Chiny subiektywniePolska

System kontra chaos

 

 

W zeszłym tygodniu nie było słowa na niedzielę. Nie dałem rady. 11 listopada to dla kogoś takiego jak ja, kogoś żyjącego na granicy dwóch osobnych światów, czyli Polski i Chin, doświadczenie traumatyczne. Bo 11 listopada ujawnia się rozdźwięk i przepaść pomiędzy tymi światami. Dotkliwie też tego dnia doświadczam nieuchronności klęski chaosu reprezentowanego przez państwo, w którym się urodziłem i żyję, z przemyślanym i konsekwentnie realizowanym systemem państwowym, do którego trafiłem przypadkiem, w którym żyję, i którym żyję nawet jeśli fizycznie jestem gdzieś daleko. system

Leciałem niedawno samolotem z Macau do Hangzhou. W moim rzędzie przy oknie siedział chłopiec, na oko 9, może 10 latek. Miał strasznie zaciętą minę, podejrzewałem, że obraził się na mamę, która siedziała pomiędzy nami. W pewnym momencie pochylił się ku mnie i z bardzo poważną miną zadał sakramentalne: „How are you?”. Okazało się, że chłop postanowił sprawdzić empirycznie swe umiejętności lingwistyczne i komunikacyjne w obcych językach. I chwała mu! Musiał pokonać wstydy i lęki, które jego dziadom nie pozwalały przekroczyć nawet granic wsi, w której się urodzili, musiał pokonać opory nawet obecne w pokoleniu jego młodej mamy, które wciąż jest pełne zahamowań. Zawziął się, walczył ze sobą niemal godzinę i zapytał. Potem było zabawnie, bo każde kolejne pytanie zadawał w przerwach kwadransowych. Myślał, składał wymawiając słowa bezgłośnie, pochylał się ku mnie i przygważdżał mnie pytaniami ostatecznymi w rodzaju: „What is your favourite color?” Trzasnął sobie ze mną selfie. A kiedy wylądowaliśmy w Hangzhou i silniki umilkły pochwalił się swoim współtowarzyszom, że ze mną rozmawiał i w ogóle. Okazało się, że pół samolotu to krewni i znajomi chłopaka. Jakiś nastolatek młodszy (czyli taki co jeszcze nie przekroczył granicy lat 15) zadał mi pytanie: „Where are you from? Are you from Germany?”. Nie wiem dlaczego Chińczycy mają mnie za Niemca. Nie wiem też czemu mają mnie za Niemca potomkowie tureckich emigrantów pracujących na bramkach security w Monachium, czy we Frankfurcie, Widocznie przypominam z twarzy typowego bawarskiego chłopa. Nie skłamałem jednak. Odpowiedziałem: „I am from Poland”. I żenująca cisza wymieszana z konfuzją. „Ło laj sy Bolan” ułatwiłem. Gwałtowna konsultacja szeptem dorosłych Chińczyków. Wreszcie powszechna ulga i uśmiech. „Poland? Zibi? Lato? Lewandowski?”. Święta Trójca. I moje „Szy, szy”. I ich cuknięcie się wyraźne. No bo jakbym był Amerykaninem, Niemcem, Australijczykiem, Rosjaninem, Francuzem, Szwedem, to byłoby mnie z czym połączyć. A Polak? „W Polsce, czyli nigdzie”…. Przeżywam Chiny fizycznie od 1994 roku. I zawsze, zawsze, zawsze spotykały mnie tam/tu takie sytuacje. Nigdy się z nimi nie zgadzałem. Bo w czym jesteśmy gorsi od Szwedów, czy Turków? Mamy swoje polskie miejsca w Chinach jak Harbin. Mamy historyczne linki z Chińską Republiką Ludową. To w Gdyni, w moim mieście znalazła siedzibę pierwsza ever spółka joint venture ChRL, czyli Chipolbrok. A było to w 1951 roku. Do niedawna firma ta miała biurowiec na Bundzie, z jego okien można było oglądać Pearl Tower i wybuchający ku chmurom PuDong. To Mao Zedong przycisnął Chruszczowa, żeby nie zrobił nam z dupy jesieni średniowiecza, jak to zrobił na Węgrzech. Pod koniec lat 80. XX wieku w Chinach jeździły tysiące „maluchów”, „Polonezów”, „Autosanów”. Dzisiaj nie ma po tym śladu. Nigdy nie potrafiliśmy wykorzystać takich potencjałów. Żaden z ministrów spraw zagranicznych wolnej Polski nie zrobił nic, żeby w Chongqing powstał pomnik, albo chociaż tablica pamiątkowa Witolda Urbanowicza. Nie wiesz kim był Witold Urbanowicz Drogi Czytelniku? Nie obwiniam Cię. Ale zanim klikniesz link na końcu tego zdania pomyśl dlaczego. A link jest TUTAJ.

