Chiny subiektywnie

Ostatni pociąg do domu

Program Planete + raczy mnie co jakiś czas filmowymi perełkami dotyczącymi współczesnych Chin. Wczoraj, czyli w czwartek 12 kwietnia kanał ten wyemitował film w reżyserii Fan Lixin'a pod tytułem "Ostatni pociąg do domu". Film wyprodukowany w roku 2009 przez Chińczyków, Kanadyjczyków i Brytyjczyków jest dla mnie kwintesencją współczesnych Chin. Tych prawdziwych, tak bardzo zagubionych w zbyt szybko zmieniającej się rzeczywistości.

Niedawno ktoś zapytał mnie: "czy jest pan sinofilem, czy może sinofobem". Pytanie mnie zaskoczyło tak bardzo, że w pierwszej chwili nie wiedziałem co mam właściwie odpowiedzieć. Określenia "sinofil", "sinofob" zawierają w sobie duży ładunek ambiwalencji, jeśli nie są wręcz pejoratywne. Tymczasem ja sam, spędziwszy niemalże połowę życia w Chinach, mieszkając w Chinach, pracując w Chinach mam do nich stosunek, którego nie da się określić jednoznacznie. Chyba, że formułką "to skomplikowane".

Dlaczego?

Film "Ostatni pociąg do domu" jest perfekcyjną odpowiedzią. Oto co o nim pisze portal Alterkino:

"Każdego roku, z końcem zimy chińskie miasta pogrążają się w chaosie. 220 milionów robotników jedzie wówczas w rodzinne strony, aby spędzić Chiński Nowy Rok w towarzystwie najbliższych. Migrujący robotnicy są prawdziwym kołem zamachowym chińskiego „cudu gospodarczego”. To spod ich rąk wychodzą dżinsy i koszulki noszone przez cały świat. Pracują po czternaście godzin na dobę, oderwani od rodzin, które pozostawili na odległej prowincji. Wyzyskiwani, nie mający szans na opiekę medyczną czy dostatnią emeryturę, odkładają każdy grosz, aby wspierać rodziny na wsi.

W gigantycznej rzeostatni_pociag_do_domu, chiny, leszek slazykszy ludzkich mrówek są także Zhang Changhua i jego żona Cheng Suqin. Pochodzą z prowincji Syczuan, ale od prawie dwudziestu lat ich właściwym domem jest fabryka odzieży w Guangzhou. Jak wielu innych ubogich Chińczyków, opuścili rodzinny dom, aby wspierać finansowo rodzinę, którą od tamtej pory mogą spotykać tylko raz w roku. To właśnie ich reżyser LIXIN FAN wybrał na bohaterów swojego filmu.

„To temat, którym zawsze chciałem się zająć” – mówi młody filmowiec o migracjach robotników – „Wpadłem na ten pomysł w 2003 roku, podczas pracy dla chińskiej telewizji”. Lixin podróżował wówczas dużo po Państwie Środka, widział jak biedne i zacofane są wiejskie regiony, jawiące się jak relikty dawno minionej epoki. Realizując swój dokument, przez kilka lat towarzyszył Zhangowi i jego małżonce w ich szczególnych pielgrzymkach do domu. Kręcony w duchu cinema verite film szybko wzbogacił się o dodatkowe aspekty. Okazało się bowiem, że córka Zhanga, pozostawiona pod opieką babci Qin wyrosła na zbuntowaną nastolatkę. Dziewczyna zdążyła rzucić szkołę, a teraz rozgląda się za nowym samodzielnym życiem, do którego droga wiedzie przez… pracę w fabryce.

Ukazując zawiłe relacje rodzinne Zhangów, Lixin Fan ukazuje prawdziwe koszty chińskiego skoku gospodarczego. Wyświetlany na festiwalu Sundance, wyróżniony nagrodą dla najlepszego dokumentu na festiwalu w Amsterdamie, „Last Train Home”, jest poruszającym obrazem prawdziwego życia we współczesnych Chinach."

Z mojego subiektywnego punktu widzenia film pokazuje dramat zwykłych ludzi, którym rzeczywistość wymyka się spod kontroli wskutek zmian zbyt szybkich i gwałtownych jak na jedno pokolenie. Pokolenie to jest wyłącznie niemym świadkiem rewolucji, a nie ewolucji, co w tak starym jak chińskie społeczeństwie musi nieść za sobą poważne koszty. Koszty ponoszone przez rodziny, które wbrew oczywistościom starają się ze wszystkich sił żyć według wzorców odziedziczonych od ojców i dziadów. Wzorców, które sprawdzały się przez tysiące lat, a nagle w konfrontacji z nowym wielkim światem stały się beznadziejnie bezsilne.

last train home, chiny, leszek slazyk, 2

Bohaterowie filmu "Ostatni pociąg do domu"

Bez epatowania i bez upraszczania. "Ostatni pociąg do domu" to film symboliczny, pokazujący – moim zdaniem – dramat ludzi należących do 220 milionowej rzeszy chińskich "robotników wędrownych", zwanych również "pracownikami migrującymi". Rzeszy sześciokrotnie liczniejszej niż ludność Polski. Wszyscy ci ludzie z własnej woli porzucają wsie, w których mieszkają od pokoleń i udają się w wielodniowe podróże do wielkich miast wschodniego wybrzeża, aby zarobić tak "wielkie pieniądze". Wielki bo w ich okolicy żyje się za jednego, dwa dolary dziennie. W fabryce w Shenzhen można zarobić nawet 300 dolarów miesięcznie. Jeśli się oszczędza na wszystkim, na mieszkaniu, jedzeniu, spaniu, jeśli pracuje się po kilkanaście godzin na akord na dobę, można na Święto Wiosny przywieźć tyle ile na wsi zarabia się przez dziesięć lat. Jednak bywając raz w roku w domu rodzinnym traci się kontakt ze swoimi rodzicami, ze swoimi dziećmi. Okazuje się, że nikomu ten wysiłek nie jest potrzebny, nikogo nie uszczęśliwia. A mimo to coraz to nowi ludzie z odległych wiosek ruszają do wielkich miast szukać swojego szczęścia. Aby samemu przekonać się, że szczęścia tam nie ma i nigdy dla nich nie było.

fan lixin, chiny, leszek slazyk

Reżyser Fan Lixin

Polecam obejrzenie filmu każdemu kogo intryguje dzisiejsze Państwo Środka, ale również każdemu kogo interesuje problematyka konfrontacji tradycji ze współczesnością.

Leszek Ślazyk

Źródło: Planete +, Alterkino

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

1 thought on “Ostatni pociąg do domu”

  1. Niemal zawsze w historii świata gdzieś była taka rzesza robotników.brutalna prawda jest taka ze jak byśmy płacili im np. według polskiego minimum to by nasze życie było znacznie korzystniejsze. Nie oglądałem tego filmu ale przychodzi mi na myśl film „Chiny w kolorze blue”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close