Chiny subiektywnie

Po nas choćby potop

Jakiś czas temu obiecałem sobie, że albo będę pisał wyłącznie o Chinach, bez odniesienia do Polski, albo nie będę pisał w ogóle. I jak pewnie zauważyli uważniejsi Czytelnicy, nie napisałem niczego nowego od półtorej miesiąca. Ba ja, jak ten Jasiu z dowcipu o dupie: mnie się wszystko przekłada na porównanie tego co w Chinach, z tym co w Polsce. Zawsze tak było, od połowy lat 90. XX wieku, więc dlaczegóż nagle miałoby się to zmienić? Siedziałem w tym Chinalandzie miesiącami, wracałem do Warszawy, do swojej Gdyni i bezwiednie porównywałem. A to dlatego, że za każdym razem, kiedy lądowałem w Chinach doświadczałem czegoś nowego, i czegoś nowego ciekaw byłem też u siebie, po powrocie, po dłuższym niepobycie. Kto z tamtego czasu pamięta rozmowy ze mną, ten potwierdzi: niemal od początku swojej przygody z Chinami uważałem, że tamten świat ułożony jest tak, że na zewnątrz, na świeczniku są jacyś ludzie, jednostki odgrywające role bardzo istotne dla całego państwa jaka namaszczeni przywódcy, Mojżesze, Hannibale, Aleksandrzy Wielcy,  ale za tymi jednostkami kryje się zwarta drużyna technokratów, którzy na zimno, bezwzględnie realizują plan wyciągnięcia jednego z najbiedniejszych państw na świecie do pozycji, którą Chiny zajmowały pod koniec wieku XVIII. Plan restytucji, odzyskania przez Chiny pozycji odebranej im przez najeźdźców z Zachodu.

O myśli ukrytej za fasadami ideologii, anachronicznej formy świadczyły rozliczne „drobiazgi”. W firmie, która mnie wysłała do Chin, jedyny służbowy telefon komórkowy (rok 1994) znajdował  się w posiadaniu szefa sprzedaży. To był neseser z anteną, ze słuchawką od telefonu stacjonarnego. Żeby to położyć na stole w knajpie, trzeba było najpierw usunąć połowę nakryć. Wielki szpan. Kiedy wysłany przez tę firmę do Chin wylądowałem w Szanghaju, nasz chiński współpracownik dał mi telefon komórkowy firmowy, aparat marki Sony, niewielkie coś, rozkładane (z klapką) i wysuwaną antenką. W Polsce działała analogowa Idea, w Chinach chińskie telekomy już w 3G. Mniej więcej w 1998 roku uzmysłowiłem sobie istnienie portalu Alibaba. W tym samym roku cała sieć internetowa w prowincji Zhejiang została uzbrojona w światłowody. W Gdyni wciąż jeszcze musiałem korzystać z połączenia modemowego (poprzez linie telefoniczną), z którego zrezygnowałem na rzecz lokalnego, solidnego operatora. W tamtym czasie pracowałem między innymi dla firmy z Milanówka. Podróż samochodem z Gdyni do Milanówka trwała podówczas nie mniej niż 6,5 godziny. W tym samym czasie podobny dystans pokonywałem w Chinach nowymi autostradami, płacąc za auto typu „lincoln” z kierowcą równowartość 100 dolarów w 3 godziny. Dzisiaj jechałbym pociągiem, pokonując ten sam dystans w jakąś godzinę.

Chiny w ruchu nieustannym….

Erupcja wszelakiej infrastruktury (a jeszcze lotniska, a jeszcze metro w każdym większym mieście, a jeszcze elektromobilność, którą rozpoczęły skutery na baterię wypierające definitywnie wszechobecne rowery, a jeszcze mosty przez największe rzeki i zatoki…) uświadamiała mi, ze za pozorami, na które chętnie zwraca uwagę Zachód ukrywa się bardzo konkretny, bardzo konsekwentnie realizowany plan. Plan, w którym interesy jednostek podporządkowane są interesowi państwa, którego sukces przekłada się na poprawę życia jednostek właśnie.

