Chiny subiektywnie

Mała Yueyue albo dokąd zmierzają Chiny Ludowe.

Historia Małej Yueyue powinna być znana wszystkim na świecie. Czy jest? Nie wiem. Siedzę w chińskich wydarzeniach na co dzień, mam więc zdecydowanie "skrzywioną optykę" polskiej medialnej rzeczywistości. Ta zajmuje się zazwyczaj sprawami niegodnymi nadmiernej uwagi normalnego człowieka. Nie wiem zatem, czy historia Yueyue przebiła się przez gęstą papkę niby-newsów o różnych popaprańcach z Wiejskiej.

Otóż w miejscowości Foshan, która leży w pobliżu Kantonu (niezły kawałek drogi od Wiejskiej), na jednej z tysięcy ulic znajduje się niewielki sklepik prowadzony przez małżonków Wang. 13 października wyszła z tego sklepiku mała, 2 letnia dziewczynka, córka państwa Wang, znana przez wszystkich sąsiadów jako Yueyue. Podobnie jak inne dzieci z tej okolicy spędzała całe dnie z rodzicami, tudzież bawiąc się z innymi maluchami w pobliżu rodzinnego sklepiku. Kiedy Yueyue szła skrajem ulicy uderzył ją samochód ciężarowy przeciskający się pomiędzy pakami i skrzyniami tarasującymi przejazd. Gdy kierowca ciężarówki zorientował się, że najechał na coś, nie zatrzymał auta, żeby sprawdzić co się stało, tylko dodał gazu, przejeżdżając dziewczynkę tylnymi kołami. Mała leżała na skraju ulicy w kałuży krwi.

Po około 7 minutach została ponownie przejechana przez kolejne auto, którego kierowca nie widział leżącego na ulicy dziecka.

Między tymi oboma tragicznymi wydarzeniami ciężko ranną dziewczynkę minęło 18 dorosłych osób, które nie zwróciły na nią najmniejszej uwagi. Po 10 minutach od potrącenia przez ciężarówkę leżącą we krwi Yueyue zauważyła starsza kobieta utrzymująca się ze zbierania śmieci. Ruszyła natychmiast na ratunek, ale kiedy zobaczyła w jak okropnym stanie jest dziecko, przeciągnęła je jak najdelikatniej na chodnik i zaczęła krzyczeć, aby wezwać pomoc. Po krótkiej chwili pojawili się gapie, wśród nich rodzice Yueyue, którzy natychmiast zadzwonili po pogotowie. Ranna, nieprzytomna dziewczynka trafiła do wojskowego szpitala w Kantonie, gdzie zajęło się nią ponad 30 wybitnych lekarzy sprowadzonych z całych Chin. Nie dawali małej wielkich szans. Obrażenia były zbyt poważne, pomoc nadeszła zbyt późno. Yueyue zmarła w piątek 21  października o godzinie 0:32. Koniec historii.

Niewątpliwie wypadki zdarzają się na całym świecie. Również takie, których ofiarami stają się małe dzieci. Niemal codziennie wydarzają się historie odrażające, gdzie dzieci krzywdzone są przez rozmaitych dewiantów, albo polityków (w sumie to również jakaś dewiacja jest…), którzy dzięki swojej niekompetencji sprowadzają na swoich rodaków klęskę głodu, a ten zabija najpierw najsłabszych, a więc znowu dzieci.

Jednak w historii Yueyue nie chodzi tak naprawdę o nią samą. Z całym szacunkiem dla małej istoty pozbawionej życia w sposób bezsensowny i pełen niczym niezasłużonego cierpienia. Przypadek Yueyue odkrył znienacka całemu światu nowe oblicze współczesnych Chin. Oblicze w postaci owych 18 osób, które z absolutną obojętnością minęły jęczące i wijące się z bólu dziecko lat 2. Wielu chińskich dziennikarzy starało się tłumaczyć zachowanie przechodniów niedawnymi przypadkami, gdzie to osoby niosące pomoc zostały oskarżone przez ofiary wypadków o ich spowodowanie, a w związku z tym zmuszone do pokrycia kosztów leczenia i wypłacenia pokaźnego odszkodowania. Potwierdzeniem tezy mają być słowa kierowcy pierwszego samochodu, który ponoć wyznał dziennikarzowi podczas rozmowy telefonicznej, że nie zatrzymał się ponieważ nie miał pewności, czy osoba, którą potrącił przeżyła wypadek. Śmierć dziecka na miejscu oznaczałoby dla niego konieczność wypłacenia rodzicom odszkodowania w kwocie 10 może 20 tysięcy yuanów i po sprawie. Ale jeśli ofiara przeżyłaby wypadek musiałby się liczyć z  pokryciem kosztów jej pobytu w szpitalu, jak również późniejszej rehabilitacji, a to oznaczałoby setki tysięcy yuanów.

