CiekawostkiKultura i Tradycja

Podążając drogą herbacianych listków

herbata wczoraj, dziś, jutro....

Wielu z nas Chiny kojarzą się głównie z ryżem, pandą i Wielkim Murem, ale chyba niewielu z nas słowo Chiny przywołuje na myśl coś co jest na wskroś chińskie, a w naszym życiu gości niemal codziennie. Herbata! Herbata to przecież kwintesencja Chin, obecna tu od wieków.

Traktat z czasów dynastii Tang, dzieło sprzed ponad tysiąca lat, głosi: „Herbata wyleczy każdą chorobę”. Dictum takie wydawać się może dziś nieco przesadzone, jednak i dla współczesnych Chińczyków jest aktualne i prawdziwe. Bowiem wedle chińskiej koncepcji zdrowego stylu życia, kiedy dbamy w odpowiedni sposób o ciało i o ducha, odpowiednie gatunki herbaty pozwalają unikać chorób, działają tonizująco, lub katalizująco odsuwając potencjalne zagrożenia.

Jak poznano właściwości herbaty, jak ją odkryto?

Wedle legendy znanej z zapisków datowanych na okres panowania zachodniej dynastii Han (około 206 r. p.n.e) herbata została odkryta przypadkiem, i to nie przez byle kogo. Otóż – jak chce legenda – legendarny Boski Cesarz o imieniu Shennong, wędrując po Chinach w poszukiwaniu leczniczych ziół zatrzymał się pod dużym drzewem, aby odpocząć i schronić przed deszczem. Ponieważ było mu zimno, rozpalił ognisko i zagotował w kociołku wodę, w której to chciał ugotować suszone grzyby. Kiedy woda zaczęła się gotować, silny wiatr strącił z drzewa kilka liści, które wpadły do wrzątku. Woda zmieniła kolor na lekko zielony, z kociołka zaczął unosić się przyjemny zapach. Zaintrygowany zapachem i kolorem Boski Cesarz nie oparł się pokusie i posmakował naparu. Ku zdziwieniu Shennonga napar okazał się niezwykle smaczny. Boski Cesarz powrócił niebawem do stolicy, aby pochwalić się dworzanom i poddanym swoim odkryciem. I od tej w Chinach pije się herbatę codziennie.

Inna legenda głosi, że herbatę pierwszy odkrył Bodhi-Dharma, znany w Chinach jako Damo, a w Japonii jako Daruma. Damo uważany jest za protoplastę klasztoru Shaolin. Legenda mówi, że to właśnie on uczył mnichów opracowanych przez siebie ćwiczeń wzmacniających ciało.

Chińczycy podchodzą sceptycznie do odkrycia herbaty przez Bodhi-Dharmę. Inaczej rzecz się ma w Indiach i Japonii. Bodhi-Darma należy do panteonu buddyjskich bohaterów mitycznych. Japończycy, którzy ewoluowali buddyzm w zen w herbacie doszukują się przede wszystkim „eliksiru przebudzenia umysłu”, uspokajaniu zmysłów, pomocy w znalezieniu równowagi i harmonii wewnątrz siebie. Chińczycy oczywiście też wierzą, w niezwykłe właściwości herbaty, ale są bardziej pragmatyczni i piją herbatę głównie z powodu jej zalet zdrowotnych, nie nadając piciu jej żadnego wymiaru duchowego. W kulturze japońskiej i koreańskiej herbatę powinno się podawać w wykwintnych naczyniach, w wykwintnych miejscach, w sposób wyrafinowany, będący sam w sobie formą sztuki, uświęceniem chwili. Chińczycy patrzą na te fanaberie z uśmiechem, ponieważ ich zdaniem miejsce picia herbaty, naczynie, z którego się ją pije, nie ma znaczenia. Istotny jest wyłącznie sam fakt spożywania tego „niezwykłego dobrodziejstwa natury”. Do dziś i na ulicach Pekinu, i w dalekim Yunnanie można spotkać starszych ludzi popijających herbaciany napar z gwajanów, termosów czy nawet słoików. Nie liczy się forma, a wyłącznie treść.

Wiele osób myśli, że herbaciane liście pozyskiwane są wyłącznie z niskich krzewów rosnących na malowniczych wzgórzach pociętych stworzonymi ręką ludzką tarasami. Takie uprawy herbaty znamy z programów telewizyjnych i reklam, gdzie pokazuje się zazwyczaj plantacje herbaty w prowincji Fujian w Chinach, regionu Dilmach w Indiach czy w Śri Lance. Tymczasem w prowincji Yunnan wciąż jeszcze rosną potężne drzewa herbaciane liczące nawet dwa tysiące lat. Można je zobaczyć tu np. na górze Ailao.

