Chiny subiektywnie

Masakra w Nankinie, czyli podobieństwo losów

Najnowszy wpis Toma na jego blogu przypomniał mi po raz kolejny niezwykle tragiczny i dramatyczny epizod z historii współczesnych Chin. Mam na myśli masakrę w Nanjingu, ówczesnej stolicy Republiki Chińskiej, trwający sześć pełnych tygodni (grudzień 1937 – styczeń 1938) okres rabunków, gwałtów i mordów dokonywanych przez żołnierzy japońskich na chińskich cywilach.

Zacznę od dygresji. Stosunek Chińczyków do Japończyków jest właściwie taki sam jak nasz, Polaków do Niemców. Nad oceną przez nas Niemców jako nacji zawsze wisi gdzieś tam wyżej, lub niżej, czarna i straszna chmura pamięci o II wojnie światowej. W każdej polskiej rodzinie żyje pamięć o "wojnie", od której końca minęło już aż 67 lat. Siłą rzeczy niewielu naocznych świadków tamtych wydarzeń jest wśród nas. A pamięć jednak pozostaje żywa i bolesna. Wystarczy chociażby przywołać takie hasła jak Westerplatte, Piaśnica, Powstanie Warszawskie, czy te najgorsze: Auschwitz, Treblinka….

Podobne odczucia mają Chińczycy w stosunku do Japończyków.

W latach 30-tych i 40-tych XX wieku poddani cesarza Hirochito, a także zwolennicy Hitlera przekonali samych siebie i uwierzyli w swoją rasową wyższość ponad innymi nacjami, które postanowili sobie podporządkować. Jedni i drudzy zastosowali podobne metody. I Japończycy i Niemcy zdjęli maski nadludzi ujawniając swoją najgorszą, demoniczną, dewiacyjną naturę. Broń Boże zwierzęcą. Nie obrażajmy zwierząt porównując do nich zbrodniarzy, dla których nie stanowiło problemu roztrzaskanie o ścianę polskiego, czy żydowskiego niemowlęcia, lub zgwałcenie za pomocą bagnetu dziesięcioletniej chińskiej uczennicy szkoły podstawowej.

Według dokumentów japońskich podczas wielotygodniowej rzezi ludności cywilnej w Nankinie pochowano ponad 247 tysięcy ciał. Ilość ostateczna ofiar nigdy nie będzie znana, ponieważ po wielu masowych mordach i rozstrzelaniach zwłoki ofiar palono, lub wrzucano do Jangcy. Wiele osób zginęło zakopanych żywcem. Nie poznamy też liczby zaginionych, okaleczonych, rannych.

Wspominając co jakiś czas tragiczne wydarzenia w Nankinie, dzisiaj zwanym Nanjingiem, uzmysławiam sobie każdorazowo podobieństwo losów chińskich i polskich w latach wojny światowej. Przodkowie nasi i współczesnych nam Chińczyków doznali niewyobrażalnej ilości cierpień tylko dlatego, że urodzili się tam gdzie się urodzili, tylko dlatego, że ktoś uznał ich za gorszych nic nie wartych. My, Polacy de facto mieliśmy po wojnie nieco więcej szczęścia. Świat pamięta o obozach koncentracyjnych, o skali zbrodni i nieszczęścia. Z Chińczykami los obszedł się bardziej obcesowo. Mało kto pamięta o masakrze w Nanjingu, chociaż uznano ją za jeden z największych przypadków ludobójstwa w dziejach ludzkości. Co więcej my od Niemców usłyszeliśmy chociażby wymuszone i dyplomatyczne "przepraszam". Japończycy woleli o sprawie okupacji Chin kulturalnie zapomnieć. Ale nie zapominają składać rokrocznie hołdu żołnierzom, którzy zginęli w Chinach i wielu rejonach Azji oraz Pacyfiku, gdzie armia cesarska występowała jako agresor, wysłannik imperium. Hołd ten składa premier japońskiego rządu. Pomyślmy: jak byśmy się czuli gdyby pani kanclerz Merkel raz w roku składała symboliczny pokłon niemieckim żołnierzom, którzy zginęli we wrześniu 1939 roku nad Bzurą, którzy zginęli podczas powstania w warszawskim getcie, lub podczas walk o Wrocław? Bylibyśmy na takie wydarzenie obojętni? Czy bylibyśmy obojętni na "dzieła naukowe" autorów twierdzących, że właściwie nic się nie stało, że ilość ofiar masakry w Nankinie to przesada, to element postwojennej propagandy? Czy ja mogę być obojętny na twierdzenia pana, który ponoć posiadł tytuł naukowy, a który obstaje przy twierdzeniu, że tacy ludzie jak mój osobisty dziadek nie zginęli w obozie śmierci w Auschwitz, tylko byli tam prawdopodobnie na wczasach i zmarli w wyniku nieszczęśliwego splotu wydarzeń, nie zaś celowego działania "nadludzi"?