– Pan też by się nie zatrzymał na moim miejscu – oświadczył dziennikarzowi sprawca wypadku.

Ha!

Przeczytałem różne komentarze na portalach amerykańskich, europejskich, chińskich. Komentatorzy poszli hurmem w analizy sytuacji w dzisiejszych Chinach. Że to winne są pieniądze. Albo kapitalizm jako taki. Albo system komunistycznie totalitarny….

I tu włączył mi się alarmowy brzęczyk.

Ja przecież żyłem w kraju komunistycznym. Być może nie tak ortodoksyjnym jak Chiny, ale zawsze. Z siermięgi komuny poszliśmy  po 1989 roku w kasę, jak owa komuna siermiężną. Ludzie przestali czytać, rozum się zdekapitalizował, zaczęli wypływać na powierzchnię osobnicy w żółtych Lamborgini, o IQ chomika biegającego w drucianym kółku, ale z talentem do "kręcenia lodów". Jednak pomimo tych kaprawych tendencji nie zaniknęły w nas podstawowe ludzkie uczucia.

Widzisz gościa w zaspie? Pochylisz się nad nim chociaż zakładasz na 99%, że to nawalony żur z francuska zwany kloszardem. Ktoś kogoś stuknie na ulicy, poleje się krew – dzwonisz na 112. Czy minąłbyś obojętnie drgające ciało małego dziecka w agonii??? Nie! Do jasnego czorta nie! A masz przecież chłodny stosunek do nauk Kościoła, do nachalnych organizacji charytatywnych, do nawiedzonych działaczy wszelkiej maści organizacji, itd., itp. A pomimo to zobaczywszy małe, krwawiące dziecko na poboczu ulicy poczułbyś skurcz serca, zastrzyk adrenaliny powodujący, że w sekundę, gołymi rękami zamordowałbyś tego gnoja, który potrącił dziecko i zostawił je samemu sobie. Zadzwoniłbyś na 112, a dzwoniąc próbowałbyś coś zrobić, cokolwiek, żeby uratować to obce, nieznane maleństwo.

Tak, czy nie?!

Tymczasem 18 Chińczyków minęło 2 letnią, konającą dziewczynkę zupełnie obojętnie. Jak kupkę śmieci.

Teraz wrócę do idei światowego lidera.

XIX wiek. Wielka Brytania. Dała początek takim politycznym bytom jak Hong Kong i Singapur.  Rozpowszechniła na całym ówczesnym świecie idee oświeceniowe i rewolucję przemysłową. Nieźle, co? XX wiek. Dominacja Stanów Zjednoczonych, które pomogły powstać Niemcom w dzisiejszej postaci. USA spopularyzowały na całym globie  demokratyczny model rządzenia, jak również ideę wolnej przedsiębiorczości. Nieźle? Pewnie! Ponoć XXI wiek ma być wiekiem Chin. Z jakim przesłaniem? Pieniądze to jedno, ale myśl, idea, system wartości nowego hegemona? Bogać się? "Nieważne czy kot jest biały, czy czarny, ważne, żeby łapał myszy?" A co z takim mało wymiernym pieniężnie pojęciem, jak humanizm? Czy chcielibyśmy, aby nasze własne dzieci lub wnuki mijały obojętnie osoby w potrzebie?

Ja nie bardzo. A Ty?

Epilog: Chiński internet zawrzał świętym oburzeniem po ujawnieniu historii Małej Yueyue. Pojawiły się niezliczone głosy, aby po prostu zlinczować obu kierowców jak również owych 18 przechodniów. No bo sprawiedliwości musi się stać zadość! W chińskiej sieci  zrodziła się równolegle inicjatywa, aby publicznie uczcić pamięć Małej Yueyue i zademonstrować swój sprzeciw wobec coraz powszechniejszej znieczulicy społecznej w Chinach. Władze Foshan wyraziły zgodę na zorganizowanie odpowiedniej uroczystości w centrum miasta.

W Foshan mieszka 800 tysięcy ludzi.

Serce z zapalonych zniczy przyszło ułożyć 200 (DWIEŚCIE) osób.

raczek, leszek slazyk

Leszek Ślazyk

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

20 thoughts on “Mała Yueyue albo dokąd zmierzają Chiny Ludowe.”

