Chiny subiektywnie

Jak zostałem agentem Pekinu

czyli zaklinanie rzeczywistości

Po latach prób i różnych wysiłków udało mi się pod koniec zeszłego roku ruszyć na poważnie projekt pod nazwą chiny24.com. Na poważnie, bo przez lata portal funkcjonował wyłącznie dzięki moim jednoosobowym działaniom, wspieranym sporadycznie energią wielu osób, dla których portal poświęcony Chinom współczesnym był interesujący, ale któremu nie można było oddać (pro publico bono) kilku godzin pracy dziennie. Trochę to trwało, ale wreszcie w końcówce 2017 roku powołałem Instytut Badań Chin Współczesnych, nadałem portalowi chiny24.com nową, nowoczesną, przystającą do dzisiejszych urządzeń mobilnych formę, a przede wszystkim spotkałem ludzi, którzy nie dość, że interesują się głęboko Chinami współczesnymi, to jeszcze są skłonni swoją wiedzą i obserwacjami podzielić się ze światem. Ci ludzie, podobnie jak ja, od wielu lat uważają, że nie mamy w Polsce właściwie żadnej orientacji w Chińskiej współczesności, że postrzegamy je (Chiny) przez pryzmat doświadczeń sprzed kilku, czasem kilkunastu lat, i że stanowi to poważny problem zarówno na poziomie zwykłych obywateli (choćby w kontekście prowadzonej działalności gospodarczej), jak też, a może przede wszystkim w kategoriach państwowych. agentem Pekinu

Czytelnicy portalu z pewnością zauważyli naszą zwiększoną aktywność. Teksty na stronie nie pojawiają się raz na jakiś czas, sporadycznie, ale niemal codziennie. Dzięki współpracy kilku osób (a mam nadzieję, że będzie ich więcej i więcej), jesteśmy w stanie opisywać nie tylko zjawiska ogólne, ale również reagować na bieżąco na istotne wydarzenia mające miejsce w ChRL. A co najważniejsze: opisywać je z różnych punktów widzenia. Bo ideą Instytutu Badań Chin Współczesnych, jak i portalu chiny24.com jest informacja, obiektywizacja, przekazywanie wiadomości, wiedzy zebranej z wielu źródeł w sposób, który pozwoli spojrzeć na współczesne Chiny, w wielu aspektach ich dzisiejszego funkcjonowania, w sposób racjonalny, jak najdalszy od emocji, czy powielanych w mediach półprawd bazujących na niekoniecznie rzetelnych źródłach. Więcej: to co publikujemy jest konfrontowane na co dzień z realnym doświadczaniem Chin. Nie opieramy się wyłącznie o odseparowane od realiów dane i informacje. Wszyscy bowiem, jeśli nie mieszkamy tu (w Chinach) na stałe, to mamy z nimi fizycznie do czynienia cyklicznie. Spędzamy tu każdego roku tygodnie, miesiące. agentem Pekinu

Nie jesteśmy ani sinofilami, ani sinofobami. Jesteśmy ludźmi, których Chiny fascynują, ale którzy mają do nich stosunek niczym badacze wulkanów, albo krokodyli nilowych do obiektów swoich badań. Fascynacja nie pozbawia nas zdrowego rozsądku. agentem Pekinu

Dlaczego to wszystko piszę? Otóż zdumiała mnie reakcja tzw. „szerokiej publiczności” na kilka ostatnich naszych publikacji. Dotyczyły one spraw aktualnych, bazowały na oficjalnych dokumentach, przede wszystkim zachodnich. I nagle okazało się, że przedstawiając obraz Chin, nowoczesnych, gwałtownie się rozwijających, detronizujących dotychczasowych liderów (zwłaszcza USA) musimy być agentami Pekinu. No bo przecież tylko agent Pekinu mógłby twierdzić, że Chiny pokonują Zachód (a już szczególnie USA, kwintesencję Zachodu) w wielu kategoriach. A skoro pokonują (niby) Zachód, no to i Polskę przecież, państwo dumne, wielkie i dla świata takie bardzo ważne…. Nie ma żadnego znaczenia, że w większości przypadków cytowaliśmy rządowe dokumenty amerykańskie, rzetelne źródła zachodnie (rządowe, uniwersyteckie, lub poważane jak The Economist, czy Wall Street Journal). Ważne, że śmieliśmy podważyć prymat Zachodu nad Wschodem, że śmieliśmy zauważyć, że komuniści z Pekinu są skuteczniejsi i rozważniejsi w swoich bieżących działaniach, niż demokraci z Europy, czy Ameryki. No, i że mają bardzo konkretny, konsekwentnie realizowany plan. agentem Pekinu