W naszych relacjach z Chinami dzisiejszymi ignorujemy zupełnie element emocji, pewnej więzi wynikającej z podobieństwa losów naszych krajów i ludzi w naszych krajach mieszkających. Znając Chińczyków troszeczkę wiem, że są czuli na punkcie swojej historii, jak również na tragiczne koleje życia swoich nieznanych przodków. Nieznanych, bo pożartych przez tryby historycznej machiny. Tu też są podobni do nas, Polaków, nieprawdaż? Skoro tak, to może zamiast poświęcać energię na dyskusje o możliwości inwestowania w Chinach, powinniśmy tyleż energii skupić na nagłaśnianiu takich faktów jak masakra w Nankinie. Może powinniśmy bezwzględnie i bezkompromisowo przeciwstawiać się składaniu hołdu żołnierzom japońskim, którzy zginęli najeżdżając inne kraje. Może powinniśmy budować kapitał na bazie tej ogromnej liczby ofiar, ofiar bezsensownych i wymykających się jakiemukolwiek zrozumieniu, nie dla zysku własnego, ile bardziej dla spowodowania, żeby tym wszystkim dzieciom, kobietom, mężczyznom oddać należną im cześć, nadać ich ofierze choćby symboliczny sens.

Nas Polaków i Chińczyków dzieli przepaść geograficzna, cywilizacyjna, kulturowa. Kiedy nasi praszczurowie zaczynali się ogarniać jako tako, kiedy wydobywali się z mozołem z systemu plemiennego, aby rozpocząć tworzenie zalążków państwowości, tam w odległych Chinach funkcjonowało państwo wielkie, sprawne, samo sobie wystarczające. Jesteśmy różni pod względem fizycznym. Mówimy skrajnie odmiennymi językami. Wyznajemy absolutnie inne wiary. Ale łączą nas podobne losy. Takiej nici, takiego łącznika nie posiada żaden inny kraj w Europie, a może na całym świecie. Wykorzystajmy to.

Leszek Ślazyk

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

10 thoughts on “Masakra w Nankinie, czyli podobieństwo losów”

