Chiny subiektywniePolska

One Belt One Road,

czyli Chiny widziane z Polski

Po raz kolejny zostałem zaproszony na doroczną Konferencję CEPD organizowaną przez studentów Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Dziękuje kolejnej generacji studentów SGH nie tylko za zaproszenie, ale również za zaangażowanie w sprawę przybliżania Chin Polsce. Polsce, która – sądząc po frekwencji na konferencji – coraz mniej jest zainteresowana sprawami wydarzającymi się poza jej granicami. One Belt One Road

W ramach konferencji brałem udział w panelu politycznym, gdzie wraz z niezwykle kompetentnymi panelistami: p. Adrianem Zwolińskim – ekspertem Centrum Studiów Polska-Azja i p. Marcinem Przychodniakiem – analitykiem programu Azja i Pacyfik w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych odpowiadaliśmy na pytania studentów SGH dotyczące inicjatywy Pasa i Szlaku (One Belt One Road), jej natury, znaczenia w skali globalnej, regionalnej (Azja), a także jej wpływu na Polskę.

Mnie poruszyło zwłaszcza pytanie o wpływ projektu One Belt One Road na Polskę. Cała dyskusja odbywała się w języku angielskim (w moim przypadku Chinglish takim raczej, za co przepraszam), stąd też nie byłem w stanie oddać w pełni zarówno wszystkich przemyśleń na ten temat, jak i związanych z przemyśleniami tymi emocji. One Belt One Road

I chwała Bogu. Młodzież była na sali. One Belt One Road

Myślę bowiem, że pytanie o to jaki wpływ na Polskę może mieć jakikolwiek projekt chiński i co Chiny na to, nie ma sensu. Zadawanie tego rodzaju pytań (w przypadku studentów jak najbardziej uzasadnione, cieszę się, że chcą wiedzieć, pytają), zwłaszcza w polskich kręgach decydenckich (bo przecież rozważa się takie kwestie czasami, niezbyt często, bardzo czasami) wynika z absolutnego niezrozumienia Chin, niezrozumienia pozycji Polski w chińskich układankach, niezrozumienia samych siebie. Chiny uruchamiając projekt One Belt One Road, ogłaszając go światu i czyniąc oficjalnym ojcem tej idei-projektu Dada Xi (wujcio Xi, taki ma przydomek Przewodniczący ChRL w Chinach) przedstawiły SWÓJ projekt. SWÓJ. Nie rosyjski, amerykański, niemiecki, kazachski, czy polski. Swój. Kto ma na nim zyskać? No przede wszystkim Chiny przecież. Chiny nie są Świętym Mikołajem, czy jakimś interkontynentalnym Caritasem – wykładają kasę i chcą mieć zwrot z inwestycji. Proste jak… kijek. One Belt One Road

To raz. One Belt One Road

Chiny działają wedle wypracowanej przez wieki i wciąż aktualnej, kultywowanej i realizowanej strategii, w której zakłada się, że wszystko się zdarzyć może. W związku z tym jeśli Chiny coś planują, to nie czynią tego w jednym wariancie, który się albo przepchnie, albo się w imię tego wariantu z honorem zginie. To nie jest strategia na trwanie przez 5000 lat. Cokolwiek w Chinach się planuje, czyni się to przewidując przeróżne scenariusze. I tak na przykład projekt On Belt One Road w Europie może zawierać w sobie Polskę, i równie dobrze może jej nie zawierać. To jest wyłączna, suwerenna decyzja Polski, w którą Chiny nie zamierzają ingerować. Bo mają wariant B (szlak transportowy przez Ukrainę, Słowację, Czechy na zachód Europy), wariant C (przez Ukrainę, Słowację, Węgry…), wariant D (przez Turcję, Grecję, Macedonię, Serbię) i parę innych. Wystarczy rzucić okiem na różne publikowane przez instytucje i media chińskie mapy oraz wykresy obrazujące projekt. To nie jest tak, że ktoś tu komuś czyni łaskę (przez „ł”). To jest kwestia kalkulacji, wyborów, decyzji. One Belt One Road

