Chiny subiektywnie

Macamy Chiny po omacku!

Moja czwartkowa poranna wizyta w TVN CNBC i rozmowa na temat Chin uświadomiła mi jak marna jest obecna nasza wiedza powszechna na temat tego kraju. Szczątkowa, a przez to zło czyniąca. Znając tylko drobne fragmenty puzzla puszczamy wodze wyobraźni w oparciu o wcześniejsze doświadczenia dotyczące zupełnie innych państw, innych systemów polityczno-ekonomicznych. Rozmawialiśmy o raporcie KPGM na temat turystyki zakupowej Chińczyków. O raporcie solidnym, ciekawym, pouczającym. Tylko, że u nas odczytywanym zupełnie niewłaściwie.

Dlaczego uważam, że niewłaściwie? Otóż jednym z wniosków wypływających ponoć z raportu KPGM jest szansa Polski i polskich firm na przyciągnięcie do nas obywateli ChRL kupujących dobra luksusowe. Przepraszam bardzo, ale to piramidalna bzdura jest. Jakież my mamy w Polsce światowej sławy marki luksusowe? Jakież w naszej pięknej ojczyźnie miodem i mlekiem płynącej mamy miasta, w których można robić całymi dniami shopping dóbr luksusowych w cenach konkurencyjnych? Nie chodzi mi o pojedyncze "galerie handlowe" (fu, cóż to za zbitek…), ale o całe ulice, czy dzielnice. Z czego jesteśmy znani w tych Chinach, żeby mieszkańcom tego kraju chciało się do nas lecieć te 8 tysięcy kilometrów w jedną stronę?

To tylko takie pierwsze z brzegu pytania pod rozwagę przed ogłaszaniem publicznym wniosków z raportu wyżej wzmiankowanego.

W Chinach nie istniejemy. Mało który Chińczyk wie gdzie Polska leży, a już chyba żaden nie jest w stanie podać marki polskiego produktu. Marek luksusowych polskich nie zna chyba żaden Polak, więc Chińczyk tym bardziej. Dzięki beznadziejnie nietrafionym, zupełnie nieprzemyślanym i bajecznie niekonsekwentnym zabiegom dyplomatycznym i gospodarczym naszych decydentów (sami sobie ich powybieraliśmy, więc nie ma co teraz jęczeć) o Polsce w Chinach nie słyszy się w ogóle. Ani źle, ani dobrze. Po prostu nie.

To jedna strona medalu. Tu z pewnością można wiele zrobić, bo w naszej to mocy. Przynajmniej potencjalnie.

Raport KPGM wykazuje jednak głębszy problem dotyczący kwestii poznawania Chin i rozumienia tego co się w nich i wokół nich dzieje. To jak typowe zachowanie zachodnich lekarzy, którzy zazwyczaj traktują choróbska objawowo, podejście holistyczne traktując jak zabobon.

Żeby wyciągnąć z raportu KPMG jakiś wniosek dotyczący Polski, należałoby jak mi się wydaje podjąć wysiłek intelektualny zbadania pobudek, którymi kierują się Chińczycy nabywając dobra luksusowe poza granicami w kraju. Ponieważ pogoda za oknem piękna i chcę na dwór wymienię te przyczyny szybciutko w punktach:

1. Coraz większym problemem w Chinach staje się rozwarstwienie społeczne pomiędzy tymi, którzy są zamożni, a tymi, którzy nie wiążą końca z końcem. Lepiej więc kupić coś drogiego, a niezbyt koniecznego do życia z dala od ciekawskich oczu zazdrośników.

2. Bogaci Chińczycy posiadający rozum kryją się ze swoimi dochodami (stąd na przykład niewiarygodność chińskich badań dotyczących właśnie ludzi zamożnych). Lepiej wydawać nie do końca legalne pieniądze poza granicami kraju niźli w Chinach, gdzie zawsze jakiś ślad zakupu pozostać może.