  1. przykro mi to pisac ale czyta sie ten artykul jak kolejna poprawde spod piora instututu konfucjusza.
    chinczycy rozliczaja tylko te czesc prawdy i rozdymuja ja pod niebiosa, tylko te ktora im jest wygodna do nacisku politycznego. na temat masakry powstaly setki ksiazek, pare filmow, mnostwo glow panstw jezdzilo tam przy okazji wizyt w chinach, wszystkie dzieci w chinach ucza sie i wbijaja w nienawsic z tego wlasnie powodu, ze japonczycy nie przeprosili za zbrodnie.
    w tym samym czasie mowimy nie o chinczykach republiki chinskiej pod agresja japonska a o komunistycznych wladzach, ktore sa odpowiedzialne za zbrodnie o wiele wieksze niz popelnione przez japonczykow. samo zaglodzenie przez armie ludowo-wyzwolencza 300.000 ludzi w changchun (wiele przypadkow ludozerstwa) jest odpowiednikiem masakry nankinskiej samo w sobie, w podobny sposob wyzwolono wiele innych miast, zwlaszcza w mandzurii, ale pieklo urzadzwone przez komunistyczne wladze zaczelo sie po wojnie. w czasie pokoju komunisci w ramach swego eksperymentu socjalnego zamordowali bezposrednio, w obozach laogai, w kolejnych kampaniach, w czasie wielkiego glodu spowodowanego wielkim skokiem i nie wydania wieklich zbiorow zboza (ktore eksportowano zeby dostac dolary na bron) aby uratowac miliony ludzi (znowu powszechne ludozerstwo w syczuanie), w czasie rewolucji kulturalnej (ludozerstwo z nienawisci wobec prawocowcow w okolicach guilin w guzhou) itp itd – lacznie okolo 60 milionow ofiar komunizmu w Chinach. Stanowisko japonii, ktorej w zadnen sposob nie bronie jest jednoznaczne: nie beda przepraszac wladz, ktore sa o wiele wiekszym zbrodniarzem niz japonia przed 60 laty i ktore wymordowaly znaczenie wiecej Chinczykow w czasie pokoju niz Japonczycy w czasie wojny. to jest jakby maly bandyta mial przerpaszac wielkiego bandyte. to NIE jest porownywalne ze stosunkami polsko – niemieckimi nie tylko przez odmiennosc strony niemieckiej ktora rozliczyla zbronie, ale tez przez odmiennosc strony polskiej, ktora po pierwsze nie popelnila wobec wlasnego narodu wiekszych zbroni od hitlerowcow (i tu jest sedno calej sprawy), a po 89 rozlicza pomalu zbrodnie wobec Zydow czy Niemcow.
    nie mozna mowic o nankinie bez mowienia o komunistach i ich zbrodniach, bo jest to druga, przemilczana i nieodzowna do zrozumienia polowa prawdy.
    utwierdzajac komunistow w tej poprawdzie wbijamy ich w nienawsitny rewanzyzm, ktory polowa tnie japonie, a druga polowa tego samego noza tnie zachod i nas samych – umacniajac milczacych o swoich zbrodniach i liczacych korzysci bandytow w dumie sprawiedliwych i zadnych zemsty ofiar, bez mowienia o najwiekszej liczbie ofiar systemu ktory wciaz sami tworza i ktorego sa beneficjentem.

  2. Dziękuję za długi komentarz i zaczyn niezłej jak myślę polemiki. Mój tekst być może nie został skonstruowany precyzyjnie, poszedłem pewnie w ogólniki. Poruszając kwestię stosunku Chińczyków do Japończyków nie miałem na myśli relacji państwo-państwo a zdecydowanie jednostka-jednostka. W przypadku gestów na szczeblu międzypaństwowym Japończycy powinni składać przeprosiny na ręce rządu Tajwanu, nieprawdaż? Nankin był przecież stolicą Republiki Chińskiej, nie zaś Chińskiej Republiki Ludowej powstałej 4 lata po zakończeniu wojny w 1949. Mieszkańcy Nankinu w roku 1937 nie byli Chińczykami Ludowymi, takie pojęcie wówczas nie istniało, komuniści byli przecież wówczas już po niesławnym Długim Marszu, zmarginalizowani, rozbici zamknięci w getcie fragmentu Shaanxi. Japończycy zatem winni przepraszać ludzi, byłych mieszkańców Nankinu i potomków swoich ofiar, a nie rząd w Pekinie. Unikanie przeprosin i zasłanianie się historią o wyższości zbrodni komunistycznych nad własnymi nie jest godne potomków samurajów.

    Oddzielną sprawą jest kwestia ofiar komunistów chińskich. Większość zainteresowanych tematem czytała zapewne książkę „Mao” Jung Chang. I ta właśnie lektura uświadamia ogrom ofiar, począwszy od czystek lat 30-tych, poprzez Długi Marsz, wojnę domową 1945-1949, wojnę koreańską (gdzie Mao zastosował taktykę nakrywania Amerykanów czapkami), Wielki Skok Naprzód, Wielki Głód, rewolucję kulturalną…. Wymyka się rozumowi ten ogrom nieszczęść. Jeśli spojrzymy na Chińczyków Ludowych poprzez taki pryzmat cóż możemy właściwie powiedzieć? I znów chodzi mi o przeciętnych obywateli ChRL, nie o włodarzy.