Przez lata mogłem dzielić się ewentualnymi przeczuciami, dość powierzchownymi obserwacjami, i z tych obserwacji wyciąganymi wnioskami. Od pewnego czasu, dzięki zbiegowi wielu okoliczności, dane mi było wejść głębiej w chińską tkankę, zwłaszcza tą związaną z chińską edukacją, nauką, transformacją z generatora zysków bazujących na pracy prostej i konkurencji cenowej, w system oparty o konsumpcję, jakość i nowoczesne technologie. System przygotowany i realizowany oczywiście systemowo, niezmiennie za starą maską anachronizmu ideologicznego.

Dygresja: uważni obserwatorzy dostrzegli zapewne, że kilka ostatnich lat to wzmocnione podbijanie tego ideologicznego bębenka, stojące w jaskrawej sprzeczności z ideą państwa-lidera najnowszych technologii bazujących na innowacji, czyli na myśli wolnej, kreatywnej. Mało kto zauważa, że to skuteczne narzędzie uspakajania ewentualnej konkurencji, która ma żyć w przeświadczeniu, że: „no w ten sposób, to im się nie może udać, nic z tego, umarł w butach”. A jednocześnie coraz więcej sygnałów z tych samych Chin mówi o nieoczekiwanych postępach Państwa Środka w niezwykle licznych, a co więcej niezwykle różnych obszarach techniki, nauki. Chyba znów, jak w przypadku „fabryki świata” nie dostrzegamy oczywistych oczywistości. I chyba znów nie dostrzegamy, że prawdopodobnie ktoś to właśnie tak zaplanował bazując na łatwych do przewidzenia reakcjach, uproszczeniach, naiwnościach….

Te nowe Chiny znów uderzają swoja konsekwencją, swoim przemyśleniem. Ktoś, gdzieś, jakieś unikające medialnej sławy gremium przygotowało plan kolejnej transformacji Chin. Aspektów tej transformacji jest niezwykle dużo, starczyłoby na niejeden doktorat. Czym więcej się ich zauważa, tym bardziej wstrząsają, bo pokazują jak szerokie horyzonty myślenia w kategoriach państwa musiały zostać przyjęte, jak wiele dróg dojścia do kolejnych celów trzeba było rozpatrzyć, jak wiele uwagi poświęcono temu, aby kolejne elementy całościowego planu mogły się spinać wzajemnie, pomimo oczywistych, zakładanych przeciwności. Na każdym kroku powtarza się tak konsekwentnie w Polsce odrzucany sposób wprowadzania zmian: programy pilotażowe. Czy rzecz dotyczy tworzenia centrów innowacyjności, segregowania śmieci, czy wykorzystywania systemu rozpoznawania twarzy do kontroli ruchu na dworcach kolejowych, zawsze zaczyna się od testów w lokalnym wymiarze. Miasto, gmina, może powiat. Potem kilka powiatów. Potem prowincja. Kilka prowincji. A kiedy już wiadomo jak się sprawdza program w praktyce – implementuje się go w skali całego państwa.

Najnowszy program ogólnopaństwowy: cyfrowe dowody tożsamości w smartfonach…

To oczywiście trwa, próbom towarzyszą kłopoty, dysfunkcje, czasem nawet protesty. Informacje zwrotne mają dla ostatecznego kształtu poszczególnych programów ogromne znaczenie. Bo nie chodzi tu o to, żeby dziecko wylać z kąpielą. Jednostka ma być państwu posłuszna, ale jednocześnie z państwa zadowolona, z państwa dumna dumą naturalną, trwałą, nie wynikającą z jakichś sezonowych korzyści. I jest dumna, oj jest…. Państwo nieudane projekty wygasza, wycofuje się, zamiast durnie upierać się w imię hasła, że „nikt nam nie wmówi, że czarne jest czarne, a białe jest białe”….

