Gospodarka

Chiny na marginesie

Chiny zeszły w Europie na plan dalszy. Europa ma obecnie problem z rosnąca falą emigrantów, z którą radzi sobie tak nieporadnie jak Chiny z pogłębiającymi się problemami ekonomicznymi. Zarówno Chiny jak i Europa próbują zastosować do aktualnej sytuacji stare wypróbowane rozwiązania, które pasują do obecnych wydarzeń jak pięść do oka.

To co jeszcze kilka tygodni temu można było uznać za hipotetyczną wersję wydarzeń, dzisiaj jest pewne: władze w Pekinie postanowiły znacznie osłabić swoją walutę dla wzmocnienia konkurencyjności towarów Made in China. Giełdy chińskie, których indeksy zachowują się jak ów martwy kot, który zrzucony z wysoka potrafi jeszcze odbić się od ziemi parę razy, stają się pomału wygodnym dla chińskich przywódców uzasadnieniem „konieczności dewaluacji juana”. Skoro gospodarka słabnie, to przecież słabnąć musi i juan. W chińskim modelu wypracowanym przez Mao Zedonga za wszelkie problemy odpowiadają siły, które świadomie, lub nieświadomie knują przeciwko władzy, a co za tym idzie, przeciwko ludowi. Władza już znalazła winnych zamieszania na giełdach: jest to grupa około 200 osób aresztowanych pod koniec sierpnia, osób, które przyznały się do złego, a nawet zgodnie z chińskim obyczajem ludowym zostały poprowadzone w „marszu wstydu” ulicami stolicy ChRL.

Metody te znakomicie sprawdzały się w czasach Wielkiego Sternika. Dzisiaj już nie. Ostatnie trzy tygodnie to ciągły (w perspektywie kolejnych tygodni) spadek wartości chińskich indeksów. Ci, którzy znajdują lukę i sposobność, żeby pozbyć się akcji, po prostu się ich pozbywają. Nie tylko inwestorzy indywidualni, których w Chinach jest najwięcej, i którzy mają najwięcej do stracenia, ale również inwestorzy instytucjonalni, którzy być może lepiej odczytują sygnały nadawane przez Pekin. Sygnały emitowane świadomie i zupełnie bez świadomości. Pośród tych drugich być może najważniejszym stało się wciągnięcie do grupy aresztowanych „za rozprzestrzenianie fałszywych pogłosek i udział w nielegalnych działaniach na giełdzie” jednego z dziennikarzy magazynu Caixin. To nie tylko bodaj najważniejsze i uważane za najbardziej miarodajne źródło informacji, komentarzy oraz analiz na temat wszelkich aspektów chińskiej gospodarki, ale od niedawna również nowy partner Markit Economics firmujący publikowane co miesiąc wskazania PMI dla chińskiego sektora przemysłowego oraz sektora usług. Aresztowanie dziennikarza tego magazynu rzutuje na przyszły odbiór danych przedstawianych przez tandem Markit-Caixin. Jeśli bowiem od końca września dołujące dotychczas wskazania indeksu zaczną ulegać poprawie, to inwestorzy zewnętrzni jak i lokalni zaczną domniemywać, że dane przedstawiane są nieprawdziwe, że tworzone są pod wpływem presji Pekinu. Z kolei jeśli dane będą wskazywały spowolnienie, choć stabilne, to z pewnością zostaną odczytane jako przedstawiające obraz sytuacji lepszy od faktycznego. I tak źle, i tak niedobrze.