    Wychowanie w realiach państwa socjalistycznego nauczyło mnie relatywistycznego rozumienia świata. Z punktu widzenia szarego człowieka (takiego z piosenki Maanamu), z punktu przedstawianego przez władzę. W relacjach japońsko-chińskich Japończycy chętnie kładą nacisk na ten drugi sposób pojmowania rzeczywistości. To swego rodzaju kolaboracja. Szczere wyznanie winy, prośba o wybaczenie skierowana do zwykłych ludzi, pomoc w przedstawieniu zaistniałych wydarzeń, ujawnienie szczegółów skrupulatnie odnotowanych przez cesarską machinę biurokratyczną, odebrałoby siłę napędową aparatowi propagandy. A tak ten właśnie aparat żywi się postawą Japończyków. I jak pisał Kurt Vonnegut Jr.: i tak dalej, i tak dalej…

  3. Witaj, przepraszam za pare dni zwloki w odpowiedzi, a i tak sa one ledwie z pamieci
    Po wojnie japonia pod (sluszna skadinad) okupacja amerykanska nie prowadzila samodzielnej polityki a nie sadze by kogokolwiek interesowaly wowczas przeprosiny tylko odszkodowania wojenne, rozliczanie zbrodniarzy wojennych i wyplaty odszkodowan, zawieszone jakos w 1948 na skutek zblizajacej sie wygranej komunistow w chinach i zmiany ukladu sil w azji
    W 1950 wybucha wojna w korei, potem wietnam itp. Tak czy owak najpierw nie bylo tematu nic nie znaczacych wowczas przeprosin, potem nie bylo komu przepraszac, jak powstal nowy rzad to w opozycji do militarystycznego przedwojennego i tez nie poczuwal sie do wypowiadania w jego imieniu (tak samo bylo w niemczech) a w koncu przed kim – republika wyniosla sie na tajwan a po uznaniu chrl przez japonie tajwan nie reprezentowal wobec japonii chin, przepraszanie zas przez japonie chinskich komunistow to jak pisalem wyzej
    Porownujac do niemcow warto zobaczyc kiedy przeprosil brandt (zydow w warszawie), potem herzog a w koncu schroeder zeby zrozumiec o jakich czasach mowimy
    Tym niemniej japonia po dzis dzien finansowo z powodow historycznych wspiera chiny ale naprawde nie mam czasu na dokladne zaglebienie sie w temat, czytam czasem o tym w mediach, na pewno da sie to znalezc w necie.

    Jesli chodzi o relacje jednostka – jednostka to japonczycy pojedynczy przepraszaja, w chinach czesto sa wzmianki o skruszonych japonczykach, niektorzy na kolanach ida w swoja dawna trase po chinach itp, ale tak naprawde nie wiem czy kogololwiek tak naprawde to interesuje. Co innego gdyby rzad demokratycznej japonii w imieniu dzisiajeszych japonczykow jako potomkow japonskich militarystow przepraszalby rzad komunistycznych chin ludowych (republiki chinskiej na tajwanie nie moze przepraszac bo jej nie uznaje) reprezentujacy dzisiejszych potomkow republikanskich chinczykow…
    A o oddawaniu czci japonskim zbrodniarzom w yasukuni – czy w chinach na kazdym banknocie nie jest pewnie najwiekszy zbrodniarz w historii i czy na placu niebienskiego pokoju nie znajduje sie jego mauzoleum w ktorym odbiera wyrazy czci od wladz i ludzi?
    Glupie to wszystko i wstretne, przyznaje

    Temat tak czy owak, dopoki w chinach jest system i rzad jaki jest, temat jest bardzo propagandowy,
    zwlaszcza sluzy komunistom do przedstawiania sie w roli ofiar, raz japonii raz mocarstw europejskich (wojny opiumowe i spladrowania palacu po powstaniu bokserow), wzbudzania zadnego zemsty nacjonalizmu, powalenia swiata na kolana w majacym nalezc do chin XXI wieku (wie to kazdy chinczyk i tak pieja nazwy ulic, skwerow i czego tam jeszce), co daje latwe poparcie dla rzadu i (poza obecnym wzrostem pkb) legitymacje wladzy zdobytej na karabinach i przez dziesieciolecia rzezi bez ogladania sie na wlasna sytuacje pozbawiana wszelkich praw poza jedzeniem i praca.

    Kazdy z nas dokonuje jekiegos osadu i wyboru – osobiscie nie chce dzielic chinskich trupow na gorsze i lepsze, nie pojde na muzeum masakry nankinskiej dopoki nie powstanie w chinach przynajmniej muzeum ofiar changchun, a chcialoby sie chinskiego komunizmu. I do tej pory nie bede uwazal by zestawianie tego z powstaniem warszawskim bylo uprawnione i uczciwe.