  1. w zasadzie to zastanawialem sie czemu tak naglosniony jednak w mediach, i to polskich, news nie byl skomentowany przez ciebie. minelo jednak sporo czasu ale refleksja w orpaciu o prownania do tego co znamy nie daje tu zadnej odpowiedzi, niestety.
    trudno jest ludziom to pojac, ale w chinczykach nie sa rowiniete wszystkie ludzkie funkcje jak u innych kultur. najpierw karmieni mlekiem mamek badz od razu sojowym, bo matki sa za leniwe albo za bardzo zasuwaja poganiane przez meza zeby sie nimi zajac. wczesnie oddawani do zlobka a potem do przedszkola gdzie nie ma nikogo kto moglby je obronic i zalezne sa od przemocy i radzenia sobie przeciwko wszystkim. uczone sa sluchania i wykonywania polecen. w podrecznikach z biezacego roku dla dzieci w podstawowkach wiele jest o panstwie ktore jest waniejsze niz ojciec i matka, poand 90% jest pionierami i ucza sie hymnu o zabijaniu wrogow ludu, jest o zachodnich naukowacach (stara chinska polityka przejac od zachodu narzedzia, zachowac czystosc wyzszej z definicji kultury i zabic zachod), ale nigdzie nie ma o pomocy slabszym, o wspolczuciu, o moralnosci, a religia tez postrzegana jest utulitarnie, raczej jako odzegnanie sie od nieszczescia, na wszelki wypadek, niz cos co plynie z serca. nikt nie rozwaza zadnej kwestii od 2 letniego dziecka do 90 letniego starca w kwestii czy to jest moralne czy nie, co mowi ci serce i sumienie, tylko czy jest korzystne czy nie. masz tylko 3 zmienne ktorymi sie bawisz jak w nozyce-papier-kamien, a sa to pieniadze-klamstwo-opresja, trzy narzedzia nowego postkomunistycznego nowego "czlowieka". system potrzebuje takich ludzi, takich produkuje i traktuje jak krowy, ktore zyja na nieswojej ziemi, praca za jedzenie, ale mieso i pastisko nalezy do partii. dzieci jak chesz miec wiecej musisz je kupic od partii. a jak nie to patroszysz macice co jakis czas, jak wiekszosc chinek co tu spotkalem. chcesz zaczac mowic – czy widzial ktos mowiaca krowe? zaraz wyslane zostana psy i zebami przywroca cie do porzadku. o kogo tu sie troszyczyc w takim zyciu, tylko jak masz kase to mozesz niszczyc innych i wowczas innym siedzisz tylkiem na twarzy. tych oburzonych bylo, powiedzmy, pare milionow. reszta uznala to za normalke, najwyrazniej. a i ci oburzeni niekonieczni by postapili inaczej. boja sie – ze na nich padnie, ze beda ciagac, ze moga miec problemy, ze ich oskarza, ze cos straca. to jest osobista mozliwa strata vs cudze zycie. chinczycy bardzo nie lubia straty, nawet potencjalnej, wrecz zabobonnie nie lubia. jaki tu zysk, tylko mafan, problem, po co ci to? nie slyszysz tego codziennie w chinach? jak poprzez edukacje, fudalny konfucjanizm i komunistyczne pranie mozgow nie masz wyksztalocnych wszystkich ludzkich cech to i nie masz wrodzoanych praw czlowieka, liu xiaobo powiedzial ze roznica miedzy systemami na wschodnie i na zachodzie jest jak miedzy czlowiekiem i nie czlowiekiem.

  2. Dlaczego nie komentowałem tego wydarzenia od razu? Odpowiedź jest w Twojej odpowiedzi. Za dużo emocji. W pierwszej chwili napisałbym pewnie elaborat na kilkanaście stron maczkiem. A pamiętać trzeba, że nic tak nie zabija problemu jak przegadanie.Dzisiaj jakiś pan z UE rozmawia w Pekinie o możliwości pożyczenia pieniędzy dla ratowania strefy euro. Co znaczą te nasze emocje wobec pokrętnych logicznie i paskudnych etycznie decyzji takich demokratycznie obranych reprezentantów nas samych? Kogo obchodzi nasza wiedza na temat prawdziwego oblicza Chin, które chcemy zainplementować u siebie? Przecież liczy się wyłącznie chiński sukces i duża ilość chińskiej kasy, która teraz można pożyczyć… Bueee. Normalnie bueeee!

