Chiny subiektywnie

Ku gwiazdom,

czyli kosmos, albo sława w Internecie

50 lat temu człowiek wyruszył na podbój kosmosu. Już tak konkretnie, we własnej fizycznej osobie postanowił wylądować na Księżycu, dotknąć Srebrnego Globu, aby potem sięgnąć dalej, sięgnąć gwiazd. Z ambitnych planów nic potem nie wyszło, ponieważ zimna wojna traciła swój impet, a przez to również konieczność udowadniania wyższości technologicznej jednego systemu nad drugim przestawała mieć istotne znaczenie. Firma Lego z okazji rocznicy pierwszego załogowego lotu na Księżyc postanowiła zadać swoim najważniejszym klientom, czyli dzieciom w wieku od 8 do 12 lat pytanie: „Kim chciałbyś zostać jak dorośniesz? Kosmonautą? Sportowcem? Nauczycielem? Muzykiem? A może YouTuberem, lub vlogerem?”. Lego zapytało o to 3000 dzieci ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Chin. Wyniki ankiety zaskoczyły chyba wszystkich. Otóż okazało się, że dzieci amerykańskie najbardziej w życiu chciałyby być gwiazdami Internetu. Tymczasem większość bardzo młodych Chińczyków marzy o podróżach kosmicznych, o lotach do gwiazd.

Dla mnie wyniki tej ankiety są kolejnym potwierdzeniem tezy, iż Wschód, a zwłaszcza Chiny, oddalają się coraz szybciej od Zachodu, w tym szczególnie od USA.

Marzenia dzieci wynikają z wartości, pośród których wzrastają. Marzenia dzieci są pochodną doświadczeń z domu rodzinnego, ze szkoły, ale też i doznań, których w ogromnych ilościach dostarcza im świat zewnętrzny.

Od paru lat zwracam uwagę na fakt, iż Chiny postawiły na naukę (jako pojęcie, nie jako czynność), jako narzędzie walki konkurencyjnej z innymi państwami, przede wszystkim ze Stanami Zjednoczonymi, a zarazem narzędzie przebudowy, rekonstrukcji całego Państwa Środka. Chiny będąc w swojej istocie państwem socjalistycznym, realizują ten plan metodami socjalistycznymi, znanymi chociażby tym z nas, którzy mieli okazję doznać PRL-u.

Przymiotnik „socjalistyczny” jest oczywiście źródłem wszelkiego rodzaju zżymania się i zakładania a priori, że cel zakładany przez Pekin nie może zostać osiągnięty. No, bo przecież „Red is Bad”. Chiny socjalistyczne (czy jak wola inni – komunistyczne – choć one same informują, że do komunizmu droga jeszcze daleka…) dezinformują, fałszują dane, ukrywają prawdę, cenzurują wszelkie informacje i w ogóle czynią wiele zła. U nas, szczególnie w Polsce, takie historie nie mogłyby mieć miejsca. Bo wolność jednostki jest święta. Koniec, kropka. Tymczasem te potworne metody „socjotechniczne” spowodowały, że uczniowie pierwszych klas szkoły podstawowej w Chinach wyżej sobie cenią kosmonautów, niż „gwiazdy” mediów społecznościowych. A przecież media społecznościowe w Chinach radzą sobie znakomicie. I mają swoje gwiazdy. Wiele z tych osób zarabia naprawdę wielkie pieniądze. Bo i rynek jest przeogromny. Z portali społecznościowych korzysta w Chinach niemal 1 miliard osób. JEDEN MILIARD. Powszechność płatności mobilnych, nie obciążanych żadnymi prowizjami sprawiła, że w chińskich mediach społecznościowych „lajki”, czy „łapki w górę” nie są wyłącznie symboliczne. Jeśli coś, ktoś podoba mi się w chińskich YouTubach, Facebookach, czy Instagramach (które zazwyczaj są o wiele bardziej rozbudowane i praktyczne, niż „nasze” bardzo skromniutkie social media), to z mojego konta WeChat, AliPay, lub innego, puszczam z „lajkiem” 1/10 juana, ½ juana, 1 juana, 100 juanów, 1000… Ile sobie tam uważam za stosowne. Chiński Klocuch, czy Gonciarz „keszuje” swoją internetową popularność w czasie rzeczywistym, nie musi rozliczać się z operatorem danego portalu, wedle operatorowego widzimisię. Jest kasa, jest sława, zatem, czemu kosmonauta? Bo kosmonauta, to sława, pieniądze i SZACUNEK. Kosmonauta to bohater, zdobywca, pionier, historia żywa, a potem zachowana w wiecznej pamięci. Gwiazdą Internetu może być każdy kretyn, który będzie sobie wcierał w oczy rozbite żarówki, albo zjadał pieczonego psa zmielonego z budą. Żeby zostać kosmonautą trzeba spełnić „n”-warunków. Trzeba się wiele uczyć, wiele trenować, przejść gęste sita selekcji. Trzeba być kimś. I taką właśnie postawę sączy do umysłów dziecięcych ta podła socjalistyczna propaganda. Oczywiście w drażniącym anturażu czerwonych pionierskich chust i uśmiechniętego dobrotliwie „Wujka Xi”.

Jak wspomniałem marzenia dzieci są pochodną tego wszystkiego czego doświadczają, ale również odbiciem świata dorosłych, w którym im przyszło się wychowywać. A ten świat dzisiaj, tu, nad Wisłą, to na przykład wyższość opinii „lidera wśród fanów” nad wiedzą zdobywaną przez lata ugruntowaną badaniami, doświadczeniami, a często i zastosowaniem praktycznym. To wyższość prostackiego, bezczelnego zachowania, nad normami kulturowymi kształtowanymi przez pokolenia. To Zenek Martyniuk znany wszystkim i prawie nikomu nieznany Jakub Józef Orliński. To afirmacja kariery bazującej na szybkim, nie wymagającym wysiłku sukcesie finansowym (jak mój ulubiony, że ja tobie, a ty mnie będziemy klikać w swoje własne reklamy i wszyscy będziemy mieli pieniędzy po kokardę…), w kontrze do wymagającej poświęcenia, wysiłku i konsekwencji kariery naukowca. I tak dalej, i tak dalej.

Za PRL-u funkcjonowało hasło: „Dzieci przyszłością narodu”. Hasło wymyślili podli komuniści, no i pewnie dlatego dziś nie ma ono żadnego znaczenia. Skoro socjalistyczne, no to przecież musi być złe. Jak i ta cała chińska historia, żeby tak dzieciom mieszać w głowach, by otumanione komunistyczną ideologią chciały latać do gwiazd, zamiast same – „sam sobie sterem, żaglem, okrętem”, „szlachta nie pracuje”, „uczęszczał: szkoła życia” –  stawać się gwiazdami w sieci.

No tylko, że przyszłość niebawem stanie się teraźniejszością. Po jednej stronie chińskiego muru w dorosłe życie wejdą dzieciaki zdolne sięgać gwiazd, po drugiej niezdolne do przeprowadzenia najprostszej analizy danych, zrozumienia zależności między akcją, a reakcją, za to świetnie przygotowane do zdobywania lajków. Czy głosów w wyborach. Dzięki cudownej i jakże zabawnej umiejętności wtarcia sobie w oczy szkła z żarówek, albo zeżarcia w określonym czasie pieczonego psa zmielonego wraz z budą.

I o tym mówią wyniki ankiety przeprowadzonej przez Lego z okazji 50 rocznicy pierwszego załogowego lotu na Księżyc. Na ten sam, na którym Chińczycy chcą wybudować w najbliższych dwóch dekadach stałą bazę.

 

Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Close