Chiny subiektywnie

Wukan, czyli wieś przemilczana

Nie miałem zbyt wiele czasu i siły w ciągu paru minionych dni, żeby przejrzeć wszystkie polskie periodyki w formie drukowanej i "zsieciowanej". Po pobieżnym sprawdzeniu treści ważniejszych tytułów nigdzie nie znalazłem materiałów na temat chińskiej wioski Wukan, która leży w prowincji Guangdong, a która stała się nieoczekiwanie sceną zjawiska już nazwanego "rewoltą w Wukan".

Nie wnikam czy brak informacji na temat zajść w Wukan ma związek z wizytą pana Prezydenta RP w Pekinie, czy być może mamy do czynienia z ważniejszymi aktualnościami jak śmierć Vaclava Havla i Kim Dzong Ila. Te 2 ostatnie w Polsce właściwie przyćmiły wszystkie inne łącznie z wizytą polskiego prezydenta w Chinach. Ale ja, jak wiadomo, mam hyzia na punkcie Państwa Środka i czytam skrupulatnie zakamary portali i dzienników w poszukiwaniu wiadomości z ChRL. Tam natknąłem się na historię Wukan.

Ponad tydzień temu pojawiły się w sieci wiadomości na temat tej wsi. Od razu trzeba dodać, że jest to wieś o chińskich gabarytach. Mieszka tam 20 tysięcy ludzi. Ludzi tych dotknął los wielu tysięcy innych chłopów mieszkających zbyt blisko dużych ośrodków miejskich. Stali się ofiarami przymusowych wysiedleń i eksmisji w związku z handlem nieruchomościami pomiędzy gminami, do których należą wszystkie ziemie, a prywatnymi deweloperami.

Dla przypomnienia. W Chinach obowiązuje przyjemne "prawo", które w imię "wyższego dobra społecznego" pozwala lokalnym władzom wyeksmitować z określonego obszaru rezydujących tam chłopów i zadysponować gruntami wedle własnego uznania. Ostatnimi czasy chińskie gminy, szczególnie te na obrzeżach największych metropolii jak Szanghaj, Pekin, czy Chongqing, robią gigantyczne pieniądze wydzierając chłopom ziemię za ustalonym przez państwo odszkodowaniem. W najlepszym przypadku za pole o powierzchni 1 mu (około 0,66 hektara) chłop może otrzymać 30-60 tysięcy yuanów. Za ten sam grunt może otrzymać od deweloperów nawet 9 milionów yuanów. Przy czym powszechnie wiadomo, że zawsze coś skapuje do ryjka szefa danej gminy. Ta forma handlu gruntami jest również jednym z czynników nakręcania chińskiego PKB o czym jakiś czas temu pisałem.

Oczywiste są dwa zjawiska towarzyszące eksmisjom. Po pierwsze nikt nie chce opuszczać swojego domu t tak dla czyjegoś kaprysu. Po drugie pieniądze oferowane na mocy przepisów nie pozwalają zbudować nowego domu i kupić nowej ziemi nawet daleko od pierwotnego miejsca. W związku z tym podczas eksmisji często dochodzi do użycia siły i rozlewu krwi. Częste są też przypadki makabrycznych samobójstw chłopów pozbawionych nie tylko majątku, ale również możliwości znalezienia jakiejkolwiek pomocy ze strony państwa. W mijającym roku słyszeliśmy o co najmniej kilkunastu przypadkach podpalania się w miejscach publicznych przez zdesperowanych, zrozpaczonych ludzi.

Złość wśród chłopów narasta, czemu nikt normalny dziwić się nie może. W Wukan masa krytyczna została przekroczona po raz pierwszy we wrześniu. Do tej pory chłopom nie przeszkadzało, że ich ziemia kawałek po kawałku sprzedawana jest deweloperom. Ich głównym źródłem utrzymania było dotychczas rybołówstwo. Ale od czasu kiedy inflacja w ChRL osiągnęła nieznane, wysokie poziomy, chłopi odkryli jak bardzo brakuje im możliwości uprawiania własnych pól. Pomimo złożenia petycji do lokalnej administracji, ta postanowiła kontynuować opłacalną sprzedaż gruntów, co mogło sprowadzić na mieszkańców wsi nie tylko biedę, ale w dłuższej perspektywie nawet głód. Wtedy tysiące mieszkańców wsi wyszło na ulice, aby wymusić na lokalnych kacykach partyjnych odstąpienie od planu sprzedaży ziem deweloperom.

