Chiny subiektywnie

Trump: wojna handlowa z Chinami

(i nie tylko) stała się faktem.

Dziś wczesnym rankiem polskiego czasu weszły w życie zapowiedziane przez administrację waszyngtońską 25% cła zaporowe na chińskie towary o wartości 34 miliardów dolarów. W ciągu najbliższych dwóch tygodni Trump chce wprowadzić kolejne cła na towary z Chin o wartości 16 miliardów (żeby uzyskać okrągłe 50 miliardów), a ponieważ wartość amerykańskiego importu towarów z Chin w zeszłym roku osiągnęła wartość 500 miliardów dolarów, no to oczywiście Donald Trump sugeruje, że taka powinna być docelowa kwota sumaryczna amerykańskich restrykcji. I nie zdziwi mnie, jeśli tak faktycznie się stanie. Dlaczego? Ponieważ „Donald Trump nie jest politykiem, tylko biznesmenem”. Tak twierdzą wyborcy Trumpa i jest to powód dla którego na niego głosowali. Bo politycy przemawiają okrągłymi słowami, mówią jedno, a robią drugie. Tymczasem obecny prezydent USA jak już co powie, no to tak zrobi. I nikt go nie przekona, że czarne jest czarne, i że białe jest białe.

No i takie zachowanie podoba się tym, którzy chcieliby, aby Ameryka znów była „great again”.

Tak, Donald Trump nie jest politykiem. I polityki w ogóle nie rozumie. Trump jest tez typowym kapitalistą. Nastawiony jest na cele osiągalne w jak najkrótszej perspektywie, a potencjalnie przynoszące jak największe korzyści. W obecnej sytuacji tą korzyścią jest zakładany wzrost popularności zwiększającej szansę na reelekcję. Uzyskanie korzyści, koncentracja na niej skutkuje brakiem refleksji. Kapitalizm jest z natury swojej pozbawiony refleksji. Jeśli korzyść może być uzyskana jakimś kosztem (zniszczeniem środowiska, zniewoleniem ludzi, eksterminacją flory, czy fauny, zagrożeniem zdrowia i życia, etc.), to się taki koszt ignoruje. Po prostu wprowadza do rachunku zysku i strat. Trump podchodząc do wszelkich problemów bezrefleksyjnie działa szybko, zdecydowanie, pozyskuje poklask równie bezrefleksyjnych jednostek i nawet nie zakłada, że każda jego akcja niesie za sobą reakcję. To się w polityce zawsze sprawdzało, ale zawsze kończyło źle dla poprzedników Trumpa. Polityka jest bardziej złożona niż biznes. Choćby dlatego, że w biznesie właściciel firmy, zarząd korporacji nie musi się zajmować reakcjami pracowników na rezultaty jego (ich) decyzji. W biznesie z konkurencją się walczy, przejmuje ją, dominuje ją, lub wchodzi z nią w alianse. W relacjach międzynarodowych takie działania szybko doprowadzają do konfliktów. No i właśnie jeden już mamy.

Komentatorzy i obserwatorzy bieżących relacji amerykańsko-chińskich koncentrują się na rozważaniu która ze stron na wojnie handlowej ma więcej do stracenia. I najczęściej wskazuje się tu Chiny, jako państwo słabsze ekonomicznie, ponoć bardziej uzależnione od eksportu, a zatem od tak wielkiego partnera handlowego jak USA. Komentatorzy i obserwatorzy koncentrują się na aspekcie narzuconym przez Trumpa, czyli na wymiarze gospodarczym konfliktu. A polityka to nie tylko gospodarka, ale znacznie więcej elementów, których ogarnianie wymaga nieco szerszych horyzontów, wiedzy, doświadczenia, a zwłaszcza nauki wyciąganej z błędów, najlepiej cudzych.