Yunnan od reszty Chin dzielił trudny i niebezpieczny górski szlak handlowy. Dlatego też herbatę przez setki lat znano głównie w południowo-zachodnich Chinach. W 316 roku p.n.e, król Hui z Królestwa Qin, podbił Królestwo Shu, gdzie powszechnie pito i ceniono herbatę. Król Hui rozsmakował się w niej również. I to dzięki niemu herbata zaczęła docierać w inne zakątki Państwa Środka. Za czasów dynastii Tang zwanej „złota dynastią”, nastąpił największy rozkwit herbacianej kultury.

W historii chińskiej herbaty, prócz legendarnego Shennonga i historycznego króla Hui, ważną rolę odegrał Lu Yu (733-804), autor dzieła „Klasyka herbaty”. Lu przez następne pokolenia został uhonorowany tytułem „mędrca herbaty”. Rozpoczął badania herbaty w wieku dwudziestu jeden lat. Odziany w surowe szaty, z płócienną torbą, niczym wędrowny mnich, przemierzał górskie regiony Chin w poszukiwaniu nowych gatunków herbaty. Po wielu latach opisał wyniki swoich poszukiwań i doświadczeń w księdze, która stała się vademecum herbaty.

Lu Yu spisując „tao herbaty” nie mógł nawet przepuszczać, że w dalekiej przyszłości herbata stanie się pierwiastkiem doprowadzającym do wojny handlowej. W XIX wieku władająca Chinami mandżurska dynastia Qing, kierując się własnymi zyskami, ograniczyła ściśle handel herbatą z zagranicą, dając wyłączność do obrotu herbatą kilku organizacjom kupieckim monopolizującym cały rynek. Protestowali przeciwko temu Brytyjczycy i Francuzi, dla których poza ryżem i jedwabiem właśnie herbata była najatrakcyjniejszym towarem chińskim. Mandżurowie, kontrolując kanały sprzedaży herbaty, narzucili na kupców zamorskich obowiązek płacenia za nią wyłącznie srebrem. Tymczasem zapotrzebowanie na herbatę w Europie, a zwłaszcza w Wielkiej Brytanii gwałtownie rosło. Zasoby srebra Brytyjczyków zaczęły topnieć. Anglicy nie mając ruchu na szachownicy handlowej z Chinami, zaczęli rozprowadzać w Państwie Środka opium, które stało się w krótkim czasie ogromnym problemem, uzależniając tysiące ludzi. Blokada statków brytyjskich z ładunkiem opium przez cesarza Daoguanga i zniszczenie angielskiego zapasu narkotyku doprowadziły do pierwszej wojny opiumowej. Skutkiem tej herbaciano-opiumowej wojny, była najpierw utrata Hong-Kongu (1897), a potem rozpad całego państwa i upadek cesarstwa (1911).

Dziś Chiny są jednym z największych dostawców herbaty na świecie. I chińską herbatę właśnie uważa się za na świecie najlepszą. Obecnie odkrycie Boskiego Cesarza wykorzystywane jest między innymi w przemyśle kosmetycznym (jest ona składnikiem wielu kremów do twarzy, maseczek, szamponów), farmaceutycznym, spożywczym. Herbata obniża cholesterol, ciśnienie krwi, niweluje objawy stresu i zapobiega nowotworom. Zawiera wiele witamin i antyoksydantów.

Czym się kierować przy wyborze i zakupie herbaty?

Dzięki Lu Yu i jego następcom znamy wiele gatunków i odmian herbaty, które różnią się między sobą zapachem, barwą, kształtem liści oraz….ceną. Istnieje wiele teorii na temat oceny wartości herbaty, jednak według samych Chińczyków najważniejszy jest kolor, barwa jej  listków. Herbata dobrej jakości zawiera niewiele wilgoci, co bada się rozcierając jej szczyptę palcami. Nie powinna być jednocześnie sucha jak pieprz i rozcierana palcami zamieniać się w pył. Listki, zwłaszcza te dłuższe winny łatwo się łamać. Wilgotne i miękkie listki dają napar o jałowym smaku i aromacie. Dobrą herbatę cechuje wyrazisty naturalny zapach. Zbyt intensywna woń, zwłaszcza „owocowa”, może oznaczać, że herbata była perfumowana, aby pozornie wzbogacić jej walory. Napar powinien być jasny, świeży i przejrzysty. Herbata złej jakości jest mętna i ciemna! Liście herbaty właściwie zbieranej, suszonej i przechowywanej powinny się stopniowo, z wolna rozwijać w kolejnych parzeniach. Dobrej klasy herbatę można parzyć kilkukrotnie, a napar będzie wciąż bogaty: kolor herbaty będzie intensywny, jak i jej smak. Złej klasy herbata po zaparzeniu da słaby smak, a jej liście szybko się rozwiną wypuszczając całą esencję. Dobra zielona herbata powinna pozostawiać w ustach lekki gorzkawy posmak. Czarna herbata zaś powinna pozostawiać słodkawy posmak.