Pierwszy sekretarz partii urzędujący we wsi ponad 30 lat wolał nie konfrontować się ze swymi owieczkami i po prostu dał dyla. Wrócił po kilkunastu godzinach w towarzystwie dużych oddziałów policji do pacyfikowania rozruchów. Wieś została spacyfikowana sprawiedliwie. Dostało się młody, starym, kobietom, mężczyznom, dzieciom też. Wiejski komitet partii zwrócił się po kilku dniach do protestujących o wydelegowanie swoich przedstawicieli celem poprowadzenia rozmów i znalezienia rozwiązania problemu. Do rozmów w imieniu chłopów przystąpiło 13 mężczyzn. Po kilku godzinach negocjacji sprawa została załatwiona, gmina odstąpiła od swoich planów, wszyscy spokojnie rozeszli się do domów.

I byłoby tak do dzisiaj gdyby nie incydent wychodzący daleko poza granice zdrowego rozsądku.

9 grudnia około południa 4 nieoznakowane mikrobusy bez tablic rejestracyjnych podjechały do pewnej restauracji w Wukan. Wysiadło z nich około 20 mężczyzn w jednolitych ciemnych ubraniach. Weszli do restauracji, wyciągnęli z niej 5 członków 13 osobowej delegacji chłopskiej i odjechali z nimi w niewiadomym kierunku. Wkrótce okazało się, że 5 mężczyzn zostało aresztowanych przez policję.  W niedzielę 11 grudnia o 4 rano około 1000 uzbrojonych policjantów próbowało wkroczyć do wsi. Chłopi trzymali jednak wartę i wezwali uderzeniami bębna wszystkich dorosłych do zablokowania drogi. Ludzi ścięli drzewa, zbudowali barykadę z różnych przedmiotów. Policja użyła armatek wodnych i gazu łzawiącego, ale po 2 godzinach szturmowania barykady ostatecznie wycofała się.  Wieś została otoczona przez wzmocnione siły policji, aby odciąć ją od dostaw żywności. W poniedziałek do wsi dotarła wiadomość, że jeden z aresztowanych delegatów, 43 letni Xue Jinbo zmarł w areszcie. Na zawał serca. Rodzina Xue, która widziała ciało zmarłego przekazała wsi swoje zdanie na ten temat. Zwłoki Xue nosiły według nich ślady bicia i tortur, takie jak zakrzepła krew w nozdrzach otarcia i sińce na twarzy, czy powyłamywane palce u rąk. Mieszkańcy wsi zażądali, aby wydać im ciało zmarłego, którego chcieli pochować z honorami. Władze odmówiły i…

wukan, 2, chiny, leszek slazyk

No i nic. Od środy 14 grudnia do wtorku 20 grudnia nie wydarzyło się nic szczególnego. Policja wzmocniła podwójny kordon otaczający wieś, a chłopi z Wukan przekonali się, że bez partyjnych kacyków żyje im się nawet lepiej niż z nimi. Pomimo braku władz wieś funkcjonuje jak trzeba, powołano samorząd, jak również milicję obywatelską patrolującą wieś w nocy. Centralne władze prowincji zdawały się przyjąć strategię "na przeczekanie", z której nic nie wyszło, ponieważ zupełnie nieoczekiwanie, w Heimen, kilkadziesiąt kilometrów od Wukan doszło do starć 30 tysięcy mieszkańców z policją. Chodziło o żądanie zamknięcia toksycznej fabryki, której funkcjonowanie od lat niszczy zdrowie mieszkańców tego niewielkiego miasta. W zamieszkach zginąć miał 15 letni chłopiec, a 100 osób zostało rannych. Taki obrót spraw, a przed wszystkim brak wiedzy, czy wydarzenia są ze sobą powiązane spowodował, że wice szef partii z Guangzhou Zhu Mingguo postanowił podjechać do Wukan i sprawdzić jak uspokoić chłopów. Zdaje się, że dodatkowym sygnałem były wiadomości od szefów partii z gmin sąsiadujących z Wukan. Pomimo blokady informacji oraz zmasowanych działań propagandowych prawdziwy obraz wydarzeń ze wsi przedostał się do sąsiadujących wsi i miasteczek.