system

Od ponad 10 lat próbuję przekonać różnych rządzących w moim imieniu moim domem, że Chiny są ważne dla nas wszystkich. Choćby przez wzgląd na swój globalny potencjał (polityczny, gospodarczy, demograficzny, dyplomatyczny, etc.). Trudno jednak na takie tematy rozmawiać z ludźmi, którzy Chiny postrzegają przez pryzmat dorobku Kornela Makuszyńskiego („Awantury i wybryki małej małpki Fiki-Miki”), albo takich, którzy mentalnie utknęli na Placu Tian’anmen w 1989 roku. Polityka i gospodarka to nie emocje i ideologie, to cyniczna do krańca pragmatyka. Survival. Dzisiaj survival taki stosuje się w Polsce, w moim domu, skutecznie. Ale wyłącznie w wymiarze wewnętrznym, co mojemu domowi, niestety, nie służy. Bo mój dom, to nie jest chata z kraja, tylko jedno z mieszkań w zajebiście wielkim falowcu. Mieszkanie całkiem spore, tyle, że coraz odleglejsze od istotnych decyzji dla całego falowca. Metraż oraz ilość lokatorów predestynuje je do zajmowania miejsc w radach wszelakich falowcowych, ino główny najemca i lokatorzy tacy bardziej awanturujący się, więc na wszelki wypadek lepiej ich unikać. system

Lepiej ich unikać również dlatego, że nie czają co się dookoła wyrabia. system

A wyrabia się wiele.

11 listopada to w Chinach dzień singla. Takiej osoby co nie ma partnera oficjalnego. Może to być panna lub kawaler hetero, może to być osoba homo, która nie śmie się ujawnić. Może to też być „singiel z odzysku”. „1” (jeden) po chińsku brzmi jak „ty” (ni). Zatem 11.11 to ty, ty, ty, ty – jeden, jeden, jeden, jeden. Sam, sam, sam, sam. Czterokrotność samotności. Najpierw ponoć był pomysł czterech studentów, żeby zorganizować party i znaleźć cztery samotne studentki. A wkrótce pojawiła się idea uczynienia tego właśnie dnia dniem zakupów dla chińskich singli. Żeby konsumpcyjnym promyczkiem światła okrasić ich samotną codzienność półmroczną. Dzisiaj to z jednej strony dzień szalonych upustów i promocji, z drugiej niewyobrażalna ilość zakupów, głównie w internecie. Alibaba, firma, która zarejestrowała w chińskim urzędzie patentowym „podwójne jedenaście” jako swój znak zastrzeżony (2012), w w minioną sobotę uzyskała takie oto wyniki „najgorętszej doby roku” tylko poprzez swój portal e-commerce Tmall: system

  • 1 miliard juanów już w 28 sekund po północy z 10 na 11.11 (vs. 52s w 2016)

  • 10 miliardów juanów: 3 minuty 1 sekunda (vs. 6m 58s w 2016)

  • 19.1 miliards juanów: 5 minut 57 sekund (tu przekroczono całkowitą wartość sprzedaży z 2012 oku)

  • 36,2 miliardów juanów: 16 minut 10 sekund (przychody ze sprzedaży w 2013 roku 2013)

  • 50 miliardów juanów: 40 minut 12 sekund (vs. 2 godziny 30 minut i 20 sekund w 2016)

  • 57,1 miliardów juanów : 1 godzina i 49 sekund (przekroczenie przychodów w 2014)

  • 91,2 miliardów juanów: 7 godzin 22 minuty 54 sekundy ( przekroczenie przychodów w 2015)

  • 100 miliardów juanów: 9 godzin i 4 sekundy (vs. 18 godzin 55 minut 36 sekund w 2016)

  • 120,7 bmiliardów juanów: 13 godzin 9 minut 49 sekund ( przekroczenie przychodów w 2016)

  • 168,2 miliarda juanów w 24 godziny….