Chiny zatem z dużym mozołem (bo i okręt wielki, a załoga liczna) zmieniają swój ekonomiczny, gospodarczy kurs. Na zewnątrz zaś wszelkie „niepokojące” sygnały odbierane podczas tego manewru, odczytywane są jako jawny dowód na, iż okręt jest dziurawy i niebawem zatonie. Titanic story.

Ostatnio tak się dzieje w przypadku komunikatów, przekazywanych przez najważniejsze figury chińskiego życia politycznego, a dotyczących bliższej i dalszej perspektywy chińskiego rozwoju gospodarczego. Niedawno władze Chin oświadczyły, że osiągnięcie wzrostu PKB na poziomie 6,5%-6,8% w roku 2019 będzie niemożliwe. Plany trzeba dostosować do realiów. Nowe założenie ogłoszone przez premiera Li Keqianga: wzrost PKB w 2019 od 6,0% do 6,5%. W informacyjnych mediach ekonomicznych wrzawa: Chiny ostro hamują, Chin dostały zadyszki, tylko patrzeć jak się Chiny wyłożą. Poza zasięgiem wzroku rozemocjonowanych komentatorów znalazły się inne istotne informacje, jak na przykład zwiększenie kwoty wolnej od podatku, przekierowanie strumienia kredytów ku małym i średnim przedsiębiorstwom, nowe ulgi podatkowe, zmiany przepisów dotyczące funkcjonowania przedsiębiorstw z kapitałem zagranicznym, większe swobody dla inwestorów, itd., itp. Tak, premier Li Keqiang mówił o obniżeniu oczekiwań dotyczących tempa wzrostu PKB Chin w roku 2019, ale powiedział przy tej okazji wiele istotnych zdań. O tym, że nadchodzą czasy nieprzewidywalności i niestabilności. Nieprzewidywalność (tłumaczę niniejszym) oznacza możliwość wystąpienia problemów. Nie jest gwarancją problemów, jest okolicznością problemom i przeszkodom sprzyjającą. Należy zatem prewencyjnie przygotować się na różne okoliczności. I tylko tyle. I aż tyle.

Znów myślę sobie o tym tajemniczym gronie zimno kalkulujących technokratów. A potem patrzę na domowe podwórko i skóra mi cierpnie. Kiedy premier Li Keqiang mówi o zaciskaniu pasa z jednej strony, a proponuje rozwiązania stymulacyjne z drugiej, premier Morawiecki niczym niejaki Blac Youngsta rozrzuca pieniądze, gdzie popadnie, z tą wszak różnicą, że rozrzuca nie swoje.

Blac Youngsta miota hajsem….

