Chiny subiektywnie

Mała Yueyue albo dokąd zmierzają Chiny Ludowe.

Historia Małej Yueyue powinna być znana wszystkim na świecie. Czy jest? Nie wiem. Siedzę w chińskich wydarzeniach na co dzień, mam więc zdecydowanie "skrzywioną optykę" polskiej medialnej rzeczywistości. Ta zajmuje się zazwyczaj sprawami niegodnymi nadmiernej uwagi normalnego człowieka. Nie wiem zatem, czy historia Yueyue przebiła się przez gęstą papkę niby-newsów o różnych popaprańcach z Wiejskiej.

Otóż w miejscowości Foshan, która leży w pobliżu Kantonu (niezły kawałek drogi od Wiejskiej), na jednej z tysięcy ulic znajduje się niewielki sklepik prowadzony przez małżonków Wang. 13 października wyszła z tego sklepiku mała, 2 letnia dziewczynka, córka państwa Wang, znana przez wszystkich sąsiadów jako Yueyue. Podobnie jak inne dzieci z tej okolicy spędzała całe dnie z rodzicami, tudzież bawiąc się z innymi maluchami w pobliżu rodzinnego sklepiku. Kiedy Yueyue szła skrajem ulicy uderzył ją samochód ciężarowy przeciskający się pomiędzy pakami i skrzyniami tarasującymi przejazd. Gdy kierowca ciężarówki zorientował się, że najechał na coś, nie zatrzymał auta, żeby sprawdzić co się stało, tylko dodał gazu, przejeżdżając dziewczynkę tylnymi kołami. Mała leżała na skraju ulicy w kałuży krwi.

Po około 7 minutach została ponownie przejechana przez kolejne auto, którego kierowca nie widział leżącego na ulicy dziecka.

Między tymi oboma tragicznymi wydarzeniami ciężko ranną dziewczynkę minęło 18 dorosłych osób, które nie zwróciły na nią najmniejszej uwagi. Po 10 minutach od potrącenia przez ciężarówkę leżącą we krwi Yueyue zauważyła starsza kobieta utrzymująca się ze zbierania śmieci. Ruszyła natychmiast na ratunek, ale kiedy zobaczyła w jak okropnym stanie jest dziecko, przeciągnęła je jak najdelikatniej na chodnik i zaczęła krzyczeć, aby wezwać pomoc. Po krótkiej chwili pojawili się gapie, wśród nich rodzice Yueyue, którzy natychmiast zadzwonili po pogotowie. Ranna, nieprzytomna dziewczynka trafiła do wojskowego szpitala w Kantonie, gdzie zajęło się nią ponad 30 wybitnych lekarzy sprowadzonych z całych Chin. Nie dawali małej wielkich szans. Obrażenia były zbyt poważne, pomoc nadeszła zbyt późno. Yueyue zmarła w piątek 21  października o godzinie 0:32. Koniec historii.

Niewątpliwie wypadki zdarzają się na całym świecie. Również takie, których ofiarami stają się małe dzieci. Niemal codziennie wydarzają się historie odrażające, gdzie dzieci krzywdzone są przez rozmaitych dewiantów, albo polityków (w sumie to również jakaś dewiacja jest…), którzy dzięki swojej niekompetencji sprowadzają na swoich rodaków klęskę głodu, a ten zabija najpierw najsłabszych, a więc znowu dzieci.

Jednak w historii Yueyue nie chodzi tak naprawdę o nią samą. Z całym szacunkiem dla małej istoty pozbawionej życia w sposób bezsensowny i pełen niczym niezasłużonego cierpienia. Przypadek Yueyue odkrył znienacka całemu światu nowe oblicze współczesnych Chin. Oblicze w postaci owych 18 osób, które z absolutną obojętnością minęły jęczące i wijące się z bólu dziecko lat 2. Wielu chińskich dziennikarzy starało się tłumaczyć zachowanie przechodniów niedawnymi przypadkami, gdzie to osoby niosące pomoc zostały oskarżone przez ofiary wypadków o ich spowodowanie, a w związku z tym zmuszone do pokrycia kosztów leczenia i wypłacenia pokaźnego odszkodowania. Potwierdzeniem tezy mają być słowa kierowcy pierwszego samochodu, który ponoć wyznał dziennikarzowi podczas rozmowy telefonicznej, że nie zatrzymał się ponieważ nie miał pewności, czy osoba, którą potrącił przeżyła wypadek. Śmierć dziecka na miejscu oznaczałoby dla niego konieczność wypłacenia rodzicom odszkodowania w kwocie 10 może 20 tysięcy yuanów i po sprawie. Ale jeśli ofiara przeżyłaby wypadek musiałby się liczyć z  pokryciem kosztów jej pobytu w szpitalu, jak również późniejszej rehabilitacji, a to oznaczałoby setki tysięcy yuanów.

