Chiny subiektywnie

Marszałku, gdzie jesteś?

Dzień 11 listopada od roku 1989 kojarzy nam się ze świętowaniem odzyskania niepodległości po 123 latach rozbiorów. Moment odzyskania niepodległości w 1918 roku kojarzy się zaś w umysłach Polaków z postacią Marszałka Józefa Piłsudskiego, który nie dość, że przyczynił się walnie do pojawienia się Polski na mapie Europy po zamęcie I wojny światowej, to jeszcze tą wolność obronił w 1920 roku w obliczu najazdu bolszewickich Hunów.

O Marszałku wiedzę mam powierzchowną, zapewne jak większość moich rodaków. A mimo to – szczególnie 11 listopada – tęsknię za Nim, za Jego Legendą. W naszej zbiorowej pamięci żyje Piłsudski jako człowiek zdecydowany, surowy, a przede wszystkim kierowany ideą Polski niepodległej i silnej. Frazesy i truizmy, nieprawdaż? Oczywiście. Ale z drugiej strony jak bardzo takiej postaci jak Marszałek brakuje nam dzisiaj. Właśnie takiej osoby ideowca-racjonalisty, który żyje po to, żeby zrealizować swoją wizję państwa rozumianego jako złożony organizm polityczny, gospodarczy, społeczny. Postaci, która wierzy w to co robi, a robi rzeczy sensowne i istotne.

Cóż dzisiaj Marszałek powiedziałby patrząc na nowy Sejm VII kadencji we współczesnej nam III RP? Pewnie zabrakłoby mu nieparlamentarnych słów, aby opisać to panoptikum chętnie wycierające sobie gębę Jego nazwiskiem. Czy dostrzegłby różnicę pomiędzy obecną sytuacją polityczną Polski, a tą z początku XX wieku? On pewnie tak. Bo Napoleon z Żoliborza ciągle myśli, że jest rok 1922, Sowieci i Rzesza właśnie dogadały się w Rapallo, tworząc sytuację, gdzie ledwo co odzyskana niepodległość zostaje zagrożona deklaratywnie przez dwie ciemne i wrogie nam siły. Mały-wielki syn Żoliborza grając z kolegami w "Ryzyko" i planując światowe kampanie wojskowe ołowianych żołnierzyków, toczy również zażarte boje słowne na temat wyższości daty 11 listopada nad datą 7 października, która wprawdzie obowiązywała do 1938 roku jako święto odzyskania niepodległości, ale nie była wystarczająco narodowa.

Obóz rządzący jest zdecydowanie mniej odklejony od rzeczywistości i zdaje sobie sprawę z tego, że mamy już wiek XXI. Ale czy to wystarczający powód do dumy i chwały? Marszałek z pewnością nasrożyłby brwi i wąsy obserwując nieporadność ludzi, którzy wydają się być obdarzeni inteligencją i sprawnością zarządzania, ale poświęcają cenny czas i energię głównie na sprawianie dobrego wrażenia, co nie jest szczególnie trudne w konfrontacji z postępującym obłędem żoliborskiego Imperatora.

Socjaliści? Tu chyba w oczach Józefa Piłsudskiego zakręciłaby się niejedna łza. Przecież Marszałek wyrastał z tej idei, tramwaju, który dojrzewając z wiekiem postanowił wreszcie opuścić, ale którego przecież się nie wstydził, ani wypierał. Nie wiem, czy Piłsudski miał zwyczaj spluwać z odrazą, ale dzisiaj pewnie by splunął na widok lewicy kawiorowej, będącej skromną pozostałością ancien regime oraz lewicy marketingowej będącej dziełem filozofa i wytwórcy tanich win krajowych.

Wszyscy oni zajęci są sprawami małymi, nieważnymi, powierzchownymi, jak powierzchowna jest współczesność przeładowana informacjami, których wagę trudno odpowiednio ocenić przeciętnym mieszkańcom RP. Zmiany w ustawach i prawie często są mniej istotne niż newsy na temat cycków jakiejś pani z konkursu dla śpiewaków lub tańczących komediantów. Czyjeś przejęzyczenie potrafi przyćmić swoją wątpliwą zabawnością kolejną wiadomość o utrwalających się zmianach na dyplomatycznych mapach świata. A niby ludzie uczą się na błędach. A niby powinniśmy być ponad powszechną powierzchowność wiedząc z historii tej odległej i całkiem nowej, że jesteśmy takim specyficznym narodem, który w sytuacjach krytycznych zawsze bywa poświęcany wyższym racjom. Z tego zaś powinniśmy wyciągać wniosek, że jako dzieci boże musimy radzić sobie sami.