To dwa. One Belt One Road

Po stronie polskiej podjęcie decyzji na dzień dzisiejszy nie jest możliwe. Dlaczego? Ponieważ Polska jako państwo nie ma żadnej strategii dla Chin. I chyba nie ma żadnej strategii dla siebie samej. Na poziomie deklaracji zachowujemy się jak radosny piesek, który zapamiętale merda ogonkiem i cieszy się, że „Polska będzie dla Chin bramą do Europy”. Deklaracjom przeczą czyny: pan Macierewicz jedną decyzją, jednym „nie”, zamordował projekt stworzenia pod Łodzią przeładunkowego węzła dla kolejowego połączenie Chiny-Unia Europejska. Bez (a może z) wzięcia pod uwagę, że powstanie tego węzła pobłogosławili osobiście swymi osobami prezydent Duda i prezydent Xi, którzy w miejscu planowanej inwestycji byli i wagonom przybywającym z Chin obaj dostojnie machali dłońmi. Jeśli ktoś po stronie polskiej sądzi, że ten dyshonor (a i trochę pieniędzy, które poszły jak krew w piach) nie został odnotowany w Pekinie, to się grubo myli…. Taka sytuacja musi konfundować stronę chińską i skłaniać ją do trzymania dystansu, nawet jeśli przyjaznego, to jednak dystansu. One Belt One Road

One Belt One Road, jak i Chiny dzisiejsze, to nie jest jakiś wybór za, lub przeciw. To jest sposobność, nadarzająca się okoliczność. Chiny traktują świat w pewnym sensie przedmiotowo, jak pionki na swojej planszy „go”.

My moglibyśmy zachowywać się tak samo. W biznesie – a powtarzam to w kółko, Chiny to państwo-korporacja, gdzie pieniądze są uniwersalnym narzędziem realizowania polityki w każdym jej kontekście – nie kierujemy się emocjami, tylko kalkulacją. Z tego punktu widzenia cóż zatem niebezpiecznego może być w chińskim projekcie Pasa i Szlaku? Czy uczestnictwo w nim wymaga jakiejś politycznej, albo więcej, ideologicznej deklaracji? Nie! Chinom przecież wszystko jedno, czy ich partner rządzony jest przez władze wybrane demokratycznie, czy przez autorytarnego drania, czy przez religijnego fundamentalistę. Dla Chin istotne jest to, czy dany podmiot CHCE z nimi współpracować, czy NIE CHCE. Ot i wszystko. Chiny nie są Stanami Zjednoczonymi, które zmuszają do przyjęcia wiary w ich model demokracji. One Belt One Road

Nie.

Polska zatem powinna po prostu wejść aktywnie w projekt One Belt One Road i jeszcze bardziej aktywnie rozglądać się za korzyściami, które przy tej okazji się pojawiają. No tak, ale kto miałby to robić fizycznie, kto miałby się tym zająć? No kto? Nasi sąsiedzi – Niemcy, nie maja takich problemów. Dbają o swoje interesy, kręcą się wokół własnych spraw. Angela Merkel jest właśnie z wizytą w Pekinie. Który to już raz? Ważni politycy niemieccy, począwszy od wiceministrów, a skończywszy na kanclerz odwiedzają Chiny w sumie ponad 60 razy w roku. Czy jednocześnie poddają się chińskiej woli politycznej? Nie. Są bardzo ważnym partnerem Chin w skali świata.

Jednym z ostatnich pytań, które padło już ze strony publiczności, było to dotyczące możliwości wpisania Centralnego Portu Lotniczego (Komunikacyjnego) (CPL (K)) w ramy inicjatywy One Belt One Road. Podczas publicznych wystąpień staram się trzymać emocje na wodzy. Ale w tym konkretnym przypadku okazało się być to wyzwaniem ponad moje wątłe siły.

No bo jak tu rozglądać się za faktycznymi korzyściami dla Polski wynikającymi z udziału w projekcie Pasa i Szlaku mając na tapecie tak irracjonalne projekty jak CPL (K)? Polska jest interesującym punktem na mapie Europy dla Chin. Ale inwestycje to pieniądze. A kto pieniądze wykłada, zazwyczaj ogląda je z wielu stron, zanim wypuści z rąk. Liczy. Inwestycja powinna gwarantować nie tylko zwrot, ale i zyski. Tak się składa, że Chiny maja ogromne doświadczenie w budowaniu lotnisk. Doświadczenie na tyle duże, że budowanie kolejnych portów lotniczych wychodzi im znacznie lepiej, niż nawet Niemcom. Chińczycy właśnie oddają do eksploatacji nowe, wielkie lotnisko w Pekinie, lotnisko, które początkowo będzie obsługiwać 45 milionów pasażerów rocznie, a docelowo 100 milionów. Oddają je z całą infrastrukturą łączącą lotnisko z oddaloną o 60 kilometrów stolicą ChRL: autostradami, połączeniem kolejowym dużych prędkości, metrem. W przypadku CPL (K) o tej infrastrukturze się w ogóle nie mówi. Bo to ma być „lotnisko przesiadkowe”. Nie sądzę, żeby Chińczycy byli skłonni wyłożyć 40 miliardów złotych na lotnisko przesiadkowe w szczerym polu bez infrastruktury logistycznej. Nie sądzę, żeby Chińczycy wykładali pieniądze na wisienkę na torcie, kiedy nie ma jeszcze tortu, kiedy nikt nawet tortem sobie głowy nie zaprząta. Polska powinna najpierw inwestować w sprawną komunikację wewnętrzną, taką, która na przykład umożliwiłaby czy to autem, czy to pociągiem dużych prędkości sprawnie się przemieszczać ze Szczecina do Poznania, Wrocławia, Katowic, Krakowa, Rzeszowa, Lublina, Białegostoku, Suwałk, Olsztyna, Gdańska i znów do Szczecina. A równocześnie z każdego z tych miast do Warszawy. A spełniwszy ten warunek Polska mogłaby myśleć o jakimś centralnym węźle komunikacyjno-logistycznym. Ale dzisiaj? To hucpa, której pierwszymi przeciwnikami są już mieszkańcy terenów wskazanych jako miejsce inwestycji, jak również terenów okolicznych. I być może na ich oporze wywróci się ten wielki wiklinowy miś. I dobrze. Ale czy to w porządku proponować inwestycję w to-to Chinom w ramach One Belt One Road? Może właściwiej byłoby popytać samych Chińczyków jaki rodzaj inwestycji mogą nam zaproponować, na jakich warunkach i biznesowo podjąć decyzję: tak, albo nie.