Taka reakcja nie powinna mnie już dziwić. Całkiem niedawno pisałem o zjawisku proletaryzacji wiedzy, sytuacji kiedy dosłownie każdy (dzięki Internetowi) może na każdy temat wypowiedzieć się publicznie, i kiedy zdanie pojedynczego ignoranta, nieuka, czasem zwykłego głupka, staje się równoważne ze zbiorowym zdaniem naukowców z wielu ośrodków, z wielu państw, którzy dany temat badali latami, by uzyskać udowodnione badaniami wyniki. Dziwi mnie jednak takie zacietrzewienie w zasklepieniu się w swoim spojrzeniu na świat. Zabawne, że jednym głosem mówią wszystkie światopoglądowe opcje. „(…) choć w najbliższych latach Chiny będące dziś na drugim miejscu zapewne prześcigną Stany w tych wskaźnikach [PKB, etc. – L.Ś.], amerykańska dominacja będzie trwać. Dlaczego? Państwo Środka to ciągle kraj o relatywnie niskich dochodach per capita, z niedojrzałym rynkiem finansowym, który ostatnio stanął na skraju zapaści i bez sprawnego systemu prawnego, który pozwoliłby dalej rozwijać mu się w takim tempie jak dotychczas. Niedostatek demokracji może przeszkodzić w przejęciu przez niego roli globalnego lidera, ponadto USA są o wiele skuteczniejsze w promowaniu międzynarodowych instytucji wspierających swoją działalnością zachodni punkt widzenia.” To opinia redakcji liberalnego (cokolwiek to znaczy) Newsweeka sprzed niemal 3 lat, jakby żywcem wyjęta z aktualnych opinii polskich komentatorów, zdeklarowanych konserwatystów.

A i jedni, i drudzy uwielbiają powtarzać, że „pycha kroczy przed upadkiem”. agentem Pekinu

Pycha wynika z braku wiedzy, a co za tym idzie z braku możliwości właściwej oceny sytuacji. W tym konkretnym przypadku wystarczy wiedza gimnazjalisty. Spójrzmy na mapę świata: komu dzisiaj chcielibyśmy sprezentować ideę demokracji w modelu amerykańskim? Rosji, Iranowi, Filipinom, Tajlandii, Birmie, Kambodży, Arabii Saudyjskiej, Peru, Egiptowi, Polsce, Węgrom, Kazachstanowi, itd., itp.? A kto wolałby porozmawiać zamiast o demokracji o chińskich pieniądzach? O nich woli rozmawiać nawet Hollywood, odpychając tą całą demokrację nogą, żeby nie przeszkadzała w poważnych rozmowach o poważnych pieniądzach. I tyle.

Można oczywiście zasłonić sobie oczy i zatkać uszy, można przy tym głośno powtarzać” lalalalalalala”. Można też próbować zrozumieć. A ponieważ my (i Instytut Badań Chin Współczesnych, i portal chiny24.com) chcemy próbować zrozumieć, nie poprzestaniemy i będziemy dalej (i mam nadzieję, że więcej) przygotowywać kolejne materiały na temat chińskiej współczesności. Z wiarą, że trafiać będą do Państwa, ludzi o otwartych umysłach, osób, którym nasza praca przyniesie wielorakie korzyści. agentem Pekinu

Lepiej być agentem Pekinu

Niż jednostką bez w mózgu płynu

Takie kanciaste haikou przyszło mi do głowy na koniec. „Haikou japońskie!” powie ktoś. No, ale skąd się wzięli Japończycy w Japonii? No skąd? No właśnie.

P.S. Ponieważ dzisiaj są moje urodziny to powinienem życzyć sobie czegoś. Część życzeń się realizuje: nie dość, że w Chinach, spotykając naprawdę zacnych i ciekawych ludzi, to jeszcze w Bullet Train z Ningbo do Shenzhen. A w Shenzhen nowe wyzwania i elektryzujące projekty. Czego zatem by sobie tu życzyć? O, wiem! Życzę sobie, żeby mnie jutro po prostu głowa nie bolała. Chcę być kózką (nie tylko zodiakalną) co poskacze, ale nóżki nie połamie, ani nawet nie zwichnie. O, tak! Czego i Państwu życzę.

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

4 thoughts on “Jak zostałem agentem Pekinu”

  1. Panie Leszku, wszystkiego najlepszego z okazji urodzin! Zycze Panu duzo zdrowia, sukcesow i usmiechu. Dziekuje za wszystkie wysilki wlozone w szerzenie wiedzy na temat Chin i mam nadzieje, ze juz wkrotce docenia je coraz wieksze liczby rozgarnietych Polakow. Pozdrawiam Pana i wszystkich Panskich wspolpracownikow!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Close