  4. Przed Expo był taki pomysł, żeby pokazać film przypominający jak w 1956 roku Liu Shaoqi w Moskwie odwiódł Sowietów od agresji na Polskę. Chińczycy podziękowali za ten wyraz wdzięczności – w imię swoich stosunków z Rosją. Film trafił na półkę i tam leży do dziś, choć wydano na niego jakieś 100 tys. zł.

    Nie sądzę, by Chińczycy chcieli wykorzystać masakrę nankińską do budowy sojuszu antyjapońskiego i antyniemieckiego – bo do tego sprowadzałoby się budowanie mostów na pamięci o zbrodniach II wojny światowej.

  5. Na kongresie w Katowicach słyszałem od szefów PAIZ, że film ten dostępny jest na „naszej stronie”, ale nie znalazłem…

    Co do sojuszy: nie myślę o budowaniu sojuszów anty. Japończycy wytrąciliby Pekinowi oręż kreowania nastrojów anty japońskich uznając swoją winę wobec przeciętnych obywateli Chin. My zaś, przez wzgląd na swoją własną historię, mamy moralne prawo stawać właśnie po stronie tych, którym odbiera się możliwość uznania krzywd.

    To temat rozległy i trudny, nie mniej uważam, że w przypadku naszych relacji z Chinami ważny, mocny.

    Zresztą – zdaje się, że ekonomia znów nieubłaganie wchodzi na pierwszy plan (spowolnienie w Chinach i nie tylko), sprawy jak masakra w Nankinie staną się niebawem wyłącznie tematem dywagacji akademickich…

  6. pare slow od siebie. Zgodze sie z autorem, ze losy w historii drugiej wojny światowej Polska i Chiny mamy podobne. Chce sie jeszcze dorzucić do tematu mala jednostke obronna „LAN” walczacza z Japończykami przy najeździe na Harbin. Koncentrowałbym sie na tych podobieństwach i nie rozwijał tego o zbrodnie/bledy komunistow chinskich na wlasnym kraju. Ze tak powiem… co ma piernik do wiatraka ? Bo w ten sposob to mozna licytowac sie na trupy bez konca przemierzając historie Chin i swiata.
    Jesli jednak rozmawiamy o rozliczaniu sie z drugiej wojny swiatowej to chcialbym uslyszec wypowiedz psychologa bo problem nie tkwi w propagandzie, ale w mentalnosci azjat.
    Mlodzi europejczycy bez wzgledu na brutalność historii patrza w przyszlosc, pokojowa przyszlosci globalnej wioski bez „shadow of history”. W europie wciaz jest wiele nierozwiązanych spraw, ale rowniez w duzej mierze ludzie sie po przepraszali. Mlode pokolenie w Japonii czy Chinach NIENAWIDZI SIE. Handluje miedzy soba, ale… wiecie jak jest.
    Powiedzcie mi, czy w którymś kraju Azji, nawet taki z dobrymi stosunkami dyplomatycznymi, bylby mozliwy przemarsz tysiecy ludzi innej narodowości przez stolice kraju na stadion narodowy ??? Juz widze oczami wyobrazni taka akcje w Pekinie lub Tokyo hahaha :-)

  7. Panie Leszku,

    Ciekawy artykuł, ciekawe spostrzeżenia, choć wydaje mi się, że jednak sprawa śliska, bo w Polsce nikt nie wykorzystuje historycznej tragedii do wzniecania sentymentów nacjonalistycznych, tak jak robi to rząd w Pekinie (moim skromnym zdaniem zastępując owym nacjonalizmem – kulejący komunizm, w który już i tak nikt od dawna „nie wierzy”). Myślę, że lepiej jest jednak łączyć narody przez wydarzenia pozytywne, a nie tragedie, które jednak pomimo zauważalnych podobieństw, mają dla każdego inny wydźwięk, stąd zgadzam się mocno z Panem Piotrem.