Czy jednak kogokolwiek poza Chinami obchodzi to co się tam w tej chwili dzieje? Nie bardzo. Europa, a w konsekwencji i Stany Zjednoczone skoncentrowane są na problemie wędrówki ludów z Bliskiego Wschodu i Afryki. Po europejsku, zgodnie z filozofią tak widoczną chociażby w europejskiej medycynie, Europa zajmuje się rozwiązywaniem skutków nie szukając sposobów zlikwidowania przyczyn. Tutaj Chiny mogłyby stać się niezwykle pomocne. Mają bardzo mocne wpływy zarówno wśród rządów krajów afrykańskich, jak również pośród władców państw Bliskiego Wschodu, czy szerzej muzułmańskich. Chiny nie uznawały na przykład embarga obejmującego współpracę z Iranem, kupują tamtejszą ropę od lat, od lat też pośredniczą w handlu innych krajów z Teheranem. Nie byłoby Olimpiady w Pekinie w 2008 roku, gdyby nie głosy afrykańskich członków MKOL, głosujących absolutnie interesownie. Skoro Zachód nie chce skorzystać z doświadczeń Chin, z ich relacji i wpływów, Chiny zachowają je dla siebie. Mają w końcu w Afryce i Azji wiele do stracenia. Zainwestowały tam znacznie więcej niż na Starym Kontynencie, czy w USA.

 

Pekin po raz kolejny uświadomia sobie, że jedyną legitymacją na światowe salony, na które Chiny niemal przemocą wepchnięto na początku tego stulecia, były wyłącznie środki, które starzy bywalcy tych salonów chcieli od ChRL wyciągnąć. W dowolny sposób. W razie problemów będą musiały, tak jak i dzisiaj, radzić sobie zupełnie same, w ramach wygodnej dla Zachodu koncepcji przyjętej przez Chiny „trzeciej drogi” rozwoju. O tym jak sobie poradzą mówił już w styczniu bieżącego roku Xi Jinping podczas styczniowej przemowy w Centralnej Szkole Partyjnej, której treść – nieprzypadkowo – opublikowano właśnie teraz:

Komunizm nie jest w żadnym razie tak prosty jak „gotowana wołowina i ziemniaki”, nie może być łatwo osiągnięty, rezultaty nie pojawią się w ciągu nocy. Nie możemy uznawać go za wymyślony miraż i stracić nasze oddanie Partii tylko dlatego, iż osiągnięcie komunistycznego ideału jest długim procesem. Osiągnięcie komunizmu jest najwyższym ideałem naszej Partii Komunistycznej, a ten najwyższy ideał wymaga walki pokolenia po pokoleniu.”

Cóż mogą oznaczać te słowa? Nic innego jak powrót do starych rozwiązań. Żadnych „trzecich dróg”. W przypadku pogłębiających się problemów społeczno-ekonomicznych Chiny przypomną sobie skąd się wzięły, co jest ich istotą. A jest nią ideologia Mao Zedonga, Przewodniczącego, Wielkiego Sternika, który być może popełnił „30% błędów”, ale dzięki któremu powstało wielkie państwo, na którego czele stała, stoi i stać będzie Partia.

Odejście od modelu zaproponowanego i wprowadzonego przez Deng Xiaopinga, nawet krótkookresowe porzucenie „socjalistycznej gospodarki rynkowej” na rzecz „dyktatury ludu, kierowanej przez klasę robotniczą i opartą na sojuszu robotników i chłopów”, może uczynić światowej gospodarce to co niejaki Marcellus obiecywał niejakiemu Zedowi w „Pulp Fiction”. Wtedy zaś dzisiejsze nasze „problemy” z imigrantami u granic Unii Europejskiej będą najmniejszym zmartwieniem nie tylko europejskich przywódców, ale przede wszystkim nas samych.

Leszek Ślazyk

 

Tagi
Pokaż więcej

Leszek Ślazyk

(rocznik 1967), politolog, publicysta, przedsiębiorca, ekspert do spraw Chin; od 1994 roku związany zawodowo z Chinami, twórca portalu www.chiny24.com.

Powiązane artykuły

1 thought on “Chiny na marginesie”

  1. Dzis Xi JingPing w USA klepnal potezne kontrakty z Boeingiem, o czym media EU cichutko, na marginesie jes tpotezen zapotrzebwanie na wszelkich inzynierow w branzy lotniczej od materialoznawcow poprzez fizykow teoretyczncych, nie wyrabiaja, kolega ma agencje posrednictwa pracy maja 2300 pozycji nie wypelninych, w tym i my tez bo w lotnictwie robimy

     

    4 + 8 = dwanaście

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Close
Close