  3. Czytam tę historię pierwszy raz. Jest straszna. Niewiarygodna w naszych warunkach. Niestety nie w Chinach – byłam tam kilka lat temu, prawie miesiąc, widziałam wiele miast i wsi. Uderzyło mnie tam to, że ludzie nie szanują się tam nawzajem, nie interesują się sobą w sposób, jaki jest nam naturalny. Jeśli interesują się, to tylko w aspekcie handlowym. Składam to na karb kompletnie innego systemu wartości (nie tylko wynikłego z komunizmu, ale także konfucjanizmu – jedna z teorii głosi, że natura ludzka w głębi jest zła (e), gdyż zawiera w sobie emocje (qin), które nie podporządkowują się racjonalnemu (duchowemu) sercu (xin) i muszą być powściągane zewnętrznymi środkami (wei), do jakich zalicza się obrzędy i kulturę – a tu właśnie wlazło państwo i doktryny właściwe zarzadzaniu taką masą ludzi), a także przeogromnej masy ludzkiej. Tak jest: masy. To niewiarygodne, ale w Chinach czułam się, jakbym pływała w morzu złożonym z ludzi. Oni w tym żyją, ja zdążyłam uciec, zanim zwariowałam i straciłam europejskość. Kiedy wchodzisz na ulicę, auto ma pierwszeństwo – niezależnie od świateł, trzeba nieźle się rozgladać, żeby nie wpaść pod koła. Wszyscy gdzieś biegną, jeżdżą bez głowy, autobusy bezkarnie skręcają na pełnym gazie wjeżdżając w przechodniów, którzy uciekają jak kury z przejścia dla pieszych, na którym jest zielone światło i to tylko dlatego, że stójkowy, obecny na każdym skrzyżowaniu wydziera się do nich ostrzegawczo. Tak jest na drogach. Niestety chodnik to niedobre miejsce dla dziecka w Chinach. Jeśli żyłabym tam (nigdy!), nie puściłabym swojej jedynej (za kolejne dziecko płaci się niewyobrażalną sumę jak na Chiny, oczywiście pod warunkiem, że wniosek o możliwość spłodzenia potomka zyska pozytywną akceptację organów państwowych) córki na chodnik. To na pewno była nieuwaga rodziców, że pozwolili na takie niebezpieczeństwo, bo to 99% pewność, że dziecko straci życie. Bardzo im współczuję, bardzo, to musiał być przypadek, że mała odeszła na chodnik, nie wierzę, że bawiła się tam często – nie w Chinach, gdzie dzieci widziałam mało i to tylko w asyście dorosłych, czuwających wciaż nad ich bezpieczeństwem. A znieczulica w Chinach jest powszechna i tak straszna, że wróciłam stamtąd z depresją. Bo jak się jej nie nabawić, gdy wciąż widzisz nieludzkie traktowanie innych (właśnie brak szanowania pieszych, ciągłe wrzaski na podwładnych i ich służalczość w postawie, wszechwładność uzbrojonej policji, celującej np. do śmiejących się ludzi (podejrzenie żołnierza, że mogą się śmiać z niego), pracujących po 20 godzin dziennie sprzedawców, brudne miasta, rzeki-ścieki, mordowanie zwierząt na ulicach na oczach przechodniów, codzienną inwigilację, ostentacyjną, nietajoną. To kraj, w którym nie da się mieszkać nie przyjmując postawy kierowcy, który rozjechał to nieszczęsne dziecko. To kraj, w którym nigdy nie chcę być już więcej. Przypominam go sobie, jak jest mi źle w Polsce. Pomaga.

  4. Pani Joanno,

    Dziękuję za komentarz. Cieszę się – pomimo wszystko -, że dzielimy się właśnie takimi refleksjami na temat Chin Ludowych. Ja osobiście boję się, że demokratycznie wybrani przez nas politycy mogą przystać na przyjęcie pieniędzy od Chin, a potem, kiedy długów nie uda się spłacić, również na przyjęcie "chińskiej formuły zarządzania zasobami ludzkimi", która ustawia polityków u władzy w niezwykle komfortowej sytuacji. Niewyobrażalnie wygodniejszej niż ta w europejskich demokracjach, gdzie trzeba ciągle zabiegać o ponowny wybór, znosić krytykę mediów i patrzenie na ręce przez wyborców.

    Jeszcze raz dziękuję za komentarz.

    Le.

  5. Zgadzam sie z analiza Piotra. Moja pierwsza reakcja bylo nie oburzenie na przechodniow czy kierowcow – ale na rodzicow. Beztroskich, bezmyslnych rodzicow widze tu zbyt czesto. Przechodnie, kierowca nie chca miec klopotow, to typowa postawa w Chinach. Pseudo-kodeks drogowy, w ktorym mniej kosztuje pozbawienie kogos zycia, niz uratowanie w wypadku, ale jednoczesnie pieszy jest zawsze ofiara. Pozwole sobie zapytac, jak potraktowanoby u nas w kraju kierowce, ktory potracilby dziecko, ktore nagle wybieglo w niedozwolonym miejscu na jezdnie? Pytam powaznie, nie mam pojecia i zastanawiam sie, czy inaczej, niz w Chinach.
    A zachowanie pieszych w tym przypadku tez miesci sie w typowych standartach chinskich. Moja zona uwaza, ze wieksze wspolczucie u ludzi Zachodu wynika z chrzescijanskiego swiatopogladu, ktorym chcac nie chcac w dziecinstwie przeniknelismy. I cos w tym chyba jest, bo w Azji Filipinczycy jako jeden z niewielu narodow maja dobra opinie – dobrzy choc biedni.