Tylko kto miałby pytać, kto miałby podejmować tak ważkie decyzje?

Ale za to jakąż mamy cudną pogodę! Dzięki jej łaskawości mozolnie wracam do regularnego biegania. Ciężko jest, ale będzie lżej. Zwłaszcza kiedy ubędzie wyporności.

A, i jeszcze jedno: to kolejny raz, kiedy po spotkaniu tego typu Chińczycy przysłuchujący się dyskusji podchodzą do mnie i cieszą się, że ktoś tak dobrze rozumie dzisiejsze Chiny. Ja też się cieszę. Występowanie pod szyldem Instytutu Badań Chin Współczesnych znajduje swoje uzasadnienie. Może tą naszą wiedzę w końcu ktoś wykorzysta…..?

Ha, ha, ha, jeny, ale się uśmiałem!

I tego Państwu życzę: słońca i uśmiechu. Na zegarze zaraz 20-ta, a wciąż pięknie, jasno. Cudnie.

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

4 thoughts on “One Belt One Road,”

  1. A tak konkretnie to ile mają na nas do wydania ? Bo jak ktoś mi wysyła blondynkę do pokoju to ja nie wpuszczam dalej zanim nie powie co oferuje i za ile. To taka odwrócona literacką parabola do sytuacji która opisujesz. A ty ? Pytałeś ile chcą zainwestować?

  2. Parabola zupełnie nietrafna, ale odzwierciedlająca podejście polskich decydentów, dalekie od podejścia biznesowego. Wspomniana blondynka to ewentualny cel bardzo krótkoterminowy i dotyczący konsumpcji. W planie długoterminowym myśli sie o tym jak przejąć na własność pokój, w którym do takowego spotkania mogłoby dojść, a jeszcze lepiej całego hotelu, w którym posiada się władztwo (i profity) nad tym kto komu i za ile wysyła do pokoi jakieś tam panienki (tudzież kawalerów). Ile Chiny mają na nas na dzień dzisiejszy do wydania? Tyle ile Ty masz do wydania na kolesi pośmiardujących na parkingach, a zajmujących się zawiadywaniem wolnymi miejscami parkingowymi. Sypiesz im z portfela garściami? Nie? Czy to znaczy, że cierpisz biedę i masz pusty portfel, czy też znaczy to, że nie masz najmniejszych powodów, aby cokolwiek w kierunku tych jednostek przekazywać? Powtórzę myśl z artykułu: Chiny to jest sposobność, możliwość do wykorzystania. ALe nie Święty Mikołaj, tudzież Wróżka Zębuszka. Ale w kabzie mają tyle, że Leprechaun byłby zazdrosny. Ale podziwiałby za metodologię sprawowania pieczy nad skarbem. A co ja słyszałem zachowam dla siebie. Generalnie małe chińskie ośrodki mają wiecej środków i możliwości niż NCBR. 

  3. Subtelny sposob przyznania sie do faktu, ze nasz ekspert po prostu nie wie.
    Charakterystyczny sposob myslenia dla naszych decydentow z lat 90tych.

  4. Masz mnie Sherlocku….. Czuję się pokonany, pogrążony, nigdy już nie wyjdę z traumy. I jeszcze te lata ’90! Przecież tylko domownicy wiedzą, że po domu chadzam w turkusowym garniturze dwurzędowym i w mokasynach z orzechami. Sherlock i Ossowiecki w jednym. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close