Nie ma w tym rozrzucaniu żadnego myślenia o państwie. Myśląc o państwie jako wartości najwyższej premier Morawiecki forsowałby rozwiązania może trudne, ale przygotowujące nas na potencjalne trudności w roku bieżącym, może dopiero przyszłym, a może za lat dwa. Stawiałby czoła sprawom zaniedbanym, a dawno przegranym, jak polskie górnictwo węglowe, reformowałby służbę zdrowia udrażniając dopływ młodych lekarzy do specjalizacji, podnosząc sukcesywnie wynagrodzenia tym, którzy pracują w jednostkach uspołecznionych, byłby aktywny na polu edukacji (kładąc nacisk na treść, a nie na formę, której zmiana właśnie przynosi swoje opłakane skutki), wspierałby finansowo naukę, a nie pomysły jak kupowanie kolejki na Gubałówkę, wspierałby polski przemysł zbrojeniowy, którego produkcja wzmacniałaby polską armię, uruchamiałby programy finansowane z dowolnych źródeł (europejskich, chińskich, amerykańskich, akcjonariatów narodowych), a rozwijające i unowocześniające polską infrastrukturę, gdzie wciąż końca roboty nie widać. Przykład pierwszy z brzegu: polska sieć energetyczna. Ponoć tylko jej kompleksowe unowocześnienie pozwoliłoby zredukować straty energii na tyle, iż moglibyśmy dać sobie spokój z budowaniem nowych bloków energetycznych, przynajmniej na jakiś czas. Potrzebujemy dróg, połączeń kolejowych, regulacji rzek, szybkiego zwiększenia udziału OZE w bilansie energetycznym, sieci 5G, ujednoliconego systemu informatycznego, w którym obywatel mógłby funkcjonować dzięki numerowi PeSeL oraz dowodowi osobistemu z chipem, a dzięki któremu mógłby uzyskać zarówno akt urodzenia, jak i zarejestrować samochód, czy wybranemu specjaliście udostępnić pełna historię wszystkich wykonanych w ostatnich latach badań. Wszystkie te działania potrzebują państwa jako regulatora, inicjatora i protektora jednocześnie. Interesów własnych, wykonawców wybranych działań i interesów obywateli wreszcie. W Chinach, wbrew teoretykom widzącym w Państwo środka Ciotkę Samo Zło, taki proces się odbywa. Ma tam miejsce urzeczywistnianie (stopniowe) arystotelesowskiej idei politei, czyli systemu politycznego, gdzie o losach państwa decydować miała kolektywnie grupa osób do takiego zadania przygotowana (edukacja, praktyka) i intelektualnie gotowa. Warto byłoby temu owemu systemowi się przyjrzeć, wyciągnąć wnioski i może zaimplementować pewne rozwiązania (jak na przykład mechanizm inwestycji infrastrukturalnych traktowanych jako panaceum na bessy rynkowe). Ale jak tego dokonać, kiedy po naszej stronie „szarą eminencją od Chin” jest obecnie poseł Suski, który zajmuje się heroicznym porywaniem jakichś tablic przygotowanych przez przeciwników politycznych, a wywieszonych gdzieś tam w polskim parlamencie. Zapewne poseł Suski tego do głowy nie bierze, ale zapewniam, że strona chińska obserwuje potencjalnych partnerów i z tych obserwacji wyciąga wnioski. W tym szczególnym przypadku dość oczywiste i uzupełniające wcześniejsze obserwacje, jak radość prezydenta Dudy, który lecąc na spotkanie z prezydentem Xi Jinpingiem (ktoś to jeszcze pamięta???), żeby przedstawić Polskę jako bramę dla Chin do Europy zjednoczonej fotografował się w koszulce marki „Red is Bad”.

Ważne, żeby mieć pamiątki z miejsc, w których się było. Pamięć wszak bywa zawodna.

I strona chińska bardzo sobie do serca bierze takie sytuacje kiedy premier Morawiecki zamiast do Sofii na kurtuazyjne spotkanie z premierem Li Keqiangiem (z którym nota bene nigdy nie miał okazji się spotkać) pojechał na spotkanie z Rodzina Radia Maryja. Stąd też Polska nie znalazła się (chociaż bardzo chciała) na trasie europejskich wizyt szefa chińskiego MSZ Wang Yi, zwłaszcza w sytuacji kiedy nagle oskarżono chińską firmę Huawei o działalność szpiegowską na szkodę Rzeczpospolitej: oskarżono na życzenie (żądanie?) naszego wielkiego sojusznika, który w pakiecie dołożył jeszcze konflikt z Iranem (niesławna konferencja bliskowschodnia w Warszawie), i który ostatecznie odrzucił propozycję utworzenia w Polsce stałej bazy wojskowej armii amerykańskiej, oskarżono nie przedstawiając żadnych dowodów (gdyby były, to przecież oddział Huawei zamknięto by w trybie natychmiastowym, prawda?).