  6. @YLK: Witam po sporej przerwie! Mnie absolutnie nie chodzi o szukanie winnego/winnych tego zajścia i wszystkich sytuacji z nim związanych. System obowiązujący w Chinach powoduje, że możemy obwiniać każdego z osobna, lub wszystkich razem, czyli społeczność/społeczeństwo. Ja po prostu porównuję "nas i "onych". Głównie po to, żeby uświadomić osobom nie mającym okazji pomieszkać w Chinach, że to nie jest Europa tylko inaczej. To jest zupełnie inaczej. Inaczej niż na Tajwanie, w Hong Kongu, Singapurze. To jest Ludowo.

  7. " to nie jest Europa tylko inaczej" 
    Święte słowa. Gdy wracam do Polski na urlop mam tyle do powiedzenia znajomym i rodzinie, jednak gdy zaczynam coś mówić szybko kończę ponieważ to co tu widziałam, czego byłam świadkiem jest dla wielu opowieścią jakiegoś filmu. Czasami długo nie chcą mi uwierzyć, że to miało miejsce w "pięknych, wielkich" Chinach. Należałoby się modlić o to aby żółta rasa Nigdy nie zalała świata.  Chciałabym pozdrowić wszystkich Polaków mieszkających w tej "dziczy" aby zawsze byli sobą i nigdy nie zapomnieli o swoich wartościach. Chciałabym jeszcze życzyć spokojnego dnia Wszystkich Świętych aby udało się Wam wszystkim spędzić go z należytą powagą. Moja córka w tym dniu wyraziła chęć zapalenia świeczki w oknie aby chociaż trochę poczuć wyjątkowość tego dnia. Pozdrawiam

  8. Wlasnie nie jestem do konca pewien, czy to kwestia tego, ze jest ludowo, czy po prostu tego, ze to Azja.  Nie wiem, jak zareagowaliby ludzie na Tajwanie, w HK czy innych osciennych krajach na podobna sytuacje, ale bylbym mile zaskoczony, gdyby byloby zupelnie inaczej. Mam niestety wrazenie, ze choc kazdy kraj azjatycki ma swoja indywidualna charakterystyke, to jednak wiele je laczy, mentalnosc jest podobna, a cierpienie ludzkie niekoniecznie wywoluje wspolczucie i chec udzielenia pomocy.
    NB bylbym autentycznie zobowiazany, gdyby ktos objasnil mi,  jak w Polsce taki wypadek bylby potraktowany wg zasad kodeksu drogowego…

  9. @YLK: Tutaj nie mam absolutnie żadnych wątpliwości. Wprawdzie mamy na całym świecie do czynienia ze znieczulicą w różnym stopniu natężenia (obojętność zawsze była ludzką przywarą, możemy jej krytykę odnaleźć chociażby w Nowym Testamencie), ale są zawsze jej wyraźne granice. Mimo wszystko nie pozostajemy obojętni na los dzieci, zwierząt, itd., itp. W Hong Kongu, czy na Tajwanie ludzie są tak obojętni na wiele jak my sami. Ale równie gotowi do pomocy jak my sami. A co do kwestii pozostawienia ofiary wypadku drogowego bez pomocy: bez względu na to czy potrącenie było wynikiem błędu kierowcy, czy nieuwagi pieszego, opuszczenie miejsca zdarzenia przez kierowca ściąga na niego karę określoną w kodeksie karnym, jak również w kodeksie cywilnym. Wypadek to jedno, wszystko co dzieje się po wypadku to drugie. W Chinach Ludowych system sankcjonuje nienormalność zachowań społecznych. Sprawca wypadku, ba! nawet morderca może uniknąć kary jeśli dogada się z rodziną ofiary i się „wykupi” kwotą uzgodnioną przez obie strony. Czy to jest normalne?