Donald Trump zakłada, że Chiny otrzymawszy pierwszy, drugi, trzeci cios ugną się, przystaną na amerykańskie dictum (tylko jakie konkretnie?), bo zapewne takie były efekty jego działań wobec konkurentów w biznesie. Wystarczyło założyć finansowego nelsona, albo wywrócić do góry nogami zarząd, odciąć towarzystwo od możliwości zarobkowania i załatwione. Przeciwnik wywieszał białą flagę. Ale rozgrywki międzynarodowe, a już zwłaszcza z Chinami wymagają rozpatrzenia paru innych aspektów niż pieniądze. Na przykład takich jak relacje pomiędzy politycznymi liderami, a mieszkańcami, obywatelami. Jeśli Donald Trump miałby zdolność uwzględniania innych czynników niż ekonomiczne, zapewne zauważyłby, że jego działania w obszarze ekonomii, że jego pomysł na wojnę handlową z Chinami paradoksalnie może przynieść Chinom nieoczekiwane dla samych Chin istotne korzyści. Jakie? A na przykład konsolidację całego społeczeństwa chińskiego wokół lidera i partii. Trump zupełnie Chin nie zna, nie rozumie, nie chce uznać, że są przestrzenie działające według innych zasad, niż te znane mu z życia kapryśnego milionera-celebryty.

Dzisiaj w recepcji hotelu zauważyłem na ekranie monitora informującego nieustannie o zasadach bezpieczeństwa, jak i regułach meldowania się, zupełnie nowy element. Otóż pomiędzy informacjami o niepaleniu w łóżku i konieczności przestrzegania obowiązku meldunkowego zaczęło się dzisiaj pojawiać regularnie hasło:

„Heroic spirit is our national spirit”

„A nie mówiłem?!” – powinienem zakrzyknąć, ale nie było ze mną uczestników rozmowy, którą odbywaliśmy w Shenzhen w kwietniu. Obserwując reakcje przeciętnych Chińczyków na pomruku prezydenta USA, słuchając tego, co mówili, już wtedy uważałem, że reakcja Chin na ewentualne uruchomienie przez USA wojny handlowej pójdzie właśnie w emocje społeczne. Tak się składa, że Chińczycy od połowy XIX wieku brali w skórę i od obcych, i od swoich. Chińska rzeczywistość zaczęła się zmieniać dopiero z początkiem lat 90. XX wieku. Dzisiaj – pomimo wielu mankamentów – życie w Chinach jest bezdyskusyjnie lepsze niż 50 lat temu. Nie wszyscy są beneficjentami skoku cywilizacyjnego Chin, ale skorzystała na nim doskonała większość obywateli ChRL. I ta większość czuje się zagrożona, ale i osobiście urażona tym co wymyślił sobie Donald Trump pod hasłem „Make America Great Again”. Prezydent USA pomaleńku staje się ich osobistym wrogiem. Wywołuje w nich gotowość do zawziętego, bazującego wyłącznie na emocjach oporu. Czas niepokoju i zagrożenia wymaga przywództwa. No a kto dzisiaj reprezentuje umiar, spokój, rozwagę, zdecydowanie, perspektywiczne myślenie? No przecież Dada Xi (wujcio Xi). Czy nie miał racji koncentrując władzę w jednym ręku, uzyskując (przynajmniej pozornie) możliwość jednoosobowego podejmowania najważniejszych decyzji realizowanych przez skoordynowane jego osobą instytucje chińskiego państwa? Chińczycy, wzorem ojców założycieli Chińskiej Republiki Ludowej, wzorem ich mitu, są gotowi na heroiczne poświęcenia. I czym bardziej dotykać ich będzie działanie Donalda Trumpa, tym będą gotowi na więcej poświęceń. Bo? Bo winny będzie oczywisty, a jego intencje niskie, wrogie, znamionujące pogardę dla Chin i dla Chińczyków. A czasy pogardy Chińczycy mają w pamięci (dzięki temu również, że Dada Xi o nim przypominał co rusz) i upokarzać się biernie więcej nie dadzą. Donald Trump odmawia Chinom powrotu do należnej im w świecie pozycji? Chce zdusić ambicje narodu, wolę liderów, podstawić nieuczciwie nogę ambicjom ciężko pracującego ludu miast i wsi? Czekaj, czekaj łobuzie…. Donald Trump uzależniony jest od hamburgerów i od coli bez cukru. W Chinach – tak się może zdarzyć – pojawi się hasło bojkotu produktów amerykańskich (a pamiętam lokalne akcje bojkotu towarów z Japonii) i nikt normalny tu nie sięgnie po skrzydełka KFC, lody McDonald’s, auto Buick, czy spodnie Levi’s, czy cokolwiek amerykańskiego, bez względu na to, czy wyprodukowane w USA, czy w Chinach, Meksyku, czy gdziekolwiek. Nikt nie pójdzie na amerykański film, nie zainteresuje się produkcja amerykańskiej gwiazdy pop. Jestem w stanie sobie to wyobrazić. Bez większego wysiłku.

