeczeństwa". Krytyka ze strony internautów została określona wkrótce przez "Dziennik Ludowy" (chiński odpowiednik "Trybuny Ludu") mianem antypaństwowego ekstremizmu. Naczelny "Dziennika Ludowego" nazwał ekstremistami wszystkich tych, "którzy krytykują Chiny wyłącznie dlatego, że istnieje (na świecie) coś takiego jak korupcja."

korupcja, chiny, leszek slazyk, 3

Profesor Pei uważa, że KPCh w chwili obecnej dokonała wyboru mniejszego zła. Łatwiej będzie bowiem legitymizować korupcję i umniejszać jej negatywny wpływ na społeczeństwo, niż doprowadzić do ujawnienia zasięgu i wielkości tego zjawiska wśród funkcjonariuszy państwowych od najniższych do najwyższych szczebli. Jak daleko mogą sięgać powiązania korupcyjne najlepiej pokazuje przypadek Bo Xilai'a szefa KPCh z Chongqing, powszechnie uważanego za stróża prawości, rycerza idei, wojownika z przestępczością i korupcją. Okazało się bowiem, że pod tą latarnią, jak to pod latarnią było najciemniej….

Taki manewr ze strony KPCh wyraźnie pokazuje różnice między pokoleniami Chińczyków. Młodsi, a więc właśnie ci, którzy najczęściej korzystają z internetu, komunikują się poprzez sieć mailowo, korzystają z Weibo (chiński odpowiednik Twittera), czy QQ (chińskie gadu-gadu) są stanowczymi przeciwnikami zjawiska korupcji. Nie godzą się na uznanie za normalnej sytuacji, w której dosłownie wszystko: miejsce w przedszkolu, szkole, na studiach, łóżko w szpitalu, pozwolenia, licencje, czy wyrok w sądzie zależy od umiejętności załatwiania spraw "pod stołem". Tymczasem starsi mają do korupcji stosunek zgoła odmienny. Uważają, że w Chinach trzeba się było opłacać zawsze, wszędzie i za wszystko. Na każdej panującej dynastii ciążyło przekleństwo korupcji, więc zamiast z nią walczyć beznadziejnie trzeba się do niej przyzwyczaić.

Ciekawe, która opcja ostatecznie zwycięży.

Leszek Ślazyk

Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close