  10. @edzia: Dziękuję za komentarz! Co do mitu „pięknych, wielkich Chin” często sami sobie jesteśmy winni. Wielu z nas obserwując Chiny z bliska z pewnością fascynowało się tempem przemian, sprawnością zarządzania w konfrontacji z polską rzeczywistością. A potem nagle tym samym krewnym i znajomym zaczęliśmy opowiadać zupełnie inne historie. W tym samym czasie media (kto jak kto, ale dziennikarze znają się przecież na wszystkim najlepiej i mają najrzetelniejszą wiedzę na każdy temat ;)) przedstawiają Chiny w coraz lepszym świetle. Dzisiaj to Chiny mają nas wybawić z kłopotów. Właśnie wczoraj zacząłem sobie planować artykuł o perspektywicznych skutkach takiej pomocy. Skutkach za 10, 15, 20 lat.

    Pozdrawiam równie serdecznie,

    Le.

  11. Niedawno miałem mały wypadek samochodowy w prowincji Guangdong. Pieszy, zamyślony młodzieniec  dosłownie wlazł mi na samochód. Wyszedł nagle zza autobusu czekającego na czerwonych światłach i zupełnie nie patrząc na pas ruchu na którym jechałem zrobił dwa kroki, Uderzył w bok prowadzonego przeze mnie samochodu, lusterko uderzyło go i upadł  na ulicę. Natychmiast podniósł się i stojąc obok samochodu zaczął narzekać. Kazałem małżonce (Chinka) zadzwonic po policję. Policjant dokładnie obejrzał samochód z przodu, nie stwierdził żadnego uszczerbku, tak więc skłonny był uwierzyć że faktycznie pieszy uderzył we mnie a nie na odwrót. Pouczył nas że w Chinach obowiązuje prawo słabszego!!! a w tym wypadku młodzieniec był słabszy od samochodu. Nieistotne że on był sprawcą wypadku, Nieistotne że przechodził ulicę w miejscu niedozwolonym. Policjant nakazał nam odwiezienie go do szpitala i pokrycie ewentualnych kosztów leczenia. Na szczęście dla mnie okazało się że młody człowiek oprócz kilku zadrapań nie miał poważniejszych obrażeń.
     
    Pozdrawiam

  12. @Andrzej: W Chinach zawsze obawiam się tego typu sytuacji. Biały, który spowodował wypadek to doskonały cel dla „ofiar”. I zawsze jest się na przegranej pozycji, bo Chińczycy nagle odczuwają silną więź ze swoimi ziomkami. No i to niby prawo, które nigdy tak naprawdę nie obowiązuje. Te sam policjant, który Panu kazał zawieźć „potrąconego” do szpitala za chwilę w idntycznej sytuacji może ukarać pieszego mandatem i kosztami naprawy auta, bo tak mu się podoba.

    Pozdrawiam również

  13. @Rafał: To niestety są ludzie. Ludzie sformatowany przez system, w którym najważniejszą i jedyną wartością jest sukces mierzony pieniędzmi. Dzisiaj Pekin próbuje znaleźć sposób na zmianę postawy swoich obywateli, ale może się to okazać niezwykle trudne. Z pewnością niemożliwe do wykonania w krótkim czasie.

  14. Mnie też ta sprawa poruszyła, bo sam mam dzieci, więc przyłączę się dyskusji, tym bardziej, że od niedawna mieszkam w Chinach.
    Otóż w pierwszej płaszczyźnie widzę tę sprawę jako uogólnienie. Nie ma w tym oczywiście nic złego, ale uogólnienia bywają zwodnicze. To, że w parku w Warszawie łatwo natknąć się na pijanego lumpa, nie oznacza, że wszyscy Polacy to alkoholicy. Niski ukłon, który Polacy znają z filmów o Japonii, nie oznacza, że wszyscy Azjaci mają tego rodzaju maniery.
    Sprawa Yueyue nie musi wcale oznaczać, że w Chinach panuje jakaś potworna znieczulica itd. Jasne, kto w to wierzy, dopasuje sytuację do swoich poglądów. Uważam jednak, że to częsty błąd popełniany w zachodnich mediach. Chiny są duże i uogólnienia mogą być zwodnicze. Grecki kryzys nie oznacza przecież, że cała UE składa się z pieniaczy, którzy będą do upadłego bronić swoich przywilejów.
    Zgadzam się, że w Chinach panuje zupełnie inna uprzejmość; że obcy na ulicach to nie-ludzie, z którymi należy toczyć bój o miejsce w metrze itd. Ale człowiek uznany za "swojego" to już zupełnie inna kategoria. Wypada z nim porozmawiać, poznać go. Na osiedlu w W-wie mógłbym przeżyć tygodnie i pies z kulawą nogą nie zwróciłby na mnie uwagi. W chińskim bloku jako sąsiad jestem "swój" dla innych mieszkańców, więc pytają uprzejmie skąd pochodzę itd.
    W Chinach zetknąłem się z innymi przykłądami uprzejmości. W czasie podróży autobusem sleeperem wypadł mi portfel z kieszeni. Spanikowany obmacałem swoje miejsce i nic nie znalazłem. Widząc to, człowiek z "piętra" niżej podniósł się i z uśmiechem wręczył mi moją własność.
    Chińskie społeczeństwo jest mniej "przyjazne" do życia, to prawda. Panuje tłok, wieczna gonitwa, pogoń za sukcesem materialnym. Ale mimo tego Chińczycy potrafią być uprzejmi, uśmiechnięci, nie skarżą się na swój los tak chętnie jak Polacy. Mają problem z duchowością, moralnością, to fakt. Wszystko co było wcześniej, zawaliło się, a nowy ład buduje się przynajmniej od 100 lat (mamy akurat okrągłą rocznicę). A może jeszcze dłużej?
    Strasznie żal mi tej dziewczynki. Ale zanim rzucimy kamieniem poznajmy siebie. Wcale nie musiałem długo szukać, żeby znaleźć podobną historię. Tyle że u nas nikt nie wywołał wokół niej dyskusji, bo my – w przeciwieństwie do Chińczyków – mamy niezachwiane poczucie własnej wartości. Wierzymy, że jesteśmy ostoją europejskiego samarytanizmu.
    http://uwaga.tvn.pl/9088,news,1,nikt_nie_pomogl_dziecku,reportaz.html