    Ponieważ od wielu lat mieszkam na Tajwanie, to przychodzi mi wręcz automatycznie do głowy przykład Tajwanu: Tajwańczycy w sumie mogliby do Japończyków do dziś czuć odrazę (czytaj: mają takie samo prawo do tego, jak Chińczycy, jeżeli nie większe), bo i pod Japońskimi rządami znajdowali się przez 50 lat (ci, którzy byli tutaj przed „wycofaniem się” Republiki Chińskiej na Tajwan) i pewnie niejeden stracił kogoś w Nankinie (ci, którzy przyjechali tu z kontynentu z „Generalissimo”, który sam też aniołem nie był). Tajwańczycy do Japończyków mają jednak podejście pragmatyczne, jeżeli nawet nie bardzo pozytywne. Tu nikt się nie dąsa ani nie opluwa Japonii, a jeżeli ta jest w potrzebie to wiele osób chętnie nawet jej pomoże (patrz pomoc Tajwanu dla Japonii po trzęsieniu ziemi i tsunami w ubiegłym roku – BBC o tym „nie wypadało” mówić, ale Tajwańczycy byli w pomocy zdaje się najhojniejsi, podczas gdy w Chinach pojawiały się głosy – należało im się m.in. za masakrę w Nankinie). Tu po kilkudziesięciu latach systemu jednopartyjnego, rozkwitła pełna demokracja, niewiele młodsza od naszej. Tu młodzi ludzie patrzą w przyszłość, a nie grzebią się w przeszłości powtarzając zasłyszane slogany (których często nawet nie bardzo rozumieją).

    Chyba widać do czego dążę – jestem przekonany, że to właśnie z tymi „Chinami” moglibyśmy się dogadać o wiele efektywniej, ale niestety polityka RP jest taka, że wolimy nie drażnić tych drugich, zza cieśniny.

    Na zakończenie jeszcze tylko mała uwaga językowa. Nankin nazywał się i nazywa do dziś tak samo – 南京 ([nan tɕiŋ]). W języku polskim przyjęła się starsza transkrypcja, której do niedawna używali też m.in. Niemcy, jednak w nowej transkrypcji w Niemczech pisze się już zgodnie z hanyu pinyin – Nanjing. Stąd stwierdzenie „w Nankinie, dzisiaj zwanym Nanjingiem” jest raczej niezbyt poprawne, a nawet podwójnie błędne, bo nazwy miasta nikt nie zmieniał, a do tego w języku polskim nadal obowiązuje dotychczasowy zapis (tak jak i został Pekin, a nie „nowy” Beijing).

  8. @Piotr – Faktycznie każdy z nas dokonuje indywidualnego osądu i wyboru, postrzega świat subiektywnie, odmiennie. Zgadzam się z Tobą Piotrze, że nie można zarówno „dzielic chinskich trupow na gorsze i lepsze”, jak również nie można być obojętnym na budowanie nacjonalizmu na bazie ludzkich ofiar. Dla mnie, poniekąd idealisty, sprawa Nankinu (Nanjingu) mieści się wyłącznie w wymiarze tragedii jednostek. Być może na tym polega największy dramat współczesności (ale i wcześniej walono w te tarabany), że politycy/dyplomaci chętnie grają kartą nie swoich krzywd dla dobra „narodowych” interesów. Sami to niedawno przerabialiśmy i wciąż od 2010 roku do znudzenia przerabiamy. Dlatego też moja koncepcja budowania relacji (jakichś relacji, bo dzisiaj są żadne) z Chinami, z Chińczykami zasadza się na „kontakcie od dołu”. Na przypominaniu wspólnoty losów nie podczas wizyt w Pekinie delegacji rządowych, a o rozmawianiu na te tematy w kontaktach miasto-miasto, gmina-gmina, z realnymi ludźmi. To zresztą jest moja własna koncepcja budowania relacji gospodarczych i politycznych. Nie od góry, przez Pekin, Shanghai, gdzie ciasno i mało konkretnie, a od dołu, gdzie można zdziałać wiele. Przez te małe (jak na chińskie realia) miejscowości, gdzie możemy zostać dostrzeżeni i uznani za równorzędnych partnerów.

    A co do systemu w ChRL…. Piszę na ten temat pierwszą poważniejszą pracę, bo to temat osobny, mało przez kogokolwiek dotykany. Pamiętajmy jednak (ja urodzony w latach 60-tych pamiętam): system to jedno, ludzie w nim żyjący (nie aparatczycy i tajni współpracownicy) to drugie. Nie uznając ich ofiar (japońskich ale również komunistycznych) pchamy ich w konkretnym kierunku, w łapy tanich chwytów propagandowych.