3. Bogaci Chińczycy bez rozumu (nuworysze – wieśniaki) chętnie kupują luksusowe towary w drogich chińskich centrach handlowych. Lubią pokazać pliki czerwonych yuanów przypadkowym gapiom. Ci rozum posiadający liczą pilnie swoje środki. I w miarę rozsądnie nimi dysponują. Jeśli zatem jakiś zegarek w Pekinie kosztuje 20 tysięcy dolarów a w Hong Kongu ten sam dokładnie zegarek kosztuje 20 tysięcy, to lecą do Hong Kongu. Są zakupy i wycieczka interesująca jest.

4. Bogaci Chińczycy często zostali bogatymi Chińczykami produkując i handlując podróbkami słynnych marek. Mając wiedzę w temacie wolą poczynić zakupy w miejscach, w których nie ma możliwości, że ktoś mógłby podkładać doskonałe podróbki pomiędzy oryginały. Takie sytuacje miały miejsce na przykład u Gucciego w Chinach.

5. Bogaci Chińczycy jadą tam gdzie w jednym miejscu znaleźć można wiele punktów sprzedających rozmaite luksusowe dobra, ale takie, które można na siebie założyć, wsadzić do podręcznego. Za które nie trzeba będzie na granicy zapłacić cła. Takim miejscem jest Hong Kong, Tokyo, Rzym, Paryż, Londyn.

6. Dodatkowo miejsca te znane są na świecie z atrakcji turystycznych. Dwa w jednym.

Tych 6 punktów chyba wystarczy, aby zadać zasadnicze pytanie: jak przedstawia się oferta kraju naszego pięknego w stosunku do owych pobudek, które stają za decyzją pań i panów Chińczyków, aby spakować mandżur plastikowy, elegancki i wyruszyć w podróż turystyczną o charakterze zakupowym? Ja punktów stycznych nie widzę. Pewnie dlatego, że jakiś marudny jestem. Taki się niestety urodziłem.

Leszek Ślazyk

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

2 thoughts on “Macamy Chiny po omacku!”

  1. Polska w Chinach jest pewnie kojarzona tak samo z dobrami luksusowymi jak z szybką koleją. A nie, na pewno jest kojarzona,bo to główny rozgrywający UE:)a ta jak wiemy jest nie małym partnerem handlowym Chin:) Bądźmy poważni,aby zaistnieć na rynku Państwa Środka podejrzewam potrzebna jest jakaś polityka. Póki co nam to nie grozi, bo tzw rząd jest na etapie podniecania się z jakiś ochłapów, które i tak nie mają szans na wchłonięcie, poprzez gigantyczne zadłużenie państwa. Biedaki nie liczą kosztów pozyskania funduszy, plus możliwości ich akumulacji. Liczy się prymitywna propaganda dla ludu, który silnie w nią wierzy. A może ci co ją głoszą, sami w nią wierzą. Cholera wie. Na zachodzie mają z nich, niezły ubaw. Poza tym w Polsce nie jest tak źle, wszak Bloomberg opublikował w zeszłym tygodniu materiał na temat innowacyjności gospodarki i Polska była zaraz za Chinami:). Tak więc co oni nam tu będą, mamy rynek dóbr luksusowych,gaz łupkowy,a Kraków wyprzedził Szanghaj jeśli idzie o ilość i jakość outsourcingu,najzdolniejszych inżynierów i informatyków. Potęga, tylko kasy już nie ma nawet na tzw chińską tandetę.

  2. Hmmmm. Wydaje mi sie, ze dzialania  polskiego rzadu odniosly jednak jakis skutek. W moim supermarkecie przyobserwowalam polskie mleko Wypasione stojace na specjalnych standach oraz smakowe jogurty Bakomy. Produkty drozsze od miejscowych, ale jednak schodza…Niestety w tym tygodniu na standach Wypasionego stoi konkurencyjny produkt niemiecki. No i teraz kwestia – czy wypasione zeszlo i czekamy na nowa dostawe, czy nasi jak zwykle cos zchrzanili, czy moze sprawa byla nieoplacalna. czy ktos cos wie???

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close