W dłuższej perspektywie, zwłaszcza w sytuacji, gdy Trump wypowiedział wojnę handlową w zasadzie wszystkim, zmienią się wektory globalnej wymiany handlowej. Skoro Ameryka stanie się w zasadzie dużym kłopotem i raczej marnym sojusznikiem, a już z pewnością ostatnim elementem budowania państwowej strategii (rzecz w Polsce nieznana), to trzeba będzie dogadywać się w innych konstelacjach. Jaki powód ma mieć Kanada, Unia Europejska, czy Iran, żeby się odwracać od Chin w obecnej sytuacji? Oczywistą konsekwencją działań Trumpa może być zacieśnienie relacji handlowych wszystkich państw obłożonych cłami zaporowymi z ChRL i na ten przykład stworzenie nowej strefy wolnego handlu. Jakoś straty zadane przez USA trzeba będzie wyrównać. Wojna handlowa zaproponowana przez prezydenta USA, który zgodnie z wolą swoich wyborców nie jest politykiem, dlatego zaangażowano go demokratycznie do robienia polityki, to takie okładanie się kłonicami, obyczajowi znanemu i praktykowanemu na polskiej wsi do czasu kiedy siwki i gniade zostały definitywnie wyparte przez ciągniki. W efekcie okładania się onymi drągami uczestnicy naparzanki pokrywali się guzami i siniakami. Wojna handlowa przyniesie wiele guzów i siniaków wszystkim gospodarkom. W przypadku tych słabych może poważnie zagrozić ich życiu. Leczenie urazów zajmie sporo czasu. A jak już nadejdzie czas zdjęcia plastrów i bandaży, nic nie będzie takie samo.

Obserwuję to z bliska. Chiny zrozumiały, ze świat demokratycznych wyborów jest nieprzewidywalny i nieobliczalny. Dlatego też, bez względu na dynamikę wydarzeń, na głębokość ran, skuteczność ciosów zadawanych przez USA, Chiny porzucają koncept niekontrolowanej, radosnej współpracy z państwami zachodnimi, z zależnością całych gałęzi swojego przemysłu od produktów i technologii zagranicznych. Chiny chcą być niezależne, wolne od zagrożeń generowanych przez amatorów zyskujących poklask innych amatorów. W perspektywie krótkookresowej będzie się wydawać, że Trump miał rację, że zadziałał skutecznie. W perspektywie dłuższej niż kilkanaście miesięcy okaże się, że „facet, który robi to, co mówi” uruchomił procesy nieodwracalne. Jednym z nich będzie prawdopodobnie przyspieszenie erozji dzisiejszego (nie)porządku światowego. Stany Zjednoczone będą długo jeszcze rościć sobie prawa do bycia traktowanymi jako siła przewodnia. Faktycznie zaś zajmą pozycję Wielkiej Brytanii z końca lat 40. XX wieku, kiedy to z niedawnej wielkości i świetności pozostały jedynie symbole z rodziną królewską na czele. Stany tego nawet nie mają w zanadrzu. Kto zajmie miejsce lidera? Chiny? Nie wiem. Ale jak nie Chiny, to kto? Może się okazać, że Dada Xi będzie musiał zacytować „naszego” Lecha: „Nie chcem, ale muszem”. Ktoś musi być szefem wszystkich szefów. I wszystko za sprawą gościa, który wsłuchał się w głos swojego narodu, a który, jak powtarzam, jest darem Niebios dla….Chin.

Powyższe zdjęcie jest dla mnie transcendentną alegorią obecnego prezydenta USA. NIe znam niestety autora, rzecz "wpadła mi w ręce" gdzies tam w sieci. Jeśli publikacją tego zdjęcia naruszyłem czyjeś prawa autorskie prosze o informację.

 

Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close