Chiny przygotowują się na turbulencje nie tylko ekonomiczne, ale również i społeczne. Te pierwsze, nieuniknione, są naturalną konsekwencją cykli ekonomicznych. Po okresach prosperity, następują czasy dekoniunktury. A tą już widać i czuć, chociażby dzięki obserwacji takich indeksów jak PMI. Te drugie, również nieuniknione będą wynikiem nieuchronnych zmian wynikających z wpływu technologii na kształt życia jakie znamy dzisiaj. W Polsce nikt nie patrzy poważniej  przyszłość, nawet tą niedaleką. Dlatego też nikt na poważnie nie zajmuje się na przykład analizą tempa rozwoju rozwiązań bazujących na sztucznej inteligencji. A te przyniosą zmiany o ciężarze gatunkowym być może nawet większym, niż upowszechnienie turbiny parowej. Turbina parowa przewróciła świat funkcjonujący przez wieki do góry nogami. Pracę fizyczną zwierząt i ludzi zastąpiły maszyny. Nie zastąpiły 1 do 1. Jedna maszyna zastąpiła dziesiątki, setki, tysiące ludzi. Gospodarki bazujące na produkcji rolnej zaczęły transformować się w ekonomie ufundowane na produkcji przemysłowej. Wieśniacy nie mający zajęcia na wsi zaczęli szukać pracy w miastach. Powstała klasa posiadaczy kapitału, mrowie wyrobników zyskiwało świadomość swojej kondycji, ale jednocześnie i siły, powstała samoświadoma klasa robotnicza.

Realia XIX wiecznej rewolucji przemysłowej zmieniły zupełnie porządek świata

Wybuchły napięcia klasowe, ale też i takie o nieznanym wcześniej charakterze narodowym. Świat końca XVIII wieku i początku wieku XX to były dwa różne kosmosy. Zmiany społeczne w takim, a być może większym wymiarze stoją przed nami już teraz. Chiny przygotowują się do nich systematycznie, konsekwentnie. Jednym z przejawów tych przygotowań jest owiany złą sławą System Oceny (Wiarygodności) Społecznej. Oczywiście może on służyć temperowaniu nastrojów społecznych, ale może też być narzędziem dystrybucji czegoś, co na Zachodzie funkcjonuje pod nazwą „wynagrodzenia obywatelskiego”, „emerytury obywatelskiej”. W sytuacji kiedy niewiadoma liczba zawodów po prostu zniknie w bardzo krótkim, rewolucyjnym czasie, prawdopodobnie wymagać będzie, aby dla stabilności społecznej to właśnie państwo wzięło na siebie ciężar utrzymania dużych grup zawodowych. Jakich? No któż tam jest pierwszy na tapecie….? Księgowi, kadrowi, prawnicy (zwłaszcza radcy prawni), telemarketerzy, urzędnicy bankowi, różnej maści analitycy, potem będzie czas na kierowców, mechaników samochodowych (auta elektryczne nie będą wymagać wymiany oleju, regulacji zaworów i szlifowania głowicy), pracowników portowych, logistyków, operatorów obrabiarek cyfrowych…. Na całym świecie trwają prace nad maszynami (mechanicznymi i cyfrowymi), które przejma obowiązki tych  i wielu innych grup zawodowych. Nie tylko dlatego, że kapitalizm, ze rządza zysków. Również dlatego, że społeczeństwa dramatycznie się starzeją, że rosną aspiracje i żądania socjalne, z wielu, wielu innych powodów. Nie unikniemy tego.

Chiny przygotowują się do wejścia w nową rzeczywistość. My – jak się wydaje – mamy ją głęboko w nosie. Zamiast działać racjonalnie, bawimy się w licytację kto da więcej, bez specjalnego zawracania sobie głowy konsekwencjami i przyszłością. Te okropnie nieludzkie Chiny patrzą przed siebie w perspektywie dziesiątek lat, realizują plany, których założenia mają zostać osiągnięte w roku 2025, 2030, 2040. Nasi Blac Youngsta mają nieco ciaśniejsze horyzonty: wybory w maju, no i kolejne wybory w listopadzie. A potem choćby potop. Bo jak nawet ten potop nastąpi, to oni , ci nasi mężowie stanu, zgodnie ze wzorcem zaczerpniętym z tradycji, na którą się nieustannie powołują, zrobią taktyczne hyc do Mińska, Bukaresztu, czy Londynu, skąd wszystkim pozostawionym na pastwę żywiołów będą przesyłać gorące słowa wsparcia i wezwania do czynu.

Chcę się mylić. 

 

Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Close