Wszystko przez ten cholerny internet, cyfrowe technologie i obojętną ideologicznie młodzież, która nagrała mnóstwo klipów, napisała dziesiątki postów, felietonów i innych takich i rozesłała to po chińskiej sieci. Obrazy z Wukan przedostały się do ludzi, których dotyka identyczny los, taka sama niesprawiedliwość. Lokalni działacze KPCh, którzy z przyczyn oczywistych nie chcą ujawniać swoich nazwisk twierdzą, że najgorszym rozwiązaniem sytuacji byłoby aresztowanie najbardziej aktywnych demonstrantów. Taka postawa władz może spowodować ogromną falę niezadowolenia ludzi, którym nie proponuje się zupełni nic w imię ogromnych zysków wąskiej grupy uprzywilejowanych.

Wczoraj zakończyło się trwające kilka godzin spotkanie Zhu Mingguo z liderami Wukan. Partia przyjęła rozwiązanie znane z przeszłości. Ponieważ gniew chłopów skierowany jest przeciwko lokalnym działaczom partyjnym, a we władzach prowincjonalnych upatruje się źródła sprawiedliwości wszelakiej, sekretarz Zhu przystał na żądania protestujących. Aresztowani czterej chłopi zostaną zwolnieni jeszcze w tym tygodniu. Ciało Xue Jinbo zostanie wydane rodzinie. Władze z Guangdzhou przeprowadzą śledztwo dotyczące zarówno przyczyn śmierci Xue, jak również korupcji wśród działaczy partyjnych z Wukan i ich związków z deweloperami.

Lin Zuluan, główny negocjator ze strony chłopów powiedział po zakończeniu rozmów z Zhu Mingguo, że wieś odniosła częściowe zwycięstwo. Po pierwsze trzeba poczekać czas jakiś, aby sprawdzić czy rząd prowincjonalny wywiąże się ze swoich obietnic. Po drugie należałoby dymisjonować dotychczasowych urzędników administrujących w Wukan, zwrócić chłopom ziemie odebrane dzięki naginaniu przepisów, sprawdzić kto z urzędników zyskiwał na okradaniu chłopów. Po trzecie zaś wieś powinna mieć prawo wybierać swoich liderów spośród sprawdzonych ludzi, którym ufa  wierzy lokalna społeczność.

I tu zapachniało mi emocjami, o które Chin nigdy nie podejrzewałem, a które pamiętam z gdańskiego Sierpnia. Czy taka historia może się powtórzyć w Chinach? Kiedy? Czym? Nie ma sensu łamać sobie głowy po próżnicy. Może tak, może nie. Na całe szczęście nasza rzeczywistość w pewnych obszarach jest zupełnie nieprzewidywalna. Co bywa fajne, ale najczęściej jest nam potrzebne jak guz mózgu.

My jako kraj na pewno na razie nie będziemy się wdawać w takie awantury. Podpisaliśmy układ o strategicznym partnerstwie z Chinami. Jednym z ważniejszych zapisów tego układu jest fragment o nie wtykaniu nosa w cudze sprawy. W zamian mamy szansę zachęcić młodzież chińską do studiowania w Polsce. Tylko, że polskie dyplomy wyższych uczelni nie są uznawane w Chinach. Ale to już naprawdę szczegół, którego czepiają się jednostki tak koszmarnie jak ja, czyli niżej podpisany.

Leszek Ślazyk

Źródło: The Telegraph

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close