  15. Będąc teraz przez ponad dwa tygodnie w Kantonie słyszałem o tym wypadku, teraz znalazłem o tym tą dyskusje i się z nią całkowicie zgadzam.

    Kraj wspaniały (kultura, dziedzictwo, geografia), gorzej z człowieczeństwem.

    Będąc pierwszy raz 7 lat temu miałem wrażenie, że to ludzie są otwarci, z każdym wyjazdem jednak sprawdzają się znacznie konkluzje tego wątku.

    Nie generalizując całej społeczności, spotkałem i spotykam się  z osobami życzliwymi, szczerymi, sam mam kilku chińskich, długoletnich mogę powiedzieć przyjaciół. Zawsze może pojawić się kwestia zwątpienia takich znajomości, czy na pewno bezinteresowna? szczera? chyba tak…..
    Myślę, że wpływ na swoich obywateli ma właśnie Państwo, hodujące obywateli w taki a nie inny sposób, – nawiązanie do postu Piotra – tu zapewne samoświadomość wpływu na cokolwiek jest mocna spaczona. Każdy ogląda się 3 razy zanim coś zrobi, powie co mogłoby narazić go na wszechobecne konsekwencje, bo konsekwencje są, a bardziej mogą być jak w naszym porzekadle "Dajcie mi człowieka, a znajdę na niego paragraf". Żyjąc w takiej świadomości, w tej szczególnej sytuacji, w tym gąszczu wszechobecnej policji, kamer, nadzoru i poczucia kontroli, posłuszeństwa, jeśli ktoś posiada jeszcze jakieś ostatnie poczucie człowieczeństwa to jednak zaciśnie zęby i pójdzie dalej przed siebie, aby nie narażać siebie na "cokolwiek". Cokolwiek powiesz, zrobisz, a nawet nie zrobisz przecież zostanie wykorzystane przeciwko Tobie………….. tam inaczej się nie da. Dlatego w sytuacjach w których można się narazić nie robią nic.
    Nie mniej po obejrzeniu tego materiału z nagrań boli,
    boli serce, sam mam przecież 3 letnią córeczkę, za którą oddałbym życie bez namysłu. Tak jak bez zastanowienia pomogłem kiedyś komuś jak go napadli na przystanku, a sam oberwałem – w takich sytuacjach nie ma czasu na u mnie myślenie, jest tylko podświadome działanie. Tym bardziej przeraża mnie ten fakt, system systemem ale mała niewinna istotka i wszyscy po prostu przeszli, nie mogę tego pojąć. Umysły tych ludzi muszą być zniekształcone w niepojętej skali, w której ja nie mogę ogarnąć…..

  16. Panie Krystianie,

    Dziękuję za komentarz i celną bardzo konkluzję: „Umysły tych ludzi muszą być zniekształcone w niepojętej skali„. Otóż to! Jakże dramatycznie zdehumanizowane musi być społeczeństwo, w którym zanikają podstawowe odruchy społeczne. Jasne, że to świetny materiał badawczy dla socjologów, ale dla nas, dla normalnych ludzi to przecież absolutnie nienormalne i nieakceptowalne, prawda? Toż to nawet w więzieniu nie ma życia skazany za znęcanie się nad dziećmi, nie mówiąc o pedofilach. Dziecko jest jakąś – przynajmniej ja mam takie przekonanie – świętością przez swoją niewinność, czystość. A tu po prostu kupka śmieci na skraju jezdni. Ta zbieraczka złomu, która dziewczynkę starała się ratować dostała od władz nagrodę pieniężną. Nagrodę, że pomimo biedy pozostała człowiekiem? To jakaś absurdalna, karykaturalna sytuacja, nie uważacie Państwo?

