Gospodarka

Chiny: Kryzys w państwowych finansach?

Według raportu przygotowanego przez Deutsche Bank w bieżącym roku przychody z tytułu podatków osiągną w Chinach poziom najniższy od ponad 30 lat. To może przysporzyć dodatkowych kłopotów Pekinowi usiłującemu powstrzymywać wzrost zadłużenia lokalnych rządów prowincjonalnych bez dodatkowego uszczerbku dla spowalniającej gospodarki kraju, a z pewnością nie ułatwi chińskiemu rządowi zmierzyć się z kłopotami, o których pisaliśmy ostatnio.

Według opracowania Deutsche Bank przychody podatkowe Chin wzrosną w 2015 roku zaledwie o 1% w porównaniu z wpływami fiskalnymi w roku minionym. To najmniejszy zakładany wzrost od 1981 roku. Z kolei poziom wzrostu przychodów lokalnych rządów prowincjonalnych w porównaniu z rokiem 2014 spadnie o 2%. Jeśli przewidywania analityków sprawdzą się, oznaczać to będzie pierwszy spadek wzrostu przychodów lokalnych rządów od 1994 roku. Głównym powodem spadku przychodów fiskalnych ma być spadek sprzedaży nieruchomości, które stanowią aż 3 część wpływów do prowincjonalnych, powiatowych, gminnych i miejskich kas. Szacuje się, że ogólny poziom zadłużenia lokalnych chińskich rządów przekroczył już kwotę 3 bilionów dolarów amerykańskich, a wynika zarówno z kredytów zaciąganych przez te władze, jak i z obligacji, które emitują na wielką skalę.

Autorzy raportu, Zhiwei Zhang i Andrey Shi stwierdzają, że Chiny doświadczą w tym roku  najpoważniejszego od dziesiątków lat wyzwania związanego z malejącymi wpływami z podatków, a także, że to ogromne wyzwanie dla chińskiej ekonomii, wyzwanie, którego charakter i skala pozostaje nierozpoznana przez rynki, czyli innymi słowy przez samych analityków.

Dzisiaj, kiedy najważniejszą wiadomością dnia jest informacja o decyzji Banku Szwajcarii, który obniżył stopy procentowe do -0,75 procenta i przestał bronić kursu waluty na poziomie 1,2 za euro, w związku z czym za franka na rynku walutowym płaci się 4,2 złotych, w kantorach nawet 4,9 złotych, jakość przewidywań analityków finansowych nie budzi zaufania. Szczególnie w kontekście ich wypowiedzi sprzed kilku tygodni na temat kształtu kursu franka w roku 2015. Jeśli wydarzenia na rynku w środku Europy są zaskoczeniem dla specjalistów od finansów, to czymże dla nich może być materia chińskich finansów? Magią. Czarną.

W zeszłym roku, w lipcu, wprowadzono Chinach podatek od podatku VAT. Niewielki. Na poziomie 0,5% od stawki VAT, różny w zależności od decyzji władz danej prowincji. Nie trzeba być analitykiem, żeby z tak dziwacznego faktu wyciągnąć wniosek prosty: władze rozpaczliwie szukają źródeł dochodów. A to musi oznaczać doświadczane przez te władze problemy budżetowe. Jeśli od dłuższego czasu mówi się o spadku tempa gospodarczego, o malejącym wzroście eksportu, najważniejszym elemencie chińskiej gospodarki, to zjawiska te muszą przekładać się na obniżanie przychodów wynikających z podatków płaconych przez chińskie podmioty gospodarcze. Mniejsze obroty, przychody, zyski, mniejsze podatki.

Koszula bliższa ciału. Dlatego też przez najbliższe dni, tygodnie, może dłużej, będziemy czytać, słuchać i oglądać wywiady, analizy, komentarze na temat franka szwajcarskiego i jego wpływu na nas tu nad Wisłą. A przecież to w porównaniu z Chinami problem niewielki, może nie mikro, ale lokalny. Analitycy, którzy z takim entuzjazmem współkreowali obraz Chin mających wkrótce objąć prymat wśród gospodarek świata, dopiero dzisiaj odkrywają, że Państwo Środka może niebawem przeżywać poważne kłopoty budżetowe. Jakie mogą być konsekwencje chińskich problemów finansowych dla świata? Chwila! Jakich problemów? Dla większości specjalistów od finansów Chiny to wciąż czarny koń ekonomiczny. W nim nadzieja, w nim przyszłość gospodarki świata. Czemu więc w ogóle zastanawiać się nad czymś z czym – jak zwykle w ciągu ostatnich parudziesięciu lat – Chińczycy poradzą sobie sami? Przecież niedawny globalny kryzys finansowy przeszli niemal sucha nogą! Teraz z pewnością będzie tak samo!

Chiny, które znamy (albo tak nam się wydaje), których doświadczamy współcześnie, zawsze pięły się ku górze. Nigdy nie przeżywały poważniejszego kryzysu. Myślę, że warto poświęcić trochę czasu, energii i fachowej wiedzy, aby zbudować scenariusze na okoliczność głębokiego kryzysu chińskiej gospodarki. To druga ekonomia świata. Jej problemy przełożą się wprost na problemy krajów wielkości Polski. I większych od Polski. Niemiecki eksport na przykład Chinami stoi. A ile polskich firm zależy z kolei od niemieckich przedsiębiorstw działających w Chinach? Czy dolar wzmocni się, czy osłabnie pod wpływem chińskich turbulencji, jak to wpłynie na wartość euro? Ile w konsekwencji będziemy musieli płacić w Polsce za dolara? 2 złote? A może 5? Całe mnóstwo pytań. Próbując na nie odpowiedzieć można szukać alternatyw, planów B. Bez planów awaryjnych można co najwyżej biegać w histerii jak stado przerażonych kurczaków.

Póki co wydaje się, że pewniejsza jest właśnie ta druga wersja wydarzeń. A ponoć umiejętność przewidywania jest naszym wyróżnikiem w świecie zwierząt. 

Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close