CiekawostkiKultura i Tradycja

Maotai – „protokolarny trunek” z Guizhou

Alkohol pod wieloma jego postaciami znany jest w Chinach od dawien dawna. Warzenie, fermentacja i destylacja są wszak cechą wspólną wszystkich kultur i cywilizacji świata jak strzała i mowa. W Chinach, kiedy stały się już świadomym siebie bytem, alkohol służył podtrzymywaniu dobrego nastroju podczas pałacowych uczt cesarskich, w chińskiej kuchni występował jako dodatek wspomagający trawienie, a na polach bitewnych stanowił symbol pieczętujący zawieranie braterstwa krwi. Nie stronili od niego bogaci kupcy podróżujący Jedwabnym Szlakiem. Przypisywano mu właściwości medyczne, używano podczas obrzędów ku czci zmarłych.

Piwem, ryżowym winem, a później destylatami upajali się królowie, cesarzowie, ich konkubiny i kurtyzany, wojownicy, poeci, buddyjscy mnisi, mistrzowie sztuk walki, wyjęci spod prawa banici i kapłani. Wśród poetów najbardziej znanym piewcą zalet wina był Li Bai, poeta złotego okresu dynastii Tang, słynący z wierszy tworzonych pod wpływem ryżowego wina. Li Bai twierdził, że „dopiero w stanie głębokiego upojenia, można ujrzeć istotę rzeczy taką jaką ona jest naprawdę. Wino bowiem zmiękcza umysł i pozwala dostrzec subtelniejszą stronę życia”.

Od lat rozpoznawalną na świecie marką chińskiego alkoholu jest Tsingdao, piwo produkowane za sprawą Niemców od początku wieku XX w nadmorskim Qingdao, w prowincji Shandong. Ale dziś o popularność światową walczy zawodnik znacznie cięższej wagi, lider wśród chińskich brandów, jedna z trzech najlepiej rozpoznawalnych marek własnych w Chinach.

Chodzi oczywiście o Maotai, markę współcześnie należącą do korporacji Kweichow Moutai Company. Maotai to jeden z najznakomitszych rodzajów chińskiej wódki (baijiu), której „domem” jest górzysta, zielona prowincja Guizhou, uchodząca za najbardziej idylliczny zakątek Państwa Środka.

Bazą Maotai jest zacier z fermentowanego sorga, który poddawany jest 8 krotnej destylacji. Sam proces destylacji trwa około miesiąca, a jego rezultat trafia do porcelanowych kadzi, w których leżakuje przez lata. I jak w przypadku innych słynnych mocnych alkoholi to czas leżakowania determinuje klasyfikację Maotai i jego cenę. Często wypomina się Chińczykom, że brak pewnych enzymów w ich organizmach czyni ich jednostkami o słabych głowach, ludźmi niezdolnymi do stawania w szranki z Rosjanami, Polakami, Skandynawami. Tymczasem Maotai to wódka o zawartości alkoholu pomiędzy 52%, a 55%. Kto chce pierwszy rzucić kamieniem, niechaj weźmie udział w chińskiej uczcie z przepijaniem Moutai, przepijaniem identycznym z tym znanym nam z Podhala.

Według rankingu 100 najcenniejszych chińskich marek opublikowanych niedawno przez „BrandZ” (największą na świecie bazę danych o markach), marka alkoholowa Guizhou – Kweichou Moutai Company, uplasowała się w zeszłym roku na piątym miejscu, dwa miejsca wyżej niż w 2017 roku.

https://brandz.com/report/china/2019

Guizhou – Kweichou Moutai Company, zajmuje piąte miejsce w tym rankingu za Alibabą, Tencent, Industrial and Commercial Bank of China oraz China Mobile. Wódkę Maotai wyprzedzają więc wyłącznie firmy technologiczne.