Marszałek i jego pokolenie podarowało nam rzecz bezcenną: poczucie wolności. Ten właśnie dar sprawił, że zachowaliśmy się dumnie i nieroztropnie w 1939 roku, że przetrwaliśmy 40 lat zależności od Rosji Radzieckiej, że udało się nam wreszcie powoli stawać na własnych nogach. Wolnych. W tym niedocenianym, a wielkim momencie zabrakło nam jednak kogoś takiego jak Marszałek, kogoś kto uświadomiłby nam, że wolność to również odpowiedzialność. Zamiast skupić się nad znalezieniem swojego miejsca na mapie współczesnego świata, nad odkryciem swojej drogi w obliczu fundamentalnych zmian dotyczących równowagi sił pomiędzy globalnymi potęgami świętujemy  symboliczną datę odzyskania niepodległości w formie teatralnych uroczystości centralnych oraz spontanicznych ruchawek zwolenników i przeciwników wtykania pindola w męskie zadki.

Stanisław Wyspiański w swoim "Weselu" wystawionym po raz pierwszy w 1901 roku umieścił tajemniczy wers:

"Cóż tam, panie, w polityce? Chińczyki trzymają się mocno?!"

Marszałek z pewnością miał kiedyś okazję przeczytać lub obejrzeć dramat krakowskiego hulaki. Dzisiaj, kiedy powyższy cytat zyskał nieoczekiwanie na aktualności – wierzę w to – Józef Piłsudski uczyniłby z niego motto przyświecające działalności władz. Bo powinno nim być. W świecie A.D. 2011 przewagi nie zdobywa się kawalerią i armatami, które były skuteczne w roku 1920. W naszym świecie wygrywa się silną gospodarką, mocą ekonomii. I na nich powinny koncentrować się działania rządzących. Współczesny świat daje wiele przykładów praktycznych jak używać ekonomicznego oręża skutecznie. Singapur, Chile, Hong Kong, Chiny. Nie znaczy to, że chciałbym, abyśmy się stali drugimi Chinami, broń Panie Boże. Ale analizując drobiazgowo przemiany w powyżej wymienionych krajach moglibyśmy uzyskać syntetyczną strategię rozwoju odpowiadającą naszemu obecnemu miejscu i czasowi. Odbudować zrujnowane w latach 90-tych rzemiosło, ściągnąć ostro lejce bankom, które powinny ułatwiać działalność gospodarczą, a nie ją dusić,  wzmacniać wszelkiego rodzaju przedsiębiorczość, która jest naszą bezdyskusyjną siłą, wprowadzić cła, które  nie byłyby restrykcją wobec chińskich producentów, a jedynie wyrównaniem szans naszych rodzimych przedsiębiorców wobec uprzywilejowanych obywateli ChRL, uprościć podatki i prawo, a wzmocnić ich egzekwowanie i nieuchronność. Żeby to zacząć robić potrzebujemy jednak kogoś na miarę Marszałka Józefa Piłsudskiego.

Marszałku, gdzie jesteś?

Leszek Ślazyk

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

5 thoughts on “Marszałku, gdzie jesteś?”

  1. władze sowieckie postaraly sie by ktos taki jak marszalek dlugo sie juz nie pojawil wykorzystujac do tego las katynski a potem propagande
    ktos taki jak wspomniany w artykule pojawic sie moze jedynie z mlodego pokolenia, nieskazonego ideami destrukcyjnymi socjalizmu, ale on sam nie wystarczy by ruszyc tym calym badziewiem, musi byc ich wiecej i wlasnie cala nadzieja jest w mlodych polakach, jesli komus jeszcze bedzie sie chcialo tym wszystkim zajac