– Pan też by się nie zatrzymał na moim miejscu – oświadczył dziennikarzowi sprawca wypadku.

Ha!

Przeczytałem różne komentarze na portalach amerykańskich, europejskich, chińskich. Komentatorzy poszli hurmem w analizy sytuacji w dzisiejszych Chinach. Że to winne są pieniądze. Albo kapitalizm jako taki. Albo system komunistycznie totalitarny….

I tu włączył mi się alarmowy brzęczyk.

Ja przecież żyłem w kraju komunistycznym. Być może nie tak ortodoksyjnym jak Chiny, ale zawsze. Z siermięgi komuny poszliśmy  po 1989 roku w kasę, jak owa komuna siermiężną. Ludzie przestali czytać, rozum się zdekapitalizował, zaczęli wypływać na powierzchnię osobnicy w żółtych Lamborgini, o IQ chomika biegającego w drucianym kółku, ale z talentem do "kręcenia lodów". Jednak pomimo tych kaprawych tendencji nie zaniknęły w nas podstawowe ludzkie uczucia.

Widzisz gościa w zaspie? Pochylisz się nad nim chociaż zakładasz na 99%, że to nawalony żur z francuska zwany kloszardem. Ktoś kogoś stuknie na ulicy, poleje się krew – dzwonisz na 112. Czy minąłbyś obojętnie drgające ciało małego dziecka w agonii??? Nie! Do jasnego czorta nie! A masz przecież chłodny stosunek do nauk Kościoła, do nachalnych organizacji charytatywnych, do nawiedzonych działaczy wszelkiej maści organizacji, itd., itp. A pomimo to zobaczywszy małe, krwawiące dziecko na poboczu ulicy poczułbyś skurcz serca, zastrzyk adrenaliny powodujący, że w sekundę, gołymi rękami zamordowałbyś tego gnoja, który potrącił dziecko i zostawił je samemu sobie. Zadzwoniłbyś na 112, a dzwoniąc próbowałbyś coś zrobić, cokolwiek, żeby uratować to obce, nieznane maleństwo.

Tak, czy nie?!

Tymczasem 18 Chińczyków minęło 2 letnią, konającą dziewczynkę zupełnie obojętnie. Jak kupkę śmieci.

Teraz wrócę do idei światowego lidera.

XIX wiek. Wielka Brytania. Dała początek takim politycznym bytom jak Hong Kong i Singapur.  Rozpowszechniła na całym ówczesnym świecie idee oświeceniowe i rewolucję przemysłową. Nieźle, co? XX wiek. Dominacja Stanów Zjednoczonych, które pomogły powstać Niemcom w dzisiejszej postaci. USA spopularyzowały na całym globie  demokratyczny model rządzenia, jak również ideę wolnej przedsiębiorczości. Nieźle? Pewnie! Ponoć XXI wiek ma być wiekiem Chin. Z jakim przesłaniem? Pieniądze to jedno, ale myśl, idea, system wartości nowego hegemona? Bogać się? "Nieważne czy kot jest biały, czy czarny, ważne, żeby łapał myszy?" A co z takim mało wymiernym pieniężnie pojęciem, jak humanizm? Czy chcielibyśmy, aby nasze własne dzieci lub wnuki mijały obojętnie osoby w potrzebie?

Ja nie bardzo. A Ty?

Epilog: Chiński internet zawrzał świętym oburzeniem po ujawnieniu historii Małej Yueyue. Pojawiły się niezliczone głosy, aby po prostu zlinczować obu kierowców jak również owych 18 przechodniów. No bo sprawiedliwości musi się stać zadość! W chińskiej sieci  zrodziła się równolegle inicjatywa, aby publicznie uczcić pamięć Małej Yueyue i zademonstrować swój sprzeciw wobec coraz powszechniejszej znieczulicy społecznej w Chinach. Władze Foshan wyraziły zgodę na zorganizowanie odpowiedniej uroczystości w centrum miasta.

W Foshan mieszka 800 tysięcy ludzi.

Serce z zapalonych zniczy przyszło ułożyć 200 (DWIEŚCIE) osób.

raczek, leszek slazyk

Leszek Ślazyk

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Close