Dość o współczesności. Maotai to znacznie więcej niż bieżące dane z giełd i wieczorne raporty sprzedaży. Historia Maotai sięga 2000 lat. I jest historią wypierania gorszego przez lepsze. Kroniki z II wieku p.n.e. wspominają o produkcji destylowanego alkoholu z ryżu i jęczmienia na północy Chin. Był to niskoprocentowy bimber o jałowym smaku, który nie był w stanie rozgrzać brodzących po kolana w zimnej  wodzie chłopów sadzących ryż. Na południu kraju eksperymentowano: ryż zastąpiono sorgiem, co zmieniło cały charakter trunku. Jego zapach i smak zdecydowanie różnił się od tego co produkowano na północy. Przez lata sorgowy destylat stał się znany w całym Państwie Środka.

Dokładna data rozpoczęcia produkcji Maotai nie jest znana. Nazwa „Maotai” pojawia się w 1704 roku – odnajdujemy ją w dekrecie jednego z cesarzy z dynastii Qing. Maotai to nazwa małego miasteczka, gdzie powstał ośrodek gorzelniany wódek produkowanych na bazie zacieru z sorgo. W okresie panowania tej dynastii (1644–1912), właściciele gorzelni udoskonalili swoje techniki destylacji, co pozwoliło stworzyć charakterystyczny typ baijiu – „biały likier”. Maotai przedstawiono światu zachodniemu na przełomie XIX i XX wieku. W 1915 roku mocny i charakterystyczny w smaku alkohol zdobył złoty medal na wystawie w San Francisco, i otrzymał tytuł „narodowego alkoholu Chin”.

Podczas wojny domowej w Chinach (1945 – 1949), siły Armii Ludowo-Wyzwoleńczej ustanowiły jeden ze swoich obozów w prowincji Guizhou, w pobliżu miasta Zunyi. Tam żołnierze Mao Zedonga mieli okazję kosztować tej lokalnej specjalnosci. Smak Moutai zapadł w pamięć rebeliantów tak mocno, że po zwycięstwie nad Kuomintangiem rząd Mao Zedonga postanowił w 1951 roku skonsolidować lokalne gorzelnie w Guizhou w jedno przedsiębiorstwo państwowe pod nazwą Kweichow Moutai (nazwa to romanizacja „Guizhou Maotai”). Maotai uznano oficjalnie za dobro narodowe.

Kiedy Zhou Enlai podejmował w 1972 roku Richarda Nixona, unosząc kieliszek z alkoholem i wznosząc nim toast na cześć amerykańskiej delegacji miał powiedzieć: „Maotai zdobyło laur w San Francisco w 1915 roku, a podczas Długiego Marszu leczyło żołnierzy Mao Zedonga z chorób i ran”. Nixon miał odpowiedzieć wtedy: „Szanowny panie Zhou, pozwól mi wznieść zatem toast za to wspaniałe panaceum”.

Gdy Deng Xiaoping odwiedził Stany Zjednoczone w 1979 r., Henry Kissinger powiedział: „Możemy rozwiązać wiele problemów. Wszystko zależy od tego, ile wypijemy Maotai”.

Moatai, po dziś dzień  uchodzi w Chinach za "trunek protokolarny", który podnosi rangę wszelkich uroczystości, podczas których jest serwowany i spożywany. 

Produkcja Maotai to proces złożony i czasochłonny. Uzyskiwany w jego efekcie alkohol o ostrym zapachu nie jest trunkiem dla zwykłych śmiertelników z „Zachodu”. Zapach i smak Maotai wymagają od pijących po raz pierwszy sporego samozaparcia. Jeśli planujecie podróż do dalekich zakątków prowincji Guizhou, by odwiedzić tamtejsze siedziby mniejszości Miao, Dong, Tujia, czy  Buyei, musicie pamiętać, że gości wita się tam właśnie Maotai. W Guizhou powiada się, że „w żadnym domu Miao, nie może zabraknąć ani ryżu, ani Maotai”. Dlatego też przekraczając granice prowincji Guizhou możemy być pewni, iż już wkrótce zostaniemy uraczeni co najmniej kilkoma czarkami tego specyficznego alkoholu. 

A potem już nic nie będzie takie samo.

Pokaż więcej

Paweł Załęski

Poeta, kaligraf, miłośnik herbaty i adept Wushu, badacz kultury Chin oraz mniejszości etnicznej Miao okręgu Qiandongnan w prowincji Guizhou.

Powiązane artykuły

Close

Wykryto Adblock!

Prosimy o wyłączenie blokowania reklam.