Wielkość obrotów to tylko jeden z wymiarów tego zjawiska. O wiele istotniejszymi są te, których nie zauważa się na pierwszy rzut oka. A to na przykład system, który taki „atak” był w stanie obsłużyć. Bo miliardy juanów przekładają się na miliardy operacji. Wejść na strony, kliknięcia, transfer pieniędzy, sygnały dla sprzedawców, sygnały dla kupujących, instrukcje dla firm kurierskich i kurierów. Bo tu nie ma gadania, że coś nie zahulało. Gdyby 11.11. cokolwiek uklękło na Alibabie, w kolejnym roku zawiedzionych przechwyci JD.com, lub inny konkurent. Zatem do 11.11. trzeba się było przygotować solidnie. A Tmall to tylko jeden z serwisów Alibaby, to też tylko jeden z tysięcy chińskich firm sprzedających w internecie. Chińskim. System Alipay w szczytowych momentach dokonywał 11 listopada 256 tysięcy operacji płatniczych (głównie mobilnych) na sekundę, w sumie obsłużył jednego dnia 1 miliard 480 milionów płatności. Dwa razy więcej niż w zeszłym roku. W tym roku w pierwszej piątce źródeł zagranicznych związanych z 11.11. w Chinach znalazła się Japonia, USA, Australia, Niemcy i Korea Południowa. system

Alibaba i jej sukcesy komercyjne, a przede wszystkim technologiczne, to jeden z przejawów działania chińskich władz. Ktoś tam w Pekinie ponad dwie dekady temu rzucił na poważnie hasło przywrócenia Chinom ich znaczenia sprzed 1850 roku. A co zostało postanowione, zaczęto na poważnie realizować. Jest jeden ośrodek decyzyjny, który nie patrzy na słupki popularności, bo sam je sobie może ustawiać. Nie musi się wdzięczyć do wyborców, nie musi podejmować decyzji korzystnych w krótkiej perspektywie, a katastrofalnych w dłuższej. Nie musi ulegać presji różnych lobby społecznych, zawodowych, biznesowych. Decyzje podejmuje jeden ośrodek, i uparcie dąży do wcześniej określonego celu. Straszne? Niby tak. Ale jakże skuteczne, szczególnie w porównaniu z chaosem, który mogę obserwować od lat u siebie w domu. Tam wizja przyszłości jest rozpoznana, system konsekwentnie się do niej przygotowuje. Tu chętnie spogląda się w przeszłość, najchętniej taką podkoloryzowaną mocno, przyszłością specjalnie się nie przejmując. Bo to zajęcie dla pisarzy książek science-fiction. Tymczasem science fiction w ChRL dzieje się teraz właśnie. Nie jest miłe, ani fajne, za to coraz bardziej skuteczne. I obiektywnie efektywne. Wystarczy porównać zyski i straty 11 listopada w obu tych osobnych światach, których doświadczam. W Polsce i w Chinach. system

Szkoda, że elementem 11 listopada w Polsce nie jest coś na kształt Wystawy Krajowej, gdzie pokazywano by osiągnięcia techniczne, naukowe Polski powstałe i rozwinięte na przestrzeni ostatniego roku. Tak, żeby dzieciaki się naoglądały i same tak chciały. Żeby dorośli mogli zobaczyć, że są wśród nas tacy, co mają łeb na karku, że klękajcie narody. Że wymyślamy nie byle co, a do tego jeszcze potrafimy zaczarować tym czymś świat i zarobić przyzwoitych parę groszy na kolejne osiągnięcia techniczne i naukowe. Z tego byłbym dumny. Z tego czerpałbym też nadzieję, że może żyjemy w chaosie, ale w konfrontacji z systemem damy sobie radę. No, i że za jakiś czas, jak powiem 9 latkowi z Chin, że jestem z Polski, to skojarzy natychmiast i będzie mógł zadać pytanie: „Where do you live? In Warsaw?”. Bo przynajmniej tyle będzie musiał wiedzieć o moim domu bez konsultacji z połową pasażerów sporego samolotu. system

Leszek Ślazyk

.

.

.

.

Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close