  2. Cześć! Jak zwykle fajnie napisane TYLKO: w "niewolę" sowiecką oddali nas już Teheranie nasi "wspaniali" sojusznicy i to żeby nie "kaprys" batiuszki bylibyśmy mniejsi o "ziemie odzyskane"/ coprawda nie kaprys a perfidnie logiczne posunięcie: oddalić Niemców od siebie szerszą strefą buforową, i pogłębić i tak  duże antypatie Niemiecko -Polskie."mgła Rapalino" jeszcze trwa. Po wojnie być może byłby następca marszałka- Sikorski-zgiął, został zamordowany, jak nie do końca wiadomo, ale z korzyścią dla wszystkich/alianci, sowieci a nawet Niemcy/ Poza tym , jeżeli myśleć ekonomicznie to należało wykorzystać/ mimo animozji/ na zasadzie pieniądz nie śmierdzi olbrzymi rynek pod bokiem, gdzie mieliśmy kontakty i dobrą markę naszych towarów/bywałem tam bardzo często/ a nie oddać się pod "doradcze" skrzydła największego przekręta na świecie/ w myśli USA/ który za doradztwo, które mocno zniszczyło naszą gospodarkę "wykręcił"za dobre TYLKO SŁOWA ponad 17 miliardów dolarów, a teraz leci z nami w "bambuko".Poza tym większość się zgadza , może tylko nie oceniać ludzi pochopnie co robili, bo podobno Wielki Elektryk/ a w sumie kierowca wózka akumulatorowego/ został tym czym został i uczy demokracji po świecie "doktor k a u z a"Ale niestety, taki nasz historyczny los . Rzadko się zdarzało by u władzy byli mądrzy, zawsze przewagę mają głośni i podstępni. Pozdrawiam

  3. Czytając artykuł a później Wasze komentaże nasuwa mi się myśl…czy Polacy faktycznie oprócz biadolenia nad swoim losem oraz nieustawicznego obwiniania reszty świata za własne niepowodzenia i nieudolność w swoim kraju są zdolni do czegoś innego?
    Brakuje nam ideałów, patrzymy z rozrzewnieniem w przeszłość?
    Dlaczego Jesteśmy  (wzorem sarmaty) mocni jedynie w gębie?
    Doceniamy jako naród i poważamy krzykaczy  i bajkopisarzy snujących przepiękne wizje -lekarstwa dla naszej duszy, nie bardzo myśląc o otaczającej nas rzeczywistości.

  4. Andrzeju ! Nie wiem! Nadzieja w Was młodych. Jak charakter człowieka kształtuje się przez całe życie/ a już trochę pożyłem/  i pewne zdarzenia wyciskają na nim piętno,tak charakter narodu kształtuje się przez wieki jego istnienia.Większość życia jeżdziłem po świecie i uważam nas Polaków za jeden z najinteligientniejszych i najzaradniejszych ludzi na świecie. To są cechy wrodzone , a nabyte niestety nienajlepsze. Niestety historia: "wolność szlachecka"- to krzykliwość i brak dyscypliny, zniesienie pańszczyzny dopiero pod koniec XIX wieku/ w zaborze rosyjskim/, czyli wiekowe zniewolenie masy ludzkiej , traktowanej niejednokrotniej od bydła. A społeczęństwo nasze jest społeczeństwem "wiejskim"Wyniszczenie , wręcz uśmiercenie inteligencji- wojna. Po wojnie odsuwanie inteligencji- tworzenie nowej kasty w tym elit rządzących na bazie ludzi ze wsi, i co najgorsze większość z pod byłego zaboru rosyjskiego.Po transformacji niestety też wskoczyli na top Ci,których premier oficjalnie stwierdził: "pierwszy milion trzeba ukraść" a co najtragiczniejsze dalej zajmuje niepoślednia rolę w nazwijmy to "życiu politycznym"Ale ja wierzę że, nasza młodzież wytworzy nowe elity.Początki widać, zawsze były nazywane "wybryki chuligańskie" potem "etosem".Ostateczność zmusza do ruchów niekontrolowanych, wręcz brutalnych.  Pozdrawiam, wierzmy będzie lepiej, chociaż moje pokolenie w większości mówi "lepiej już było- to se ne wrati pane Hawranek"

  5. Taki młody ja już niestety nie jestem, stuknęło mi 56 lat. Przeżyłem sporo, też wiele lat spędziłem poza granicami kraju. Dzisiaj patrzę inaczej, z perspektywy czasu i dystansu dzielącego mnie od Polski. 
    Był czas, dość dawno temu gdy Polska miała szansę pozostania na mapie świata jako silny i niepodległy kraj z którym dalej liczono by się jako z mocarstwem. Niestety czas ten został zaprzepaszczony przez nieudolność lub celowe działania wielu osób. jak napisałeś…. to se ne wrati i trzeba się z tym faktem pogodzić.
    Na dzień dzisiejszy mentalność i sposób postrzegania świata przez wielu Polaków daje dużo do myslenia. Czy faktycznie w dalszym ciągu zyjemy w czasach rozbiorów? Czy nadal otoczeni jesteśmy przez wrogów czychających nieustannie na nasze dziewictwo? Wydaje się że dla wielu Polaków czas stanął w miejscu wiele lat temu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close