    Pozdrawiam!

  17. Nie zgadzam się z Państwem. Mam inne zdanie na ten temat.
    Identyczne przykłady znieczulicy społecznej zdarzają się także i w Polsce (np. artykuł podany przez pana Lao Zhihu) oraz w innych "demokratycznych" krajach. W Chinach faktycznie ludzie mają problem z uprzejmością, kulturą osobistą i z wzajemną pomocą, jednak tylko wobec obcych. My za to, Polacy, nie dość że miewamy identyczne problemy z uprzejmością wobec obcych, to jeszcze często wobec własnej rodziny i sąsiadów. Porażającego i zasługującego na potępienie zachowania chińskich kierowców nie skomentuję, ale na pewno przyczyniły się do tego także surowe sankcje jakie grożą w Chinach za potrącenie pieszego.

    W trakcie podróży z plecakiem po Chinach spotkałem różnych Chińczyków – takich którzy mnie przekręcili i okradli, a także takich, którzy dali mi dach nad głową i poratowali w sytuacji gdy było nie za ciekawie. I właśnie w ramach długu wdzięczności jaki mam do spłacenia wobec tych ostatnich postanowiłem zabrać głos w tej dyskusji. Jest mi przykro, że media postanowiły zarobić nagłaśniając tragedię małego dziecka i smarując ten paskudny, grający na emocjach, bulwersujący ale za to świetnie sprzedający się artykuł. Uważam, że wrzucanie wszystkich ludzi do jednego worka na podstawie jednego tragicznego wydarzenia jest bardzo krzywdzące, a obrzucanie innego narodu inwektywami w stylu "nie-ludzi" (więc chyba zwierząt, tak?) jest już absolutnie nie na miejscu i jest przejawem najzwyklejszej ksenofobii. My też mamy swoje mroczne strony – czy ze względu na niedawny incydent z Nangar Khel mamy nazywać wszystkich Polaków dzieciobójcami?

    Pozdrawiam i proszę o wyważone opinie i rozsądek.
    http://born2bewild.blog.pl/

  18. "Czy minąłbyś obojętnie drgające ciało małego dziecka w agonii??? Nie! Do jasnego czorta nie!"
    "Dziecko jest jakąś – przynajmniej ja mam takie przekonanie – świętością przez swoją niewinność, czystość."
    No właśnie! I to jest to, co najbardziej boli w całej tej sprawie. Nie daje mi spokoju myśl, że gdyby potrąconą przez pierwszy samochód maleńką Yue Yue ktoś odciągnął na bok, wezwał pomoc, to może dziecko by przeżyło… Z pewnością wcześniej przestałoby cierpieć… Od czasu jak przeczytałam o tym małym Aniołku, nie mogę zupełnie się pozbierać. Ja nie ogarniam świata, w którym można obojętnie przejść obok cierpiącego niewiarygodne, niewyobrażalne męczarnie małego dziecka w kałuży krwi… PRZECIEŻ TO DZIECKO! bezradne, bezbronne…
    Nie obejrzałam filmu, nie byłam w stanie, ale opis tego zajścia siedzi cały czas w mojej głowie i nie daje spokoju… Ten ogrom cierpienia zrzucony na to małe ciałko…
     
    Tomaszu! u bardzo wielu zwierząt obserwowano bardziej ludzkie zachowania, niż u grupy przechodniów.
    Myślę, że jednak większość normalnych europejczyków tamtego dnia w Foshan nie zastanawiałaby się nad konsekwencjami, tylko odruchowo pomogłaby cierpiącemu dziecku. O konsekwencje martwiliby się później… Ja bym tak zrobiła… I wiem, że to wynika z wychowania wśród innych wartości, z uczenia już małych dzieci, że należy pomagać, zwłaszcza słabszym. Wiem również, że i wśród nas są tacy, którzy zrobiliby pewnie to samo co Chińczycy. Mam jednak nadzieję, że takich osobników jest znakomita mniejszość…

  19. Chciałabym podziękować za artykuł i Państwa wypowiedzi. Mieszkam w Polsce i nie miałam tak naprawdę zielonego pojęcia o Chinach i ich mieszkańcach. Możliwość przeczytania tego co tu znalazłam okazała się dla mnie bardzo kształcąca.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close