Jak przechowywać herbatę?

Po zakupie ważne jest odpowiednie zabezpieczenie herbaty w domu przed wilgocią, lub zbytnim jej wysuszeniem. Najszybciej psują się herbaty: zielona, biała i żółta. Mimo, iż w sklepach z herbatą dominują metalowe puszki do przechowywania herbaty, Chińczycy radzą zakupienie do tego celu bambusowego, bądź porcelanowego naczynia. Bambus nie wchodzi w interakcje z herbatą, nie przechodzi jej zapachem i nie zmienia smaku herbaty. Z kolei porcelana w odróżnieniu od naczyń szklanych jest nieprzezroczysta. Herbaty przechowywane w szklanych słoiczkach utleniają się pod wpływem światła. Co więcej w naczyniach do przechowywania herbaty nie zbiera się wilgoć. Herbata w szklanych naczyniach często wilgotnieje, a w następstwie ulega zepsuciu i pleśnieje.

Czy kupować wyłącznie drogie herbaty, a te tanie uznać za niewiele warte?

Z herbatą jest podobnie jak z winem. Cena niekoniecznie odpowiada faktycznym walorom smakowym i jakości, wyższa cena nie gwarantuje lepszego smaku. To w końcu sprawa bardzo indywidualna. Dlatego też najlepiej po prostu samemu zbadać i posmakować herbatę. Bardzo często te tańsze herbaty nie są gorsze od tych z „górnej półki” cenowej. Tanie zielone herbaty typu gunpowder, które można nabyć w marketach, często nie odbiegają walorami od tych ładnie pakowanych dostępnych w sklepach z kawą i herbatą. Pamiętajmy o tym, że – znów, jak w przypadku win – rodzajów i gatunków herbat jest ogromnie dużo (tysiące!), dlatego też różne gatunki herbat zielonych będą nam smakować podobnie. Warto jednak poeksperymentować, żeby znaleźć wśród wielu pozornie podobnych ten swój smak. Naturalny. Zdecydowanie różny od herbat perfumowanych typu Earl-Grey, pitych na dokładkę z cukrem, sokiem malinowym, miodem, czy cytryną.

Ta „nasza” herbata nie będzie potrzebowała żadnych upiększeń.

Paweł Załęski i Miao Luoyan

 

Zdjęcia: CC0 Creative Commons : ulleo, Duke Ash, the3cats

.

.

.

.

.

Tagi
Pokaż więcej

Paweł Załęski

Poeta, filozof, historyk i adept Chińskich sztuk walki, badacz kultury Chin oraz mniejszości etnicznych Miao i Dong okręgu Qiandongnan w Guizhou.

Powiązane artykuły

4 thoughts on “Podążając drogą herbacianych listków”

  1. Ciekawy artykul i milo sie go czytalo. Nie mniej jednak kluje mnie w oczy uproszczenie dotyczace Wojen Opiumowych. Z akapitu w tekscie moznaby odniesc wrazenie, ze to Qingowie postawili Brytyjczykow pod sciana i zmusili do rozpoczecia wymiany handlowej opartej polowicznie na opium. Prawda byla przeciez inna. Nadprodukcja opium przez Brytyjczykow byla ogromna, dla wlasnych zyskow rozprowadzali te plugawa substancje swiadomie zreszta doprowadzajac do setek tysiecy dramatow chinskich rodzin. O samych wojnach majacych na celu optymalizacje modelu wymiany handlowej nie wspomne. Artykul nie jest poswiecony historii, ale uznalem, ze warto lekko sprostowac te male uproszczenie, ktore wedlug mnie niejako odwrocilo kota ogonem. Ja sam wspolczuc moge jedynie stronie Chinskiej, Brytyjska slepa pogon za zyskiem to lajdactwo. Pozdrawiam autora i czekam na wiecej wpisow.

  2. @ Flamaester: Ma Pan rację, Autor przedstawił skrótową opowieść o przyczynach wybuchu wojen opiumowych w sposób odmienny od tego, do którego przywykliśmy. Zwrócę uwagę na współautora tekstu. Myślę, ze tu znajdzie Pan odpowiedź na pytanie: skąd taka rozbieżność :)
    Ale dziękuję za uwagę. Myślę, że niebawem wojny opiumowe znajdą się na naszym celowniku. Ich rezultat, czyli „100 lat upokorzenia” ma przecież przemożny wpływ na narrację wewnętrzną Chin.
    Pozdrawiam!

  3. Że dorzucę swoje 3 grosze : Brytyczyjcy pojawili się na kanonierkach. A zatem słowo wojna miało bardzo praktyczne wyróżnienie. To trochę tak jak z powodu zaostrzenia przepisów wobec metaamfetaminy Polsce Amerykanie dogadali się z lokalnym dealerem i przyplyneli do zatoki gdanskiej lotniskowcem dopilnować dużego interesu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close