    Pytanie oczywiste: jak ideę wprowadzić w czyn? Odpowiedź nie jest prosta. Ważne jest natomiast, żeby określić jakąś strategię, a odpowiedź na to i wiele innych pytań zastosować jako taktyczne narzędzia osiągnięcia ważnego celu, którym jest posiadanie prawdziwych, nie zaś „wish thinking’owych” relacji z Chinami.

    Ale na razie to takie moje puste gadanie Piotrze. Jeszcze miesiąc temu pełno było Chin w mediach polskich. Dzisiaj znów mamy sytuację sprzed wizyty Wen’a. Czyli jakieś ciekawostki, bzdury, sensacyjki sezonu ogórkowego. Ot i tyle. Acha, film któryś o Nankingu widziałem. Dramat. Nie w sensie gatunku filmowego, co w sensie jakości „obrazu”. Typowa, tępa propaganda z wszystkimi przerysowaniami o złych nacjonalistach i dobrych komunistach (którzy akurat byli zupełnie wtedy gdzie indziej…), z karykaturalnymi bohaterami i ekspresją plakatów z czasów rewolucji kulturalnej. A rzecz całkiem świeża. Ponoć.

  9. @ Damian: Dzięki za komentarz. Nie mam zdania co do tezy, że młodzi Japończycy nienawidzą Chińczyków. Myślę, że w dla większości młodych mieszkańców Japonii Chiny są tematem tak istotnym jak dla młodych i bardzo młodych Polaków temat Niemiec, czy Rosji. Zupełny brak obciążeń przeszłością. Jeśli zaś chodzi o młodych Chińczyków to niestety z własnej obserwacji muszę przyznać, że poddawani są permanentnemu działaniu propagandy na różnych poziomach. Od środowiska, w którym przebywają, w którym się wychowują zależy, czy ulegają propagandzie bezrefleksyjnie, czy jednak swoje myślą. Niestety tych „plastycznych” jest znacznie więcej. Nie dotyczy to stosunków z Japonią wyłącznie. Ostatni przykład szkalowania kobiety zmuszonej do aborcji w 7 miesiącu ciąży (zmuszonej, jak to po polsku opisać? przecież ją aresztowano i siłą poddano aborcji zdrowego dziecka…), publicznego ogłaszania jej zdrajcą kraju, szkalowania rodziny wiele mówi na temat tego z jaką łatwością można w Chinach podpalać puste głowy wypełnione bzdurami.

    Pozdrawiam!

  10. @Daniel: Witam Pana! W zasadzie odpowiedź na Pański komentarz, za który dziękuję zawarłem w odpowiedzi na ostatni komentarz Piotra. Cieszę się niezmiernie, że ten temat wywołał wreszcie dyskusję dotyczącą spraw chińskich. Te są złożone i niezwykle trudne, niestety w kraju mało kto z decydentów wykazuje wolę pochylenia się nad tematem Chin. Obawiam się, że dotyczy to również dowolnie innych krajów na mapie świata, być może poza Niemcami, Rosją i Stanami Zjednoczonymi. Myślę, że większość z nas, interesujących się tematem (a Piotr z całą pewnością) cieszyłaby się, gdyby choć 10% energii poświęcanej nawiązywaniu kontaktów z Chinami skierowano w stronę Tajwanu. Przecież dzisiaj uczynić to o wiele łatwiej, sami Chińczycy kontynentalni prowadzą „miękką grę”, która ma uczynić z Tajwanu kolejne Makau, czy Hong Kong. Nie trzeba na wyspę latać przez Singapur, czy Hong Kong, można z Szanghaju…. Być może znów trzeba tu uruchomić po prostu prywatne kontakty nie licząc na zmiany w oficjalnych – po naszej stronie – relacjach.

    A co do nazwy Nankin/Nanjing – jasne, prawda. Proszę jednak zrozumieć, że większość czytelników beta.chiny24.com to ludzie poznający Chiny teraz. Dzisiaj dawne transkrypcje nazw już nie funkcjonują w języku codziennym, za wyjątkiem Pekinu. Dlatego też muszę sprawy skrótowo wyjaśniać, albo Nankin (co zdarzało mi się słyszeć) będzie odbierany jako miejsce na mapie Chin gdzie indziej położone niż Nanjing. Panta rei…..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close